Skocz do zawartości
Dnc

Warhammer - "Zaginiona karczmarzówna"

Rekomendowane odpowiedzi

- Ochrona powiadasz? A ilu Was jest bo nie wiem czy moja Matylda pociągnie was wszystkich... Ten gruby chyba nie jest z Wami? - wskazal na Hugona, która własnie coś pożerał.

 

- Hmmm - zastanowił sie jeszcze chwile, dopił piwo, lekko odcharknął, strzelił żółtą sliną, wytarł usta grzebietem dłoni i rzekł: - No skoro tutaj porywając ludzi i nie wiadomo co jeszcze w tych lasach może być... no zobaczmy co na to Matylda. Coś czuję że jej się to nie spodoba.

Podciągnął spodnie i kołysząc się jak kaczka ruszył w stronę wyjścia z gospody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander wraca do środka , prosząc Hilde o coś ciepłego do zjedzenia bierze piwo i widząc ze kupiec odchodzi przysiada się do Garalda.

 

-Bruno twierdzi ze ścieżka prowadziła do traktu i do Holthousen. Ten kupiec podobno tam się wybiera. Spróbowałbym zabrać się razem z nim. Oddałem też Karczmarzowi bransoletkę Lenki.

 

- Garald, dobrze się spisałeś z poł-orkiem. Był ciężkim przeciwnikiem , gdybyś go nie zranił mógłbym mieć z nim duży problem. Widać że wiele walk stoczyłeś. Ja raczej polegałem zawsze na garłaczu i swojej sile która odstraszała banitów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Garald spoglądał na wychodzącego kupca, kiedy dosiadł się Alexander

 

- Garald, dobrze się spisałeś z poł-orkiem. Był ciężkim przeciwnikiem , gdybyś go nie zranił mógłbym mieć z nim duży problem. Widać że wiele walk stoczyłeś. Ja raczej polegałem zawsze na garłaczu i swojej sile która odstraszała banitów. - usłyszał słowa Alexandra

 

Uśmiechnął się u poklepał kompana po ramieniu.

 

- Zgadzam się z Tobą, powinniśmy wyruszyć z kupcem, już się z nim dogadałem, zapewnimy mu ochronę w zamian za podwózkę, może nadrobimy trochę straconego czasu. Tylko ten koń... pewnie nie będzie zadowolony taszcząc nas wszystkich, zwłaszcza Hugona... nie ma co zwlekać ruszajmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią którą uzyskał od Bruna. W jego opinii karczmarz dalej nie powiedział wszystkiego co wiedział a jedynie litością i błaganiem o pomoc dla córki udało mu się przekonać Alexandra do kontynuowania podróży. Zgodnie jednak ze swoim ustaleniem i powiedzianym słowem dokończy on poszukiwania wraz z grupą.

 

Po skończeniu rozmowy z Brunem Rolo wszedł do baru i usiadł obok Geralda i Alexandra.

 

- Ehh... dalej wydaje mi się, że Bruno nie powiedział nam wszystkiego i nie podoba mi się że cały czas zasłania się córką gdy pytamy o informację potrzebne do jej odnalezienia... mógłby nam pomóc albo chociaż nie utrudniać. Wiecie coś więcej o tym mieście? Jak tam dotrzeć i ile czasu to nam zajmie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchając Rola Alexander nie mógł odmówić mu pewnych racji dlatego ściszając głos powiedział :

 

- Rolo, też mi nie podoba się kłamstwo Karczmarza jakim uraczył nas na początku i przez nie straciłem do niego zaufanie. Ale nic nam nie da obrażanie go i awanturowanie. Tylko go zrazimy do siebie a to On ma nam zapłacić. Jeśli mamy racje i będziemy mieli  dowody to powiesimy go za jaja. Jak mówi prawdę to teraz niepotrzebnie skrzywdzilibyśmy niewinnego człowieka. I to nic na tym nie zyskując. Na wieczór powinniśmy być w mieście.

 

Po tych słowach Alexander wstał i rzekł już głośniej.

 

-Idę na pole. Musze się przewietrzyć i pomyśleć w spokoju.

 

Po tych słowach Wolf wychodzi na zewnatrz i krązy dookoło karczmy (nie chowając się) mysląc i uważnie przypatrując się samej karczmie, zabudowaniom i handlarzowi. Nie szuka nic konkretnie raczej wypatruje czegoś nie pasującego w otoczeniu....i gołebi podobnych do tych jakie mają w klatce.

Edytowane przez Gregorius

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 Czasu zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda, godzina do zmierzchu.
Bramy Miejskie Holthusen nad rzeką Schnilder

 

 

arjz77g.jpg

 

 

Sceneria: Brama Mostowa i Mytnicza Holthusen, za nią kamienny most prowadzący do miasta. Słonce ma się ku zachodowi. Zerwała się letnia burza, i gwałtownie leje. Z drugiej strony mostu przez ścianę wody widać Holthusen, spore miasteczko, otoczone resztami murów pamiętającymi jeszcze Wojnę Trzech Cesarzy.

Osoby: Bohaterowie, kupiec Klaus, dwóch chłopów na wozie wracający z miasta, mytnik i trójka strażników, pies na łańcuchu.

 

 

- Rozbój w biały dzień - warknął ktoś pod nosem pod adresem strażnika na moście pobierającego zwyczajowe "pensa od nogi" od przechodzących. Zwłaszcza Klaus się denerwował, bo uparci strażnicy uparli się że za Matyldę cztery pensy trzeba uiścić

- Prawo miejskie i elektorskie, ja ino zbieram. No nuże, płacić - nastawił skórzaną sakiewkę z wyszytym miejskim herbem.
Zapłacili. Jakie w końcu mieli wyjście?

Przypomnijcie mi, po co tu jesteśmy - warknął Rolo chwilę później, gdy weszli na most - bo tylko moknę i nic z tego nie wynika. 
Bo znaleźliśmy ślady wozu. A Alexander to podobno woźnica, więc chyba wie co mówi. Tak przynajmniej twierdzi - odparł rzeczowo Garald, który myślami już był w jednej z miejscowych oberży.
Nie mylę się - potwierdził Wolf, którego rany powoli zaczynały się goić - na leśnej drodze był wóz, kryty i nieduży, zaprzęgnięto do niego dwa konie. Solidny wóz, nie jakiś kmiecy drabiniak. Mało obciążony. I skręcił w kierunku Holthusen tak przynajmniej Bruno twiedzi. Kierował się tutaj lub musiał tędy przejechać. To jedyny most w okolicy więc pewnie ma rację - Alexander był pewien siebie, co jak co, ale wozy, szlaki i zwierzęta to było coś, czym zajmowała się od małego.
A Dimortij to dziwne imię, cudzoziemskie jakieś - dodał na koniec Hugon. - Niewielu pewnie takich w mieście. A teraz chodźmy gdzieś się wysuszyć, bo powoli ziąb się robi.

- Tylko do jakieś normalnej karczmy a nie ludzkie pipidówy gdzie wino używa się jako wodę do mycia podłóg a i na odwrót się zdarza - dorzucił elf

Deszcz ani na moment nie zamierzał przestać padać. Z za mostem, jak to zwykle w okolicach bram miejskich bywa witały podróżnych kiwające się szyldy gospód i oberż. W tym przybadku, po lewej stronie była "Das Stadttor", z okratowaną bramą widoczną na szyldzie, a z drugiej zaś "Der Fatzkeweine" z pijaną zezowatą gębą wymalowaną nad wejściem. O ile pierwsza wyglądała na spokojne miejsce dla poważnych podróżnych oczekujących wypoczynku, ta druga była oberżą dla ludu, niestroniącego od pijatyk, bijatyk i innych takich rozrywek.

 

 

BOJQS1B.jpg

 

 

Klaus, kupiec z którym się zabrali tak przejął się losem porwanej dziewczynki, że nie oszczędzał swojej szkapy Matyldy. Obecnie wyglądał tak samo zmęczony jak i ona więc nie tracąc czasu pożegnał się z drużyną i życzył powodzenia w poszukiwaniach.

Sam miał zaklepany nocleg u kuzyna swojego wspólnika a jutra miał ruszać w dalszą drogę wiec i Matylda musiała porządnie wypocząć.

Edytowane przez Dnc
  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Garald rozejrzał się po okolicy, zdecydowanie bardziej podobała mu się karczma o dźwięcznej nazwie "Der Fatzkeweine". 

 

- powinniśmy tam zajrzeć, napijemy się, a i popytać możemy, pewnie ktoś coś wie, alkohol zazwyczaj rozwiązuje ludziom języki. - zwrócił się tu najbardziej w stronę Alexandra, który znał się na rzeczy i pewnie wiedziałby kiedy ktoś wciska mu kit o wozie. Miał też nadzieję, że Hugon pójdzie z nimi, jakimś dziwnym trafem ten mały grubasek rozluźniał atmosferę, ludzie go lubili, potrafił przekonać ich do siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

-Załatwcie nocleg. ja jeszcze pogadam z mytnikiem i się z wami chetnie napije. Tak szybko wszytsko sie działo że nie mielismy okazji sie poznac - powiedział Alexander

 

-Wielmozny Panie. - zawołał do Mytnika Alexander.

 

-Tragedia i nieszczęście mnie spotkało. Dziewka mi obiecana uciekła. Poł Reiklandu do niej przejechałem...wszytsko ustalone a ta młoda niecnota uciekła z jakimś gachem. Zadbał bym o nia. Na rekach nosił a ta uciekła. Wybaczę jej jak ją znajdę. Musimy byc razem...tylko dlaczego uecikła. i Ojciec jej dał nam błogosławieństwo.

 

-Panie Oficerze, nie pomożesz biednemu. Odwdzięczę się. Tylko żeby mój kwiatuszek był bezpieczny. Nie widziałeś dziewczyny [Tu opisuje Lenke] jak jechała do miasta. Przed Twym czujnym okiem nic się nie ukryję a musiała tu uciec. Wspomóż zrozpaczonego prawego człowieka

Edytowane przez Gregorius

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo po przekroczeniu bram miasta rozglądał się we wszystkich kierunkach - miasto - to był jego cel. Od zawsze chciał wyrwać się ze swojego domu i zamieszkać w jakiejś ładnej kamienicy a najlepiej we własnej posiadłości za murami dużego miasta. To w którym znajdowało się obecnie nie spełniało warunku "dużego" w jego rozumieniu ale jak na początek podobało mu się. W końcu towarzysze zaproponowali aby pójść do karczmy - wybór padł na karczmę z zewnątrz wyglądającą na typową kuźnie alkoholików. 

 

~ Pewnie będzie tam pełno ludzi, ale przynajmniej tanio~

 

- Dobra to wchodzimy do tej karczmy czy nie? Bo zimno tu...

 

[ Rolo czeka na odpowiedź kompanów, jeśli podjęta zostanie decyzja o wejściu wchodzi od razu ]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hugona nie trzeba było namawiać na wchodzenie do miejsca skąd pachniało alkoholami i jedzeniem. Spojarzał po kolegach i powiedział:

 

- Panowie, zimno tu, leje deszcz, głodny jestem to jak nie wejść? Raz raz do środka i zamawiamy coś do jedzenia. Zjadłbym kurde dzika. Takiego całego, albo coś większego, a potem, a potem....

 

Hugon zamilkł, w jego oczach było widać, że marzy. Przyziemny gruby niziołek. Największym marzeniem zawsze jest jedzenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 Czasu zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda, wieczór.
Holthusen nad rzeką Schnilder.

Knajpa "Der Fatzkeweine"

 

Sceneria: Kilka kopcących smrodliwie świec na krzyżaku zwisającym z sufitu oświetla salę o podłodze wysypanej trocinami i szatkowanym sianem. Brudne stoły ktoś przyśrubował do podłogi, podobnie jak zydle i ławy - i beczki, które postawiono tam, gdzie zabrakło zydli. Ogólnie czuć zapach alkoholu, ludzkiego, niemytego ciała i niepierwszej świeżości jadła, którego smak ktoś chce zabić dużą ilością cebuli.

Osoby: Bohaterowie, oberżysta Drrug Leibnitz, kelnerki Anna i Bessy, wykidajło Karl, lampucery nie pierwszej świeżości - Magnolia, Róża i Stokrotka, wdzięczące się do tych z sakiewką, nizioł szuler Kostek, barwna zbieranina miejscowego elementu i ubogich przyjezdnych, szczury, muchy.

 

 

O ile blask boskiego Sigmara i sługi jego Cesarza oświetla całe imperium, tak w niektórych miejscach zdaje się przygasać. Tak właśnie było w Fatzkenweine, gdzie Ranald - bóg wszelkiego krętactwa, złodziejstwa i innych szemranych interesów -  rozsiadł się swoją szachrajską dupą. Nikt nie spodziewał się tu luksusów czy niechrzczonego piwa. Wręcz przeciwnie - ludzie przychodzili tu by się sponiewierać i upodlić w towarzystwie podobnie myślących. 

Naszych bohaterów powitała nagła cisza i gościnne "spierdalać!" rzucone przez anomimowego odważniaka z głębi karczmy. Po czym wrócił gwar i przestano zwracać na nowych uwagę. Wykidajło, widząc broń spojrzał spod oka i poklepał wymownie ciężką, nabijaną gwoździami pałę, którą trzymał w pogotowiu. A wyglądał conajmniej na półogra, jeżeli coś takiego natura stworzyła.
No cóż, z jakiegoś powodu Fatzkenweine jeszcze nie spalono i nie obrabowano. Zapewne właśnie z tego.

Edytowane przez Dnc
  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander wrócil przed bramy miasta i zagadnał mulnika.

Ten trochę zaskoczony obrócił się do niego i już po chwili było widać, że zmartwiły go słowa woźnicy.

- Łączę się w bólu z Tobą - rzekł - chciałbym pomóc a i pewnie coś dorobić ale niestety nie mam nic dla Ciebie. Żadnego tropu, choćby strzępu. Takiej dziewki z pewnością me bystre oko by nie przeoczyło. Dzisiaj co prawda sporo było tłumów ale jednak jestem pewien tego co mówię. Chyba że pod przebraniem podrózowała lub przyjechała do miasta wczoraj. Wczoraj nie ja miałem służbę...

Tak czy siak - dobrze Ci radzę- popytaj po karczmach, w końcu gdzieś spać musiała, prawda? 

 

 

Chcąc nie chąc Alexander wrócił pod karczmę. Zobaczył tam jescze swoich towarzyszy którzy nie do końca mogli się zdecydowac gdzieś udać się na nocleg. Zwłaszcza dotyczyło to dwójki nowych kompanów.

Gdy dotarł do nich woźnica wszyscy razem weszli do Fatzkenweine.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander nie był zadowolony z tego że nic się nie dowiedział od Mytnika. Ale przynajmniej wydaję się że wzbudził litość i chec pomocy u niego. Może będzie dało się to później wykorzystać. Po rozmowie szybko dogonił kompanów i razem weszli do karczmy.

 

Razem z Rola musieli przeciskać się przez drzwi które nie były przygotowane na dwu metrowych wojowników. Wolf popatrzył po ludziach zgromadzonych w karczmie ~najgorsze szumowiny pomyślał.

 

~Będziemy musieli mieć się na baczności. To nie jest odpowiednie miejsce dla Elfa. Hugon ze swoim poczuciem humoru również może nas wpędzić w kłopoty. - myslał dalej

 

Wejście ich grupy spowodowało że karczma na chwile ucichła. Ściągnęli na siebie spojrzenie wszystkich zgromadzonych. Rzadko zdarza się tak dziwna grupa podróżników jak Oni. Przewyższali wszystkich poza wykidajła o poł głowy lub więcej.

 

Alexander szuka wolne miejsca przy stoliku dla nich i kieruję sie do szynkwasu. 

 

- Karczmarzu, piwa dla mnie i moich towarzyszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo już na samym starcie spotkał kłopoty w postaci bardzo małego wejścia, razem z Alexandrem musieli wykonać kilka akrobatycznych figur aby spokojnie wejść do środka. Po zagoszczeniu za stołami nie było lepiej, pojawienie się dość dużej grupy osób wyglądających bardzo różnie od razu wzbudziło ciekawość osób w karczmie, wszyscy na chwilę przerwali wykonywane czynności aby przyjrzeć się przybyszom. Jednak po rzucaniu na nich okiem od razu wrócili do przerwanych działań. Brak poważniejszych reakcji nie oznaczał, że grupa nie będzie mieć kłopotów. Rolo widząc to miejsce od razu czuł co wisi w powietrzu:

 

~ Oho już mają nas na uwadze. Nie dziwie się. Na pewno każdy nowy jest tu bardzo dokładnie oglądany a co dopiero cała grupa osób i to tak specyficznych. W karczmie tej zapewne "stołują" się jeśli to tak można nazwać cały czas te same osoby i za bardzo nie lubią nowych kontaktów. Nie wiem czy uda nam się tu zdobyć jakieś informacje, boje się że ewentualne podjęcie próby może skutkować bardzo nie przyjemnymi konsekwencjami.~

 

Rolo zasiadł obok Alexandra i zaczął mówić, spokojnie, tak aby towarzysz usłyszał ale reszta karczmy nie.

 

- O k****, ale miejsce. Odchodząc z domu takich spelun chciałem unikać ale jak widać los jest bardzo przewrotny i trafiłem tutaj. Ci ludzie nie lubią obcych - widziałeś jak się na nas patrzyli przy wejściu ? Może być ciężko uzyskać jakieś informację a jeśli już to na pewno nie otwartymi pytaniami. Trzeba wtopić się w tłum, udawać że my się tu tylko bawimy i liczyć że ktoś nie wytrzyma i powie nam coś mimo, że go o to nie zapytamy... jednym słowem - szczęście musi być z nami.

 

Po skończeniu zdania, Rolo chwycił za przyniesione piwo i wziął porządnego łyka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Elf, który wszedł razem z grupą, na całe szczęście, nie wzbudził wielkich emocji wśród tubylców. Mimo wszystko, starał się nie wychylać przed szereg, aby nie narobić problemów sobie i towarzyszom. Stanął z tyłu i zaczął obserwować wnętrze przybytku.

~ Zwykła, ludzka karczma. - pomyślał. ~ Prymitywy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Garald przysiadł się na pierwszym wolnym miejscu, skosztował piwa, było paskudne, rozwodnione.

 

~ no cóż, lepsze to niż nic ~ pomyślał i pił dalej, po jakimś czasie nawet przyzwyczaił się do smaku, nie przeszkadzał mu już.

Siedział i obserwował ludzi wokół, czasem porozumiewawczo spoglądał na swoich towarzyszy, pytając wzrokiem, czy zauważyli coś ciekawego. 

 

- za długo byłem w drodze... potrzebuje jakiejś dziewki, gdzie tu jest jakiś burdel - powiedział niby do siebie, ale na tyle głośno, by mogli go usłyszeć inni ludzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander siedząc i pijąc piwo usłyszał jak odezwał się do niego Rolo.

 

Alexander zamyślił się i odpowiedział

 

- Masz racje Rolo. Tutaj albo są same szumowiny gówno wiedzące albo ludzie wiedzący gdzie można znaleźć każdą osobę ale Ci nam raczej nie zaufają. Nawet na zapach jedzenia mnie tutaj mdli. Myślę żebyśmy się ogrzali i poszukali lepszej karczmy posiłku i noclegu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo z każdym kolejnym łykiem piwa co raz bardziej czuł jak ono jest ohydne, na początku jeszcze może z nadziei a może po prostu z chęci napicia się czegokolwiek wmawiał sobie że te piwo smakuje dobrze. Jednak po chwili już był w 100% pewny że tak nie jest.

 

Po odpowiedzi Alexandra dodał:

 

- Proponuje zrobić to w miarę szybko, jak spędzimy tu za dużo czasu to zaczniemy śmierdzieć jak oni wszyscy i nie wpuszczą nas nigdzie indziej. Możemy albo zaryzykować i szybko spróbować się czegoś dowiedzieć, licząc że możemy zostać że tak się wyrażę " źle zrozumiani " albo po prostu wypierdalamy stąd. Choc widzę, że nie którym się tu podoba - rzucił wzrokiem na Geralda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

-Garald z tymi dziwkami tylko syfa złapiesz. Skończmy piwo i proponuje poszukać czegoś lepszego. Choćby i ta po drugiej stronie ulicy karczma.. Musimy znaleźć nocleg a potem zacznijmy poszukiwania. Choćby od burdelu. Dziwki dużo wiedza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hugon wszedł do karczmy bokiem, bo jak już powszechnie wiadomo jego szerokość była większa niż drzwi wejściowych. Rozejrzał się po karczmie mruknął coś pod nosem i oddalił się od towarzyszy. Podążał w stronę karczmiarza. 

 

- Witam, serdecznie Pana kochanego! Jak tam życie w tym pięknym przybytku? Widzę, że kobiety dorodne to i pewnie klientów przyciągają! Cudowne miejsce. 

 

Karczmiarz nie wyglądał na skorego do rozmowy z Hugonem i ten się w porę zreflektował.

 

- No, ale pewnie słyszysz Panie to co chwile, jak tu pięknie, a ja to się napić chciałem. 

 

Hugon zapłacił za dwa piwa z góry, wypił je na raz, głośno beknął i rozejrzał się po karczmie. 

 

No to czas poszukać kogoś kto mi postawi trochę alkoholu i strway. - pomyślał.

 

Po chwili stania w miejscu zauważył w kącie swojego rasowego pobratymca. Jakby nigdy nic już z daleka zaczął krzyczeć.

 

- Hej przyjacielu! Jak to dobrze swojego zobaczyć! No, ależ pięknie wyglądasz Panie. Ten kubrak to pierwsza klasa. Co słychać? Jestem Hugon! Może coś łykniem, bo przecież gadać to nie będziemy o suchym pysku!

 

(Tutaj Hugon czeka na odpowiedź. Jeśli nizołek się dołączy to Hugon idzie żebrać po złoto do towarzyszy, aby się upić z szulerem)

Edytowane przez kucio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.