Skocz do zawartości

Random shit


RappaR

Rekomendowane odpowiedzi

2 godziny temu, fluber napisał(a):

Wg danych z 2018 roku zaledwie 13 procent osób w Polsce rozpoczynających doktorat, dało radę go ukończyć.

Jednocześnie według raportu "nauka w Polsce" 44 procent doktorantów wykazuje objawy głębokiej depresji 

Innymi słowy, zaczynając doktorat w Polsce masz 3 razy większe szanse, że skończy się to głęboką depresją a nie doktoratem.

Trwanie to masz jak zrobisz habilitację. Średnio w wieku 46 lat.

To tylko potwierdza moją tezę, że na doktoratach w dużej mierze zostają ludzie nieradzący sobie z rzeczywistością, niezaradni życiowo. Depresyjną inercję ze studiów kontynuują na doktoratach. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Pablo81 napisał(a):

Przestań za moje pieniądze siedzieć w internecie!

W sumie biorąc pod uwagę gdzie płacisz podatki i ktory kraj płaci największe składki w UE, to prawdopodobnie nikt z forum nie dołożył więcej do mojej pensji i moich służbowych wyjazdów po świecie od Ciebie, więc dzięki;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, fluber napisał(a):

W sumie biorąc pod uwagę gdzie płacisz podatki i ktory kraj płaci największe składki w UE, to prawdopodobnie nikt z forum nie dołożył więcej do mojej pensji i moich służbowych wyjazdów po świecie od Ciebie, więc dzięki;)

Wątpię, duży procent od małej kwoty to dalej c*** 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W dniu 17.09.2026 o 07:07, jack napisał(a):

To tylko potwierdza moją tezę, że na doktoratach w dużej mierze zostają ludzie nieradzący sobie z rzeczywistością, niezaradni życiowo. Depresyjną inercję ze studiów kontynuują na doktoratach. 

Poza tym pewnie nie do końca ogarniasz jaka jest rzeczywistość na doktorach współcześnie;)

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

51 minut temu, fluber napisał(a):

Poza tym pewnie nie do końca ogarniasz jaka jest rzeczywistość na doktorach współcześnie;)

 

 

Dobry argument za tym, że na doktoratach zostaje się by trwać na uczelni zamiast ruszyć dalej w nieznane. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, jack napisał(a):

Dobry argument za tym, że na doktoratach zostaje się by trwać na uczelni zamiast ruszyć dalej w nieznane. 

Robienie doktoratu na uczelni jest równie atrakcyjne co jeżdżenie na Glovo czy bycie kierowca ubera, opcja do rozważenia dla osób migrujących z krajów 3 świata. 

Doktorat w Polsce kończy 13 procent osób - stopa bezrobocia w miastach gdzie można taki doktorat zrobić to pewnie 2 procent - co Ty w ogóle porownujesz? W środę w firmie gdzie pracuje operator przyszedł najebany, nie pozwoliliśmy mu wejść, spał dwie godziny przed zakładem zanim wytrzeźwiał na tyle, żeby wrócić do domu a w czwartek normalnie przyszedł do pracy. Za stawkę 1,5 raza wyższa niż doktorant dostanie z łaskawych podatków @Pablo81 i spółki. Podróż w nieznane XD.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, fluber napisał(a):

Robienie doktoratu na uczelni jest równie atrakcyjne co jeżdżenie na Glovo czy bycie kierowca ubera, opcja do rozważenia dla osób migrujących z krajów 3 świata. 

Doktorat w Polsce kończy 13 procent osób - stopa bezrobocia w miastach gdzie można taki doktorat zrobić to pewnie 2 procent - co Ty w ogóle porownujesz? W środę w firmie gdzie pracuje operator przyszedł najebany, nie pozwoliliśmy mu wejść, spał dwie godziny przed zakładem zanim wytrzeźwiał na tyle, żeby wrócić do domu a w czwartek normalnie przyszedł do pracy. Za stawkę 1,5 raza wyższa niż doktorant dostanie z łaskawych podatków @Pablo81 i spółki. Podróż w nieznane XD.

Rozumiem, jakie ciężkie masz życie :( Dość spadnie i czasochłonne to tu wyklarowałeś w godzinach pracy :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

37 minut temu, fluber napisał(a):

Robienie doktoratu na uczelni jest równie atrakcyjne co jeżdżenie na Glovo czy bycie kierowca ubera, opcja do rozważenia dla osób migrujących z krajów 3 świata. 

Doktorat w Polsce kończy 13 procent osób - stopa bezrobocia w miastach gdzie można taki doktorat zrobić to pewnie 2 procent - co Ty w ogóle porownujesz? W środę w firmie gdzie pracuje operator przyszedł najebany, nie pozwoliliśmy mu wejść, spał dwie godziny przed zakładem zanim wytrzeźwiał na tyle, żeby wrócić do domu a w czwartek normalnie przyszedł do pracy. Za stawkę 1,5 raza wyższa niż doktorant dostanie z łaskawych podatków @Pablo81 i spółki. Podróż w nieznane XD.

Ale to ja twierdzę, że miernoty zostają na uczelniach. W dodatku z tego co przedstawiasz mało kto z nich otrzymuje tytuł. Parafrazując Bieńkowską - tylko idiota albo rozpieszczony bachor bogatych rodziców zostaje na doktoracie. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, jack napisał(a):

Ale to ja twierdzę, że miernoty zostają na uczelniach. W dodatku z tego co przedstawiasz mało kto z nich otrzymuje tytuł. Parafrazując Bieńkowską - tylko idiota albo rozpieszczony bachor bogatych rodziców zostaje na doktoracie. 

Teraz na topie są migranci z Indii i innych tego typu krajów (i drobna grupa osób, które są zatrudnione w projektach u swoich promotorów). 

Gorzej, zaczynają studia, biorą stypendium i nie zostają.

I nikt nie ogarnia, że sytuacja w której ludziom po studiach, którym płaci się 3500 brutto z których jeden na siedmiu skończy doktorat (z których większość i tak jest jakości doktoratu Wiecha) prowadzi do katastrofy.

4 minuty temu, Pablo81 napisał(a):

Wiemy, ciągle o tym piszesz, więc musi być petarda!

A nie powinno tak być, nieprawdaż? 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lalka na dyżurze

A słyszeliście o doktorze Wokulskim? Młody kardiolog, choć „młody” znaczyło w jego przypadku tyle, że starsi koledzy wciąż prosili go o pomoc przy komputerze. Pracował w pracowni hemodynamiki, brał dyżury i miał prywatny gabinet, w którym pacjentów przyjmował osobiście. Ten ostatni zwyczaj uchodził za odrobinę ekscentryczny.

Wokulski potrafił otworzyć zamkniętą tętnicę, zanim dyrektor szpitala otworzył załącznik do maila. Dyrektor szanował go więc ogromnie, zwłaszcza gdy trzeba było obsadzić piątkowy dyżur. Gdy trzeba było porozmawiać o wynagrodzeniu, szacunek przybierał formę ciszy. „Wie pan, doktorze, wszyscy jesteśmy jedną drużyną” — mówił dyrektor, po czym wychodził na spotkanie z drugą drużyną, która właśnie ustalała budżet.

Na konferencji Wokulski poznał doktor Izabelę Łęcką. Przyjechała z kliniki prowadzonej przez rodzinę, w której ordynaturę dziedziczono niemal tak długo jak zastawę stołową. Pradziadek Łęckiej znał profesora, dziadek był profesorem, a ojciec uważał, że to wystarczający powód, by wszyscy pozostali mówili do niego „panie profesorze” nawet w windzie.

Izabela wygłaszała wykład o medycynie skoncentrowanej na pacjencie. Na pytanie pacjenta o termin wizyty odpowiedziała później, że nie zajmuje się organizacją świadczeń. Wokulski zobaczył w tym nie sprzeczność, lecz tajemnicę, którą pragnął zrozumieć.

Zaczął więc pomagać klinice Łęckich. Raz przejął trudny zabieg, innym razem ułożył grafik, którego nikt nie potrafił ułożyć bez naruszenia praw fizyki. Kiedy zepsuł się aparat do echo, pożyczył im własny przenośny. Profesor Łęcki podziękował mu serdecznie i zapytał, czy aparat można zostawić do poniedziałku.

— Solidny człowiek — powiedział potem córce. — Szkoda, że nie ma dorobku naszego środowiska.

Wokulski miał dorobek, tylko przechowywał go głównie w tętnicach żywych pacjentów.

Jego najstarszy przyjaciel, Ignacy Rzecki, był emerytowanym technikiem elektroradiologii. Znał każdy kabel w pracowni i pamiętał czasy, gdy na badanie nie trzeba było najpierw uzyskać zgody od trzech systemów informatycznych. Prowadził „Pamiętnik starego technika”, w którym zapisywał: „Stach znów został po dyżurze. Łęccy zaprosili go na kolację. Obawiam się, że przy stole również każą mu coś udrożnić”.

Pewnego dnia Wokulski pojechał z Izabelą na kongres. W pociągu dosiadł się do nich doktor Starski: kuzyn, konsultant i człowiek, którego największą umiejętnością kliniczną było stawanie obok innych ludzi do zdjęć po zabiegu.

Izabela i Starski rozmawiali po angielsku, przekonani, że Wokulski śpi.

— He does all their difficult cases? — spytał Starski.

— And the weekend shifts — odparła Izabela. — He actually likes being needed.

— How convenient.

Wokulski nie spał. Zrozumiał każde słowo, nawet „convenient”, które dotąd kojarzyło mu się wyłącznie z godzinami otwarcia apteki.

Wysiadł na najbliższej stacji. Przez chwilę stał na peronie i zastanawiał się, czy powinien rzucić medycynę, wyjechać za granicę, czy po prostu po raz pierwszy od sześciu lat zjeść obiad na siedząco. Zadzwonił telefon. Pacjent, któremu kilka miesięcy wcześniej uratował życie, chciał mu powiedzieć, że znów chodzi z wnuczką na spacery.

Wokulski wrócił do gabinetu. Ograniczył dyżury, oddał Łęckim aparat do echo razem z fakturą i przestał sprawdzać, kto siedzi przy stole prezydialnym na kongresach.

Rzecki zapytał go potem, czy nie żałuje kariery.

— Ignacy — odparł Wokulski — wczoraj miałem czas wysłuchać pacjenta do końca.

— I co powiedział?

— Że od tygodnia boli go brzuch.

— No widzisz. Jeszcze chwila i zaczniesz być lekarzem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.