Masud Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Dla mnie dwaj zawodnicy, którzy towarzyszą mi niemal od samego początku przygody z NBA. Plakaty z "Magic Basketball" z Hillem i Kiddem wisiały na ścianie baaaardzo długo. Można tylko gdybać czego jeszcze mógł dokonać Hill gdyby nie ta nieszczęsna kontuzja w sezonie 00/01, tuż po przejściu z Detroit do Orlando. Odchodzą dwa symbole tej ligi, gracze nieprzeciętni. HOF już na nich czeka. Ex-equo debiutanci roku 1995 (Hill nr. 3 draftu, Kidd nr.2) All-Stars: Hill - 7 Kidd - 10 1"5" ligi: Hill - 1 (96/97) Kidd - 5 (99, 99/00, 00/01, 01/02, 03/04) 2"5" ligi: Hill - 4 (95/96, 97/98, 99, 99/00) Kidd - 1 (02/03) Kidd - mistrz z DM - 2011, v-ce mistrz z NJN -2002, 2003 Hill - Finał Konferencji 2010 (przegrany z LAL 2:4) Kidd w sezonie 99: 41,2mpg, 16,9ppg, 6,8rpg, 10,8apg, 2,3spg Hill w sezonie 96/97: 39,3mpg, 21,4ppg, 9rpg , 7,3apg, 1,8spg Kidd - drugi w historii NBA pod względem asyst (12091 za Stocktonem) i przechwytów (2684 za Stocktonem) Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
RappaR Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Hill raczej nie dostanie Hofa. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
matek Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Co zrobił i osiągnął Grant Hill, żeby pakować go do Hall of Fame? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Dnc Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 1"5" ligi - trochę mi zajęło bym zrozumiał co autor ma na myśli szkoda ich wiadomo, ale w takiej formie to lepiej nie psuć sobie opinii i odejść w miarę przyzwoicie - nie każdy może grać jak MJ (nawet na emeryturze) Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Chytruz Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 HOF jest za koszykówkę, nie NBA, Hill był back2back mistrzem NCAA. Ogólnie najwyższy czas. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
bogans2 Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 teraz pytanie czy za pare dobrych sezonow mozna zostac HOF?? mam tu na mysli oczywiscie Hilla no ale skoro Bosh moze byc HOF to moze.. Stevie Francis za gre w Houston tez powinien zostac HOF Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
PH#1 Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Ostatnio była gadka chyba Jeffa Van Gundyego o T-macu to też w sumie ciekawy przypadek bo drużynowo nie osiągnął nic ale indywidualnie rozkurwiał... Hill zanim się połamał prezentował również kosmiczny poziom... Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Wyparlo Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Widzę powstała moda wśród dziadów, że podpisują sobie kontrakty na 2-3 lata i po pierwszym sezonie rezygnują. Jason Kidd ma jeszcze dwa lata kontraktu, a dziś sobie nagle postanowił zakończyć karierę. Ktoś wie czy dostanie kasę za dwa następne lata? Przy okazji zakończył karierę w pięknym stylu nie zdobywając przez 200 minut punktu czy ile tam. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
BiałaCzekolada Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Hall of Fame już dawno stało się Hall of Shame przez co całe te dyskusje o tym czy zawodnik X się tam znajdzie czy nie przestały mieć dla mnie sens. Grant Hill to z pewnością jeden z największych what if w historii ligi, któremu pozornie bardzo pomogła kontuzja. Do 27 roku życia (czyli okresu, gdy większość wing players jest w swoim prime i szykuje się na peak) nie wyszedł poza pierwszą rundę - zresztą zrobił to dopiero w Phoenix jak miał 300 lat - nie miał co prawda wspaniałego wsparcia, ale to też powoduje że jego kosmiczne statystyki trzeba brać z małym przymrużeniem oka. Takie, praktycznie, career-ending kontuzje powodują, że idealizujemy konkretnych zawodników i wyolbrzymiamy w głowie co mogliby osiągnąć gdyby pozostali zdrowi. Hill choć ciężko w to teraz uwierzyć - to atletyczny point forward, który nie miał świetnego jumpshota, ale świetnie grał na midrange (coś na wzór tego jak robią to: Wade/obecny Parker), był bardzo dobrym finisherem, jedynie niezłym obrońcą (Durant?), grał post up, nieco przereklamowany passer i poprawiał zbiórkę jak na SF. Top10 ligi w swojej dekadzie, może w jednym sezonie z ambicjami na top5. Ludzie, którzy widzieliby Granta Hilla jako lidera legit contendera albo quasi-Lebrona Jamesa zdecydowanie są w błędzie - to bardziej Scottie Pippen w ataku. Kontuzja zepsuła potencjalnie jednego z lepszych sidekicków w historii. (Miałem prime Granta w all-time fantasy drafcie obok Jordana i dużo ludzi kupiło fakt, że mam zastępce Pippena - sporo dzięki temu wygrywałem hehe) Jason Kidd to trochę inna bajka. Praktycznie przez całą karierę miał pecha z teammates. Najpierw sprawił, że Mavericks odbili się od solidnego dna (potem powrócili do niego aż do pojawienia się Dirka) - potem połamał się Mashburn. W Phx musiał liczyć na dwóch kolejnych wielkich what ifs czyli to co zostało z Penny'ego i KJa, a jego first option w ataku był dziadziu Cliff. W marnych Nets z marszu (Marbury <-> Kidd) zabrał ich do contendowania na Wschodzie (żenująco słabym ale zawsze) i praktycznie swój prime time (99-04) zmarnował, mając za najlepszego zawodnika w zespole KMarta w obronie i RJeffersona w ataku, hands down. Elitarny defensor - praktycznie jeden z drobnej garstki w historii, którzy z pozycji G (PG!!!) potrafili tak bardzo wpływać na teamD i kulturę defensywną zespołu - Moncrief, Frazier, może Payton level. Nets z bottom defensywy stali się w rok top1-2 w NBA i utrzymywali się w czubie aż do jego odejścia - a oprócz KMarta miał takie tuzy pod koszem jak Van Horn, Collins czy Krstic. Elitarny floor general, making evb better - co udowadniał nie raz i ostatecznie zamknął wszystkim usta w Pekinie 2008, jeden z nielicznych którzy pomimo obrzydliwie słabego rzutu (all-time worst level) potrafili stworzyć dobre ofensywy. Swego czasu nie do zatrzymania w full court. No i zbiórka - Kidd zbierał jak potężnie zbudowani SF. Miał parę słabości - przede wszystkim rzut, raczej też zawsze potrzebował dobrych i efektywnych scorerów obok siebie i mógł być liderem zespołu, ale nie jego pierwszą opcją. Będzie stu Grantów Hillów, a Jasona Kidda pewnie nie będzie już nigdy. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
BiałaCzekolada Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 EDIT: Do pewnego momentu, jeszcze w tym sezonie - Kidd wyglądał jakby przeszedł w Steve Kerr mode zza łuku, to że ZNACZNIE poprawiał ball movement to mało powiedziane i po paru latach znowu zaczął grać w obronie. Kidd był jednym z powodów, dlaczego Knicks wyglądali jak contender w pierwszej połowie sezonu. Ale potem dopadła go chyba demencja starcza, każdego dopadła oprócz Stocktona. co do Hill vs Kidd jeszcze - to w gdybym miał stworzyć pick up game i miał do wyboru wszystkich graczy w historii NBA - a to był zawsze dla mnie jeden z najlepszych wyznaczników - to nigdy przenigdy nie wybrałbym Hilla - nawet prime, bo nie potrafił niczego na elitarnym poziomie i był ogólnie zbyt miękki. Kidda pewnie też bym nie wybrał, bo kiedy jeszcze był superstarem to był zupełnym non-threatem ze swoim rzutem i obrzydliwym volume, ale gdybym chciał grać dużo transition to Kidd byłby tuż za Magiciem no i gdybym chciał mordować w defensywie to Kidd byłby tylko za Paytonem. Niewielu było takich profesjonalistów i to, że z Tony Allena stał się Shane Battierem za 3 na starość, to też świetnie to obrazuje. napisałbym, że Kidd > Nash ale pamiętam, że prawie inteweniował Interpol na e-baskecie jak ostatnio ktoś to napisał. - - - Updated - - - ktoś wspomniał o TMacu. Grant Hill nigdy nie miał tak świetnego sezonu jak TMac miał dwa w Orlando. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Iwo Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Hola, hola proszę się odstosunkować od T-Maca. Właśnie doszedł do finału NBA. Jeśli zagra w nim Miami szykuje się potężna rywalizacja o miejsce w rankingach GOAT. W zasadzie niemal wszystko co mógłbym napisać (i jakieś sto razy więcej) napisał Biała Czekolada. Więc tylko - szkoda, że Kidd w swoim prime nie grał na Zachodzie. Przy Hillu - to chyba on był pierwszym nowym MJem? I chyba z tego, i z reklamówek pewnego popularnego napoju (notabene, już nie jestem pewien - ale je puszczali nawet w polskiej tv chyba nie tylko przy okazji transmisji sportowych?) będzie zapamiętany. Mimo wszystko. Mimo tego, że był bardzo dobrym graczem i ponoć jeszcze lepszym facetem. Gdzieś mi nie tak dawno temu migło, że Duncan w 2000 był naprawdę blisko Orlando. Wyjściowy pomysł był Duncan-Hill. W idealnym świecie zmieniłoby to układ sił nie tylko na Wschodzie, ale może i wstrząsło Batmnem i Robinem z LA. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
BiałaCzekolada Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Gdzieś mi nie tak dawno temu migło, że Duncan w 2000 był naprawdę blisko Orlando. Wyjściowy pomysł był Duncan-Hill. W idealnym świecie zmieniłoby to układ sił nie tylko na Wschodzie, ale może i wstrząsło Batmnem i Robinem z LA. Pamiętam to - i dobrze, że to tego nie doszło, bo stężenie przyjemniactwa i mr. nice guys w jednym zespole byłoby za duże. No i Manu nie miałby 3(4) tytułów. Dobrze, że Manu zapowiedział, że nie pali się z emeryturą, bo już się przestraszyłem wizji ile musiałbym napisać, żeby pożegnać samego Emmanuela. Chociaż samego Sheeda i BigBena jakoś zniosłem bez chodzenia tydzień na czarno. Trochę smutno było jak żegnał się Jason Williams, ale na pocieszenie kupiłem sobie czekoladę hehe. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
RappaR Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 EDIT: Do pewnego momentu, jeszcze w tym sezonie - Kidd wyglądał jakby przeszedł w Steve Kerr mode zza łuku, to że ZNACZNIE poprawiał ball movement to mało powiedziane i po paru latach znowu zaczął grać w obronie. Kidd był jednym z powodów, dlaczego Knicks wyglądali jak contender w pierwszej połowie sezonu. Ale potem dopadła go chyba demencja starcza, każdego dopadła oprócz Stocktona. co do Hill vs Kidd jeszcze - to w gdybym miał stworzyć pick up game i miał do wyboru wszystkich graczy w historii NBA - a to był zawsze dla mnie jeden z najlepszych wyznaczników - to nigdy przenigdy nie wybrałbym Hilla - nawet prime, bo nie potrafił niczego na elitarnym poziomie i był ogólnie zbyt miękki. Kidda pewnie też bym nie wybrał, bo kiedy jeszcze był superstarem to był zupełnym non-threatem ze swoim rzutem i obrzydliwym volume, ale gdybym chciał grać dużo transition to Kidd byłby tuż za Magiciem no i gdybym chciał mordować w defensywie to Kidd byłby tylko za Paytonem. Niewielu było takich profesjonalistów i to, że z Tony Allena stał się Shane Battierem za 3 na starość, to też świetnie to obrazuje. napisałbym, że Kidd > Nash ale pamiętam, że prawie inteweniował Interpol na e-baskecie jak ostatnio ktoś to napisał. - - - Updated - - - ktoś wspomniał o TMacu. Grant Hill nigdy nie miał tak świetnego sezonu jak TMac miał dwa w Orlando. Serio wziąłbyś w TRANSITION Kidd over NASHA. SERIO? Ja wiele potrafię zrozumieć, serio. ALE W TRANSITION? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Artlan Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Jak zaczynałem oglądać NBA to Grant Hill był najpopularniejszym graczem ligi po MJu, co mnie zawsze zastanawiało, bo ani nie grał szczególnie efektownie, ani nie był dominatorem chociażby na swojej pozycji, ani nie miał specjalnej charyzmy. Przez mgłę pamiętam, że Hill był twarzą Fila a to były najpopularniejsze buty na parkiet w tamtych czasach zaraz po Nike (których twarzą był wiadomo kto) i Reebokach (które promował Shaq). Kolejne ważne moje wspomnienie z Hillem to lato 2000, kiedy to Orlando się zbroiło i mówiło się, że dołączy do nich Duncan, T-Mac lub właśnie Hill, albo nawet dwóch z nich. Ponieważ sympatyzowałem z Magic jeszcze od czasów Shaqa i Penny'ego to perspektywa odbudowy contendera na Florydzie bardzo mi się podobała. Ostatecznie Duncan podpisał extension ze Spurs, a do Magic trafiła pozostała dwójka. Niestety, Hill popełnił błąd grając w PO 2000 z kontuzją i do Magic przyszedł już kontuzjowany. W tych samych PO Duncan pomimo wywieranej na nim presji nie wyszedł na parkiet, choć lekarze mu pozwolili. Do Duncana przylgnęła wtedy opinia mięczaka, a do Hilla twardziela, ale jednak patrząc z dzisiejszej perspektywy to Duncan podjął dobrą decyzję nie ryzykując własnym zdrowiem. Co ciekawe Hill trafił do Orlando z Pistons za Big Bena, co uznano za jeden z najgorszych trejdów w historii, ale i w tym przypadku złośliwy chichot historii sprawił, że od Big Bena zaczęło się budowanie mistrzowskiej ekipy w Motor City, no a historię Orlando z kontuzjowanym Hillem wszyscy znamy. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Iwo Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Pamiętam to - i dobrze, że to tego nie doszło, bo stężenie przyjemniactwa i mr. nice guys w jednym zespole byłoby za duże. Na papierze, gdyby zdrowie dopisało, wygląda to pod względem sportowym niemal idealnie. Tylko właśnie problemem by mogła być sfera mentalna. Kto tu byłby samcem alfą? I problemem nie jest tu nadmierne ego któregokolwiek, przeciwnie. Jak pisałeś, Grant Hill się połamał zanim tak naprawdę zaczęto od niego wymagać prawdziwego liderszipu, w Pistons jakoś miał parasol ochronny. Też jestem fanem "miękkiej charyzmy" Duncana, ale jakby działała w innej organizacji, bez Popa? Trenerem był tam Doc Rivers. To też w sumie ciekawe: co by było gdyby? Doc już byłby w HoF czy... nie byłoby go wcale? O Manu w NBA to setki osób napiszą ciekawsze rzeczy ode mnie, ale Manu jest dla mnie bogiem za to co zrobił z Argentyną. Te dwa Dream Teamy to był trzeci (2002) i drugi sort (2004), ale to była "tylko" Argentyna. Jeśli sport może być choć trochę jeszcze romantyczny, to to pokolenie z Manu na czele, idealnie wpisuje się w definicję. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
BiałaCzekolada Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 Serio wziąłbyś w TRANSITION Kidd over NASHA. SERIO? Ja wiele potrafię zrozumieć, serio. ALE W TRANSITION? Jak opierasz się na full court i transition to musisz myśleć o obu stronach. Kidd wracał do obrony jak nikt. Poza tym rebounding, defensywa (steals) Kidda pozwalają na easy points i otwierają drogę na łatwe transition. - - - Updated - - - Nash zjada Kidda w HCO, za to. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
rw30 Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 HOF jest za koszykówkę, nie NBA, Hill był back2back mistrzem NCAA. Ogólnie najwyższy czas. 2x Amen btw wracając do czyjejś wątpliwości nt tego czy Kidd dostanie kasę za gwarantowany kontrakt mimo zakończenia kariery - nie, nie dostanie Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ignazz Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 parę razy się zgodzę ale parę razy całkowicie nie! 1) Duncan a sprawa polska czyli Orlando Magic - kolejny raz powtórzę bo byłem angielskojęzyczny i w 2000 roku że po jego wywiadach średnio na horyzoncie był ten plan Orlando 2000 czytaj zero realnych możliwości...... Takie warunki rozwoju w SAS plus lepszy kontrakt jaki miał TD (plus najważniejsza lojalność) nie sugerowały poza reklamami sprite'a aby panowie się spotkali... Dla mnie tematu przejścia w ogóle nie było więc nie ma co gdybać poza faktem, że Orlando uciułało miejsce w salary. 2) Hill (młody) rozwijający się i zdrowy trafił do organizacji z terapią szokową jaką byli Pistons po latach świetności więc nie dziwią mnie negatywne oceny i tekst w stylu "niczego nie dokonał" ale IMHO jego tamtejsza gra mimo wielu słabości (tak nie miał wielu istotnych elementów gry) była nieziemska i właśnie te najlepsze co miał w grze cechy-zalety wykorzystywał na maksa. Dla mnie jeden z najbardziej inteligentnych graczy w lidze, który jak już coś robił to robił mega mega bardzo dobrze...inna sprawa że innych elementów mógł nie mieć. Powtórzę fenomen który pod czachą miał jedno - wiedział jakie są jego mocne a jakie słabe strony.....poza nielicznymi wyjątkami dziś takich graczy "bezkrytycznych" wobec siebie nie uświadczysz.... dla mnie szacun. Miał parę zagrań i robił to na poziomie nieosiągalnym dla dzisiejszych herosów...ten wydłużony dwutakt - nie ma lepszego nikt do dziś.....no i chłop korzystał z tej przewagi......statystyki czy tabelki tego nie pokażą.. 3) właśnie te Kiddy i Nashe - doceniam gości żeby nie było i overall kariery potoczyły się im dużo lepiej ale tak koszykarsko z użyciem mózgu przez gracza dla mnie Hill jest ponad to lub mógł być (kontuzja) stąd tę opinię o tym, ze kontuzja go uratowała a nie pogrążyła wkładam między bajki..... Odpowiednika Hilla w prime nie znalazłem a Kidda Nasha i ( Stocktona ) jakoś znajdę 4) Ktoś chyba nie pamięta jak kiedyś Kidd napędzał akcje w TRANSITION? ... Moje skromne zdanie: Kidd robił bat z gówienka czyli narzucał swój system gry i "podciągał" kolegów podczas gdy Nash mega wykorzystywał doskonałe ułożenie ekipy pod niego raczej i owszem także produkcja kolegów rosła (Q, Ami, JJ, nasz Gorti niedawno ). Nie wiem jak napisać aby być zrozumiałym ale dla mnie efekt może i był podobny ale Kidd zmieniał otoczenie a Nash mistrzowsko wykorzystywał kolegów których dobrze mu dobierano..... Mo i jeden z nich tak na prawdę mało powąchał napis NBA FINALS..... wiem że będę zjedzony ale dla mnie mimo szacunku dla wybryków typu multiply small MVP - KIDD ciut wyżej a i Hilla nie autuję z tej układanki choć nie mam powodów (poza subiektywnymi) aby stawiać go ova.... 5) niesamowite jak dobrym i uniwersalnym Defensorem stał się Grant na koniec kariery.... reasumując ciężka dyskusja się szykuje Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Artlan Opublikowano 3 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 3 Czerwca 2013 (edytowane) parę razy się zgodzę ale parę razy całkowicie nie! 1) Duncan a sprawa polska czyli Orlando Magic - kolejny raz powtórzę bo byłem angielskojęzyczny i w 2000 roku że po jego wywiadach średnio na horyzoncie był ten plan Orlando 2000 czytaj zero realnych możliwości...... Takie warunki rozwoju w SAS plus lepszy kontrakt jaki miał TD (plus najważniejsza lojalność) nie sugerowały poza reklamami sprite'a aby panowie się spotkali... Dla mnie tematu przejścia w ogóle nie było więc nie ma co gdybać poza faktem, że Orlando uciułało miejsce w salary. Temat jak najbardziej był. Duncan przecież nie uciął od razu spekulacji. Gdyby z kilka miesięcy wcześniej zadeklarował jednoznacznie, że nigdzie się nie wybiera to by nie było o czym mówić. On jednak tego nie zrobił i ogólnie było dużo niepewności czy zostanie. Tutaj masz artykuł o kulisach tej sprawy: http://sportsillustrated.cnn.com/basketball/nba/news/2000/07/10/spurs_duncan_ap/ Czyli widać, że Orlando podjęli poważne starania, że Duncan ich odwiedził (zresztą razem z Grantem Hillem), że Popovich do końca nie wiedział, czy Tim zostanie. Dodaj do tego, że część fanów Spurs odniosła się krytycznie do jego odmowy gry w PO, co też mogło go nieco odsunąć od chęci zostania w SAS. Nie przesądzam, czy była duża szansa na przyjście TD na Florydę, ale pisanie, że "w ogóle nie było tematu" to lekkie nadużycie. Aha, wcześniej pisałem, że Magic chcieli sprowadzić 2 superstarów. Drobna pomyłka z mojej strony, bo oni mieli koncepcję Big3, czyli Grant Hill, T-Mac i Duncan mieliby się pojawić jednocześnie a nie na zasadzie "jak nie uda się z Duncanem to bierzemy T-Maca". Edytowane 4 Czerwca 2013 przez Artlan Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ignazz Opublikowano 4 Czerwca 2013 Udostępnij Opublikowano 4 Czerwca 2013 realnego zagrożenia nie było dziennikarze plus zabawa reklamami z Hillem w sprajta......zrobiły swoje z tymi dyskusjami! a zarzucanie Ducanowi, znając jego gadatliwość, że czegoś nie uciął czy sprostował to dopiero historia.... 1) dwadzieścia milionów $ mniej od Magic; 2) skrajna lojalność z poczuciem ( jeżeli istnieje coś takiego w zawodowym sporcie) WINY że się nie powalczyło w PO z powodu kontuzji w 2000; 3) jedynym elementem gry było wmanewrowanie przez władze spurs = San Antonio aby z rokiem 2002 otworzyły nową 200.000.000$ "halę do gry w kosza" stąd rozgrywano jokera "Duncan odchodzi do Orlando"; 4) no ten artykuł mnie powalił jako źródło; dla mnie not even close..... Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się