Skocz do zawartości
Dnc

Warhammer - "Zaginiona karczmarzówna"

Rekomendowane odpowiedzi

Garald spojrzał na Aleksandra i powiedział sucho

 

- przejebaliśmy całe pieniądze. Wiemy za to gdzie iść, powinniśmy poszukać w dokach. Chodźmy, bo mnie tu c*** zaraz strzeli i łeb odrąbie temu niziołkowi. Hugon się spisał wydobył co trzeba, szkoda, że za wszystkie nasze pieniądze. A wy? Dowiedzieliście się czegoś? Podobno Dimitrij przesiaduje często w Rybackiej Knajpie, może podam się za jednego z chętnych do roboty z nim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

-Czyli mamy dwa tropy. Dimitrij i Di Mortii sławny Tileanski artysta. W nocy za dużo o Tileanczyku się nie dowiemy. Zresztą za dnia możemy wypuścić gołębia i zobaczyć gdzie poleci. W Rybackiej lepiej chyba żebyśmy się razem nie pokazywali. Może pójdziemy przodem a Ty dołączysz po paru chwilach szukając pracy. Masz Żebyś gołą dupa nie świecił pożycze Ci parę szelingow. - mówiąc to wreczam Geraldowi 6 szelingow.

Edytowane przez Gregorius

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niziołek spojrzał na Geralda. 

 

- Bracie, dobra przejebałem wszystko, ale zrobię dla Ciebie wyjątek i w przeciwieństwie do reszty moich ekscesów oddam Ci co do sztuki! Panowie, powiem Wam szczerze, że to jest równy chłop i ze świecą szukać takie skurczybyka jak ten tu białowłosy!

 

Po tych słowach beknął radośnie, a smród lury zwanej piwem rozniósł się dookoła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo tak jak to miał w zwyczaju siedział i słuchał swoich kompanów cały czas zastanawiając się jak można czerpać radość z przebywania w takiej knajpie jak ta. Gdy rozmowa pomiędzy nimi na chwilę ucichła i była szansa wtrącić się w rozmowę bez krzyku dodał od siebie.

 

- Nie, żebym był czarnowidzem ale przy wejściu do knajpy gdy zobaczyłem kości leżące koło was byłem przekonany i nawet powiedziałem o tym Alexandrowi że przegraliście wszystko. Rozumiem zdobywania informacji ale takim kosztem ? Nikt z tu obecnych nie umiał zagrać lepiej w tą k**** grę ? Ehhh... dobra mniejsza o to - nie moje pieniądze. Jeśli chodzi o nasze kolejne działania to popieram Alexandra - kończąc swoją wypowiedź kiwnął głową w stronę Alexandra na znak zgody z nim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander wstaje i idzie do wyjścia razem z towarzyszami.

 

-Gerald, zostaw gołębia w pokoju i chodźmy do Rybackiej. Odłączysz się od nas niedaleko speluny żebyśmy razem nie wchodzili.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17-18 Czasu zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda, noc.
Holthusen nad rzeką Schnilder.

 

Przed "Rybacką" karczmą

 

Postanowiliście wyruszyć do karczmy "Rybackiej", aby poszukać Dymitra.
Kiedy byliście na miejscu, zaczęliście rozglądać się za opisanym przez waszych informatorów budynkiem. Nie było to trudne, aby go odnaleźć. W niedalekim sąsiedztwie wind dojrzeliście stary, zaniedbany budynek, który z daleka wyglądał na mordownię i spelunę. 

 

 

wfrp-witchs-song-inn.png

 

Podchodząc bliżej waszych uszu dobiegł hałas alkoholowej libacji, a w nosie zakręcił was zapach szczyn i wymiocin. Przed drzwiami leżało też dwóch pijanych mężczyzn w zafajdanych ubraniach. 

Koło wejścia znajdowała się drewniana przybudówka, przed której na ławeczce wygrzewało się w słońcu dwóch łotrów i zakapiorów. W pijalni najwidoczniej obowiązywała selekcja na wejściu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander skrzywił się czując smród bijacy z karczmy.

~Ale cóż zrobić pomyślał.  Nie po to tyle szukaliśmy speluny zeby teraz odchodzić z niczym.

 

Alexander skierował sie ku wejściu ignorując zakapiorów siedzących na ławeczce wygrzewających się w blasku księżyca.

Mimo te jego mięśnie byłe lekko napięte gotowe do działania w przypadku gdyby został zaatakowany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo podchodząc do budynku karczmy tylko lekko się uśmiechnął i pomyślał 

 

~ k****, prawie jak w oborze, jeśli mam skończyć w takim miejscu to lepiej było nie opuszczać domu~

 

Potem zaczął się rozglądać po okolicy. Zauważył dwie osoby upite do nieprzytomności i już miał zaproponować aby sprawdzić czy nie mają czegoś ciekawego do zabrania ale zobaczył, że dwóch łotrów siedzi niedaleko - jako, że Rolo zazwyczaj unikał kłopotów postanowił nie wdrażać swojego planu w życie. Alexander poszedł przodem, Rolo postanowił iść za nim.

 

~ Mój wzrost powinien dać mi pewną przewagę, byle kto do mnie nie wyskoczy ale jednak lepiej być przygotowanym na wszystko~

 

Rolo idzie za Alexandrem cały czas skoncentrowany na tym co się dzieje wokół tak aby nie zostać zaskoczonym przez coś//kogoś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ruszyliście w stronę drzwi gospody. Dwóch łotrów spod wejścia podniosło się ze swoich siedzeń widząc, że się zbliżacie.
 

acadbb07149f.png

-Zobacz Karl, chyba ktos zmierza do gospody. - Rzekł wysoki mężczyzna z naszyjnikiem zrobionym z psich zębów. -Wyglądają na jakichś podróżnych. Jest robota do zrobienia. Teraz Twoja kolej. Obsłużysz gości? - Rzekł z drwiącym uśmiechem wyraźnie młodszy mężczyzna.
 

e6908017aa54.jpg

-Faktycznie, psia ich mać. - Splunął drugi mężczyzna z długi tłustymi włosami - Cholera by to wzięła - rzekł i po wzdychnięciu wstał by porozmawiać z drużyną. Mężczyzna ruszył w kierunku drzwi karczmy, tak aby przeciąć wam drogę do wejścia. 

 

Witam szanownych podróżnych! Widzę że nowi w tych stronach - Zaczął mężczyzna z nieumytymi włosami. -Zapraszamy do naszej karczmy. O widzę że uzbrojeni więc wyjaśnijmy sobie jedno. Tutaj straż miejska nie zawita aż do jutrzejszego ranka by zgarnąć trupy. Rozumiecie, nie? Tutaj sami sobie radzimy z kłopotami a my nie chcemy problemów bo wolę sobie posiedzieć przed Rybacką niż machać mieczem...

 

Szybko zauważyliście że są uzbrojeni. Jedne w pałkę z gwoździami a drugi w miecz. Jak nic byli to wykidajła tej speluny.

 

Widząc że nie ma problemu z wejściem przekroczyliście próg. Oberża nie była obszerna, ale w żaden sposób przytulna. Ludu było sporo jak na wielkość pomieszczenia. Ilość pijanych osób była jeszcze większa niż w poprzedniej karczmie. Widocznie rybacy czy to mieli rodziny czy nie czuli wewnętrzną potrzebę wydania ostatnich szylingów w "Rybackiej".

 

 

172b0fd30dd068a0302a7380fd0dedc3_full.jp

 

Praktycznie tylko stoliki przy wejściu były wolne.

Najgłośniej było przy stoliku obok kominku. Siedziało przy nim ośmiu typów. Wszyscy albo mieli broń w ręku i coś głosno sobie tłumaczyli lub mieli ją w zasięgu ręki.

Przy prowizorycznym szynkwansie zrobionym z wraku jakieś łódeczki siedziało sporo osób i zajęcie miejsca przy ladzie graniczyło z cudem.

 

Garalt ruszył do karczmy zaraz za towarzyszami.

Jemu również na przeciw wyszedł jeden ze strażników.

Zlustrował go ostrożnie i z reką na broni rzekł:

- Ej, nie chcemy tutaj problemów więc nie zgrywaj bohatera

 

Garalt wszedł do karczmy. W środku od razu zaczął szukać "Czarnego". Jak przyszło na zawadiakę szybko zlokalizował najlepszy i najgłosniejszy stolik a przy nim siedział mężczyzną pasujący do opisu który dostał. Od razu mu sie nie spodobał.

 

Wyglądał tak zwyczajnie, jak to było możliwe, a jednak nie podobał się byłemu gladiatorowi. Łeb i broda porośnięta grubą czarną szczeciną. Duży kinol. Z postury wielki. Miał parę blizn na twarzy, ale też nie o to chodziło. Nawet nie o to, że facet położył na stole rzeźnicki młotek i cały czas gładził trzonek.
huge-old-butchers-meat-mallet-meat-tende

Po prostu bez przerwy się uśmiechał. W taki sposób, że Adamusowi skojarzyło się z pewnym gorącym wieczorem, jak kiedyś przydybał w zaułku ulicznego bachora. Smark okładał i dusił kota. Na usyfionym obliczu miał taki sam grymas- uciechę z poczucia własnej siły. Nagłej, niesprawiedliwej władzy nad życiem i śmiercią. 
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander zajął stolik prze wejsciu i rzekł głośno do Rolo,

 

-Hej przyjacielu, jak zostały Ci jakieś pensy skocz i postaw kolejkę. Ja już k**** jestem spłukany.

 

W momencie gdy zajmował miejsce za stołem zobaczył wchodzącego do Rybackiej Geralda. Wolf starał się na niego nie patrzyć skupiającej się na atmosferze tego miejsca i obserwacji znajdującej się tutaj ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Garald usłyszał strażników i pomyślał

~ skoro nie chcą kłopotów, to może nie będzie tak źle, Aleksander i Rolo są ogromni, ich nie raczej nie ruszą, ich rozmiary pewnie zrobiły wrażenie na tych brudnych sk****nach. 

 

Gdy wszedł już do środa i zobaczył, że większość obecnych jest uzbrojonych.

~ nie chcą kłopotów, kłopoty same do nich przychodzą, blyat.

 

Rozejrzał się po knajpie, zauważył swoich kompanów przy jednym ze stolików, jednak nie dał po sobie poznać, że ich zna. 

Zauważył mężczyznę, który pasował do opisu tego, kogo szukał. Mężczyzna wyglądał na złego, na takiego, który czerpie radość z ludzkiego cierpienia.

 

Garald podszedł powoli w jego kierunku, wpatrywał się wprost w mężczyznę, pozornie nie zwracał uwagi na jego kompaów, jego krok choć powolny, był pewny, kroki stabilne i donośne.

 

- Słyszałem, że szukasz ludzi. Masz szczęście, bo ja szukam pieniędzy, a podobno wiesz jak je znaleźć. - powiedział do niego powoli i spokojnie Garald

 

~ Jak się nie uda, to zapierdolą mnie jak psa ~ pomyślał Gladiator, jednak nie dał nic po sobie poznać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

-Piwo powiadasz... możemy spróbować, mam przy sobie jeszcze kilka groszy. Ale skoro w poprzedniej karczmie napój wlewany do kufli nie przypominał w niczym piwa to nie wiem czego można się tu spodziewać

 

Rolo po skończeniu wypowiedzi udał się do lady, zawołał kelnera i rzekł:

 

- Dwa razy piwo, tylko błagam jakieś k**** dobre. 

 

Następnie oparł się na ladzie jakby był zmęczony całym dniem roboty.

Edytowane przez Kamanwislak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17-18 Czasu zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda, noc.
Holthusen nad rzeką Schnilder.

 

Karczma "Rybacka"

 

Garald podszedł najbliżej stołu przy kominku jak się dało. Po wypowiedzianych słowach.

Jeden z obwiesiów od razu sięgnął po swój topór i wstał mierząc wzrokiem nieproszonego gościa.

 

To źle żeś poslyszal, spierdalaj pokim ja dobry- rzucił z wschodnim akcentem.

 

 

badass_by_88grzes-d6pgeuj.jpg

 

Nim były gladiator zdążył odpowiedzieć głos zabrał przywódca grupy do którego przyszedł bohater.

 

- Vitali, zostawij go w spokoju. Widjać że nie z jednego pjeca jadl i niepostrachasz go. No to powjedz mi skąd wjesz że szukamy kogoś? Kto Cię przyslal? - rzekł wysoki czarnowłosy nieznajomy.

 

pillars_of_eternity___human_male_portrai

 

 

 

Rolo starał się jak mógł by dostać się do lady. Musiał sporo popracować łokciami by poodpychać paru pijaczków, do których jeszcze nie doszło że ten wieczór się dla nich skończył. Gdy w końcu doszedł do baru i złożył zamówienie. 

Zza baru usłyszał:

Pieniądze ma? Na kreche nie dajemy... - powiedział gospodarz a gdy zobaczył odpowiednią ilość rozchmurzył się i nalewając rzekł:

- Heh, dobre? Mamy tylko jedno ale jak Ci nie pasuje to spierdalaj i nie pij. Nikt Cię nie zmusza.

 

Gdy Rolo wracał z kuflami do stolika zauważył jak ktoś wlasnie przysiadł się na jego miejsce do Alexandra.

 

Alexander baczenie obserwował lokal więc parę chwil wczesniej dostrzegł jak trzech ubranych w jakieś szmaty mężczyzn przygląda się mu. Po chwili jeden z nich przysiadł się

Kolego, wyglądasz mi na takiego co tutaj pierwszy przypełzł. Jakoś Cię nie widzieliśmy wczesniej tutaj z chłopakami - zaczął - postaw piwko to powiemy Ci co i jak. To może do jutra po ryju nie dostaniesz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander spojrzał z góry i delikatnie się uśmiechnął mówiąc:

 

- Kolego, po co od razu groźby miedzy kolegami. Przysiądziecie się, zaprzyjaźnimy się i jak wasze opowieści będą interesujące to i piwem w ramach skromnych możliwości poczęstujemy.

 

Następnie Wolf uśmiechnął sie złowieszczo napinając mięśnie w potężnych łapach.

 

-Noc młoda, po ryjach zawsze zdążymy komuś dać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- Vitali, zostawij go w spokoju. Widjać że nie z jednego pjeca jadl i niepostrachasz go. No to powjedz mi skąd wjesz że szukamy kogoś? Kto Cię przyslal? - rzekł wysoki czarnowłosy nieznajomy

 

~ zajebią mnie na miejscu jak się nie uda... blyat ~ pomyślał Garald, gdy usłyszał słowa mężczyzn.

 

- wiem o Tobie, od orka, który próbował mnie obrabować w drodze do miasta. - mówiąc to, Garald położył na stole kartkę z rysunkiem, którą znalazł w obozie orka. Uśmiechnął się przy tyk okrutnie złowieszczo. - razem ze swoimi śmierdzącymi przydupasami zajebali mi przyjaciela, także można uznać, że jesteśmy kwita - powiedział Garald patrząc czarnowłosemu w oczy.

 

Po chwili milczenia dodał chłodno

- potrzebuję pieniędzy, podobno przy Tobie jest sporo okazji do znalezienia zarobku.

 

Mówiąc to lekko pochylił się ku mężczyźnie, niby przypadkiem prezentując swój wyszczerbiony miecz i liczne blizny sugerujące, że nie jedna walkę już przeżył.

 

W myślach mówił sam do siebie.

 

~ gdzie jest k**** Hugon? Przydałby się teraz i jego umiejętność przekonywania. Pewnie polazł na targ rybny, wszędzie wyczuje żarcie, znając jego utknął gdzieś w jakiejś sieci... nic nie złowi, bo nigdy niedorzuca. Blyat, przyda się jego chytry język. ~

Edytowane przez kungfubestia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- Chętnie przysiądę - rzekł pijaczyna - i poplotkuję jeszcze chętniej ale wiesz jak to jest... o pustym pysku coś mi pamięc szwankuje

Obdartus uśmiechnął się pokazując sporo brakujących zębów i usiadł na przeciwko Alexandra.

Nie trzeba było mieć wysokiej inteligencji emocjonalnej by stwierdzić że na coś czekał. Pewnikiem na kufel piwa.

 

 

 

Gdy Garald użył słowa ork okazało się, że wszystkie rozmowy prowadzone w okolicy nie były jednak tak wazne jak się wydawało jeszcze parę uderzeń serca temu. Wszystkie oczy skierowały się na byłego gladiatora.

- Jakiego k**** Twoja mać orka?! - krzyknął Dmitri wstając a jego towarzysze sięgneli po broń 

- Zajebać go? - zapytał stojący najbliżej osiłek

- Pojebało Cię Borys? Mamy robotę dzisiaj i żadnych nie potrzebnych wezwań straży nie potrzebujta.. - odszczeknął Czarny a narwaniec się przykmnął. Następnie zwrócił się do Garalda:

- Masz dzisiaj szczęście psi wypierdku. Coś Ci się nieźle przestawiło w Twoim łbie. Nie wiem o czy mówisz ale spierdalaj stąd. Jak Cię jeszcze raz tutaj zobaczę to nie będziemy kwita dopóki nie zobaczę Twojego mózgu na scianie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy Rolo doszedł do stołu z piwem zauważył, że dosiał się do nich jeszcze jeden bywalec karczmy. Po chwili i wymianie zdań między "nowym znajomym" a Woźnicą Rolo zrozumiał, że musi ze swojej sakiewki wyciągnąć kilka kolejnych monet aby kupić jeszcze jedno piwo. Wrócił więc do barmana, dokupił jeszcze jeden kufel złocistego napoju i przyniósł do stołu dosiadając się do Alexandra i nowego przybysza. Gdy już miał zacząć rozmowę zobaczył akcję z Geraldem po drugiej stronie izby.

 

~ O k**** jest źle, kolesie się na niego wkurwili, zaraz go zajebią... albo i nie... uff schowali miecz. Co on im tak powiedział? Że ich matka daje dupy za rogiem... nie wiem... oby z tego jakoś wyszedł.

 

Po uspokojeniu sytuacji z Geraldem obrócił się w stronę stołu i spytał przybysza: 

 

- Tu codziennie dochodzi do takich scen ? - a następnie wziął łyk piwa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- Jakiego k**** Twoja mać orka?! - krzyknął Dmitri wstając a jego towarzysze sięgneli po broń 


Zajebać go? - zapytał stojący najbliżej osiłek


- Pojebało Cię Borys? Mamy robotę dzisiaj i żadnych nie potrzebnych wezwań straży nie potrzebujta.. - odszczeknął Czarny a narwaniec się przykmnął. Następnie zwrócił się do Garalda:


Masz dzisiaj szczęście psi wypierdku. Coś Ci się nieźle przestawiło w Twoim łbie. Nie wiem o czy mówisz ale spierdalaj stąd. Jak Cię jeszcze raz tutaj zobaczę to nie będziemy kwita dopóki nie zobaczę Twojego mózgu na scianie.


 


Garald spoważniał, zezłościł się, co było widać na jego twarzy i napinających się mięśniach.


 


- Suka! Gówno mnie obchodzi, czy żeście się z tym śmierdzącym zielonym gównem znacie czy nie, usłyszałem twoje imię od niego. Karczmarz w tawernie w mieście potwierdził, że szukasz ludzi, więc przychodzę tam, gdzie można zarobić... - Garald odwrócił się w stronę Borysa, spojrzał mu wściekle w oczy, po czym wrócił wzrokiem do Dimitrijego - powstrzymaj proszę, tego szczekającego kundla, bo odrąbię mu łeb i wysram mu się do szyji, cyka blyat! - dodał 


 


po chwili oddechu dodał spokojniej


 


- po akcencie wnoszę, że jesteś Kilsevczyk, jak ja psia mać. Zastanów się k****, gdybym chciał problemów to nie przychodziłbym sam. ty szukasz ludzi, ja chcę się nająć. Możemy normalnie pogadać? Robotę dziś macie, daj sobie pomóc, chętnie się sprawdzę.


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander zaniepokoił się widząc reakcje Dmitri'a i jego świtu. Na szczęście  wydawało się że krew na razie się nie poleje. W związku z tym mógł skupić się na trzech piwach które przyniósł Rolo.

 

Słyszac pytanie Rola uśmiechnął się i rzekł :

 

-Zawsze tacy narwani? Często tu takie atrakcje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- Nie zawsze - odpowiedział pijaczyna, uśmiechną się szeroko i szybko wypił dwa łyki jakby bał się że zaraz mu zabierzecie piwo - tylko jak sa pijani.... czyli w sumie dosyć często - znowu łapczywe dwa łyki 

- W ogóle ten duży to ma szczeście że jeszcze stoi. Na jego miejscu to spieprzał i to jak najszybciej..

 

Po chwili widząc, że sytuacja się uspokaja obrócił się znwou przodem do bohaterów jakby czekając aż ci zaczną rozmowę.

 

 

Czarny przeszedl między swoimi ludźmi i podszedł jeszcze bliżej do Garalda. Byli prawie równi wzrostem

- A mnie gówno obchodzi co Ty słyszales i od kogo. Nie potrzebuję ludzie przed robotą, zwłaszcza nie sprawdzownych. Przyjdz kiedy indziej to może pogadamy...

 

Odwrócił się i usiadł za stołem. Rozmowa była chyba skończona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...