Skocz do zawartości

Inwestowanie 2022


Sewer

Rekomendowane odpowiedzi

@P_M @barcalover 

Mimo wszystko to jest duże uproszczenie, bo jednak jakieś głębsze przemyślenia i sytuacje mogły za tym stać - spróbuję to pokazać na swoim przykładzie. 

Jakieś 20 lat temu żona odziedziczyła ruiny domu po tacie (pisząc ruiny mam na myśli brak okna w łazience ujemna temperaturę w zimie itp), z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji, bez dojazdu (czyli auto, którego nie mieliśmy było konieczne). Nie mieliśmy wobec niego zdefiniowanych planów, mieszkaliśmy w większych miastach przez kolejne 7 lat, wynajmując najpierw pokój, a później małe mieszkanie na spółkę ze znajomymi. Wtedy priorytetem było dla mnie w pierwszej kolejności zbudowanie poduszki finansowej na 6 miesięcy, a w drugiej odkładanie pieniędzy na wkład własny. Żyliśmy bardzo oszczędnie, czasami ekstremalnie (my nie wydaliśmy nawet średniej miesięcznej pensji na ślub, licząc koszty od ubioru po obiad dla rodziny). Dotarliśmy do momentu, w którym mieliśmy wkład własny i trzeba było podjąć pierwsza ważną decyzję - co z tym robimy. I to był pierwszy ważny finansowo moment. Mogliśmy zapakować się w kredyt w dużym mieście, w kredyt w wyburzenie domu i postawienie nowego z dala od miejsca pracy lub w dostosowanie jednego pomieszczenia do mieszkania w ruinie i przeprowadzenie się z dala od miejsca pracy. Po długim zastanowieniu wybraliśmy 3 opcję - wstawiliśmy okna i drzwi, wyremontowaliśmy pokój, przestaliśmy wynajmować a ja od tej pory 3 razy w tygodniu dojeżdżałem po 2-3h do pracy.

Więc mieliśmy poduszkę finansową i jedno pomieszczenie i zaczęła się faza 2 - ładowanie wszystkich nadwyżek w remonty - i tak po kolei - okna w pozostałych pomieszczeniach, ogrzewanie, dach, podłogi, sufity, łazienka oczyszczalnia ścieków itd itp. poduszka finansowa była nietykalna, inwestycja 100 procent w dom. To była faza 2.

Dopiero od tego momentu padła decyzja o oszczędzaniu na emeryturę, założyliśmy konta emerytalne, ppk mieliśmy oczywiście od samego początku, ale głównym miejscem oszczędzania były obligacje, a pozostałe nadwyżki (ponad limit kont) ładowaliśmy w upgrade domu/własnego zdrowia/komfortu - czyli dobudowaliśmy siłownie, taras itp. to była faza 3.

Kolejna faza to oszczedzanie dlugoterminowe na przyszłość, na emeryturę, być może wcześniejszą, nie nastawiamy się na to bo uwielbiamy swoje prace, także zobaczymy, ale tu znów siła rzeczy w pierwszej kolejności ładujemy obligacje na konta emerytalne, w drugiej własny komfort i zdrowie/giełda ( staramy się odkładać 2/3 na obli i 1/3 na giełdę). Także aktualnie jest to faza 4, która będzie pewnie najdłuższa z perspektywą 30-35 lat.

Ale nawet w tej fazie 4 , w tej części giełdowej stanowiącej 1/3,  to połowa etf na światowy rynek akcji, a pozostała połowa to w połowie etf ze stabilnych branż (infrastruktura, rolnictwo) a druga połowa to lekko ryzykowne, ale wciąż etf (małe spółki amerykańskie i Chiny). Sumarycznie portfel jest ekstremalnie bezpieczny, z założeniem żeby po pierwsze nie tracić. I mam wrażenie, że cała ta historia podejścia do życia stoi także za portfelem i strategia, którą budowałem i zbudowałem. Oraz innymi decyzjami, które trzeba było w życiu po drodze podejmować. I zastanawia mnie, jakie motywacje stoją za ładowaniem tak olbrzymich środków na Bitcoin i akcje w stosunku do bezpiecznych assetow w tak wczesnym w sumie jak na inwestorów giełdowych wieku i to jeszcze przy posiadaniu dzieci.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na podeście do inwestowania wpływ ma pesel oraz ile człowiek kryzysów zaliczył. Im wartość obu jest większa tym większa będzie skłonność do mniej ryzykownych inwestycji. Tak w dużym uproszczeniu.

W ramach ciekawostki JW Construcion debiutowało na giełdzie w 2007 roku i było tam 14 lat.

Wartość wypłaconych dywidend - 0 zł.

stopa zwrotu -96%

Edytowane przez Mirwir
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, fluber napisał(a):

@P_M @barcalover 

Mimo wszystko to jest duże uproszczenie, bo jednak jakieś głębsze przemyślenia i sytuacje mogły za tym stać - spróbuję to pokazać na swoim przykładzie. 

[...] I zastanawia mnie, jakie motywacje stoją za ładowaniem tak olbrzymich środków na Bitcoin i akcje w stosunku do bezpiecznych assetow w tak wczesnym w sumie jak na inwestorów giełdowych wieku i to jeszcze przy posiadaniu dzieci.

Wychodzi na to, że to faktycznie PESEL, bo 20 lat temu, jak Ty już z żoną dostawałeś w spadku ten dom, to ja kończyłem szóstą klasę podstawówki lub pierwszą gimnazjum.

Inna kwestia to sprawa oceny "bezpieczeństwa" danych assetów. Wg mnie obligacje skarbowe Polski nie są jakoś znacząco bezpieczniejsze od Bitcoina. Tzn. zmienność mają mniejszą, ale to nie jest dla mnie równoznaczne z bezpieczeństwem, to dwie osobne kwestie. 

Oprócz tego ja żyję może nie aż tak oszczędnie jak ty, ale też mam awersję do niepotrzebnego zaciągania długów, kupowania drogich rzeczy, więc po prostu inwestuje się dużo łatwiej, gdy masz świadomość, że faktycznie możesz sobie pozwolić na duże zawahania portfolio, licząc na większe zwroty w długim terminie, bo i tak twój standard życia nie jest zdefiniowany tymi inwestycjami, czy oszczędnościami.

11 minut temu, Mirwir napisał(a):

Na podeście do inwestowania wpływ ma pesel oraz ile człowiek kryzysów zaliczył.

Trochę tak, choć studiowałem te wszystkie kryzysy i to z perspektywy długoterminowego inwestora były najlepsze momenty na zakupy... oczywiście raczej szerokiego rynku lub tego typu assetów, a niekoniecznie pojedynczych akcji.

Edytowane przez barcalover
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, mistrzBeatka napisał(a):

targanie toreb bo chyba  to masz na mysli to jest brak umiejetnosci ciecia strat  i nie potrzeba do tego jakiegos specyficznego profilu psychologicznego.  pewnie  polowa krypciarzy to bagholderzy . zakladasz tylko pozytywny scenariusz . a gdy cena nie idzie w twoja strone  nie reagujesz . bo wierzysz ze kiedys i tak wroci przynajmniej do ceny wejscia ,  mamy wieloletnia hosse wiec wykres naprawia takie bledy ale to nie znaczy ze ta stategia jest poprawna.   ta sama strategia zastosowana w latach 2000 , doprowadzilaby do wyzerowania kapitalu. 

to toche tak jak wyprzedzanie na zakrecie, 100 razy sie uda ale 101 juz nie.  

rozumiem ze zakladasz ze obecna bania na wszystkim bedzie trwala jeszcze wiele lat bez zadnego grubego resetu, bedziemy mieli nieustanny dodruk i utrzymywanie niskich stop procentowych?

Nie, nie zakładam tylko pozytywnego scenariusza, dla tego mam dość mocno zdywersyfikowany portfel.

Anyway, to że będą kryzysy to jasna sprawa. Natomiast ciężko jest założyć, że jesteśmy ostatnim pokoleniem i gospodarka za naszych czasów się rozpadnie.

Co do nieustannego dodruku, nie wiem gdzie byłeś ostatnie 3 lata, ale mieliśmy całkiem długo wysokie stopy procentowe.

A bańki nie ma wszędzie ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tutaj macie wykresik dodruku z obliczonymi dwoma trendami (7,6% cagr oraz 8,8% cagr). Widać też cięcia z ostatnich lat, które wspomniał @P_M:

HAUCLud-Ws-AAk-Ejv.jpg

Liczenie, że wpadniemy w wieloletnią depresję, a rządy nie będą próbowały "ratować" sytuacji (swoich tyłków i tyłków kolegów) dodrukiem, to imo dość naiwne stanowisko.

Cały system jest zbudowany na długu, waluta jest długiem, tutaj nie ma żadnej filozofii ani alternatywy - dodruk musi być kontynuowany, jeśli taki system ma zostać utrzymany.

Edytowane przez barcalover
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, P_M napisał(a):

Nie, nie zakładam tylko pozytywnego scenariusza, dla tego mam dość mocno zdywersyfikowany portfel.

Anyway, to że będą kryzysy to jasna sprawa. Natomiast ciężko jest założyć, że jesteśmy ostatnim pokoleniem i gospodarka za naszych czasów się rozpadnie.

Co do nieustannego dodruku, nie wiem gdzie byłeś ostatnie 3 lata, ale mieliśmy całkiem długo wysokie stopy procentowe.

A bańki nie ma wszędzie ;)

 

6 godzin temu, barcalover napisał(a):

Wychodzi na to, że to faktycznie PESEL, bo 20 lat temu, jak Ty już z żoną dostawałeś w spadku ten dom, to ja kończyłem szóstą klasę podstawówki lub pierwszą gimnazjum.

Inna kwestia to sprawa oceny "bezpieczeństwa" danych assetów. Wg mnie obligacje skarbowe Polski nie są jakoś znacząco bezpieczniejsze od Bitcoina. Tzn. zmienność mają mniejszą, ale to nie jest dla mnie równoznaczne z bezpieczeństwem, to dwie osobne kwestie. 

Oprócz tego ja żyję może nie aż tak oszczędnie jak ty, ale też mam awersję do niepotrzebnego zaciągania długów, kupowania drogich rzeczy, więc po prostu inwestuje się dużo łatwiej, gdy masz świadomość, że faktycznie możesz sobie pozwolić na duże zawahania portfolio, licząc na większe zwroty w długim terminie, bo i tak twój standard życia nie jest zdefiniowany tymi inwestycjami, czy oszczędnościami.

Trochę tak, choć studiowałem te wszystkie kryzysy i to z perspektywy długoterminowego inwestora były najlepsze momenty na zakupy... oczywiście raczej szerokiego rynku lub tego typu assetów, a niekoniecznie pojedynczych akcji.

Ale mimo wszystko piszecie, że bierzecie pod uwagę ten scenariusz negatywny - w takim wypadku jaka będzie konsekwencja? Emerytura z ZUS? Czy ten scenariusz jest tylko teoretyczny dla Was?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

20 minut temu, fluber napisał(a):

Ale mimo wszystko piszecie, że bierzecie pod uwagę ten scenariusz negatywny - w takim wypadku jaka będzie konsekwencja? Emerytura z ZUS? Czy ten scenariusz jest tylko teoretyczny dla Was?

Negatywny/worst case dla mnie to bitcoin idzie do 0$ i tracę tę część portfela. Dodatkowo musiałbym nie być w stanie nic uratować z tego przy spadkach. Wtedy na dany moment zostaję z częścią obligacji w portfelu oraz gotówką. Summa summarum wychodzi trochę jak piszesz - reset startu inwestowania w długim terminie. Inna kwestia jest taka, jakie decyzję będę podejmował przy tym konkretnym ewentualnym czarnym łabędziu, który sprawi, że cała wartość bitcoina pójdzie do piachu. Czy będą wtedy giga okazje dla osób z gotówką? Jeśli tak, to czy uda mi się coś wyłapać? Czy będzie to coś związanego tylko z samym bitcoinem, czy też coś szerszego? Czy będzie to wydarzenie, które kompletnie odwróci uwagę od inwestowania i pieniędzy, bo będzie większe zagrożenie.

Ogólnie patrząc wstecz na krachy i kryzysy, nie jest to nigdy coś, co dzieje się z dnia na dzień i leci do 0. Natomiast jeśli taki czarny łabędź się trafi, że faktycznie bitcoin pójdzie nagle powiedzmy z tych $60k do 0k w jeden dzień, to tak - wtedy mój worst case scenario to ponowne opracowanie nowej strategii i start z pułapu samych obligacji + gotówki. I na to jestem w teorii gotowy, choć nie daję temu scenariuszowi wielkich szans realizacji.

Spełnienie się tego worst case scenariusza byłoby słabe, ale 1) nie zmieniłoby jakości życia mnie i mojej rodziny tu i teraz, dodatkowo 2) nie zmieniłoby mojego podejścia do pracy, rodziny, przyjaciół i najważniejszych spraw oraz 3) nadal dzięki innym decyzjom zw. z finansami, jakie podejmuję, byłbym z moją rodziną w lepszej sytuacji niż większość ludzi w Polsce, pewnie też na świecie. Nie piszę tego, żeby się chwalić, po prostu tak niewiele trzeba, żeby być w tej grupie dzisiaj w świecie, w którym większość buduje na długach i zwraca zbyt wielką uwagę na błyskotki i rzeczy, a nie na ludzi i drobnostki dające radość na długą metę.

Edytowane przez barcalover
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, barcalover napisał(a):

 

Ogólnie patrząc wstecz na krachy i kryzysy, nie jest to nigdy coś, co dzieje się z dnia na dzień i leci do 0. Natomiast jeśli taki czarny łabędź się trafi, że faktycznie bitcoin pójdzie nagle powiedzmy z tych $60k do 0k w jeden dzień, to tak - wtedy mój worst case scenario to ponowne opracowanie nowej strategii i start z pułapu samych obligacji + gotówki. I na to jestem w teorii gotowy, choć nie daję temu scenariuszowi wielkich szans realizacji.

Czyli istnieje jakiś niezerowy poziom bitcoina przy którym zaczniesz sprzedawać i wiesz już jaki jest to poziom? Czy podejmujesz tę decyzję na bieżąco?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Teraz, fluber napisał(a):

Czyli istnieje jakiś niezerowy poziom bitcoina przy którym zaczniesz sprzedawać i wiesz już jaki jest to poziom? Czy podejmujesz tę decyzję na bieżąco?

Póki mam czas i chęć teraz, to raczej monitoruję zarówno bitcoina, jak i alternatywne assety na bieżąco, ale tak - z pewnością jest poziom cenowy, który uznałbym za porażkę bitcoina i zdecydował, że np. albo już nie dokupuję i buduję inną część portfela na czymś innym, wg mnie lepszym, albo sprzedaję całkiem btc i kupuję coś innego.

Jakbym miał teraz określić taki poziom, to powiedziałbym, że okolice dołka z poprzedniego cyklu minus kilkadziesiąt procent, czyli powiedzmy około 10k. To by oznaczało, że musiało się oficjalnie lub nieoficjalnie pojawić coś, co neguje wartość bitcoina lub jest od niego ewidentnie lepsze w jego use casach.

Na ten moment obserwuję baczniej niż cenę ten aspekt cech, funkcjonowania bitcoina, adopcji wśród pojedynczych ludzi i instytucji itd. i tutaj próbuję ocenić dalszy potencjał assetu.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, fluber napisał(a):

@P_M @barcalover 

Mimo wszystko to jest duże uproszczenie, bo jednak jakieś głębsze przemyślenia i sytuacje mogły za tym stać - spróbuję to pokazać na swoim przykładzie. 

Jakieś 20 lat temu żona odziedziczyła ruiny domu po tacie (pisząc ruiny mam na myśli brak okna w łazience ujemna temperaturę w zimie itp), z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji, bez dojazdu (czyli auto, którego nie mieliśmy było konieczne). Nie mieliśmy wobec niego zdefiniowanych planów, mieszkaliśmy w większych miastach przez kolejne 7 lat, wynajmując najpierw pokój, a później małe mieszkanie na spółkę ze znajomymi. Wtedy priorytetem było dla mnie w pierwszej kolejności zbudowanie poduszki finansowej na 6 miesięcy, a w drugiej odkładanie pieniędzy na wkład własny. Żyliśmy bardzo oszczędnie, czasami ekstremalnie (my nie wydaliśmy nawet średniej miesięcznej pensji na ślub, licząc koszty od ubioru po obiad dla rodziny). Dotarliśmy do momentu, w którym mieliśmy wkład własny i trzeba było podjąć pierwsza ważną decyzję - co z tym robimy. I to był pierwszy ważny finansowo moment. Mogliśmy zapakować się w kredyt w dużym mieście, w kredyt w wyburzenie domu i postawienie nowego z dala od miejsca pracy lub w dostosowanie jednego pomieszczenia do mieszkania w ruinie i przeprowadzenie się z dala od miejsca pracy. Po długim zastanowieniu wybraliśmy 3 opcję - wstawiliśmy okna i drzwi, wyremontowaliśmy pokój, przestaliśmy wynajmować a ja od tej pory 3 razy w tygodniu dojeżdżałem po 2-3h do pracy.

Więc mieliśmy poduszkę finansową i jedno pomieszczenie i zaczęła się faza 2 - ładowanie wszystkich nadwyżek w remonty - i tak po kolei - okna w pozostałych pomieszczeniach, ogrzewanie, dach, podłogi, sufity, łazienka oczyszczalnia ścieków itd itp. poduszka finansowa była nietykalna, inwestycja 100 procent w dom. To była faza 2.

Dopiero od tego momentu padła decyzja o oszczędzaniu na emeryturę, założyliśmy konta emerytalne, ppk mieliśmy oczywiście od samego początku, ale głównym miejscem oszczędzania były obligacje, a pozostałe nadwyżki (ponad limit kont) ładowaliśmy w upgrade domu/własnego zdrowia/komfortu - czyli dobudowaliśmy siłownie, taras itp. to była faza 3.

Kolejna faza to oszczedzanie dlugoterminowe na przyszłość, na emeryturę, być może wcześniejszą, nie nastawiamy się na to bo uwielbiamy swoje prace, także zobaczymy, ale tu znów siła rzeczy w pierwszej kolejności ładujemy obligacje na konta emerytalne, w drugiej własny komfort i zdrowie/giełda ( staramy się odkładać 2/3 na obli i 1/3 na giełdę). Także aktualnie jest to faza 4, która będzie pewnie najdłuższa z perspektywą 30-35 lat.

Ale nawet w tej fazie 4 , w tej części giełdowej stanowiącej 1/3,  to połowa etf na światowy rynek akcji, a pozostała połowa to w połowie etf ze stabilnych branż (infrastruktura, rolnictwo) a druga połowa to lekko ryzykowne, ale wciąż etf (małe spółki amerykańskie i Chiny). Sumarycznie portfel jest ekstremalnie bezpieczny, z założeniem żeby po pierwsze nie tracić. I mam wrażenie, że cała ta historia podejścia do życia stoi także za portfelem i strategia, którą budowałem i zbudowałem. Oraz innymi decyzjami, które trzeba było w życiu po drodze podejmować. I zastanawia mnie, jakie motywacje stoją za ładowaniem tak olbrzymich środków na Bitcoin i akcje w stosunku do bezpiecznych assetow w tak wczesnym w sumie jak na inwestorów giełdowych wieku i to jeszcze przy posiadaniu dzieci.

to jest wlasnie to, mozolne budowanie bez frykasow (ale mega above average punkt startowy).

mocno zanizasz wartosc tego domu -> bawiac sie w nasz "forumkowy lore", ten wypalony, poniemiecki dom z dzialka, era-adjusted to jakies pewnie 200tys pln dzisiaj (20lat temu 20-50tys pln). innymi slowy to co napisales w innym watku, ~50tys oszczednosci ktore miales ~10lat temu juz pewnie nie byloby wystarczajace zeby kupic taki dom a 20lat temu miales 0pln. 

Zone tez chyba masz z tych ktore maja net gain finansowy z miesiaca na miesiac.

bottom line, wystartowales z assetem (timing bycia 20-ties, ale niestety "po tacie" zony) i perfekcyjnym match z zona  - takie kombo to pewnie juz jestes w top10% mimo skromnego wychowania do 18stki. tutaj dolozyles fure pracy nad assetem + rozwoj profesjonalny obojga + DINK + brak pulapki "fura-skora-komora".

na koniec portfel mega defensywny i az jestem ciekawy jaka masz stope zwrotu za ostatnie 5lat i jaka masz ekspektacje na nastepne 5/10/15lat

 

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, memento1984 napisał(a):

.mocno zanizasz wartosc tego domu -> bawiac sie w nasz "forumkowy lore", ten wypalony, poniemiecki dom z dzialka, era-adjusted to jakies pewnie 200tys pln dzisiaj (20lat temu 20-50tys pln).

 

To już musiałby się wypowiedź rzeczoznawca, ale generalnie to jedynie ziemia na której stoi dom miała chyba tylko wartość (ogródek itd to dzierżawa od miasta). Dom kwalifikował się do rozbiórki i koszt rozbiórki i postawienia nowego był niższy niż koszt remontu i to o jakieś 25 procent jak nam rzeczoznawca liczył (bo właściwie nie było rzeczy która nie była wymieniona - podłoga na całym parterze kopana pół metra w dół bo dom był postawiony na ziemi i się rozjeżdżał, drzwi, okna, ściany, dach, sufity były zwalane wszystkie bo było kilkanaście cm ugięcia sufitu z pietra itd). Ten dom nie ma też dojazdu (terenówka to jedyna opcja przez 10 miesięcy w roku), najbliższe miasto wojewodzkie jakieś 90km, okolica jedna z najszybciej wyludniających się w Polsce. W 1997 ten dom kosztował 5000 złotych z działką i nie był remontowany, więc nie wiem jaka mogła być jego wartość w 2007. Możliwe, że 20k. 

 

11 minut temu, memento1984 napisał(a):

 

Zone tez chyba masz z tych ktore maja net gain finansowy z miesiaca na miesiac.

bottom line, wystartowales z assetem (timing bycia 20-ties, ale niestety "po tacie" zony) i perfekcyjnym match z zona  - takie kombo to pewnie juz jestes w top10% mimo skromnego wychowania do 18stki. tutaj dolozyles fure pracy nad assetem + rozwoj profesjonalny obojga + DINK + brak pulapki "fura-skora-komora".

 

Żona jest inżynierem, także dokłada swoją cegiełkę i tu perfekcyjny match myślę, że zrobił największą robotę. Ten assett to trudno powiedzieć, bo z finansowego punktu widzenia taniej by wyszło kupienie działki i wybudowanie się niż remont tej studni bez dna. 

14 minut temu, memento1984 napisał(a):

na koniec portfel mega defensywny i az jestem ciekawy jaka masz stope zwrotu za ostatnie 5lat i jaka masz ekspektacje na nastepne 5/10/15lat

Szczerze nawet nie wiem, ale można spokojnie liczyć jeden do jeden średnie oprocentowanie obligacji edo z ostatnich 5 lat, bo poza ppk reszta to margines 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, fluber napisał(a):

Ten assett to trudno powiedzieć, bo z finansowego punktu widzenia taniej by wyszło kupienie działki i wybudowanie się niż remont tej studni bez dna. 

bardzo mocno go nie doceniasz, ja jako nastolatek robilem taki remont (~1998-2000): dom to byl typowy kwadrat, bez piwnicy i ze szczurami na strychu,  drewniane podlogi do rozbiorki, stropy byly ok, media poprostu podprowadzone, okna padlina. dzialka chyba 2000m2, dom 120m2? droga asfaltowa byla. nowa konstrukcja nie bylaby napewno tansza, chyba ze mowisz o stawianiu z drewna. ale napewno bylaby nowoczesniejsza i wiele rozwiazan bylo by bardzie przyszlosciowych i wygladaloby to "lepiej". to byla wartosc na wtedy ~200-250tys PLN. konstrukcja niezamieszkiwalna w momencie zakupu z obciachowym wygladem.

pewnie masz wiecej jak 1000m2 dzialki.

Edytowane przez memento1984
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

23 minuty temu, memento1984 napisał(a):

bardzo mocno go nie doceniasz, ja jako nastolatek robilem taki remont (~1998-2000): dom to byl typowy kwadrat, bez piwnicy i ze szczurami na strychu,  drewniane podlogi do rozbiorki, stropy byly ok, media poprostu podprowadzone, okna padlina. dzialka chyba 2000m2, dom 120m2? droga asfaltowa byla. nowa konstrukcja nie bylaby napewno tansza, chyba ze mowisz o stawianiu z drewna. ale napewno bylaby nowoczesniejsza i wiele rozwiazan bylo by bardzie przyszlosciowych i wygladaloby to "lepiej". to byla wartosc na wtedy ~200-250tys PLN. konstrukcja niezamieszkiwalna w momencie zakupu z obciachowym wygladem.

pewnie masz wiecej jak 1000m2 dzialki.

Ja w ten dom włożyłem z 600k lekko, w sumie już przestałem liczyć. Wszystkie domy w tym stanie w okolicy zostały po prostu porzucone a było ich kilkanaście. 

Dom stoi na działce 300 metrów. Reszta to dzierżawa.

Pamiętam, że w 2007 było wariactwo z cenami, ale w 1997 dom z działką kosztował 5k a w 2007 jego stan był jeszcze gorszy niż przy zakupie.

https://www.otodom.pl/pl/oferta/dom-z-ogrodkiem-w-centrum-w-cenie-mieszkania-ID4xFcV

Poza tym zupełnie nie bierzesz pod uwagę tego jak lokalizacja wpływa na cenę nieruchomości - powyżej masz dom w nieporównywalnie lepszym stanie.

Jakby tak odjąć 60 metrów @memento1984 , przenieść do gorszej lokalizacji, wyciąć drogę do domu, usunąć rynny i schody to stan tego jest całkiem zbliżony. A i jeszcze 650 metrów działki odjąć 

https://www.otodom.pl/pl/oferta/duzy-dom-w-gorach-do-remontu-ID4A5Qx

9 godzin temu, barcalover napisał(a):

Wychodzi na to, że to faktycznie PESEL, bo 20 lat temu, jak Ty już z żoną dostawałeś w spadku ten dom, to ja kończyłem szóstą klasę podstawówki lub pierwszą gimnazjum.

To nie PESEL, ja też się urodziłem w latach 90-tych. Żona dostała, nie ja 

Edytowane przez fluber
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

22 minuty temu, fluber napisał(a):

Ja w ten dom włożyłem z 600k lekko, w sumie już przestałem liczyć. Wszystkie domy w tym stanie w okolicy zostały po prostu porzucone a było ich kilkanaście. 

liczysz praca+material czy tylko materialy? no i jaka mniej wiecej to ma wartosc dzisiaj?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, memento1984 napisał(a):

liczysz praca+material czy tylko materialy? no i jaka mniej wiecej to ma wartosc dzisiaj?

Liczę materiał i pracę która wykonywał ktoś inny niż ja (bo cześć robiłem sam). W realnych kosztach, a nie w dzisiejszym ekwiwalencie.

Dziś? Trudno powiedzieć, bo ten dom dalej nie ma dojazdu. Gdyby stal 15km obok (wciąż w złej lokalizacji ale jakoś skomunikowany z czymkolwiek)i miał drogę dojazdową to pewnie powyzej miliona. Bez tego może też, ale nie wiem bo nie znam nikogo kto by sprzedawał dom bez dojazdu 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, fluber napisał(a):

Liczę materiał i pracę która wykonywał ktoś inny niż ja (bo cześć robiłem sam). W realnych kosztach, a nie w dzisiejszym ekwiwalencie.

Dziś? Trudno powiedzieć, bo ten dom dalej nie ma dojazdu. Gdyby stal 15km obok (wciąż w złej lokalizacji ale jakoś skomunikowany z czymkolwiek)i miał drogę dojazdową to pewnie powyzej miliona. Bez tego może też, ale nie wiem bo nie znam nikogo kto by sprzedawał dom bez dojazdu 

Czy ja wiem - domy kiepsko trzymają cenę, mało kto chce je kupować. 
Rodzice kolegi z klasy sprzedawali dom 270m2 wybudowany w 2003 od tamtej pory nieremontowany ale wtedy w bardzo dobrym standardzie, działka 600m2 w dobrej okolicy blisko Gliwic. I był problem znaleść kogoś za 1,2 mln. 
A dom bardzo fajny i mi się podobał 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Teraz, RappaR napisał(a):

Czy ja wiem - domy kiepsko trzymają cenę, mało kto chce je kupować. 
Rodzice kolegi z klasy sprzedawali dom 270m2 wybudowany w 2003 od tamtej pory nieremontowany ale wtedy w bardzo dobrym standardzie, działka 600m2 w dobrej okolicy blisko Gliwic. I był problem znaleść kogoś za 1,2 mln. 
A dom bardzo fajny i mi się podobał 

Bardzo możliwe, że przeszacowuje. Natomiast to tylko potwierdza, że zburzenie i postawienie nowego byłoby tańsze. Przy czym ja i tak tego domu nie sprzedałbym nawet za 2 miliony ze względów sentymentalnych i tego ile pracy w niego włożyłem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, fluber napisał(a):

Bardzo możliwe, że przeszacowuje. Natomiast to tylko potwierdza, że zburzenie i postawienie nowego byłoby tańsze. Przy czym ja i tak tego domu nie sprzedałbym nawet za 2 miliony ze względów sentymentalnych i tego ile pracy w niego włożyłem.

jakbys porownal (czysto) finansowo decyzje, kupno na hipoteke z wkladem wlasnym vs ten dom +600k pln przez ponad dekade? 600k to mialbys splacone mieszkanie na ktore wtedy patrzyles? I ile takie mieszkanie byloby warte dzisiaj?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, memento1984 napisał(a):

jakbys porownal (czysto) finansowo decyzje, kupno na hipoteke z wkladem wlasnym vs ten dom +600k pln przez ponad dekade? 600k to mialbys splacone mieszkanie na ktore wtedy patrzyles? I ile takie mieszkanie byloby warte dzisiaj?

Czysto finansowo to jestem na pewno w plecy. Nie patrzyłem na konkretne mieszkanie, ale ponad dekadę temu to za 100k miałbym 70 metrów w mieście które jest najbliżej mojej chałupy (przy czym wtedy takiego mieszkania bym nie brał). Ale nie chcę już wchodzić w analize kosztów mieszkania 90km od miejsca pracy przez ponad dekadę 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, fluber napisał(a):

Czysto finansowo to jestem na pewno w plecy. Nie patrzyłem na konkretne mieszkanie, ale ponad dekadę temu to za 100k miałbym 70 metrów w mieście które jest najbliżej mojej chałupy (przy czym wtedy takiego mieszkania bym nie brał). Ale nie chcę już wchodzić w analize kosztów mieszkania 90km od miejsca pracy przez ponad dekadę 

ogolnie najlepsza opcja to bylo kupic nieruchomosc na kredyt (lewar) przed aprecjacja w PL. druga to przynajmniej byc "liquid" i inwestowac, nawet wynajmujac pozostawiajac sobie elastycznosc (~120 czynszow za srednio 1500pln kazdy) + dzisiaj sprzedac ta "ruine" za "co laska".

600tys rozlozone w czasie jako dokapitalizowanie co miesiac to pewnie 2.5x dzisiaj?

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   1 użytkownik

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.