Najpierw ktoś zgubił dywan na trasie toruńskiej. Potem drugi ktoś przyszedł na kurs nauki jazdy pod wpływem alkoholu.
Trybuna Ludu ogłosiła, że wraca w nakładzie kolekcjonerskim.
Spice Girls się rozpadły.
A na koniec fanatyk Jazz wraz z fanatykiem Lakers zabrali się za przepowiednie dotyczące Suns – to jakby FanKlub Realu(nie, nie tego sklepu, co go Auchan wchłonął) robił fanzin Barcelony.
Shame on u, widzimy się po lekcjach za trzepakiem.
Tak naprawdę tekst o Phoenix Suns można zacząć i skończyć w tym samym miejscu.
Bigos.
Z jednej strony mamy kupę świeżych składników – młoda kapustka, świeżo uzbierane grzybki z wkładką; kiełbaska biegająca jeszcze wczoraj po chlewiku i boczuś w wydaniu na chrupko. Były aromatyczne przyprawy i woda z ujęcia ołowianki. I na pierwszy rzut oka to wszystko wyglądało świeżo i elegancko niczym Ty po wyjściu z 2nd handu. Sęk w tym, że w tej zabawie samo „freshh” nie wystarczy.
Najlepszy bigos to taki odgrzewany, po kilku dniach, gdzie składniki się przenikną, poznają swe dobre i nie tylko strony, a i kolor jego ciemny niczym kadra Francji na mistrzostwach.
Tak, rasizm – don`t give a fakizm. Byli lepsi, bo byli bardziej zgrani, szybsi, zdolniejsi i bardziej im się chciało od reszty. Nie dlatego, że na zdjęciach w nocy ich ujęcia nie wychodziły.
Po prostu im się chciało.
A teraz musi się zachcieć graczom Suns.
Zmiana trenera? In plus; wszak od czasów Hornego (a tak naprawdę od czasu odejścia grającego trenera do Los Andreas) na ławce był nieład, brak posłuchu, latające krzesła/ręczniki i mina rodem z tasiemca Ewy Drzyzgi.
Earl, lat 40, mopuje parkiet na sucho.
A teraz Kokoskov. Złoty chłopiec Serbii w trykocie Słowenii; pierwszy asystent w NBA który była spoza USA. Człowiek, który dał sobie radę z krnąbrnymi i zajadłymi młodzikami serbskimi. W końcu człowiek, który na jazzie w USA zaczynał(pierwsza robota na kontynencie to bycie prawą ręką Snydera w Missouri) i na jazzie się nie skończył.
Lubię bałkańską mentalność. Ambicja, buńczuczność, taka zajadłość wręcz. Charakter wojownika
…a w tle dało się usłyszeć „przez jakie „h” pisze się charakter? c***u, powiedz”…
Jeśli ktoś ma ogarniać stajnię augiasza złożoną z zagniewanych młodocianych to albo Serb z narodowości i charakteru albo Samuel L. Jackson. SLJ był zajęty, więc mamy co mamy, i cieszymy się tym, co mamy.
Kolejna sprawa – skład, a raczej jego bolączki.
Obecni kibice Suns ostatnie sukcesy widzieli na jutubie, gdzie nagrania robione ziemniakiem, jak to Nash obsługiwał Amare święciły sukcesy.
Jutub, żadne redtuby nie mają niczego z cyklu „Nash does Amare”.
Tymczasem od chwil tamtych niezapomnianych minął już hektar czasu, zaś my pokazaliśmy tyleż pięt achillesowych ileż nóg było.
A mianowicie.
Nadmiar na danej pozycji – checked.
Jak był dobry rogrywający, to dokoptowano mu dwóch innych. Nie mniej innych uważających się za równie dobrych + brata jednego z nich, gdyż Pho jest taaaak dobre w zarządzaniu rodzinnymi koneksjami, że potrafi ustawić sobie zdublowanych skrzydłowych, by nawet jedną szafkę i jeden ręcznik pod prysznic mieli. Generalnie zestaw trójgłowego smoka sprawdził się pod Dannym Ainge niemal 20 lat temu, nie sprawdził się zaś pod wodzą człowieka, który z twarzy wygląda jak mim na ulicy, który udaje, że jest otoczony niewidzialną ścianą, a w kapeluszu zamiast drobnych ma kapsle od Harnasia z napisem „nie masz szczęścia; masz Harnasia”.
Tym razem serbski coach dostaje przeładowany obwód, przy czym jedno miejsce udało się już sprytnie zluzować wysyłając Elmera Fudda do Taborowa Gniezno Brooklyn Nets. O jakości Dudleya niech świadczy fakt, że m.in. Markizzz Chriss oraz Jax podziękowali Dudleyowi za leadership i wkład w ich rozwój.
Yep.
Hot head + parkietowy gangsta, strzelający z palca, zrzucili właśnie odpowiedzialność za swe nieodpowiedzialne zachowanie na „dirty” Jareda, który to przeniósł swe talenty do Nets. Jak to powiedział kilka godzin temu „nie zamierza rezygnować z gry na Brooklynie, chce być przydatnym ogniwem”. Ten sam Jared, który ostatni raz był przydatny w czasach, gdy Lou Scola i Jerry O`Neal dogorywali na parkietach. Generalnie jak jesteś po tej stronie Styxu to raczej klub z Ciebie rezygnuje, a nie Ty z klubu. Jared. Elmer. Whateva.
Siekierka na drogę, koniom lżej. Jared out, został obwód na 5 fajerek, przy czym:
Booker na ten moment ma cholernie poważne papiery na bycie top 3 wśród rzucających obrońców w lidze. Ofensywny All inclusive, defensywna przyczepa do malucha. Można się czepiać jego obrny, ale jak masz w duecie z Ulisem/napalonym Knigtem bronić kogokolwiek, to znaczy, że wiele nie wybronisz. Poza tym praktycznie brak pozaboiskowych wybryków, w ciągu 3 lat na parkiecie zagotował się raptem dwukrotnie, a talentem i zasięgiem i tak już przebija nowy nabytek Spurs.
Kolejny stały punkt programu, czyli Warren, którego każdy by chciał mieć z ławki, a nie każdy rozumie, że T.J. błyszczy tak głównie dlatego, że w składzie nie było błyszczeć nikomu innemu. Bez zasięgu, z przeciętną motoryką, z przerośniętą głową. Bubblehead Warren „za godziwą cenę” byłby wypchnięty z Arizony, aczkolwiek w kontekście straconych ok. 40 spotkań w ubiegłym sezonie przez tercet Ariza/Book/Jax oddawanie go wydaje się być aktem nierozsądnym. Coś jak sytuacja, gdy odpalasz dziecku bajkę w necie, bajka się kończy, ty jesteś w drugim pomieszczeniu, a na ekranie przed twarzą dziecka wyświetla się napis „next player: midget fucked by horse at Police stadion with bracelet on his balls”. Wystarczy tych freebies ze strony Suns w tej dekadzie.
Niby nowy, a już stary. Niby z potencjałem , a już się jakby wystrzelał. Josh Jackson, ja i mój JJ. Atletyczny ewenement, jawny przykład na gmo w bananach z biedry. Niski skrzydłowy o wzroście 6,9, zasięgu środkowego i afro króla lwa. Na nowy sezon w zamysle small Ball ma biegać po czwórce, sporadycznie zaglądać za łuk i robić zamieszanie w defensywie. A defensywy ma się on uczyć od
Trevora Arizy, czyli koszykarza, którego chyba nikt nigdy nie brał na poważnie. Artest dla ubogich, gracz/mentor i kolejny ujebany kontrakt w dziejach Suns. Człowiek ,który atletyzm zostawił na deptaku w Waszyngtonie, wchodzi w swój 14 rok, nigdy nie był dobrym duchem szatni/wokalnym przywódcą i dostaje 15 baniek za rok „gry”. Z jednej strony, na kogoś trzeba było wydać hajs – i to w krótkoterminowym ujęciu. Z drugiej zaś, Ariza w Suns na rok, to jakby mi jeszcze ze dwóch stoperów dorzucić do Juventusu. Albo wspomniany wcześniej bigos zagryzać surówką z kapusty kiszonej. Too much love will kill u.
I ostatni, czyli Mikal Bridges. Człek, który w oczach mych wygląda lekko drewniano z motoryką/gibkością ciała, lubi kontakt fizyczny(if u know what i mean) i może bardzo sympatycznie wejść w ligę pod wodzą naszego trenera.
Nie wiem czemu, ale przed chwilą wyświetlił mi się tytuł „Brutalna ścieżka serbskiego wojownika”. Coś musi być na rzeczy.
Obwód mamy przepchany, przeładowany i generalnie ułożony. Kłopot bogactwa, jeśli ktoś lubi takie stwierdzenia. A co z resztą?
Ayton, który wypali, bo nie po to ma warunki, chęć do gry i nauki i kogoś wartościowego na ławce oraz na zmianie, by to spi*****ić. Prześmiewcy DeAndre pewnie równie mocno się śmiali jak brano Duranta za Odenem.
Tyson mówi, że chce zostać, Susn Tysona chcą, kontrakt jest solidny więc czemu nie? Plotki kilka tygodni temu krążyły jakoby ktoś z dwójki Dudley/Chandler miał obejrzeć zachód słońca po raz ostatni. Guess what, JDud.
Poza tym jest nawrócony Knight (będę pełnił taką rolę, jaką przydzieli mi trener – ławka, starter, whateva), durny Chriss (shieet, i can count to five – look – one, two, five), Dragan Bender (aktor porno z taką ksywą kosiłby miliony) oraz grupa graczy, o których nikt za miesiąc nie będzie pamiętał. Okobo? Ryli? Był truskaw, był James i był Ulis. A teraz jest już niemal w pełni profesjonalny Elie Okobo, który rozegrał 3 sezony w Pau Orthez, które to jest niezłym klubem, ale ostatnie mistrzostwo wygrali 17 lat temu, a w historii klubu jedną z legend jest Lawrence Fendeburke. Taki Górnik Zabrze francuskiej koszykówki.
4 lata, 2 ostatnie w TO, 6 baniek – jak wypali to będzie kradzież życia. Jak nie, to nikt tego nie zauważy.
Trza do roboty dymać, bo już i tak spóźnienie. Przepowiednia? 30w i serce i jaja zostawione na parkiecie to marzenie. Liczę na zamordyzm i twarda łapę trenera, progres Booka i spasowanie się z Aytonem. A reszta się poukłada z czasem. No bo na c*** drążyć temat? Jebło to webło, gorzej już nie będzie.
Yanet Garcia jest wolna, jakby co.
A, i Earl W. jest poszukiwany listem gończym za podprowadzenie skrzynki wina „Arizona”. Podobno na miejscu zostawił kartkę z napisem „nie mogłem się powstrzymać, tęsknię, jestem tu legalnie”.
Wiem, słabe jak historia Bulls w erze post-Jordanowskiej.
Ale i tak lepsze od występu Anity Włodarczyk na pewnej tegorocznej imprezie charytatywnej.
Tymczasem zapraszam na Iron Maiden do Krakowa oraz 1 sierpnia na śpiewanie pieśni powstańczych.
Albo i nie.
Cya
p.s. Alex Len odszedł w zapomnienie niczym grzywka Paytona, waleczność Williamsa i "rozmiar nie ma znaczenia" Ulisa.
teraz to już naprawdę Cya