Van Opublikowano 28 Lutego 2009 Udostępnij Opublikowano 28 Lutego 2009 trudno po takim meczu powiedzieć cokolwiek dobrego o kimkolwiek w drużynie poza powiedzmy przyzwoitym Gasolem reszta to jakaś masakra :shock: do sędziów czy Michałowicza można by mieć zastrzeżenia, ale po takim popisie Lakers nie ma co tego robić Jednak bb2 ma rację taki bilans lutego bralibyśmy w ciemno bez Bynuma, 9 meczy na wyjazdach i tylko dwie porażki na trudnym terenie w Utah i Denver Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jendras Opublikowano 28 Lutego 2009 Udostępnij Opublikowano 28 Lutego 2009 No i wygląda na to, że nie wygramy juz 8 meczów z rzędu. Chyba że w play-off :] Co tu dużo mówić, zagraliśmy do dupy i tyle. Napierdalać tyle jumpshotów na zmęczonych nogach to beznadziejny pomysł. Trudno wygrać bez obrony, przy skuteczności 29% z gry. I tak myślałem, że jednak opanujemy sytuację w trzeciej kwarcie, ale wtedy Kobe włączył tryb jaskiniowca i Nuggets nas doszli. Michałowicza lubię, bardzo się wyrobił. Swoją porcję kartofli musi walnąć, ale generalnie nie jest jakimś haterem LA. Telman mnie wkurzał nie bardziej niż zwykle. Sędziowie byli drobiazgowi większość meczu, nie dali specjalnie pograć, ale żeby jakoś szczególnie sprzyjali jednej ze stron, to nie zauważyłem. A i mam jedną wiadomość do Sashy Vujacica: stary, jesteś shooterem, mamy już prawie marzec, wypadałoby dociągnąć do tych 40% z gry. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
badboys2 Opublikowano 1 Marca 2009 Autor Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2009 zgadzam sie jendras. do gwizdkow bym sie nie doczepial. do michalowicza nic nie mam. wielu ma do niego zastrzezenia, beda na fali kibicow labedzia i szaranowcza ale sprawa wyglada tak, ze tamci wcale lepiej nie komentoali. jesli chodzi o warsztat, wiedze itd to michalowicz jest 1 klasa. ale wczoraj po raz pierszy w zycu uslyszlem tyle debinych textow i nie sposob bylo odniesc wrazenie za kim panowie sa w tym meczu. zdziwilo mnie to bo zawsze myslalem, ze michalowicz to fachowiec. tymczasem dal ciala i nie dalo sie tego sluchac kibicowi lakers. wolimy zespol robiacy serie 20w i przegrywajacy pozniej 5/7 spotkan czy zespol, ktory wygrywa po te 5-7 spotkan odnosi porazke i ponownie robi serie5-7? ja sam nie wiem jaki zespol wole ale dostrzegam pewne pozytywy w tym naszym wygrywaniu. tak jak powiedzial barkley. nie mielismy ani jednego sabego tygodnia w tym sezonie. byly slabsze, gdzie zaliczalismy 2 porazki (@orl, @mia) ale poza tym kazdy tydzien na plus. co do sashy mcie racje. jest marzec i wypadaloby zaczac trafiac tak ja krok temu Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
sadek69 Opublikowano 1 Marca 2009 Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2009 Ja wytrwałem do 2:59 przed końcem. Fatalny mecz. Zero skuteczności, tylko Pau w pobliżu 50%, pozostali padaka. 29,8% całej drużyny - podobno druga najgorsza skuteczność w historii LAL. Nieistniejąca ławka, słabiutka pierwsza piątka, pewnie to zmęczenie, chociaż przed meczem były bardziej optymistyczne wpisy, że liderzy z Suns grali mało minut, nie są zmęczeni, do podróży przyzwyczajeni, etc, etc ... jednak okazało się to wszystko gów.. prawdą. Życie i Denver akurat nas brutalnie zweryfikowali. 11 aż bloków rywali, z czego 7 Andersena /4 na Lamarze/ - jakoś nie kojarzę takiego spotkania, żeby rywale nas tak skutecznie blokowali. Ich S5 generalnie słabo, poza Billupsem pozostali mocno na "-", ale ich ławka... zmietli nas z boiska. Nie mieliśmy żadnej odpowiedzi na Andersena i J.R.Smitha. Billups świetnie, zobaczyliśmy co znaczy bardzo dobry PG. Denver z Billupsem to moim zdaniem druga siła Zachodu, contender pełną gębą. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jendras Opublikowano 1 Marca 2009 Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2009 Spokojnie chłopaki z tym chwaleniem Denver. To tylko jeden mecz z fatalnie dysponowanymi Lakers. Wcześniej Nuggets zostali m.in. totalnie zmiażdżeni na własnym parkiecie z Cavs czy Celtics bez Garnetta. Zdecydowanie nie uważam ich za contendera. Z Billipsem i Nene są zdecydowanie silniejsi niż przed rokiem, ale ciągle mają spore braki. Przede wszystkim nadal mają momenty, kiedy ciskają cegły bez opamiętania, tracąc głowę i zapominając o swoich silnych stronach. Anthony nadal woli jumpshoty od penetracji, a George Karl to nie jest trener, który potrafi wykorzystać pełen potencjał tego zespołu. Póki co, Spurs nigdzie się nie wybierają, a i o Hornets zbyt szybko zapomniano. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi