Skocz do zawartości
BMF

NBA Draft 2019

Rekomendowane odpowiedzi

jest druga strona medalu jeszcze...

 

NCAA i jej kibice jakościowo dużo lepsi niż NBA

 

chcecie zabrać opcję tych naborów i chociaż jednosezonowych ciekawostek?


w ten sposób co rok NCAA gra bez 20-30 najlepszych nowych narybków 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ Jendras

 

No już nie rób jaj. Są gracze którzy wchodzą z mega talentem i będą dobrzy niezależnie czy trafią do dobrej czy złej organizacji

 

co nie oznacza ,że robią wielkie postepy rok do roku

 

Przecież tak samo można odbić Twój argument o Blake'u i Klay'u. Niestety nie wiemy, na ile postępy zawodników to zasługa tego mega talentu, a na ile klubu.

 

Ale ogólnie chodzi mi o to ,że jak odejdziemy od reguły 1 rok w NCAA to znowu będzie wielu Kwame w TOP5 i będziemy mieć znowu takie drafty jak 2000 czy 2001

 

Takie drafty i tak się zdarzają - masz wyżej choćby przykład Bennetta. Pomyłki były i będą zawsze, bo nigdy nie wiesz, co tak naprawdę dany zawodnik ma pod kopułą. 

Edytowane przez Jendras

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z nr 1 draftu poszedłby Perry Jones III który po HS miał opinię fenomenu i miał dominować

ewentualnie H.Barnes by szedł z 1 a Irving wtedy max z 5 bo tak ich oceniano po HS

z nr 1 ewentaulnie 2 by poszedł Shabazz Muhamms

Mudiay bo tak wysoko był ceniony po HS

 

Josh JAckson ( bo zawsze szedł po Gilesie ale jemu to kontuzja zabrała nr 1 draftu)

 

W Top 5 by szli Aaron Harrsion, McAdoo ( obaj w ogóle nie byli draftowani) Cliff Alexander jako 3-4 ( kto to w ogóle jest)

 

Ludzi , którzy byli przeceniani po HS jest znacznie więcej niż ci którzy marnowali rok w NCAA.

 

Rok na uczelni brutalnie weryfikuje kto ma talent a kto nie. W HS czasem wystarczy być z lutego by dominować . Odejście od tej reguły sprawi ,że tankowanie nie będzie tak opłacalne bo w TOP5 będzie miał sporo bustów

Perry Jones był #7 w swojej klasie w rankingach po HS, więc poszedłby może w loterii, ale pewnie nie.

 

A to, że draft byłby bardziej ''loteryjny'', to prawda, tylko warto ocenić skalę oraz bilans zysków i strat.

 

Straty? NCAA (przy pomocy NBA) tworzy system wykorzystujący młodych ludzi (tego inaczej się nie da nazwać), a czołowi prospekci tracą czas grając w NCAA. Skoro Bagley czy Ayton robili od pierwszego dnia 20-10 na leszczach z NCAA, to powinni od roku grać w NBA. To samo mówił też Bamba - fajnie, że grał we fajnym miejscu, ale chodzenie przez rok w tygodniu na zajęcia z socjologii po kilka godzin dziennie raczej nie pomaga w skupieniu się na koszykówce. Wszyscy byliby lepszymi graczami grając nawet 20mpg w słabym teamie w NBA, mogąc pracować z NBA-trenerami.

 

Zyski? Draft jest dzięki one&done mniej loteryjny, ale to też nie jest tak duża skala, przecież 80% zawodników wybieranych w czołówce to gwiazdy z HS z reguły (w sumie wyjątkami są słabe drafty). Ale sama pula talentu się przecież nie zmienia.

 

Warto też pamiętać, że to nie jest tak, że nagle do NBA zgłaszać się będzie 30-40 zawodników z HS, w ostatnich dwóch latach gdy można było brać 18-latków, wybranych zostało z tego co kojarzę ok. 8-10 zawodników z HS na jeden draft. Teraz pewnie będzie trochę więcej, ale to nie jest tak, że komuś będącemu ~20 w rankingach po HS będzie opłacało się pójść w połowie drugiej rundy w drafcie.

 

ps

 

Uważałbym z tym przełożeniem, że Shabazz poszedłby z #1, bo gdyby miał iść do draftu NBA, to byłby duzo lepiej zescoutowany. Możliwe, że by poszedł, możliwe - że straciłby na workoutach. Monta Ellis był w rankingach po HS #3, a poszedł z #40 pickiem, Bynum był #7, a poszedł w loterii.

Edytowane przez BMF
  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@BMF

PRzecież ktoś kto jesr n1 a nawet nr 2 nie uczestniczy w workoutach zazwyczaj

 

Nie widziałem mocku gdzie Perry Jones szedł z 7 za to wiele gdzie był z 1 albo 3 ale to nieistotne

 

Ostatnie lata mamy draftu gdzie TOP10 to 10 świeżaków więc można założyć że byłoby to teraz 10 byłaby po HS

 

Dla mnie taka weryfikacja ma sens.. Dla niektórych graczy pewnie nie- z drugiej strony to nie jest tak że liga rządża freshmeni

 

Golden oparte było na tych co byli dłużej w NCAA, Thunder miało sukces bo tylko chyba Durant był freshmenem

 

Czy na sukces Currego czy Hardena przekłada się to że byli więcej niż rok w NCAA - nie wiem.. Bo tu nie ma możliwości udowodnienia alternatywnej historii..

 

Ja bym pozostawił tak jak jest. Ale rozumeim zwolennikow jak najszybszego oglądania w NBA graczy typu Ben Simmons

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Perry Jones był #7 w rankingach po high schoolu na ESPN i trafił do jakiegoś podrzędnego college'u.

 

Co oznacza, że ktoś nie uczestniczy w workoutach? W workoutach nie uczestniczą zawodnicy, którzy są pewni, że pójdą w topie, jak jakiś unproven 18-latek po HS powiedziałby, że ma gdzieś workouty, to nie poszedłby w loterii. Gerald Green był #1 w rankingach po HS, i poszedł z #18 pickiem.

 

A Harden czy Curry nie są kontrargumentem na zniesienie one&done, bo przecież to nie są zawodnicy do których to się w ogóle odnosi, zniesienie tego nie wyklucza, że dalej zawodnicy będą grać dłużej niż rok w college'u (przecież to odnosi się do zawodników którzy idą z definicji na rok do NCAA, bo muszą, a Curry czy Harden kimś takim nie byli, skoro zostali w NCAA), więc dalej w jednym drafcie będziemy mogli mieć LeBronów (po HS) i Wade'ów (trzy lata w NCAA), bo tak było jak one&done nie było.

 

To nie działa tak, że nagle nikt nie będzie grać w NCAA - ale NCAA dużo straci, bo taki BMF nie będzie miał 8-10 najlepszych prospektów z HS, więc będzie dużo rzadziej oglądał, i do tego sprowadza się tak naprawdę ta cała dyskusja.

Edytowane przez BMF
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale te najlepsze nazwiska z marszu spadają z listy NCAA.

 

TO trochę może osłabić sam prestiż całych rozgrywek gdzie nie grają najlepsi

 

NCAA można by wtedy dużo gorzej postrzegac a tak to nie ma tego problemu.

 

Zbyt szanuje NCAA aby 30 buznesmenow ogołocilo uniwersytety z tej pięknej perspektywy walki najlepszych o tytuł.

 

W sumie łamie to pewne zasady z romantycznych czasów Magic bird.

 

Ja uważam ze świat by więcej stracił niż zysk paru graczy którzy rok wcześniej przytula czeki.

 

Pójście na zajęcia socjologi akurat aż tak nie zaszkodzą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg ignazza: "Romantyczne zasady", "biznesmeni gołocący uniwersytety z pięknej perspektywy", "świat więcej by stracił niż zysk paru graczzy rok wcześniej przytulających czeki". 

 

Naprawdę: NCAA i uniwersytety zarabiają miliardy dolarów dzięki zasadom, gdzie zawodnicy dostają drobne w skali sportu (i zysków) pieniądze i nawet nie mogą podpisać zawodowych kontraktów sponsorskich, bo inaczej nie mogliby występować w NCAA jako amatorzy, a przez porozumienie NCAA i NBA są do tego de facto zmuszani. 

 

Boję się spytać o Twoje poglądy na temat XIX-wiecznego niewolnictwa. 

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Romantyczne czasy bird vs Magic a nie biznes i zasady.

 

To różnica.

Wiele z tych zasad mimo kombinacji alpejskim tych coachow NCAA zostało czystych.

 

Np. Kibice są na dużo lepszym poziomie i utożsamiają się ze swoim uniwerkiem czy regionem.

 

NBA to inny produkt.

Nigdzie nie napisałem ze NCAA jest czyste

Wg ignazza: "Romantyczne zasady", "biznesmeni gołocący uniwersytety z pięknej perspektywy", "świat więcej by stracił niż zysk paru graczzy rok wcześniej przytulających czeki".

 

Naprawdę: NCAA i uniwersytety zarabiają miliardy dolarów dzięki zasadom, gdzie zawodnicy dostają drobne w skali sportu (i zysków) pieniądze i nawet nie mogą podpisać zawodowych kontraktów sponsorskich, bo inaczej nie mogliby występować w NCAA jako amatorzy, a przez porozumienie NCAA i NBA są do tego de facto zmuszani.

 

Boję się spytać o Twoje poglądy na temat XIX-wiecznego niewolnictwa.

Nie bój się pytać o niewolnictwo.

 

Co chciałbyś wiedzieć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

 

nawet chyba Simmons o tym wspominał, że będąc kontuzjowanym i tak się więcej nauczył niż grając rok w NCAA.

Szkoda, że rzucać się nie nauczył... a nawet pogorszył.

Ja uważam, że lepiej spędzić rok z trenerami z NBA niż z NCAA.
Mike Krzyzewski i jego ekipa ma być gorsza od bandy szkoleniowej w SAC, Nets czy Magic? Bądźmy poważni...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mike Krzyzewski i jego ekipa ma być gorsza od bandy szkoleniowej w SAC, Nets czy Magic? Bądźmy poważni...

 

piękny przykład głupoty, manipulacji i uogólnienia 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak najbardziej, przecież wystarczyło, że np. Mo Bamba dwa miesiące popracował ze sztabem na poziomie NBA (Hanlen) i bardzo szybko poprawił rzut, czego nie zrobił przez cały rok w Teksasie. To siłą rzeczy musi być przepaść, i nie dlatego, że programy uniwersyteckie są złe.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mike Krzyzewski i jego ekipa ma być gorsza od bandy szkoleniowej w SAC, Nets czy Magic? Bądźmy poważni...

 

Akurat Atkinson z Nets jest znany przede wszystkim z rozwijania zawodników.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ogólnie jak chodzi o progress zawodników, to long term pewnie im wcześniej trafił by do NBA tym lepiej. Problem zbraniem chłopaków z RS jednak nie był w rozwoju, tylko z tym że całe draft lottery i draftowe wzmacnianie słabych było mocno zachwiane bo jednak, jak Ely3 wcześniej pisał, w HS łatwo dominować co nie znaczy że ktoś jest faktycznie taki dobry, i dodatkowy rok na uniwerku dużo lepiej  chłopaków weryfikuje.

 

w ogóle post Elyego jest genialny, znalazłem odpowiedź czemu nie dominowałem w HS [ani nigdzie indziej] - bo jestem ze stycznia, ale późniejszego roku [poszedłem do szkoły rok wcześniej]

 

 

To jakim cudem mamy w lidze tyle gwiazd? :smile:

 

 

Tylko czy w czasach draftowania graczy bezpośrednio po HS faktycznie było więcej bustów? 

 

Anthony Bennett okazał się największą pomyłką w historii naboru po świetnym sezonie w UNLV.

 

Z kolei jeśli spojrzeć na największych bustów po HS, to nie udawało im się raczej nie przez brak talentu (Kwame - głowa, Curry - lenistwo, Bender - zdrowie). 

 

Jendras - 

gwiazdy są, tylko ze lidze NBA w ramach lewackiego wyrównywania  szans :P :P :P  chodzi o to żeby one szły z wysokimi numerami drafu [wzmacniały faktycznie słabe ekipy], a nie by trafiał "gdzie  bądź" czy do ekip które prawie wchodzą do PO.

 

Co do ilości bustów w czasach draftowania prosto z HS - tak, wydaje mi się że tak, że było więcej bustów, ale nie podam na poparcie tego żadnej metryki ani nie zrobię analizy bo mnie to aż tak nie interesuje. Natomiast czasy silnego draftowania graczy z HS [ wzmocnione owczesnym trendem na draftowanie każdego wysokiego eurosa z miękkim nadgarstkiem i trafiającego łatwo z top of the key], czyli chyba coś koło 1999-2005[?] pamiętam jako totalny chaos, w sensie w top10 draftu była masa bustów wtedy, nie tylko Kwame. Ale, po raz kolejny podkreślę, piszę z pamięci. No i chyba coś w tym jednak było skoro NBA sama szybko wycofała się z tego? [choć pewnie monity z NCAA też miały wpływ, nie mówię że nie].

 

Co do Twoich wytłumaczeń bustów głowa/lenistwo/zdrowie, to o ile mogę się zgodzić że zdrowie faktycznie jest losowe, o tyle głowa czy lenistwo - trudno żeby problemy wyszły w HS, gdzie pewnie tylko z 20% graczy ma >190cm wzrostu i dla większości top-talentów to rozgrywki w HS to takie mecze jakbyś grał w kosza ze swoim 11 letnim kuzynem. To z resztą nie jest tylko specjalność zawodowej koszykówki, ale każdej innej dziedziny życia, że jak jest łatwo [sobotni grill, szkoła podstawowa itd] to wszyscy tak ładnie i mądrze wyglądają, a jak poziom się podnosi / narastają trudności [trudne studia, wymagająca praca, jakieś poważne problemy życiowe] to nagle zaczynają z ludzi wyłazić problemy czy też raczej ich prawdziwa osobowość.  Taki np OJ Mayo w czasach RS był przwewidywany  na drugiego LeBrona, po roku w uniwerku już były spore zarzuty co do jego zdrowego rozsądku .... choć  w drafcie ciągle poszedł wysoko, ale jednak uniwerek trochę go " exposure'ował " .  

Wg ignazza: "Romantyczne zasady", "biznesmeni gołocący uniwersytety z pięknej perspektywy", "świat więcej by stracił niż zysk paru graczzy rok wcześniej przytulających czeki". 

 

Naprawdę: NCAA i uniwersytety zarabiają miliardy dolarów dzięki zasadom, gdzie zawodnicy dostają drobne w skali sportu (i zysków) pieniądze i nawet nie mogą podpisać zawodowych kontraktów sponsorskich, bo inaczej nie mogliby występować w NCAA jako amatorzy, a przez porozumienie NCAA i NBA są do tego de facto zmuszani. 

 

Boję się spytać o Twoje poglądy na temat XIX-wiecznego niewolnictwa. 

 

 

wiem że to system, że to jeszcze dzieci itp itd, i prawdopodobnie zgadzam się z Tobą nt niskiego poziomu szkolenia w NCAA [choć koszem NCAA w ogóle się nie interesuję, ale widziałem parę meczy i do dzisiaj budzę się z krzykiem po nocach], ale nikt nie zmusza nikogo do pójścia na amerykański uniwerek. Mogą przecież "zrobić Brandona Jenningsa" i jechać w świat grać zawodowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego napisałem de facto. Taki Zion (jakby się uparł) stałby przed alternatywą, że pojedzie grać do jakiegoś niezłego zespołu we Włoszech albo Hiszpanii (ale takiemu Realowi, czy zespołom na tym poziomie, raczej nie opłaca się ogrywać rok chłopaka) - albo pójdzie do college'u, gdzie niby pieniędzy nie ma, ale dużo bezpieczniejsza opcja. Więc, no, można pisać, że ''nikt mu nie każe grać w NCAA bo może iść do Chin'', ale tak naprawdę wprowadzając arbitralny przepis, że 18-latek nie może, a 19-latek może grać w NBA - jednak chyba każe. 

 

Wybrani w loterii z HS (95-05): Garnett, Bryant, McGrady, Bender, Miles, Chandler, Curry, Diop, Stoudemire, LeBron, Kwame, Howard, Livingston, Swift, Telfair, Webster, Bynum. 

 

Dramatu chyba nie ma, może mała dawka, ale jakiegoś wybitnego odchylenia statystycznego bustów to ja nie widzę, na jednego Kwame zawsze trafi się jakiś Olowokandi czy Bennett.

Edytowane przez BMF

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to trochę uniwersytecka dyskusja, ale jakby taki ziomutek sie zgodził grać za jakieś rozsądne pieniądze [200-300 tys USD - spokojnie by odłożył i jeszcze mamusia mogłaby z nim zamieszkać i asystent agenta wpaść co jakiś czas na wizję lokalną] to wielu chętnych by się znalazło.

Przecież [znowu strzał] 80% amerykanów grających w Europie i tak nie gra  w klubach dłużej niż rok

 

Bryant z #14, McGrady z #7, Stoudemire z #9....[piszę z pamięci]  właśnie o to chodzi że to nie jest dobre, bo na podstawie gry w HS trudno kogoś sensownie ocenić. A Miles czy Swift szli z kolei bardzo wysoko. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo mi się nudziło, więc policzyłem i przez ostatnie 11 lat (dalej nie chciało mi się sprawdzać, dawka 110 zawodników) - z czołowej 10-tki rankingu ESPN po HS - 55% poszło potem w loterii draftu (loterii - bo całkiem sporo było eurosów przecież), 72% poszło w pierwszej rundzie, 85% zostało wybranych w drafcie, a ponad 90% grało w NBA. W ostatnich dwóch latach - 16 na 20 poszło w lotto.

Tu jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że jak zlikwidują to one and one, to scouting HS przez drużyny NBA będzie nieporównywalnie lepszy niż te rankingi (patrz jak to wyglądało w przeszłości, gdzie rankingi zawodników po HS =/= wybory w drafcie), więc np. bracia Harrison nie mieliby szans na wybór w loterii draftu NBA.

 

Więc wiadomo, jakiś Vivek zaryzykowałby i wziąłby jakiegoś dunkera z HS jak mu się znudzi Buddy "Steph Curry" Hield, ale tutaj nie byłoby tak dużej różnicy między one and done vs draft bez one and done. A przecież z NCAA do NBA nawet w loterii trafia masa niezweryfikowanych zawodników. Sorry, rola college'u jako weryfikacji czegokolwiek jest mocno przeceniana.

 

A na pewno przeceniana kosztem tego, że plusy likwidacji one and done (koniec quasi-niewolniczego systemu + koniec marnowania czasu najlepszych prospektów) byłyby ogromne.

Edytowane przez BMF
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest sporo trafnych spostrzeżeń ale ta niewolnicza perspektywa nie pokrywa się z rzeczywistością w 100 %

Po pierwsze nazwisk takich flagowych jest 10 gdzie wyliczankę przewagi pójścia z hs zaczyna każdy od kejdzi kejbi

Śmiem twierdzić ze lista nazwisk której przepisy zakazujące zrobiły krzywdę blokując na rok jest mniejsza niż liczba potencjalnych nazwisk którym zmiany zaszkodzą gdy uwolni się rynek maksymalnie.

Dodatkowo omijasz poprzez wątek finansowy z akcentem na wyzysk niewolniczy inne ważne elementy:

1. Społeczny.

Cześć graczy mimo ze posiadają talent są pod wpływem rodziny która może wkładać im do głowy dodatkowo fakt... idź na studia i jakby odpukać była kontuzja będziesz miał wykształcenie.

tak tak, uniwersytety mimo czasem farsy w aspekcie nauczania tych topornych gwiazdorów są odpowiedzialne za wykształcenie i dają szansę całej masy chłopakom na odbicie się od dna 

 

ty patrzysz na to z perspektywy chłopaka z topu który ma grac 10 lat w nba i zarobić ponad 100.000.000 zielonych

 

na każdego takiego przypada 100 jak nie więcej tych co potułają się bez draftu i pójda do banku nie po czek ale po pracę

 

sam twierdzisz, że to odsianie ziarna od plew to jest proces więc nie może być tak ze wszystko decyduje się w HS i od razu NBA

 

powtórzę, przy najlepszych to jest słuszny wybór ale w większości przypadków to niewiadoma 

 

2. samodzielność i szkoła życia

Edytowane przez ignazz
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dyskusja trochę idzie w złą stronę, bo problemem samym w sobie nie jest to ile graczy z potencjałem z HS poszło w loterii draftu, bo tak naprawdę ocena potencjału wciąż rosnącego 18-19 czy nawet 20 latka jest podobnie ułomna. To kwestia umiejętności, fizyczności czy podejścia mentalnego w tym wieku. LBJ, Kobas czy Garnett to były postacie w swoim wieku unikalne w skali historii ligi. Wrzucanie ich do jakiegokolwiek worka nie ma sensu... bo statystycznie jeden taki talent na 5-10 lat się pojawia. Taki Kobas "mający we krwi" kosza i dużo lepsze (może najlepsze w historii) wyszkolenie techniczne, potrzebował 1-2 sezonow, żeby wejść na pro level.

 

Już wcześniej pisałem, że do NBA powinni co do zasady trafiać gracze pow. 20-21 lat, a co roku trafia masa nastolatków, którzy idą w absolutnej topce draftu, a potem tylko nieliczni spełniają choć min. pokładanych w nich nadziei. Tu zgadzam się, że niektóre ekipy NBA mają koszmarny scouting i player developement, mocno przeceniają grę zawodników w HS czy na 1 roku studiów...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z jednej strony zgadzam się że wielu zawodników traci przez ten rok na uniwerku bo w swojej pracy nie zwiększają skila jednak z drugiej czy ten jeden rok mentalnie im nie pomaga?

 

Jeśli chcą się wyszalec, podrywać dziewcyzny, chodzić na imprezy to spokojnie przez rok mają "dłuższe dzieciństwo" gdzie aż tak bardzo nie muszą ukrywać się przed dziennikarzami itd są jeszcze zwykłymi nastolatkami

 

Jeśli chcą się czegoś nauczyć o świecie nabrać szerszej perspektywy to zajęcia na uniwerku pewnie teoche pomagają.

 

Przez rok mogą się też trochę ogarnąć i zrozumieć że nie są już dziećmi tylko za chwilę zaczną zarabiać miliony.

 

Mogą ponac jakiś ogarniętych ludzi z szerszymi horyzontami przez co sami się rozwinął mentalnie/intelektualnie

 

Problem Uniwerkiem jest taki że to wszystko jest mega skorupowane oraz że liga uniwersytecka zarabia miliony a te dzieciacki często z biednych rodzin dostają fige z makiem.

 

Moim zdaniem jeśli nawet 20% przychodów które ma liga trafialoby do zawodników w ramach równych kwot (każdy zawodnik otrzymuje tyle samo piniedzy) to ligę da się uratować. Jednak jeśli ma korumpowac młodych graczy, to lepiej faktycznie zlikwidować zasadę 1 roku.

 

Uniwerki mają dużo plusów jednak system który teraz funkcjonuje jest zgnily. Jeśli jakieś reformy zostaną dokonane to moim zdaniem fajnie by było jakby zasada jednego roku została.

 

Jednak jeśli nie zamierzają z tym nic zrobić to bez sensu żeby tak Zion się kisił żeby paru panów w garniakach zarobilo na jego talencie parę dolarów.

Edytowane przez MMM2121
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze nazwisk takich flagowych jest 10 gdzie wyliczankę przewagi pójścia z hs zaczyna każdy od kejdzi kejbi

 

Śmiem twierdzić ze lista nazwisk której przepisy zakazujące zrobiły krzywdę blokując na rok jest mniejsza niż liczba potencjalnych nazwisk którym zmiany zaszkodzą gdy uwolni się rynek maksymalnie.

[...]

ty patrzysz na to z perspektywy chłopaka z topu który ma grac 10 lat w nba i zarobić ponad 100.000.000 zielonych

 

na każdego takiego przypada 100 jak nie więcej tych co potułają się bez draftu i pójda do banku nie po czek ale po pracę

Jak ktoś z HS idzie do NBA, to dlatego, że jest pewniakiem do zarabiania grubych/bardzo grubych pieniędzy jako profesjonalny koszykarz.

 

Z HS do NBA idą tylko poważni prospekci, bo tym średnim i słabym to się nie opłaca.

 

Ty piszesz ogólnie o perspektywie studiów, ale to nie ma zastosowania do tej sytuacji. Fajnie, że koleś który nie łapie się do rotacji w West Virginii pogra sobie dla funu w kosza, a potem dostanie dobrą pracę dzięki studiom, ale Zion Williamson raczej nie zostanie socjologiem. ;] Mówimy o najbardziej utalentowanych nastolatkach na świecie, dla których worst worst worst case scenario to granie w dobrych, europejskich zespołach.

 

Już wcześniej pisałem, że do NBA powinni co do zasady trafiać gracze pow. 20-21 lat, a co roku trafia masa nastolatków, którzy idą w absolutnej topce draftu, a potem tylko nieliczni spełniają choć min. pokładanych w nich nadziei. Tu zgadzam się, że niektóre ekipy NBA mają koszmarny scouting i player developement, mocno przeceniają grę zawodników w HS czy na 1 roku studiów...

Nieprawda, większość bustów w ostatnich dziesięciu latach z topu draftu to nie freshmani, a eurosi i starsi zawodnicy (drugo- albo trzecioroczniacy). Co nie wynika z przeceniania freshmanów czy koszmarnego scoutingu, a faktu, że NCAA to po prostu przeciętna weryfikacja tych zawodników. Nie wspominając, że w latach 85-94 (gdzie 70-80% zawodników to byli seniorzy) była prawie taka sama (+- 5%) liczba allstarów w loterii co w latach 01-10 (większość to freshmani), 41 vs 35, ten sam poziom. Takie są fakty. 

Edytowane przez BMF
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...