Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'a_dlaczego' .
-
Zazwyczaj patrzyłem się na żale kibiców, jak i zawodników NBA dot. wierności, lojalności, czy moralności troszkę z przymrużeniem oka, ale dzisiaj lekko się poirytowałem i zdecydowałem się poruszyć ten temat. Weźmy pod lupę przykłady najświeższe, pierwsze z brzega. Niektóre punkty będę sprowadzał do perspektywy 1os, żeby bardziej unaocznić punkt widzenia. - Hayward ogłasza, że przechodzi do Bostonu, Gobert się oburza, wrzuca jakieś moralizatorskie wstawki na social media. Jeśli mam podpisany kontrakt z pracodawcą i ten kontrakt wygasa a mam możliwość pójścia do moim subiektywnym zdaniem lepszej, fajniejszej pracy, to co złego jest w tym, że pójdę tam gdzie będzie mi lepiej? Ja rozumiem że ta praca uczyniła ze mnie lepszego pracownika, uwielbiam moich kolegów, pracodawcę prawdopodobnie też i nawet jeśli jestem bardzo ważnym ogniwem tej firmy, to przecież to mnie do niczego nie zobowiązuje, mam prawo wyboru i każdy inny członek tej firmy niezależnie od czego czy mnie lubi czy nie, powinien moje zdanie uszanować, koniec. - Te dwa wątki połączę. LBJ przechodzi z Cavs do Miami, Durant z OKC do GSW, ludzie krzyczą "łolo bogo, poszet tam gdzie mu bendzie lepiej i zostawia nas w poczebie a tu muk stforzyć coś wielkiego,być tfarzo organizacji na zafsze, judasz jeden!!!". Ja wiem, że kibicom zawsze będzie trudniej zaakceptować stratę ukochanego gracza, w dodatku jeszcze franchise playera, ale koszykarz to tylko zwykły, zazwyczaj niewykształcony, wychowany w biedzie chłopak, przed którym otworzyły się wielkie, żeby nie powiedzieć ogromne możliwości. Każdy chce podpisać jak najwięcej kartek w książce pt. "historia NBA", stąd to dążenie do sukcesu, stąd to formowanie się super teamów. Tacy zawodnicy jak LBJ, czy KD, są na takim poziomie, że mają możliwość albo zrobienia sobie takiego teamu(LBJ) albo dojścia do super teamu i zrobienia z niego jakiegoś chorego monstrum(KD). Pójście na łatwiznę? Raczej gonitwa na marzeniami. No chyba że znacie takiego koszykarza, który powie "Jestem top 3 ligi, niedawno zdobyłem MVP RS, wygasa mi kontrakt. Pójść do superteamu, z którym mogę zrobić rzeczy, których nie zrobił jeszcze nikt, wykręcić wspólnie statystyki jakich świat nie widział, zdobyć w końcu upragnione mistrzostwo i być jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy ligi XXI czy zostać na zadupiu, gdzie nie buduje się domów z niczego innego niż karton bo i tak zaraz przyjdzie tornado, tworzyć superduo z nabijaczem statów, z którym i tak nigdy nie zajadę wyżej niż WCF? Nie, chyba zostanę tutaj w Oklahomie, w końcu wybrali mnie w drafcie, tłum mnie kocha, zostałem tutaj najlepszym strzelcem RS i MVP RS, trzeba być lojalnym." A kariera koszykarza jest tylko jedna i trwa w porywach do 15 - 20 lat. Czasem taka szansa danemu zawodnikowi się po prostu nie powtórzy i będzie sobie całe życie pluć w brodę, że mógł naprawdę osiągnąć koszykarskie szczyty, albo po prostu spełnić marzenia, ale wolał być lojalny. - Oddanie IT do Cavs. Wszyscy płaczą że Aigne oddał wierne serce drużyny, w sumie łącznie z samym Thomasem. Ajzeja faktycznie zrobił w Bostonie kawał dobrej roboty. W zasadzie sam jeden z tankującej drużyny, zrobił drużynę z powodzeniem walczącą o PO. Ludzie go za to pokochali, że pomimo takiego wzrostu, tyle z siebie dawał i ciągnął drużynę wyżej i wyżej. Jak się później okazało, IT również polubił Boston i tak to sobie wszystko fajnie hulało do momentu kiedy Thomasowi zaczął kończyć się kontrakt a Danny chciał wskoczyć z drużyną oczko wyżej i wreszcie zacząć walczyć o najwyższe cele. IT zaczął gadać o swoich maxach, ciężarówach wypełnionych hajsem. A wiadomo, IT nawet jak będzie robił 50ppg, to jego wzrost jest tak wielką przeszkodą, że zarówno w RS jak i w PO będzie niemiłosiernie objeżdżany w obronie(switche i granie w post vs DeRozan w PO do dzisiaj mi się śnią), ale również podwojony czy czasem potrojony przy tym wzroście będzie miał ogromne problemy ze zrobieniem czegokolwiek. Danny nie jest głupi i o tym wiedział. Wiedział że Thomas nie będzie pierwszą opcją w poważnym zespole i nie dostanie żadnego maxa, ze względu na swoje ograniczenia. Na rynku pojawiła się okazja, dlaczego Aigne miał nie pozyskać Irvinga, uważanego wtedy za chyba ex equo z Currym najlepszego ofensywnie PG, w zamian za mniejszą wersję Lou Williamsa, myślącą że będzie MVP i należy mu się największy hajs taki tylko może być? Czy można w tym przypadku obwiniać Aigne'a, mówić że postąpił nie lojalnie bo przecież Thomas tyle z siebie dawał? A czy Aigne pracuje dla IT, czy pracuje w interesie i dla dobra Celtics? Imo Danny zrobił to co było w danym momencie najlepsze dla drużyny, pozbył się gracza tak naprawdę potencjalnie niewygodnego i to za kogo, z paczką za Irvinga, nie jakiś drugorundowy pick oby się tylko pozbyć. Nie widzę tutaj powodów do płaczu, przynajmniej z punktu widzenia Aigne'a. - I wreszcie sytuacja dzisiejsza. DeRozan oddany, zamyka się w łazience i płacze a pod drzwiami od tegoż kibla siedzi cała masa kibiców, innych graczy podających mu chusteczki i mówiących jaki to ten zarząd Raptors nie jest straszny. W sumie sytuacja podobna po trosze do w/w. Rapsy miały się generalnie opierać na DeRozanie jako 1 opcji. Typek podpisał lukratywny kontrakt, ale w PO rok w rok to samo, obsrane gacie i wyjazd w 2 rundzie. Kto z Was nie próbowałby handlować typem, który nigdy nie da Wam nic więcej niż fajny bilans w RS, mając taką okazje jaką jest Leonard? Nawet jeśli KL po roku ucieknie, to zawsze będzie to dobry moment do rozpoczęcia rebuildingu, a tak jeszcze 2 lata z Demarem, musieliby się oszukiwać, że teraz to na pewno dojdziemy do finału. Jedyne co zarząd mógł zrobić to nie zapewniać DeRozanowi, że nie zostanie przehandlowany. Tu faktycznie zachowali się jak złamasy. No ale cmon, tutaj w grę wchodzą niewyobrażalne pieniądze, w europie chyba nawet w ligę mistrzów nie jest wpompowywany taki hajs jak w NBA. Właścicieli klubów interesuje tylko dobro klubu jako ogółu,odnoszone sukcesy i hajs. Gdzie klub zyska więcej na wartości, wśród sponsorów, gdzie będzie więcej hajsu w zasadzie ze wszystkiego, gdzie będzie większa szansa na sukces? Z DeRozanem czy Leonardem(grającym i zdrowym)? I teraz wypadałoby dopisać jakieś zakończenie co by ładnie wyglądało . Uważam że gracze, kibice są mocno przewrażliwieni na punkcie lojalności. Dla mnie to jest wręcz irytujące kiedy za każdym tego typu zdarzeniem jak dzisiaj ciągnie się smród straconego zaufania, utraty honoru itd. NBA to dzisiaj gigantyczna marka, nienormalne pieniądze. Przecież to jest oczywiste, że każdy kto ma jakikolwiek wpływ na bieg wydarzeń w których się znajduje, przede wszystkim będzie się patrzeć dobro swoje, swojej rodziny, realizowanie swoich ambicji i spełnianie marzeń. Tym bardziej że jak wspomniałem, NBA to nie jest gra w którą grasz do 65 roku życia, tutaj okazje trzeba szybciutko chwytać, bo zaraz może jej już nie być. GMowie również nie mogą się patrzeć, kto jest w klubie zakochany a kto nie, tylko działać z korzyścią dla klubu. To jest ich praca i z tego są rozliczani. A Panom Thomasowi, Gobertowi i DeRozanowi proponuję troszkę mniej westernów, czy filmów o samurajach, więcej wyjścia do ludzi i zobaczenia jak to wszystko funkcjonuje. Lojalność to może być między przyjaciółmi, czy rodziną, a nie w tak na dobrą sprawę ogromnej korporacji, gdzie rok w rok mieli się gotówką w takich ilościach, jakich nasz umysł nie obejmie...
