Skocz do zawartości

ECF: Detroit Pistons (1) - Miami Heat (2)


Jmy

Pistons - Heat  

33 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Pistons - Heat



Rekomendowane odpowiedzi

No niespodziewane rozpoczecie serii. W prawdzie to nie tragedia, ale dla komfortu psychicznego i wygody powinni byli wygrac. Teraz sadze, ze wygraja game 2 bo beda cholernie zmobilizowani do tego. Jednak jesli nawet wygraja to pojada do Miami z wynikiem 1-1 i tam musza wygrac co najmniej jeden mecz, zeby myslec o wygranej serii, bo ciezko mi uwierzyc, ze beda w stanie przy stanie 3-1 dokonac tego co pare lat temu w 1 st round przeciwko Magic.

A teraz kwestiak omentarza do tego meczu. Otoz meczu niestety nie widzialem, a wiec nie bede za wieel pisal. Po box scorze widac, ze podstawowa przyczyna przegranej byla zbyt niska skutecznosc. Tutaj widac pokazna roznice pomiedzy Heat, a Pistons. Drugi czynnik to zbiorki, na defensywnej tablicy roznica jest duza. Nie wiem na ile slaba skutecznosc jest efektem nie mocy Pistons, a na ile dobrej obrony Heat.

Po boxscorze ewidentnie widac to co powiedzial Szak czyli, ze znacznie wiecej zawodnikow Heat pokazalo tej nocy swa aktywnosc w ofensywie. Na zbyt duzo Detroit pozwolili Ceglarzowi i Paytonowi i to widac. Po stronie Pistons ewidentnie ciala dal Sheed, a McDyess tez mogl sie bardziej postarac, zwlaszcza przy slabym wystepie Sheeda.

Po stronie Pistons Hunter i Sheed glownie sprawili, ze skutecznosc Detroit byla taka a nie inna.

GO PISTONS !!!

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nic ciekawego chyba nie dodam do tego co już napisano, ale to co ja widziałem w tym meczu to głód zwycięstwa u Heat, Pistons są wciąż świetni, ale dwa lata temu to oni mieli to coś w oczach, i to było widać w ich grze, większą energię, może to kwestia długiego wypoczynku graczy z Miami, a krótkiego Pistons, kto wie, ale jednak w Heat Shaq bez rewelacji a momentami strasznie wręcz wyglądało jak spod kosza nie trafiał, Wade szalał, ale łapał faule i dużo nie pograł, ale Pistons i tak nie dali rady.

 

Wciąż myślę, że jednak oni wygrają jak wezmą się wreszcie za siebie, ale mam ciągle wrażenie, że to już nie jest ta drużyna, potrafią grać wciąż świetnie, ale coś mi tam u nich nie gra.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wciąż myślę, że jednak oni wygrają jak wezmą się wreszcie za siebie, ale mam ciągle wrażenie, że to już nie jest ta drużyna, potrafią grać wciąż świetnie, ale coś mi tam u nich nie gra.

Dokladnie. Mam to samo spostrzezenie o czym pisałem juz przy okazji serii z Cavs. Pistons to dalej ten swietny zespol ale nie sa tak niesamowici w egzekucji i mam wrazenie takze ze udziela im sie zmeczenie sezonem(zdecydowanie bardziej opłacalo im sie wolniej zaczynac niz teraz w PO byc nie w optymalnej formie, a tak poczatek RS tka naprawde nic im nie dał a trudy sezonu daja znac o sobie). Sa w stanie dalej grac ta swoja magiczna koszykowke i defensywe nie do przejscia co było widoczne w g7 w meczu z Cavs, kiedy grlai te swietna defensywe ale widac ze nie było to mozliwe na dłuzsza mete, kilkanascie minut i cos siada... A egezekucja, coż Billups tylko g7 trafil kilka waznych rzutow, ten wielki lider chociazby z przed roku teraz jakby siadal, a to dla Pistons baardoz duze osłabenie, to tez moze powodowac ich zastoj w egzekucji w offensywie, bo to on zawsze stawal i rzucal jak gdyby nigdy nic celna troje... Wydaje mi sie takze ze stad sie brały te wypowiedzi Sheeda i Billupsa o tym jak sie bawia w tej serii, zdawali sobie sprawe z wlasnych slabosci ale nie chcieli o tym mowic, podbudowywac rywali a w chamski sposob drwiac z rywala tworzyli pozory :?

 

O meczu wiecej jak go jutro zobacze, ale wielkie brawa dla Heat za wyrwanie od razu pierwszego meczu w The Palace, przy najprawdopodobniej kolejnym pokazie słąbosci Pistons...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim Miami bardzo ladnie zagrali w obronie. Porownajcie punkty obu zespolow z pomalowanego. Heat niemalze zdobywali 60% swoich punktow w ten sposob. Wade, Payton czy tez J-Will nie mieli wiekszych trudnosci zeby wjechac pod kosz i zdobyc punkty. Obrona Detroit momentami byla tragiczna. Czasem potrafili zastawic ladnie kosz, dzieki czemu zblizali sie ladnie do przeciwnika, a czasem to nie mieli zadnej odpowiedzi na nikogo z Heat. Dwayne moze sobie poszalec. Raczej nie zdecyduje sie Detroit na podwajanie czy tez potrajanie go. Co prawda w 2nd half cos tam probowali, ale czy ja wiem czy to jest dobry sposob. Zawsze jest jeszcze Payton, Shaq, Zo i wielu innych, ktorzy potrafia bezwzglednie wykorzystac to, ze nikogo przy nich nie ma. Tu nie bedzie tak latwo jak z Cavs zdecydowanie. Z cleveland wystarczylo im zatrzymac jednego zawodnika nawet we trzech - LeBrona. Tutaj zatrzymywanie Wade im nic nie daje bo nawet gdy nie ma go na parkiecie to Miami odjezdza Detroit. Pistons po prostu leza na dzis dzien. Jak widac przy lepszej obronie np Cavs czy Heat nie wiedza za bardzo co robic z pilka, do kogo podac i jak zdobyc punkty. O ile jeszcze z Cavs wychodzila im opcja z Princem to tutaj lezeli na calej dlugosci. Heat jak juz zastawiali kosz to nie bylo opcji zeby tam nawet ten drobny Hamilton sie przecisnal. Nawet jak mu sie udalo to lecial blok od razu. Detroit wygladali bardzo blado w ataku. W obronie mimo wszystko takze wygladali kiepsko. Ogolnie to g1 zdecydowanie dla Miami, ktorzy kontrolowali spotkanie mozna powiedziec od poczatku do konca. Rzucali niemalze z 20% lepiej niz Pistons (56% do 37%). Wygrali na deskach statystycznie, ale trzeba wziasc poprawke na to, ze Pistons oddali prawie 20 rzutow wiecej stad taka roznica w Defensive Rebounds. Jak dla mnie na dzis dzien zdecydowanym faworytem jest Miami, ale poki co nie przesadzal bym tak tego od razu. Jestem ciekaw co pokaze Pistons w g2 i co wymysli do tego momentu. Jesli chca cos powalczyc to musza odciac glowne zrodlo punktow Heat, czyli punkty z pomalowanego. Jak tego nie zrobia to bedzie po ptokach nawet w 4-5 meczach. Obrona Detroit musi sie wykazac. W koncu od czego maja DPOY?:D W tej serii nie kibicuje nikomu, ale dla dobra widowiska przydalo by sie to, aby wreszcie w finale graly troche inne zespoly niz te w przeciagu 2-3 ostatnich lat ;).

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wciąż myślę, że jednak oni wygrają jak wezmą się wreszcie za siebie, ale mam ciągle wrażenie, że to już nie jest ta drużyna, potrafią grać wciąż świetnie, ale coś mi tam u nich nie gra.

I ja np. w tym stwierdzeniu czy tez fakcie (bo to fakt, raczej nie ma z tym dyskusji) upatruje szansy na naprawde ciekawe finaly tak konferencji jak i te czerwcowe :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaraz zaczyna sie zabawa w meczu nr 2 i wlasnie pokazali niechlubnego rekordziste tych play offow, a raczej calej historii PO. Otoz Ben Wallace wykonuje FT ze "znakomita" skutecznoscia 22,7% :D

Juz pojawily sie ploteczki ze problem na linii Saundres-grajkowie narasta, ale poki co nic oficjalnego, gracze oczywiscie zaprzeczaja...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No Ben w jednym z meczow z Cavs mial cale 0-7 na lini rzutow wolnych. Wliczajac to, ze w pierwszym meczu rzucil raz 2 airballe... pod rzad ;D. No ale BB tak ma.

 

Tak w ogole to wie ktos moze gdzie molgbym obejrzec to spotkanie? Bo jakos znalesc nigdzie nie moge... .

 

edit# Po boxach sie nasuwa jedno... defence. Detroit chyba wreszcie zaczeli ladnie bronic w tej serii. Wade oddawal znacznie wiecej jump shotow niz w g1 wiec raczej to swiadczy o tym, ze Pistons wykonali troszke lepsza robote na nim. Rowniez same punkty z pomalowanego ulegly znacznej redukcji u Heat co takze swiadczy o lepszej obronie niz w g1 bo tam to bylo wtedy glownie zrodlo punktow Miami. Jak juz mowilem wczesniej to odciecie tego zrodla dawalo Detroit jakies szanse i wygrali. Wade nawet pomimo oddawania wiekszej ilosci jump shotow trafial na ladnym procencie. Wszystko ladnie i pieknie, 32pkt etc. ale az 9 strat ;]. W sumie jak LBJ mial 10 z Wizards to juz mnie nic w stanie nie jest zdziwic, tym bardziej z lepiej broniaca ekipa tlokow. Ogolnie strasznie mi to zaczyna przypominac g2 cavs-det. Tam tez Pistons mialo od poczatku ogromna przewage nad cavs 15-20pkt i w ostatniej kwarcie kawalerzysci dogonoli ich gdzies z +12pkt lecz to bylo za malo aby wygrac. Jednak sam przebieg spotkania bardzo podobny. Bo tu takze w 4 kwarcie Miami ladnie postraszylo. W sumie chyba robi sie nawet ponowny problem jak w poprzedniej serii czyli problem ostatnich kwart tlokow ;>. Mimo wszystko nie spodziewalem sie az takiej zmiany gry Pistons i nie myslalem, ze tak szybko i ladnie wybrna z tego. Mamy 1:1 i seria robi sie coraz ciekawsza.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kurcze. Nie wiem, co napisac o tym meczu. Mialem zamiar zjechac Miami, bo naprawde nie podobala mi sie ich gra. Po tym, co widzialem, spodziewalem sie pozniej zobaczyc z box scorze sporą roznice na niekorzysc Heat w zbiorkach ofensywnych, wyraznie wiecej strat zespolu z Miami i myslalem, ze tradycyjnie juz Pistons beda miec o jakies 14 wiecej FGA. A tymczasem we wszystkich tych dziedzinach przewaga Pistons byla bardzo nieznaczna.

 

Dziwne. W pierwszym meczu, wygranym przeciez przez Miami wcale nie wysoko, mieli oni wyraznie mniej rzutow, wiecej strat i prawie 2x mniej zbiorek ofensywnych. Widac ta skutecznosc z gry wtedy tak ogromnie zaważyła. Statsy Shaqa i Wade'a z meczu nr 2 tez są zwodnicze. Diesel pare razy dal ciala na całej linii pod samym koszem. Wade mial kupe strat, kiepsko zaczal i wygladal na ograniczonego w poczynaniach. Ale potraktuje to jako dobry znak.

 

Bo naprawde trzeba przyznac, ze Detroit bylo duzo bardziej skoncentrowane i zagralo ze sporo wieksza dozą energii niz w game1. Na poczatku szybko odskoczyli i do konca kontrolowali mecz. Ale jednak byli to ci Pistons z ery "Brownowej", bo zarowno w kwartach II i IV mieli powazne zastoje ofensywne, kiedy Miami niwelowalo strate z prawie 16-18p do 5-6. Gra Heat nie byla ani plynna, ani efektywna. Duzo grania indywidualnego, forsowanego, walenia rzutow we wczesnej fazie akcji. Pistons za to byli jak ta kropla, co drąży skałę. Spokojnie, długo, wyczekać, jesli trzeba to ponawiać do oporu i w końcu dostać swoje. Zadecydowalo to, ze w waznych momentach, kiedy Miami moglo juz sie sposobic do prób wyrownania, nagle ktos trafial ważna trojke (np. Sheed), byla akcja z ponowienem po zbiorce w ataku albo jakis przechwyt. Po prostu choc mieli zastoje, to zdobywali punkty, kiedy ich potrzebowali.

 

Miami nie gralo swojego, Shaq i Wade nie dostali wsparcia, a mimo to przynajmniej na koniec nie wyszlo tak źle, jak mi się wydawalo w trakcie że wyjdzie. Marne to pocieszenie, ale nic lepszego na ten moment nie mam. Teraz zagraja u siebie.

 

Uprzedze komentarze, ktore moga sie pojawic. Dwie sprawy:

1. Tak, Shaqowi w paru akcjach pozwolono na zbyt wiele. Troche łokietki pracowały. Ale też, kiedy byla szansa na wyrownanie, to sedziowie nie wahali sie czegos mu zagwizdac i zepsuc momentum. No i w koncowce, gdy Pistons pod swoją obręcza dość mocno go osaczali, to nie jestem pewien, czy czasem nie za duzo "motłoch" się tam wytworzył.

2. Walker nie zagral głupio - jesli ktos chcialby to powiedziec po analizie statystyk. Na poczatku (tzn. I kwarta) ze 2-3 rzuty mogl sobie darowac, ale generalnie nie robil nic debilniejszego niz niektore manewry jego kumpli. Przewaznie rzucal z pozycji przygotowanych, tylko ze nie siedzialo. Z czasem troche czesciej zaczal wchodzic i chcialbym, by to sie stalo jego nawykiem.

 

Pistons wygrali, bo zagrali lepiej. Miami wyglądalo na przytłoczone, choć statystycznie nie wygląda to tak źle, jak mi się wydawało w czasie obserwacji meczu. Niech tylko sie bardziej troszczą o piłkę i zrobią coś z tymi zbiórkami ofensywnymi Pistons. Pozostaję optymistą, co do szans Miami po tym, co dotąd widziałem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No tego sie spodziewalem, ze mzobilizowani po g1 wygraja g2. Na troche mniej pozwolili Paytonowi i Walkerowi tylko tez nie wiem czyto czasem nie kwestia ich samych. Ale w sumie na jedno wyszlo bo Shaq zagral lepiej niz w g1. Wade i jego 9 strat i to w PO i jedna na 4 s do konca (i tak chyba by juz nic nie zmienil, bo prowadzenie Pistons bylo 4 pkt, a chyba nikt z Pistons nie byl by na tyle glupi by przy probie rzutu za 3probwac faulowac) wola troche o pomste do nieba. Po stronie Pistons 6 strat z kolei zaliczyl Billups, ale lepsza gra niz w g1 (przynajmniej w cyferkach) Prince'a, Hamiltona i przede wszystkim Sheeda zdala rezultat.

Na ogol cyferki zespolowe bardzo wyrownane i czy to skutecznosc czy zbiorki to ten sam poziom. Oby dwie druzyny popelnily mnostwo strat.

Po stronie Pistons niepokoi bezproduktywnosc Huntera i jeszcze gorszy nizw g1 wystep McDyesa . W ogole jak na glebokosc skladu Pistons lawka jak na razie w tej rywalizacji praktycznie nie istnieje co jest o tyle nie pokojace, ze nie maja alternatywy,a ponadto eksploatuje to w nadmiarze psychicznie 1st 5.

Teraz jazda do Miami i tutaj wypadalo by, a przynajmniej bylo by dobrze, zeby Pitons wygrali g3, bo na wygrana w g4 jest mi ciezko liczyc jesli by wygrali g3 z tych samych wzgledow, z ktorych dzisiaj wygrali Pistons.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Niestety, Miami przegrało :cry:

Detroiot grało przez cały mecz swój basket, prowadzili kilkunastoma punktami, ale w 4 qt Miami ich prawie dogoniło. Niesamowity rzut Wade'a po obrocie o 180 stopni :D No cóż, dobrze, że Miami niemprzegrało obydwu meczy w Palace.

Miami! Bij mistrza!

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bardzo emocjonujący mecz z jeszcze lepszą końcówką. W razie przegranej, bardzo cięzka sytuacja dla Pistons, żeby nie powiedziec posprzatane. Mecz miał rzeczywiście ciekawy przebieg, jednak trzeba dodać, ze pod dyktando Tłoków. Na troche ponad minute do końca Pistons prowadzili 10 i wcześniej (po wspaniałej trzeciej kwarcie) taka przewaga się utrzymywała.

 

Musze od razu pochwalic BigBena. Oczywiście Shaq robił dzisiaj swoje, ale tak jak Szak napisał, pracował łokciami jak nigdy (a może jak zawsze przeciwko Ben'owi) Dalej, zaskoczyla mnie postawa Wallace'a w ataku (9) ładne odegrania (do Mc) i zbiórki w ataku. Po raz kolejny dobre zawody rozgrywał Tay, trzeba pochwalić Sheeda, ze 5 punktó z rzędu w wąznym (końcowym) momencie. I, ze nie bał się walnąc tej trójki.

 

Tak z moich obserwacji, czegos zabrakło w szeregach Heat, Wade (gdyby nie te 9 strat) Shaq, Walker... ale to za mało. Co z resztą zespołu? Tego zabrakło. Payton cos próbował, ale to tylko Payton, nie nalezy od niego zbyt wiele wymagać. Podobało mi sie to, jak BW pracował w obronie (oczywiście pomijając aktorstwo) Dobre spotkania. I na zakończenie B-B-B-Billups. Brawo

 

Trochę nerwówki w końcówce, zupełnie niepotrzebnie. 8 sekund? rzadko to się w NBA spotyka. a le dobra obrona. Cóż Tay z tego autu, ok ale zostawmy to. Najważniejsze, ze Hunter zagrał dobrze w obronei (na pograniczu faulu) Ta trójka z odchylenia Dywana... Uff. Teraz jedziemy do Heat. Bedzie się działo. GO PISTONS

 

PS. Oczywiście należy dodać ze, wspaniale zagrała ławka PD. McDyess (3) Widziałem, ze próbowali trochę z Delfinem poeksperymentowac. Bez skutku (8min) Chyba jeden faul...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dobry mecz, nareszcie na miarę PO w wykonaniu Pistons, choć końcówkę strasznie zwalili. Bład Bavetty przy wyprowadzeniu piłki przez Taya mógł kosztować Det przegraną, na szczęście to jest jeden z tych pasiaków, którzy przepraszają za swoje błędy. Z drugiej strony co mu się dziwić- kibice Det tak hałasują, że nie trudno o taki bład...

W końcówce Pistonsi nawet dobrze grali wpuszczali pod kosz, ale odrabiali na linii FT, szkoda tylko właśnie tego błedu, po którym Wade wysłał niesamowitą trójkę i zrobiło się gorąco. Na szczęście gracze Pistons to opanowali, bo przegrać mecz, w którym miało się taką przewagę to przypał. Przypomniał mi się jeden z meczów Pistons z Heat z RS, kiedy też Miami odroobili 17pts straty w samej końcówce. Na szczęście tym razem Pistonsi dowieźli wygraną :wink:

Grę w Miami ciągnął Wade jak tro zwykle bywa, ale wczoraj za bdobrzesobie z presją nie radził, a ta strata w ostatniej akcji to już przegięcie (czy tam nie było faulu). Ale miałtakie zagrzewki i wcześniej w meczu, choćby w drugiej qtr. Shaq nieźle na początku, później wtraźnie brakowało mu pary i półhaki już nie były dociagnięte, zresztą Ben swoje w D zrobił. Wreszcie widziałem duet Zo-So razem na parkiecie i szczerze nie podobało mi się to co oni robili. Taktyka może i dobra, ale nie przećwiczona co niestety nie wyglądało dla Heat dobrze, zwłaszcza że Zo nie radził sobie z szybszymi i bardziej mobilnymi Dyessem czy Sheedem.

 

O ile lepiej się ogląda mecz kiedy nie puszczają wszystkiego Shaqowi. Były dwie sytuacje pod koszem, kiedy Wallace był odpychany i zaraz był gwizdek. I tak być powinno zawsze. Skończyło się chronienie siłowo (teraz bardziej niż kiedyś) grającego SO!

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

nie ma bata, nie może być inaczej jak 7 meczów...Det się jak widać rozkręcają ale Miami też jest mocne i 3 mecze może wygrać...

 

i kto by pomyślał, że to Prince będzie ratował tyłki Pistonsom w playoffs? wielu typowało go na MVP serii z Cavs..a teraz? 20 ppg i 8,5rpg w pierwszych dwóch meczach? :shock: zawodnika, który zarabia 1,73 mln dol? chyba tylko ekscesy sprzed kilku sezonów Murraya w Seattle mogą się z tym równać...co ciekawe taką grą Tay tylko utrudnia sytuacje Detroit, bo teraz stoją pod ścianą i będą mu musieli dać naprawdę sporo (a pewnie chcieli trochę na nim zaoszczędzić, jako że jest na ogół trochę schowany w tej drużynie) jeśli go będą chcieli zatrzymać (ma ostatni rok kontraktu)....no a jak wiadomo trzeba jeszcze przedłuzyć Bena....ale z drugiej strony jeśli ich obu zatrzymają, to S5 będzie kosztowała z ok. 40-45 baniek więc też nie tak dużo biorąc pod uwagę, że kosztownym graczem jest już tylko Dyess....heh, zmieszczą się pod capem...

 

PS: na hoopshype pojawił się cały artykuł o wolnych Big Bena - ma ponoć jakiś uraz nadgarstka, który jak dalej piszą odczuwa po nie do końca udanej operacji, jaką mu przeprowadzono jeszcze w Orlando:

Ben Wallace has a bum right wrist that can pop out of place at any time. So why has he stuck with a free-throw style that is all wrist, making his stroke totally dependent on his most unreliable joint?

tu link do całego artrykułu:

 

http://www.hoopshype.com/columns/ben_hans.htm

 

EDIT:

PS: macie rację, Prince podpisał przedłużenie do sezonu 2010-11 tuż przed tym sezonem....kurczę, jakoś wcześniej nie obiło mi się to o uszy:/ sorry za zamieszanie :roll:

dali mu więc realatywnie dużo - i dobrze, bo z pewnością na tyle zasługuje

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przypominało to bardzo G2 z serii Pistons-Cavs. Wtedy też Pistons przez cały mecz wysoko prowadzili, a w 4 q rywale odrabiali straty. Tylko, gdy wtedy Cavs zbliżyli się na minutę przed końcem na 5 punktów, to sędziowie odgwizdali faul z kosmosu na Hamiltonie, a tutaj, gdy Heat się zbliżyli na 5 punktów, to sędzia pomylił się na korzyść gości. Ostatecznie jednak Pistons tego przegrać nie mogli, a przechwyt Huntera na DW miodny, naprawdę respekt. Nie wiem J, gdzie się tam faulu doszukiwałeś, IMO idealnie Lindsey wybił tę piłkę.

 

EDIT:

 

A czy czasem Tay nie jest już podpisany, wydaje mi się (może mylnie), że już podpisał przedłużenie...

Zgadza się, podpisał przed sezonem 47 mln na 5 lat.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem J, gdzie się tam faulu doszukiwałeś, IMO idealnie Lindsey wybił tę piłkę.

Pewien nie bylem, jakośc przekazu była niestety nienajlepsza, a powtórkę dali od tyłu. Jak pisałem pewien nie byłem, ale ywdawało mi się, że hunter zachaczył Wade'a za rękę. Ale jak nie było to ok, w sumie to nikt z Heat nie rzucił sie na sędziego, więc może faktycznie faulu nie było. Oczywiście Wade w momencie kiedy stracił miał inne zdanie, ale jego min nauczyłem się nie brać serio, bo płakać do sędziów to on już potrafi profesjonalnie :wink:
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bład Bavetty przy wyprowadzeniu piłki przez Taya mógł kosztować Det przegraną, na szczęście to jest jeden z tych pasiaków, którzy przepraszają za swoje błędy. Z drugiej strony co mu się dziwić- kibice Det tak hałasują, że nie trudno o taki bład...

Nie Joseph Dick (chociaż lepiej byłoby przetłumaczyć jego imię na nasz język) Bavetta przepraszał za to co powiedział Tayowi, poza tym widzieliście co w tej samej akcji jak Tay chciał wprowadzić piłke robił Posey z Billupsem :?: przecież on go wypchnął na aut tuż obok Bavetty :? Ja nie wiem nie ma Lakers, grają same zespoły, których nie lubię a i tak szlak mnie przez sędziów trafia w każdym meczu :? Stern zrobiłby nareszcie z sędziami porządek bo oni sami z siebie tego nie robią, mecze mają być jak najbardziej zacięte i dramatyczne i czasami trzeba w tym pomóc i to było zadanie Dicka w końcówce tego meczu.

 

Co do Shaqa Joseph to nie skończyło się chronienie jego tylko liga postanowiłą promować miękką i bezkontaktową grę, stąd cała ta nawałnica flopperów, aha co by nie było Shaq często fauluje i często powinno to być gwizdane, ale na nim fauli też wiele puszczano zawsze, a to co teraz to po prostu część kierunku jaki obiera sobie liga, co ktoś sfauluje mocniej to flagrant faul (swoją drogą kiedyś nawet z jakiegoś powodu nie bardzo wiedziałem co to za przewinienie :roll: ), zawieszają za byle co, liga promuje nie granie w obronie zamiast robić to lepiej się przewrócić bo najczęściej się opłaci, kwestia ubioru zawodników, której nie byłem przeciwny, ale to wszystko razem teraz składa mi się na wizerunek tej ligi jaki Stern chce sobie wykreować za wszelką cenę a mnie się ten wizerunek za cholerę nie podoba :?

 

Pistons byli dzisiaj lepsi, widać było u nich większą energię mecz toczył się w zasadzie pod ich dyktando, Heat mieli zrywy, ale tym razem Shaq i Wade nie dostali żadnego wsparcia od partnerów a to konieczne żeby wygrać z Pistons.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Te finały konferencji są już dużo bardziej zacięte niż poprzdnie. Nie widać jakieś miażdżącej dominacji jednej drużyny. Widać, że Pistons mają jednak problemy. W tych PO nie są takimi tytanami jak mogło się wydawać po sezonie regularnym. Podejrzewam, że Heat mogą wygrać tę rywalizacje, nawet nie koniecznie w pełnym 7 meczach. Skłaniałbym się nawet do 5-6 gier. Teraz dwa mecze w Miami, gdzie napewno nie zabraknie dramaturgii, ale może i happy-endu dla Heat :wink: Jeśli wygrają dwa mecze u siebie i nie będą popełnić głupich błędów, moge być spokojny o finał ligi :).

 

Co do meczu, to nie wiem, może ja mam inne zdanie o takim wybijaniu piłki jak zrobił to Hunter, ale tak po łapach dostać to aż mnie mierzi. Ten koleś (Hunter :evil: ) jest tak lewym obrońcą, że chyba nie potrafi bronić przepisowo, tak wali po rękach, że to koszmar. Przy okazji meczu z Cavs także było to do zauważenia. Moim zdaniem niesłusznie puszczona akcja.

 

Ale spokojna głowa, zemści się to na Pistons, jestem pewien.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Co do Shaqa Joseph to nie skończyło się chronienie jego tylko liga postanowiłą promować miękką i bezkontaktową grę, stąd cała ta nawałnica flopperów, aha co by nie było Shaq często fauluje i często powinno to być gwizdane, ale na nim fauli też wiele puszczano zawsze, a to co teraz to po prostu część kierunku jaki obiera sobie liga, co ktoś sfauluje mocniej to flagrant faul (swoją drogą kiedyś nawet z jakiegoś powodu nie bardzo wiedziałem co to za przewinienie Rolling Eyes ), zawieszają za byle co, liga promuje nie granie w obronie zamiast robić to lepiej się przewrócić bo najczęściej się opłaci,

wiem, że mój post będzie trochę OT ale chcę się odnieść do tego co napisał Van....akurat wczoraj obejrzałem sobie pamiętny GM 4 Suns-Lakers i jestem zupełnie przeciwnego zdania co do fauli ofensywnych....mnie bardzo podoba się ten właśnie kierunek, że jeśli tylko obrońca dobrze się ustawi i poleci do tyłu po kontakcie to jest faul ofensywny.....bo patrzyłem sobie na przykład na takiego biednego Mariona, który walczył jak mógł z Odomem nie chcąc się przewracać, ale ten niemiłosiernie spychał go i spychał kolejnymi bumpami aż wreszcie rzucał sobie spod samego kosza i jeszcze najczęsciej był faul Matrixa.....zajęcie odpowiedniej pozcyji i przewrócenie się jest jedynym co może właściwie zrobić w takiej sytuacji obrońca i gdyby nie robili tego np. centrzy przeciw Shaqowi to on by sobie bezkarnie rzucał punkty przypychając ich pod sam kosz.....to jest niedopuszczalne, żeby przesuwać obrońcę i wygrywać pojedynki tylko dlatego, że się więcej waży....wtedy by inne walory zupełnie odchodziły na bok, bo atakujący mógłby sobie wszystko robić z obrońcą....sam z autopsji wiem, jak wkurzająca jest taka gra przeciwnika i nie ma się przeciw temu jak obronić inaczej jak przewróceniem się...

 

to samo tyczy się odpychania obrońcy przy uwalnianiu się przez zawodników obwodowych....Kobe dokładnie tak faulował Bella w tym meczu i bardzo się cieszę, że sędziowie odgwizdali ten faul choć przyznaję, że Raja dosyć artystycznie upadł....ale właśnie gdyby tego nie zrobił, to sędziowie by puścili tą akcję (nie gwiżdżą kiedy ktoś się nie przewróci albo chociaż nie odleci na metr), a jest to także bardzo niesportowe zagranie i cieszę się, że sędziowie to bezwględnie odgwizdują (choć zapewne często niestety brakuje im konsekwencji)....jak tak przyglądałem się Bellowi to naprawdę widziałem jak świetnym jest obrońcą gdyż podchodził tak blisko Bryanta jak tylko się dało (jest to jak najbardziej dozwolone jeśli nie ma przy tym trzymania) i temu trudno było się uwolnić w przepisowy sposób....fani Lakers wyśmiewają się z Bella a na tym właśnie polega świetny defense, coś na ten temat może powiedzieć Żółw, który jest specjalistą w tego typu obronie....oborńca ma prawo bowiem być najbliżej jak się tylko da jeśli tylko jest przodem do atakującego i nie broni rękami...wszyscy obrońcy Bryanta w tej kwestii muszą zrozumieć, że zawodnik ataku nie może atakować obrońcy w swojej akcji tylko musi się go starać ominąć....każdy kontakt z jego winy może zostać odgwizdany jako faul ofensywny, tak jak każdy kontakt ze strony obrońcy to może faul defensywny (oczywiście liczy się jego siła, bo koszykówka to rzecz jasna gra kontaktowa; nie można po prostu w tym przesadzać).....Bell niesamowicie mi w tym względzie zaimponował - bronił wypisz wymaluj jak Bowen...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Greg tylko zawodnicy w ataku zawsze tak grali, powiedz przypominasz sobie Jordana, który w obronie tak się przewraca :?: albo pod koszem Mutombo :?: pewnie jeśli na drodze rozpędzonego gracza obrońca zdąży się ustawić powinien być ofens, ale to co robi chociażby Bell :? no daj spokój gracz z piłką czyli np. Bryant (bo na ich pojedynki się napatrzyłem) ma Bella na plecach i zaczyna kozłować wykonując w jego stronę ruch i w tym momencie Bell pada jak trafiony gromem. To już jest moim zdaniem plaga, w pierwszym meczu z Heat Hunter kiedy krył Wade'a też padł nagle na parkiet, nie wiem czy jakieś mocne zawirowania powietrza są czy jak :?

 

Piszesz o pojedynkach Odom-Marion tylko to właśnie był świetny indywidualny, fizyczny pojedynek taki jakich kiedyś było pełno.

 

Ja nie miałbym nic przeciwko tym flopom gdyby nie to jak powszechne się stały.

oborńca ma prawo bowiem być najbliżej jak się tylko da jeśli tylko jest przodem do atakującego i nie broni rękami...wszyscy obrońcy Bryanta w tej kwestii muszą zrozumieć, że zawodnik ataku nie może atakować obrońcy w swojej akcji tylko musi się go starać ominąć....każdy kontakt z jego winy może zostać odgwizdany jako faul ofensywny, tak jak każdy kontakt ze strony obrońcy to może faul defensywny (oczywiście liczy się jego siła, bo koszykówka to rzecz jasna gra kontaktowa; nie można po prostu w tym przesadzać).....Bell niesamowicie mi w tym względzie zaimponował - bronił wypisz wymaluj jak Bowen...

Nie rozumiem tu tylko jednego, piszesz co moze zrobić w takiej sytuacji obrońca i wszystko ok tylko piszesz o nie bronieniu rękami i jednocześnie Bellu :? no przecież on w tej całej serii, łapał, bił, przytrzymywał ile się tylko dało, i wiesz jeszcz na zakończenie o defensywie Bella jeśli obrońca jest w stanie sfrustrować gracza ataku i utrudnić mu życie jedynie poprzez flopy a nie twardą fizyczną obronę jak to ja go świetnym defensorem bym nie nazywał.

 

Podsumowując kompletnie Greg się nie zgadzam z tym co napisałeś o faulach ofensywnych dla mnie to promowanie mięczaków, naprawdę dobrzy czy bardzo dobrzy obrońcy zawsze potrafili sobie radzić bez stosowania tych flopów, zawsze może zdażyć się, że ktoś będzie lepszy, większy czy silniejszy od ciebie i nie dasz rady go powstrzymać przed zdobyciem punktów, ale twarda obrona mimo tego zasługuje na szacunek rywala nawet takiego, który zagra świetny mecz, ale odczuje, twoją obronę (dlatego Bryant skoro już przy nim jesteśmy zawsze z wielkim uznaniem wypowiada się o obronie Bowena czy Artesta) ale kiedy defensor będzie uciekał się często do takich sztuczek trudno mu będzie zyskać w ten sposób uznanie i szacunek.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.