Mac Clane Opublikowano 14 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 14 Września 2010 jest jeszcze kilka spraw które się w tym artykule nie zgadzają, fg%Shaqa musiało być lepsze od fg%Kobiego, bo jeden jest podkoszowym a drugi obwodowym... to chyba nie jest trudne:) i co do tego że zdobywając mistrzostwo miał niskie fg% - przeciwnicy przykładają do bronienia Kobiego bardzo dużą wagę, i wypuszczają naprawdę dobrych defensorów.... Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jendras Opublikowano 14 Września 2010 Autor Udostępnij Opublikowano 14 Września 2010 Nie ma sensu rozwodzić się nad każdym haterowskim postem z realgm. Zwłaszcza takim gniotem. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Xamel Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 w sumie haterem kobe nie jestem, ale pare rzeczy mnie zaciekawilo. ja rozumiem ze Kobe był dość młody na początku, i powiedzmy dwa pierwsze finały trzeba brać przez ten pryzmat, ale czemu np. przeciwko pistons zagrał tak słabo? i nie chodzi mi o to ze miał słaba skuteczność bo go kryli dobrzy obrońcy, tylko czemu oddał w skali serii prawie 30 rzutów wiecej nz szaq pomimo szokujacej różnicy (%)? taki był plan gry phila? czy szaq nie radził sobie z braćmi wallacami? nie dochodził do czystych pozycji? jakie mieli adv stats? apm? +/-? tak z ciekawości pytam Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
mac Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 Czyli kazda wypowiedz ktora neguje to ze Kobe nie nalezy do najwyzszej polki to haterostwo? Artykul mimo ze posiadal troche bledow, zawieral tez istotne informacje. Kobe w seriach finalowych gral srednio. Warto porownac to z Timem i jeszcze raz z Shagiem: Shaq 1995 Finals 28.0 ppg, 12.5 rpg, 6.3 apg, 2.50 bpg, .595 FG% 4 games L 2000 Finals 38.0 ppg, 16.7 rpg, 2.3 apg, 2.67 bpg .611 FG% 6 games W 2001 Finals 33.0 ppg, 15.8 rpg, 4.8 apg, 3.40 bpg, .573 FG% 5 games W 2002 Finals 36.3 ppg, 12.3 rpg, 3.8 apg, 2.75 bpg, .595 FG% 4 games W 2004 Finals 26.6 ppg, 10.8 rpg, 1.6 apg, 0.60 bpg, .631 FG% 5 games L 2006 Finals 13.7 ppg, 10.2 rpg, 2.8 apg, 0.83 bpg, .607 FG% 6 games W Tim 1999 Finals 27.4 ppg, 14.0 rpg, 2.4 apg, 2.20 bpg, .537 FG% 5 games W 2003 Finals 24.2 ppg, 17.0 rpg, 5.3 apg, 5.33 bpg, .495 FG% 6 games W 2005 Finals 20.0 ppg, 14.0 rpg, 2.0 apg, 2.00 bpg, .412 FG% 7 games W 2007 Finals 18.3 ppg, 11.5 rpg, 3.8 apg, 2.25 bpg, .446 FG% 4 games W Widac ze obaj byli duzo bardziej efektywni, w tym Shaq wrecz zdeklasowal obu. Co do tego ze na Kobiego wysylano ciezkich obroncow, to raczej bardziej sie skupiano na podwajaniu Shaqa, i w pierwszy 3 mistrzowskich seriach nie bylo jakiegos wybitnego stoppera. Shaq jak i Tim potrafili zagrac fenomenalne serie (1999-2003), a gdy kryli ich top orboncy (Sheed i Ben) to zagrali gorzej, ale nadal przyzwoicie. Ciezko jest zrozumiec jak mozna stawiac Bryanta nad Timem, skoro nawet w sukcesach indywidualnych jest za nim. Autor artykulu umiescil Bryanta dosc wysoko wiec nie wiem czemu mialby byc haterem. Tak jak juz ktos wspomnial, Kobe to polka Dirka, ktory jest mocno niedoceniany, przez slaby wystep w finalach (ale Bryant tez mial takie wystepy, a b dobrze (ale to i tak nie ten poziom co Shaq i TD w 99-03) zagral raz) Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Koelner Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 oprócz jednego wyskoku finałowego Wade'a. znajdźcie mi od czasów Jordana niskiego ,który miał taki wpływa na mistrzowskie zespoły jak Kobe. oczywiście czekam na tezę ,taka jest koszykówka ,wysocy są lepsi. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
RappaR Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 Tony Parker w 2007 i jakoby Manu Ginobili w 2005, bo pisaliście, że Duncanowi oni pierścionki wygrywali. Od czasu Jordana minęło 12 lat, 3 razy wygrał Shaq, 3 razy Duncan, 1 raz Parker, 1 raz Wade, 2 razy kolektyw i 2 razy Kobe. 6-4 przewaga dla wysokich i 6-6 w tytułach MVP finałów. Chyba twoja teza poszła się jebać? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Koelner Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 3 razy Shaq ,3 razy Duncan. Parker ,Billups to zawodnicy z kolektywu ,nie umniejszając wtedy roli wysokich jak Tim czy braciom Wallace. KG także był ważniejszy kiedy zdobył MVP Pierce'a. policzyłeś w tym Kobe'iego. pięknie nie pisałem o mvp tylko o wpływie. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
RappaR Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 Wpływ Duncana w 2007 był podobny do wpływu Gasola w 2010, więc jeśli liczyć to obu. Staty Gasola praktycznie identyczne jak Tima: 18,6 ppg 11,6 rpg 3,7 apg 2,6 ppg Kobe to też kolektyw z Bynumem, Gasolem, Odomem i Artestem. Parker wtedy miał swoją serię i jego wpływ był conajmniej taki jak Kobe 2010 -24,5 ppg na 57% jako niski, gdzie 24,4 to większy procent zdobytych punktów niż 28,6 Kobiego(na 40% ) Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
wowo Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 po sie klocisz Tony Parker to półka conajwyżej Collinsona lub Fishera nie masz co udowadniac bo teraz przyjdzie post, że Parker to żerował na Timie a Bryant zdobywał misie, sam z D-leaguersami i co z tego, że na gorszym procencie?! Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Van Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 a dlaczego takie ważne są te serie finałowe, których większość rozgrywana była z beznadziejnymi rywalami kiedy wiadomo i tak było kto tytuł zdobędzie ? mistrzostwa 2001 i 2002 roztrzygnęły się na zachodzie i w tamtych seriach Kobe na pewno nie miał mniejszego wpływu na sukces niż Shaq. Co mnie obchodzi kto był ważniejszy dla sukcesu w serii, w której z góry wiadomo było kto wygra ? Shaq jak i Tim potrafili zagrac fenomenalne serie (1999-2003), a gdy kryli ich top orboncy (Sheed i Ben) to zagrali gorzej, ale nadal przyzwoicieaha czyli krytykujemy Bryanta za słabą skuteczność, ale kiedy już Duncan jako wysoki robi w finałach oszałamiające 41.2% z gry to jest to nadal przyzwoicie ? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Luki Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 A co mnie obchodzi jak grał Bryant w drodze do finału 01, 02 gdy cały koszykarski światek zajęty był Shaqiem, podwajaniem go i pisaniem przeciwko niemu schematów. Zresztą po pierwszym mistorzostwie Lakersi byli w kolejnych latach faworytami każdej serii więc nie wiem po co w ogóle rozmawiać o tamtych czasach. kiedy wiadomo i tak było kto tytuł zdobędzie Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Van Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 a skąd wiesz czym zajęty był cały koszykarski świat ? po co rozmawiać ? po to bo wiele osób czego jesteś doskonałym przykładem nie ma o nich pojęcia a się wymądrza i jest różnica między byciem faworytem a byciem pewniakiem do wygranej Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
wowo Opublikowano 15 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 sugerujesz ze wklad Bryanta z 2009 i 2010 w pierscien jest rowny do wkladu Shaqa z 01, 02 i 00 ? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jendras Opublikowano 15 Września 2010 Autor Udostępnij Opublikowano 15 Września 2010 Artykul mimo ze posiadal troche bledow, zawieral tez istotne informacje. "Kilka błędów"? Dobre. Autor twierdzi, że Bryant jest przeceniany, bo grał słabo w finałach NBA. I w zasadzie na tym można by zakończyć, bo tak postawiona teza sprawia, że trudno całą resztę traktować poważnie. Druga sprawa, autor albo nie ma pojęcia o tym co pisze, albo celowo pomija niewygodne fakty. W finałach z Indianą Kobe grał ze skręconą kostką. Nieprawdą jest, że w każdej z tych serii obrona była skupiona na Shaqu. Błędem jest posługiwanie się surową skutecznością z gry, ale w przypadku TS% O'Neal już nie wypada tak dobrze, więc tu znowu - albo niewiedza, albo pomijanie niewygodnych faktów. Prawda jest taka, że w czasach 3-peatu Lakers wschód był znacznie słabszy i najważniejsze serie rozstrzygały się na zachodzie. Shaq dominował przeciwko Smitsowi, Mutombo czy Toddowi MacCuloochowi. W starciach ze Spurs, Blazers czy Kings, a więc przeciwko najtrudniejszym rywalom, podział ról już nie był taki oczywisty. To samo tyczy się Spurs i Parkera, który rozegrał serię życia w gładkim sweepie przeciwko Cavs, ale kiedy naprawdę ważyły się losy tytułu, a więc w serii z Phoenix, najlepszym graczem był Tim Duncan. Ciezko jest zrozumiec jak mozna stawiac Bryanta nad Timem, skoro nawet w sukcesach indywidualnych jest za nim. Choćby dlatego, że poziom gry Duncana w drugiej połowie dekady zaczął dość mocno spadać. A i zastanawiam się, co mają wykazać przytoczone przez ciebie statystyki, bo ja tu widzę, że kiedy Tim trafił w finale na elitarną defensywę, to wcale nie radził sobie lepiej niż Bryant. w sumie haterem kobe nie jestem, ale pare rzeczy mnie zaciekawilo. ja rozumiem ze Kobe był dość młody na początku, i powiedzmy dwa pierwsze finały trzeba brać przez ten pryzmat, ale czemu np. przeciwko pistons zagrał tak słabo? i nie chodzi mi o to ze miał słaba skuteczność bo go kryli dobrzy obrońcy, tylko czemu oddał w skali serii prawie 30 rzutów wiecej nz szaq pomimo szokujacej różnicy (%)? taki był plan gry phila? czy szaq nie radził sobie z braćmi wallacami? nie dochodził do czystych pozycji? Shaq nie wytrzymywał kondycyjnie. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby zdominował Big Bena jak Mutombo trzy lata wcześniej. Niestety, za bardzo się zaniedbał. Nieprzypadkowo dwa najlepsze mecze przeciwko Pistons rozegrał, kiedy miał kilka dni odpoczynku (g1 i g4), a i tak sił starczało tylko na trzy kwarty. Druga sprawa, że w czasach mistrzowskich Lakers mieli lepszy support. Fisher, Fox, Horry w swoich najlepszych latach kontra Payton, Medvedenko czy Kareem Rush (bo Malone'a trudno liczyć). Zresztą po pierwszym mistorzostwie Lakersi byli w kolejnych latach faworytami każdej serii Jesteś to w stanie czymś poprzeć, czy piszesz tak "na wyczucie", jak autor posta z realgm? A co mnie obchodzi jak grał Bryant w drodze do finału 01, 02 Czyli krytykowanie Bryanta za grę w finałach z kelnerami ze wschodu jest ok, ale już przytaczanie dokonań z play-off na zachodzie jest be? Cały Luki. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
mac Opublikowano 16 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 16 Września 2010 a dlaczego takie ważne są te serie finałowe, których większość rozgrywana była z beznadziejnymi rywalami kiedy wiadomo i tak było kto tytuł zdobędzie ? mistrzostwa 2001 i 2002 roztrzygnęły się na zachodzie i w tamtych seriach Kobe na pewno nie miał mniejszego wpływu na sukces niż Shaq. Co mnie obchodzi kto był ważniejszy dla sukcesu w serii, w której z góry wiadomo było kto wygra ? Zgoda, też uważam że w tych latach w finałach były słabe zespoły. W 2007 roku w serii z Phoenix najwazniejszy byl Tim, czy uwazasz wiec ze zgarnal tytul jako 1 opcja? Ale i tak wiecej meczow bardzo dobrych w playoffs mial Tim. aha czyli krytykujemy Bryanta za słabą skuteczność, ale kiedy już Duncan jako wysoki robi w finałach oszałamiające 41.2% z gry to jest to nadal przyzwoicie ? No tez uwazam ze zagral ta serie slabo. Ale podobnie jak Kobe w tym roku... 7 mecz beznadziejny. Chociaz Duncan dobrze zbieral majac za rywala Bena. Ale zgadzasz sie ze ta serie Duncan zagral na poziomie Bryanta z Bostonem z tego roku? Autor twierdzi, że Bryant jest przeceniany, bo grał słabo w finałach NBA. I w zasadzie na tym można by zakończyć, bo tak postawiona teza sprawia, że trudno całą resztę traktować poważnie. Tak jak napisalem wyzej, zgoda co do tego ze glupio oceniac na podstawie jednej serii a calych playoffs. Ale tu Duncan tez lepiej wypada. Kobiemu brakuje wiecej takich meczow jak w serii z Phoenix. Druga sprawa, autor albo nie ma pojęcia o tym co pisze, albo celowo pomija niewygodne fakty. W finałach z Indianą Kobe grał ze skręconą kostką. Nieprawdą jest, że w każdej z tych serii obrona była skupiona na Shaqu. Błędem jest posługiwanie się surową skutecznością z gry, ale w przypadku TS% O'Neal już nie wypada tak dobrze, więc tu znowu - albo niewiedza, albo pomijanie niewygodnych faktów. Zgoda. TS duzo lepsze i wtedy mozna porownac od razu procenty bez podzialu na wysoki/niski. To samo tyczy się Spurs i Parkera, który rozegrał serię życia w gładkim sweepie przeciwko Cavs, ale kiedy naprawdę ważyły się losy tytułu, a więc w serii z Phoenix, najlepszym graczem był Tim Duncan. Dokladnie, uwazam ze porownanie Parkera do Kobiego jest slabe. Mial jedna wybitna serie (ale tylko atak) z Dallas ktora Spurs gladko przegrali. Jest on dziura w obronie, bez rzutu za 3, ogolnie duzo wiekszy wplyw mial Manu.. Parker z Cavs zdobywal duzo punktow majac za rywala Gibsona... Dobrze by bylo jakby powstalo "big trio" w NYK Amare, Carmelo, Tony. Ciekawe jak im bedzie szlo. Choćby dlatego, że poziom gry Duncana w drugiej połowie dekady zaczął dość mocno spadać. A na jakiej podstawie tak twierdzisz? I kiedy uwazasz ze nastapil ten 'mocny' spadek? Bo ja uwazam od sezonu 07/08 (ciekawa korelacja, spadek poziomu Tima, spadek poziomu Spurs, mimo wzrostu poziomu Tonego..) I do tego sezonu byl graczem lepszym od Kobiego. Jesli spojrzec na APM to na przestrzeni kariery Tim lepiej wypada, a Kobie w ostatnich sezonach, co chyba pokrywa sie z "okiem"? A upadek byl mocny bo Duncan byl na wlasnie bardzo wysokim poziomie, nie oznacza to jednak ze teraz jest jakims przecietniakiem. Dodatkowo, powod to ewidentnie wiek, bo pierwsza polowe tego sezonu mial dobra po czym przez zmeczenie poziom mocno obnizyl. A i zastanawiam się, co mają wykazać przytoczone przez ciebie statystyki, bo ja tu widzę, że kiedy Tim trafił w finale na elitarną defensywę, to wcale nie radził sobie lepiej niż Bryant. Radzil nie lepiej niz Kobe, ale nie gorzej, a Wy stawiacie Kobiego wyzej od Tima. Jesli dobrze zrozumialem to kryterium jest takie: 1. Conajmniej jeden tytul jako pierwsza opcja(ale nie wazne ile). 2. Dlugosc gry na wysokim poziomie. I tu moze rzeczywiscie jest przewaga Kobiego, ale dlatego ze przewiduje u niego wysoki poziom jeszcze przez dlugi czas zwiazany z Jego stylem gry. Natomiast Duncan juz ten bardzo wysoki poziom ma za soba. To sa kryteria tylko do "miejsca w historii" czy tez do oceny ktory gracz lepszy? Bo co do miejsca w historii to jakis tam maly sens ma, natomiast juz ktory lepszy to 1 punkt jest zbedny(natomiast 2 jest ciekawy, ale wtedy taki Malone > Duncan, bo dluzej utrzymywal bardzo wysoki poziom). Jakby porownac takich zawodnikow: Tim,Manu,Tony,Bowen Kobe,Gasol,Odom,Artest. Wedlug mnie: 1. Tim, Kobe (akurat Tima stawiam wyzej ale niech bedzie, biorac pod uwage czas utrzymywania wysokiego pozimu przez Kobe) 2. Manu, Gasol 3. Odom, Parker 4. Artest, Bowen Jest jeszcze Bynum, ale ciezko go ocenic przez kontuzje. Jesli sie zgadzasz to ktorego z graczy grajacych z KG z Min, Nasha z Phoenix, Lebrona z Cavs wstawilbys na te polki? Miejsce w historii mozna oceniac, mistrzostwami bo o to chodzi, ale juz tego czy ktorys gracz jest lepszy czy gorszy nie. Zgadzasz sie? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Luki Opublikowano 16 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 16 Września 2010 Czyli krytykowanie Bryanta za grę w finałach z kelnerami ze wschodu jest ok, ale już przytaczanie dokonań z play-off na zachodzie jest be? Cały Luki. Raczej aluzja do głupoty jaką popisał sie Van umniejszając zasługę Shaqa w 2 i 3 mistrzostwie. Ironia. nastepnym razem będę zaznaczał, co by nie było. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Van Opublikowano 16 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 16 Września 2010 Ale i tak wiecej meczow bardzo dobrych w playoffs mial Tim.liczyłeś ? No tez uwazam ze zagral ta serie slabo. Ale podobnie jak Kobe w tym roku... 7 mecz beznadziejny. Chociaz Duncan dobrze zbieral majac za rywala Bena. Ale zgadzasz sie ze ta serie Duncan zagral na poziomie Bryanta z Bostonem z tego roku?oczywiście, ze się nie zgadzam co do w ogóle za argument chociaż Duncan dobrze zbierał mając za rywala Bena ? a niech by i Billa Russela miał ktoś piłki w obronie musi zbierać wiec co jest dziwnego w tym, ze robi to jedyny wartościowy zbierający w drużynie ? Raczej aluzja do głupoty jaką popisał sie Van umniejszając zasługę Shaqa w 2 i 3 mistrzostwie.głupotą i ignorancją nie po raz pierwszy popisujesz się ty wypowiadając się na tematy, o których nie masz pojęcia Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Maxec Opublikowano 16 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 16 Września 2010 No tez uwazam ze zagral ta serie slabo. Ale podobnie jak Kobe w tym roku... 7 mecz beznadziejny. Chociaz Duncan dobrze zbieral majac za rywala Bena. Ale zgadzasz sie ze ta serie Duncan zagral na poziomie Bryanta z Bostonem z tego roku? oczywiście, ze się nie zgadzam co do w ogóle za argument chociaż Duncan dobrze zbierał mając za rywala Bena ? a niech by i Billa Russela miał ktoś piłki w obronie musi zbierać wiec co jest dziwnego w tym, ze robi to jedyny wartościowy zbierający w drużynie ? Sorry Van-ie czcigodny, ale czyżbyś sam sobie odpowiadał, bo nie załapałem :mrgreen: :?: Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Alonzo Opublikowano 16 Września 2010 Udostępnij Opublikowano 16 Września 2010 Jendras napisał: Luki napisał(a):Zresztą po pierwszym mistorzostwie Lakersi byli w kolejnych latach faworytami każdej serii Jesteś to w stanie czymś poprzeć, czy piszesz tak "na wyczucie", jak autor posta z realgm? a skąd wiesz czym zajęty był cały koszykarski świat ? po co rozmawiać ? po to bo wiele osób czego jesteś doskonałym przykładem nie ma o nich pojęcia a się wymądrza i jest różnica między byciem faworytem a byciem pewniakiem do wygranej Panowie Luki ma całkowita racje tutaj - Lakersi byli absolutnym faworytem i to jeszcze od czasów, gdy dostawali od mormonów ostry wpierdziel (nie mieli wtedy jaj i wyloozowanego Jaxa z jego trójkątami). Shaq dominował pod koszem. D O M I N O W A Ł. Wiem to bo ogladałem i nie potrzebuje do tego zadnych statystyk. Jedno to se oglądnąć mecze po ściągnięciu po X-latach od czasu jak miały miejsce i se interpretować czyjes luźne przemyślenia, a inna byc na bieżąco wmiare mozliwości - czyli 1-2 mecze w tyg. na Wizji czy TVNie do tego to co rzucili na DSFie 2-3 razy w tyg. i czasopisma Magic Basketball, Basketball i gazeta Przegląd Sportowy, która czasami coś tam naskrobała. Jedynym ich przeciwnikiem po tym, jak chłopaki z Salt Lake City zaczeli podupadac, byli Spurs. Na Wschodzie była bida, a Portland i Sacto mieli po jednej szansie od losu której nie wykorzystali. Lakers byli rok w rok poza zasiegiem praktycznie wszystkich. Jendras i Van jesteście stronniczy jako kibice LA. ja mialem z reguły w d.. zachód bo skupiałem sie na klockach jakie Heat dostawali co rok od Knicks, a później na samej próbie awansu moich Heat do playoffs, co nie zmienia faktu, że finały oglądałem zupełnie bez większych emocji, zreszta decydujace mecze z Portland i Sacto z DSFu kojarzę. Co do dyskusji nt. Duncan - Bryant sie nie wtrącam. Kiedyś obu nie trawiłem, dzis obu szanuję. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jendras Opublikowano 16 Września 2010 Autor Udostępnij Opublikowano 16 Września 2010 Alonzo, piszesz jakbyś był jedynym, który wtedy interesował się NBA. Nie wiem też co ma stronniczość do kwestii określenia faworyta. Czy Lakers byli faworyzowani w seriach z Blazers, Spurs czy Kings, tu bym mocno polemizował. Portland to był przecież superteam (że mieli jedną szansę, to nie ma absolutnie nic do rzeczy), San Antonio i Sacramento HCA. Serie z tymi drużynami były określane jako przedwczesny finał, a Lakers poza pierwszym sezonem Jaxa w sumie prezentowali się w regular mocno przeciętnie, do tego dochodziły konflikty i było sporo wątpliwości co do ich dyspozycji w play-off. Zresztą, jak można pisać o tym, że byli poza zasięgiem, skoro o włos nie odpadli najpierw z Blazers, a potem z Kings? Trzymajmy się faktów. Raczej aluzja do głupoty jaką popisał sie Van umniejszając zasługę Shaqa w 2 i 3 mistrzostwie. Ironia. nastepnym razem będę zaznaczał, co by nie było. Jaka ironia? Gdzie? Z której strony? Robisz to co zwykle - czepiasz się jakiejś wypowiedzi dotyczącej Lakers, kompletnie wyrwanej z kontekstu. Nie przepuścisz żadnej okazji, żeby się dowalić, ale kiedy ktoś przegina w drugą stronę (patrz: wklejona tutaj wypowiedz z realgm), to już absolutnie ci nie przeszkadza. A na jakiej podstawie tak twierdzisz? I kiedy uwazasz ze nastapil ten 'mocny' spadek? Bo ja uwazam od sezonu 07/08 (ciekawa korelacja, spadek poziomu Tima, spadek poziomu Spurs, mimo wzrostu poziomu Tonego..) I do tego sezonu byl graczem lepszym od Kobiego. Jesli spojrzec na APM to na przestrzeni kariery Tim lepiej wypada, a Kobie w ostatnich sezonach, co chyba pokrywa sie z "okiem"? A upadek byl mocny bo Duncan byl na wlasnie bardzo wysokim poziomie, nie oznacza to jednak ze teraz jest jakims przecietniakiem. Dodatkowo, powod to ewidentnie wiek, bo pierwsza polowe tego sezonu mial dobra po czym przez zmeczenie poziom mocno obnizyl. Mniej więcej od połowy dekady Pop zaczął dość znacząco zmniejszać Duncanowi czas gry, przed poprzednim sezonem Tim zrzucił parę kilogramów, potem grał średnio najmniej w karierze (31 minut), a w play-off i tak wyglądał, jakby brakowało mu sił. Wiek? Ok, ale Kobe ma za sobą 14 sezonów w NBA, 39 serii w play-off, 7 finałów. Trudno o bardziej wyeksploatowanego koszykarza na świecie. I ciągle potrafi prowadzić zespół do tytułu. Radzil nie lepiej niz Kobe, ale nie gorzej, a Wy stawiacie Kobiego wyzej od Tima. Ja piszę tylko w swoim imieniu i nigdzie nie twierdziłem, że Kobe jest lepszy. W zasadzie to chyba ty pierwszy wtrąciłeś tutaj Duncana, bo rozchodziło się przecież o Bryanta i Shaqa. Ja uważam, że wybór między Kobe a Timem jest dość trudny, obaj są u mnie na podobnej półce. Taka dyskusja mogła by znów zająć kilkadziesiąt stron, począwszy od osiągnięć, przez analizę warunków i partnerów, po zaawansowane statystyki, bezpośrednie starcia w play-off i pewnie coś jeszcze. W tym temacie nie zgadzam się tylko z tym, że Duncan wypadał lepiej w finałach. Nie uważam też, że Duncan i Bryant rozegrali słabe serie odpowiednio z Detroit i Bostonem. Skuteczność nie za wysoka, ale trzeba wziąć pod uwagę, jakich mieli rywali i czy, patrząc na ich występy w tych seriach, można było wymagać od nich więcej. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się