Skocz do zawartości
Monty

Ubaw po pachy ;)

Rekomendowane odpowiedzi

Też znałem i czytałem. Zawsze uważłem, że Fredro jest spox :D

 

A jeśłi chodzi o Kubusia Puchatka, to znalazłem na razie 3 pierwsze części na dysku. Jak znajdę kolejne to dorzucę :)

 

PRZYGODY KUBUSIA PUCHATKA

CZĘŚĂ ZEROWA : PHANTOM TENTACLE

Wstawał piękny majowy poranek. Tygrysek, Kłapouchy i Królik siedzieli przed domkiem Królika i leniwie sączyli wino "Heracles".

- Marchew ci rośnie... jęknął leniwie Tygrysek.

- Widzę... jeknął leniwie Królik

W tem przybiegł zziajany Prosiaczek i zawołał:

- Weni, Widi, Wicjusz! - Widziałem, przewidziałem, wydedukowałem!

- No i czego się drzesz? nie widzisz ze marchew rośnie? zapytał leniwie Tygrysek.

- Chcesz w tube[tm]? Zapytał Kłapouchy.

- Nie o to chodzi - riposotował Prosiaczek - Pamiętacie te ruderę na skraju lasu? Teraz to wyremontowali! Pomalowali na biało, postawili pedalski płotek i ktoś się

tam wprowadził.

- Chcesz w tube[tm]? Ponownie zapytał Kłapouchy tym razem podnosząc głowę z ziemi.

- Hmm... to trzeba zapoznać się i przywitać. Chodźmy do Babajagi[tm]. Kupimy pół litra i pójdziemy do tej rudery - zaproponował Tygrysek. Tak też zrobili. Gdy

byli w połowie drogi nagle koło nich przemknęło czarne Ferrari wzbijając w powietrze tumany kurzu.

- Ty jebany klecho! Krzyknął Tygrysek.

- Nienawidzę tego gnoja. Myśli że jak się ubiera na czarno, ma czarne Ferrari i zbiera na tace codziennie to jest mastah. Wycedził przez zęby Prosiaczek.

- Kiedyś go zabiję - skwitował Kłapouchy.

Po chwili nasza dzielna brygada doszła do wzniesienia zwanego "Piwną Górką". Na szczycie tego wzniesienia stała chatka na kurzej nóżce, a nad drzwiami wisiał

napis: "Hatka Babajagi[tm] - Alkohole Świata - Jedyny i niepowtarzalny producent niepowtarzalnego wina o niepowtarzalnej nazwie "Heracles - Classic Płońsk

Aperitif".

- Yo! Babajagi! Przyszliśmy kupić coś do picia - krzykną Tygrysek. W drzwiach ukazała się Baba jaga[tm]. Wyglądała jak mały zielony Trol skrzyżowany z

Majkelem Dżaksonem.

- A czego chcecie? Zapytała Baba jaga[tm].

- Masz cos alkoholowego? - zapytał Prosiaczek. Baba jaga[tm] spojrzała najpierw na Prosiaczka, potem na napis nad drzwiami i jęknęła z politowaniem: - Nie

mam.

- Aaa.. szkoda.. to my spadamy... powiedział smutno Prosiaczek i już miał iść gdy nagle został ugryziony w dupę przez Kłapouchego.

- Fcef f tuwe? zapytał Kłapouchy nie puszczając morderczego uścisku.

- Mleche. Zaśmiał się z wieśniackim akcentem Tygrysek i zaraz dodał - chcemy kupić czteropak winobluszczywin.

- Mleche. Odparła z wieśniackim akcentem Baba jaga[tm] po czym rzuciła w kierunku Tygryska 4 związane razem butelki i z hukiem zatrzasnęła drzwi.

- Ehhh.. rozmarzył się Kłapouchy.

- Dobra.. faken, zabawiłeś się to teraz puszczaj! Wycedził przez zęby Prosiaczek.

- Przestańcie się podniecać i chodźmy już do tego domku, bo nie mogę się doczekać kiedy wrócę i popatrzę jak moja marchew rośnie - przerwał Królik.

- Okej. Stwierdził Tygrysek po czym cała brygada udała się w kierunku domku. Po dłuższej chwili stali już przy drzwiach.

- Rzeczywiście... płotek przyjebali iście pedalski... Zauważył Królik.

- Nie gadaj tylko wciskaj dzwonek. Zaproponował Tygrysek. Królik przycisnął dzwonek i wszyscy z przerażeniem stwierdzili iż dzwonek wygrywa.... najnowszy

przebój zespołu Boyz - "jesteś szalona"...

- O k****... jęknął głucho Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i z domku wyłoniły się dwie postacie. Jedną był mały pluszowy miś, a drugą okazał się średniego

wzrostu chłopak - na oko 12 lat, ubrany w świecące dresy i z kilogramem żelu oraz imponującym alfem na głowie.

- O k****... jęknął ponownie Kłapouchy.

- Sportowiec? zapytał Tygrysek.

- Nie... odpowiedział niepewnie chłopak.

- Idziesz pobiegać lub pograć w piłkę? zapytał Królik .

- Nie... ponownie odpowiedział chłopak.

- Chcesz w tubę[tm]? Zapytał Kłapouchy.

- Mamo! leeee.. rozpłakał się chłopak i pobiegł w głąb domu.

- Dzień dobry. Jestem Prosiaczek. Prosiaczek wyciągnął łapkę w kierunku misia.

- Dzień dobry Prosiaczku. Jestem Kubuś Puchatek. A ten wyalienowany gej, który pobiegł to jest Krzyś.

- No, jako żeśmy się już zapoznali idziemy się napić. Cum On Guys! Wrzasnął Tygrysek, a po chwili cala brygada znalazła się na Piwnej Gorce.

- Znajdźcie mi jakieś mieszkanie... Stęknął niepewnie Puchatek. - Nie chcę mieszkać z tą pipą.

- No... Mamy coś na oku... tyle że trzeba przeprowadzić dywersję... trzeba kogoś wykurzyć... ale chodź to ci pokażę o co chodzi - rzekł Tygrysek. Wszyscy udali

się spacerkiem w kierunku lasu.

Po chwili dotarli do wielkiego dębu, gdzie przy korzeniach widać było drzwi, a na nich napis - "Sala Prób Zespołu Just5 - nie wchodzić i nie przeszkadzać".

- O faken - stwierdził Puchatek.

- Spokojnie... zaraz to z Kłapouchym załatwimy - Rzekł spokojnie Tygrysek, po czym podszedł do drzewa i kopniakiem otworzył drzwi. Razem z Kłapouchym

weszli do środka. Po chwili przez otwarte jeszcze drzwi wyleciał jak z procy Szadi. Przeleciał jakieś 100 metrów aby wyhamować głową o pobliski mur ze stali

zbrojonej. - Kolorowe sny gdy przyjebałem mu z drzwi... lalala.. Zanucił posępnie do mikrofonu Kłapouchy. Po chwili cały sprzęt nagraniowy znalazł się na

nieprzytomnym Szadim.

- Ok. Puchatek. Tu od dziś zamieszkasz. Powinno być dobrze.. jak by coś się rzucali to będziemy lać w tube[tm], nie Kłapouchy? Roześmiał się tygrysek.

- Nu... w Tube[tm]... sapnął Kłapouchy.

- Oki panowie... to ja się wprowadzam... chodźcie do środka bo zaczyna się chmurzyć... chyba będzie padać - stwierdził Puchatek i cala gromadka weszła do

nowego mieszkanka.

KONIEC CZĘŚCI ZEROWEJ

 

 

CZĘŚĂ PIERWSZA: MOSSAD ATTAC

Był piękny majowy poranek... Prosiaczek, Kubuś Puchatek, Tygrysek i Królik siedzieli w domku u Kłapouchego.

- Leje jak sk****syn - jęknął Królik.

- Ta... Nawet miodka pitnego nie mam się ochoty napić - wysapał Kubuś.

- Jak chcecie to mam wino HERACLES - Classic Płońsk Aperitif - zaproponował Kłapouchy.

- Jak kosztowało więcej jak 3 zł to nie pijemy - odrzekł Prosiaczek.

- Kosztowało 3.40 zł. Chceta? Jak ni to som se golnę - rzekł rozjuszony Kłapouchy.

- Dobra, dawaj - rzekł Królik leniwie otwierając butelkę.

- Coś się gówno nie chce otworzyć - sapnął.

- Nożem go - zaczął kibicować Prosiaczek.

- Szabli k****, szabli! - Tygrysek poczerwieniał niczym alkoholik na ciężkim głodzie.

- Na! - wrzasnął Puchatek wykonując cięcie podłużne nożem w kierunku butelki.

- ŁŁŁŁŁAAAAAAA!!! - rozległ się krzyk Królika. Okazało się, że Kubuś w swoim heroicznym ataku na butelkę obciął Królikowi obie dłonie. Butelka z hukiem

rozbiła się o ziemię...

- Ja pierdolę... k****, Królik! Coś ty zrobił??? - rzekł mocno rozczarowany Tygrysek.

- ŁAAA, ŁAAA! - darł się Królik.

- Zlizujcie z podłogi - rzucił się na kolana Prosiaczek.

- ŁAAA, ŁAAA! - darł się coraz ciszej Królik.

- Niech ktoś go zamknie bo mi sąsiedzi będą się burzyć, że strasznie hałasuje - zamruczał Kłapouchy.

- Łaa... aa... bum - Królik z powodu dużej ilości straconej krwi zemdlał.

- I co teraz łosie? Mam zapaskudzony cały dywan. Perski! Tkany pod Wilkowniczkami Górnymi! Patrzta! Tu wino, a tu krew. Jak ja to wszystko umyję??? - jęczał

Kłapouchy.

- A co zrobymy z Kłapobrzuchym (hic!)? Zapytał nieco podchmielony Prosiaczek.

- Wyjebać go za drzwi, bo zapaskudzi całe mieszkanie! Tygrysek nie mógł ścierpieć straconego wina.

- Nie no panowie, biedak się wykrwawia... Niech ktoś zadzwoni po Pana Sowę. On będzie wiedział co zrobić! - Puchatek nie tracił zimnej krwi.

- Halooo? Pan Sowa? Mamy problem. Królikowi odpadły dłonie i strasznie krwawi. A teraz nagle zasnął. Niech pan przyjedzie bo zapaskudzi mi całe mieszkanie...

Kłapouchy lekko załamany przekonywał właśnie Pana Sowę.

- I co? - zapytał Tygrysek.

- Już leci - odparł Kłapouchy. Po chwili Pan Sowa stał już w drzwiach jego domku.

- Wy debile... - Pan Sowa jak zwykle nie mógł stracić okazji ukazania swojej wyższości intelektualnej.

- Który głąb obciął Królikowi dłonie???

- Ja nic nie wim! Nic nie wim i nic nie powim! - krzyczał podniecony Tygrysek.

- Bo one tak same... To znaczy on stał, otwierał żur i nagle dłonie mu odpadły. Palił niemca Puchatek.

- Taa, jasne. A tym zakrwawionym nożem to się pewnie podpierał??? Pan Sowa jak to zwykle w takich sytuacjach bywa odkrył w sobie żyłkę detektywa.

- Prosiaczek! Gadaj co tu się stało! - wrzasnął Pan Sowa do Prosiaczka.

- Nic mu nie mów! To na pewno agent Mossadu! Zobacz jaki ma nos! To na pewno jakaś żydo-masoneria! Gazem go! - Puchatek słynący ze swoich

antysemickich poglądów nagle poczerwieniał.

- Noo więc my... to znaczy strasznie padał deszcz... i Kłapouchy dał nam żur... i Puchatek chciał mu pomóc... i Królikowi odpadły dłonie - wystękał Prosiaczek.

- Obcinając mu dłonie??? - Pan Sowa nie krył bezsensu tej opowieści.

- Nie wierzę w ani jedno słowo! Według mnie cała ta sprawa wyglądała tak: Królik i Puchatek byli na kacu i potrzebowali klina, a że Puchatek miał tylko miód

postanowili się udać na poszukiwanie czegoś mocniejszego. Po drodze spotkali Prosiaczka. Gdy byli u Królika okazało się, że tamten wszystko wypił więc udali się

do Tygryska. Tygrysek miał tylko LSD i haszysz ale nic do picia. Więc po zażyciu po jednym kwasiku udali się do Kłapouchego. Kłapouchy miał wino. Gdy więc

Królik wziął się do opróżniania butelki, Puchatek podstępnie zadał mu parę ciosów nożem w plecy. Jednakże nie trafił i obciął mu dłonie. Czyż nie było tak?

- NIE! - odpowiedzieli chórem wszyscy (oprócz Królika).

- Przyszedłeś tu leczyć czy pi*****ić głupoty? Zamknij dzioba bo jak ci przypierdolę to ci pióra dupą wyjdą! - krzyczał Prosiaczek, który właśnie zauważył, że

Królik strasznie posiniał.

- No dobra... już go leczę... Ale pamiętajcie... "The truth is out there"...

- Te! Molder! SIAT-DA-FAK-AP! - wrzasnął Tygrysek. Po chwili Królik był cały i zdrowy i leżał spokojnie na łóżku.

- Królik jest cały, ale bardzo wyczerpany. Musi dużo odpoczywać. A, i przydałaby mu się transfuzja - Pan Sowa zbierał się do wyjścia.

- Fuzja? My nie jesteśmy pedałami! - odrzekł stanowczo Tygrysek.

- Transfuzja!... A zresztą nie ważne. Ja spadam. Na razie debile! - Pan Sowa zamknął z hukiem za sobą drzwi.

- Ty skurwielu! - rzucił się na Królika Tygrysek.

- Wylałeś całe jebane wino. Nawet się nie podzieliłeś. Wybryknę ci dupę do mózgu! - Tygrysek skakał po Króliku.

- Przestań... przestań... A zresztą... Pobrudziłeś mi cały jebany dywan... Te Tygrysek, to skakanie jest całkiem fajne - rzekł Kłapouchy przyłączając się do

Tygryska. Nagle ziemia zadrżała i do pokoju wkręcił się Gofer robiąc sporą dziurę w podłodze.

- So jeft, k**** ?

- Nic nie jest. Spierdalaj! - Puchatek wymierzył mu soczystego kopa prosto w wystającą z ziemi głowę. W między czasie kuracja wstrząsowa Tygryska i

Kłapouchego odniosła zamierzony skutek. Królik się obudził...

- Może byście k**** ze mnie zeszli, co - Królik sprawiał wrażenie lekko zdenerwowanego.

- Ops, trzeba wiać... - rzekł Puchatek udając się po cichu w stronę drzwi.

- A, to ty, chodź tu, chodź no tu... - Królik szybko zauważył sprawcę wypadku. Puchatek biegiem rzucił się w stronę drzwi. Niestety Pan Sowa zatrzasnął je tak

mocno, że Kubuś nie miał siły ich otworzyć. Odwrócił się na pięcie i krzyknął:

- Tygrysek, Kłapouchy, Prosiaczek Trzymać skurwiela! - cała gromadka rzuciła się na przerażonego Królika. Po chwili Królik siedział związany w kącie.

- Panowie! Ten złoczyńca musi odpokutować za zniszczenie tak cudownego napoju jakim jest HERACLES Classic Płońsk Aperitif. Mam pewien plan. Tygrysku

masz przy sobie kartoniki z LSD? - rozpoczął dyskusję Puchatek.

- Mam... Jeszcze trzy - odparł Tygrysek.

- Dawaj. Zafundujemy Królikowi darmową przejażdżkę - powiedział z szyderczym

uśmiechem Puchatek.

- Pojebało cię??? Nie dość, że rozjebał wino, to jeszcze mam mu fundować darmowego tripa??? - Tygrysek nie mógł uwierzyć w słowa Puchatka.

- Nie o to chodzi... Mam pewien plan. Dasz mu wszystkie trzy a Kłapouchy wprowadzi go w złego tripa!

- Hehehe! Zajebiście... Powiemy mu, że za chwilę jest koniec świata, albo że zaraz będzie w jego domu impreza disco polo albo techno - rzekł zadowolony

Tygrysek.

- Hihihi ! Albo że zamiast fiuta ma marchewkę... - zaśmiał się Prosiaczek.

- Też mi dowcip? I co to da? - zapytał Kłapouchy.

- Nie kapujesz? Króliki uwielbiają marchewkę... Po paru godzinach nie wytrzyma i będzie ją chciał zjeść. I albo złamie sobie kręgosłup albo odgryzie sobie fujarę...

Hihihi! - Prosiaczek śmiał się coraz głośniej.

- Hehehe, dobre, ale mam coś lepszejszego - rzekł Kłapouchy.

- Dobra, dawać go - rzekł Puchatek i wcisnął przerażonemu Królikowi trzy porcje LSD do mordy. Po chwili Królik zaczął niezrozumiale bełkotać co wskazywało

na stan przed podróżą.

- Dobra Kłapouchy, możesz zaczynać - rzekł Tygrysek.

- Drogi Króliku... mam złą wiadomość - rzekł Kłapouchy najposępniej jak tylko potrafił.

- Cierpisz na dziwną chorobę... Objawia się ona tym, że odpadają ci wszystkie kończyny...

- Bylyfyzytsyf??? - wybełkotał zdziwiony Królik.

- Noo... a potem masz wielką ochotę ciągnąć wszystkim druta... hehe - dołożył Puchatek.

- A jedyną kuracją jest nasranie ci na łeb - warknął przez zęby wciąż wściekły Tygrysek.

- Ale najpierw masz wielką ochotę biegać w kółko i wydawać dźwięk "PI PI PI PI" - zakończył Prosiaczek. Już po chwili ku uciesze wszystkich Królik biegał

wokół stołu i darł mordę. Po paru minutach nagle przestał i upadł bezwładnie na ziemię...

- Te Królik, co ci jest ? - zapytał Kłapouchy.

- Moje nogi... Popatrzcie na moje nogi... zgubiłem... odpadły... nie ma... łaaaaa!!!!! - darł się przerażony Królik.

- Noo... poważna sprawa... - zachichotał Prosiaczek.

- Kłapouchy zrób mu zdjęcie ! - krzyknął Puchatek

- A teraz ręce... ratujcie moje ręce... łojezu AAAAA ! - Królik popadał w coraz głębszą paranoję... - tymczasem Kłapouchy pstrykał kolejne zdjęcie.

- Wyślę je do całej jego zasranej rodziny, hehe - cieszył się.

- Zasranej...? TAK! Niech ktoś mi nasra na głowę... Błagam, osrajcie mnie! Proszę - Królik był bliski płaczu. Nie dokończył jednak gdyż wielkie gówno

wylądowało mu na twarzy... Po chwili drugie... i trzecie... Gdy wszyscy już się wypróżnili Królik zaczął dochodzić powoli do siebie...

- Och... już mi lepiej... popatrzcie nogi mi odrosły...

- Uwaga! - przerwał mu Tygrysek.

- Inwazja żółtych kuleczek! Chować się!

- Królik wstał, rozejrzał się i z krzykiem wybiegł z domku.

- Nic mu nie będzie? - zaniepokoił się Prosiaczek.

- Nie tam... Jego trip będzie trwał około 48 godzin... Niebezpieczeństwo jest małe, bo samochodów u nas nie ma... co najwyżej może spi*****ić się z drzewa jak

będzie myślał, że umie latać. Albo dostanie od kogoś w mordę... - stwierdził doświadczony Tygrysek.

- No to posprzątajmy tu trochę... - rzekł Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Krzyś. Był ubrany w białą koszulę, na niej miał czarną skórzaną

marynarkę i spodnie "piramidy". Wszedł do sali podśpiewując: "Kolorowe sny kiedy ja - dotykam siebie".

- A ten gej czego tu chciał? - zapytał Puchatek.

- Czołem załoga! - wykrzyknął Krzyś.

- Wal się na ryj - zamruczał Tygrysek po czym wszyscy oprócz Krzysia wybuchnęli śmiechem.

- Co się stało z Królikiem? Spotkałem go po drodze. Biegł jakby go coś goniło i darł się jak opętany - zapytał Krzyś.

- Królik się trochę źle poczuł. Ale za dwa dni mu przejdzie - odparł Kłapouchy.

- A czemu tu tak brudno...? I dlaczego tu tak dziwnie pachnie tym... no... HEJ! to przecież jest ALKOHOL ! - krzyknął Krzyś.

- Braaawooo... - jęknął Tygrysek.

- Jak mogliście... Mama mi mówiła, że alkohol zabija... od niego się umiera... nie wolno go pić... zawiodłem się na was... Idę do domu... i powiem mamie! - rzekł

Krzyś i trzasnął drzwiami.

- Idź i ją tu przyprowadź... nasram na jej grób - rzekł na odchodnym Tygrysek.

- Taa. Zarżniemy ją koncertowo... - dorzucił swoje Kłapouchy.

- Wiecie co... nie chce mi się tu siedzieć... chodźmy przejść się po lesie... - zaproponował Prosiaczek. I cała czwórka wybiegła na dwór w poszukiwaniu kolejnej

przygody...

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

 

 

CZĘŚĂ DRUGA: THE RULERZ OF THE WORLDS

Był piękny majowy wieczór. Puchatek, Prosiaczek, Kłapołuchy i Tygrysek wybierali się właśnie na wycieczkę...

- Znów leje... Co za c***owy klimat... - jęknął Puchatek.

- A mnie to zwisa... - rzekł Kłapołuchy rozkładając swój mały parasol

- Judasz! - warknął Tygrysek.

- Hehe. Nie Judasz tylko wynalazca - odparł Prosiaczek.

- Nie ważne. Co teraz robimy? Pragnę przypomnieć, że Królik ma złego Trip'a, a Gófer najprawdopodobniej nie żyje, bo dostał soczystego kopa w zęby. A więc?

- Puchatek był jak zwykle kurewsko bezpośredni.

- Myślę, że tak c***owy wieczór można by rozpocząć czymś mocniejszym... - wystękał nieśmiało Prosiaczek.

- No, myślę, że jest to dobry pomysł. Chodźmy na piwną górkę. Mieszkająca tam Babajaga ma na pewno jakieś dobre trunki - rzekł Puchatek. Nagle otoczyła

ich dziwna brygada...

- Czego? - zapytał bezpośrednio Tygrysek.

- Jesteśmy Łowcy Pip. A w tym miejscu powinien stać nasz przywódca DonVasyl. Niestety nie ma go wśród nas - rzekł donośnie jeden z nich.

- A gdzie jest? Umarło mu się, czy po prostu go zabili? - zapytał Prosiaczek.

- Ma małe problemy z psychiką i własnym penisem, ale wkrótce mu przejdzie. A... Macie jakieś pipy do złowienia? - zapytał drugi z nich.

- Taa. Jedną. Nazywa się Krzyś. Wyjątkowa pipa a do tego straszny maminsynek. Jego postać wzorowana jest na Szadim z (b)Just 5, który bardzo kocha swoją

mamę i nie bardzo lubi dziewczyny - Puchatek nie krył swojej niechęci do Krzysia.

- Jebana pipa ! - wykrzyknęli łowcy.

- Noo, i w dodatku nienawidzi łowców pip - rzekł Prosiaczek.

- Zabić skurwiela... Bierzemy go. To największa pipa jaką dotąd widzieliśmy. Gdzie go znajdziemy ? -zapytał trzeci z nich.

- Mieszka z mamą w pedalskim domku z białym płotkiem na skraju lasu - wskazał drogę Puchatek.

- Dzięki. Takich dwóch jak nas trzech to niema ani jednego - rzekł czwarty z nich po czym obydwaj udali się w kierunku domku Krzysia.

- No to jednego pajaca mniej, a wieczór dopiero się zaczyna... - rzekł z uśmiechem na ustach Kłapouchy. Nasi bohaterowie ruszyli w stronę piwnej górki. Już po

chwili byli na jej szczycie. Wtem przebiegła koło nich wielka LoveDoll.

- Widzieliście to? - zapytał zdziwiony Prosiaczek.

- Nie wiem... Czy to jawa czy sen... - zanucił Puchatek.

- Ani chybi to była lalka miłości. Miała taką fajną minę... taką rozdziawioną... - Kłapouchy nie krył swoich fantazji. Po chwili cała czwórka była na szczycie przed

chatką Babyjagi.

- Jo, Babajagi ! Veni, Vidi, Vino ! -zakrzyknął Tygrysek.

- Nie jestem żadnym Babajagiem. Mam na imię Abrakadabrapokuskonstantynopolitańczykowianeczkatrzy ! - rzekła wiedźma.

- A możemy cię w skrócie nazywać... c***? - zapytał niepewnie Prosiaczek.

- Nie! k****! Dlaczego wszyscy chcą mnie w skrócie nazywać c***? Co jest ze mną nie tak ? Może źle wyglądam... Tak słabo się odżywiam... a tak bajdełej to

czego chcecie ?

- Chcemy dobre wino za 3 złote.

- Nie mam w detalu. To sklep dla prawdziwych smakoszy. Mam tylko 6-ciopaki winobluszczy - win po 20 złotych. Chcecie?

- To se newrati... - walnął Puchatek.

- Zamknij ten swój pluszowy ryj. Bierzemy dwa! - warknął Tygrysek. Po chwili czwórka upajała się aromatem i smakiem wina HERACLES - Classic Płońsk

Aperitif.

- No to panowie - BĄ ŻUR ! - wzniósł toast Kłapouchy.

- Taaaak... Heracles - to jest to - rzekł z rozkoszą Tygrysek.

- Heracles - I do it my way ! - dodał Puchatek.

- Bylyfyzytsyf - dodał Prosiaczek.

- Zbiłem butelkę - jęknął głucho Kłapouchy.

- Wiecie co myślę? We are rulers of this world - rzekł dumnie Puchatek.

- Po dwóch winach każdy jest rulezem - stwierdził Prosiaczek.

- Ha. Duma mnęł rospera... - jęknął Tygrysek.

- Dobra... My tu gadu-gadu a ja mam ochotę podupczyć. Chodźmy na disco. Tam na pewno jakieś fajne dziołchy będą.

- Nu. To jest myśl - wybełkotał Kłapouchy. I cała czwórka powoli udała się w stronę pobliskiego miasteczka gdzie właśnie odbywała się dyskoteka.

- Hej łosie, luk et diz! - wskazał na plakat Tygrysek.

- "Dziś w remizie dyskoteka. Nikt już nie śpi, nikt nie czeka. Przewidziano występ świetny, Just5 będzie - bądźcie grzeczni. A rej wodzić będzie Sowa, didżej

świetna, wybuchowa." - przeczytał z wielkim trudem Puchatek.

- Ja pierdolę, ale rymy - chyba komuś przyjebimy - dorzucił swoje Tygrysek.

- Chciałeś powiedzieć przyjebiemy - zapytał Prosiaczek.

- Nie, bo przyjebiemy nie rymuje się z rymy, a zresztą nie ważne - odparł Tygrysek.

- Dobra wchodzimy - rzekł stanowczo Pychatek. I wszyscy udali się do remizy. Gdy byli już w środku nagle na scenę wkroczył Pan Sowa.

- ... Heloł, heloł ! Na dzisiejszym koncercie wita was didżej Sova! Tak! Dzisiaj koncert DżastFajf! A więc dziewczyny szykujcie majtki. Oto ONE! - ups, sory.

Oczywiście chciałem powiedzieć ONI! - JUST 5! I w rytm muzyki disko na scenę wkroczyli Just 5.

- "...Kolorowe sny kiedy ja..." - nie dokończył Szadi bo butelka po winie rozbiła się o jego głowę.

- Musiałem mu przypi*****ić - rzekł z uśmiechem Tygrysek.

- Chłopaki! Biją Dżastów - wrzasnął ktoś z tłumu. I wszyscy wokół rzucili się na naszych bohaterów.

- Panowie, spierdalamy. - wrzasnął Puchatek. Lecz gdy wykonał energiczny obrót natychmiast został powalony strzałem sztachetą w nery.

- DOOM! - krzyknął Tygrysek po czym padł znokautowany 2 litrową butelką zwrotną. Cała impreza trwała jeszcze przez około 10 minut po czym cała czwórka

została wyrzucona na pobliską zwałkę. Bardzo potłuczeni, aczkolwiek cali, nasi bohaterowie powoli zaczęli dochodzić do siebie.

- Jaa pieeerdoleeee... - jęknął głucho Puchatek.

- Moje plecy... - wystękał Kłapouchy.

- Kto zgasił światło ? - zapytał przezornie Tygrysek.

- Cały ten incydent nie maiłby miejsca gdyby nie to, że Tygrysek przypierdolił Szadiemu winem w jego pedalski łeb - stwierdził spokojnie Kłapouchy.

- Ale przyznacie, że widok szyjki wbijającej się Szadiemu w oko był wyjebany! - odparł Tygrysek.

- Ta... To było wiekopomne wydarzenie - przytaknął Prosiaczek.

- Dobra, pozbierajmy się z tego łajna i wracajmy do domu... - rzekł Puchatek, po czym cała czwórka udała się spokojnie do swoich domów.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ

 

CZĘŚĂ TRZECIA: THE SILENTS OF THE LAMBS

Była piękna majowa noc. Bezchmurne niebo wspaniale ukazywało miliony gwiazd i niesamowitą tarczę pełnego księżyca.

- Ciągle leje... Czy ten jebany deszcz nigdy nie przestanie padać? Jeszcze trochę, a wyrosną mi płetwy! - Tygrysek nie krył poirytowania.

- Ma to swoje plusy... Na przykład Gófer, jeśli jeszcze żyje, popierdala teraz z wiadrami i wylewa wodę ze swoich tuneli. - stwierdził z uśmiechem na ustach

Puchatek. Wtem cała czwórka wpadła do wielkiej rwącej rzeki...

- Ppppanowie, tu tego nie było... - stwierdził niepewnie Prosiaczek.

- Rollyn..., rollyn..., rollyn on the river... - podśpiewywał głucho Kłapołuchy.

- Sprawa jest poważna... Myślę, że dość już tej kąpieli. Wychodzimy - stwierdził tygrysek, po czym nasi bohaterowie wstali i wyszli z wody.

- To był chyba najbardziej psychodeliczny kwas dzisiejszej nocy... - powiedział Puchatek.

- A tak fajnie mi się śpiewało... - wystękał Kłapołuchy.

- Myślę, że dobrym pomysłem byłoby rozpalenie ogniska i osuszenie się - stwierdził Prosiaczek.

- No a nie łatwiej byłoby iść do domu i tam się wysuszyć? - zapytał lekko zdziwiony Tygrysek.

- No byłoby, ale tak jest bardziej romantycznie. Niech Kłapouch i Tygrysek skoczą po jakieś drewno a ja z Prosiaczkiem rozpalimy ognisko - rzekł Puchatek. Już

po chwili Puchatek, Prosiaczek i Tygrysek grzali się przy ognisku. Po pewnym czasie dołączył do nich Kłapołuchy.

- Panowie znalazłem wino i trochę mięsa. Upieczemy? - zapytał Kłapołuchy.

- No co ty głupi? Wino chcesz piec? - Puchatek nie krył zdziwienia.

- Nie wino tylko mięsko. Będą dobre szaszłyki. - odparł Kłapołuchy. Po czym cała czwórka obaliła wino i zabrała się do jedzenia szaszłyków.

- A ciekawe co się dzieje z Góferem. Czy nadal wylewa wodę ze swoich kanałów ? Jak myślicie? - zapytał Puchatek.

- Ja tak właściwie to go nigdy nie lubiłem... - stwierdził Tygrysek.

- To nie jedz - Odparł leniwie Kłapołuchy.

- Oooo kkkkurwwwa! - wystękał przerażony Prosiaczek.

- Coś czułem, że to mięso jest jakieś lewe. Strasznie śmierdziało stęchlizną... - Stwierdził odgryzając kość przedramienia Puchatek.

- Mam nadzieję, że chociaż ketchup był prawdziwy... - jęknął polewając udko czerwonym płynem Tygrysek.

- A skąd niby o tej porze w lesie wziąłbym pomidory, konserwanty, barwnik naturalny E-20, kwasek cytrynowy i wreszcie butelkę? - zapytał Kłapołuchy.

- Uff. Ale dobrze, że dodałeś cebulki bo byłby nie do zjedzenia... - wycedził przez zęby Puchatek.

- A tak w ogóle to skąd ty się Kłapołuchy tu wziąłeś? Przecież nie mieszkasz z nami w lesie od początku? - zapytał Tygrysek.

- Dobrze, że o to pytasz. No więc przyjechałem do was ze Stanów Zjednoczonych. Uciekłem tam z zamkniętego zakładu dla morderców-psychopatów. Tak

naprawdę nazywam się Hannibal Lektor. Na mnie był właśnie wzorowany bohater "Milczenia Owiec".

- To świetnie. Wiedziałem, że tylko pozornie jesteś taki spokojny. Wiedziałem, że twoja dusza jest rozrywana setką krzyczących jaźni... - rzekł z dumą w głosie

Puchatek.

- Ale skąd oni wzięli ten tytuł? - zapytał Tygrysek.

- Bo "Star Wars" był już zajęty - odparł smutnie Kłapouch.

- Dobra. Nażarci, napojeni, wyschnięci. A teraz do domów spać! - Wrzasnął Tygrysek. Po chwili wszyscy rozeszli się do domów. Ranek okazał być się jak zwykle

piękny i słoneczny.

- Jak zwykle k**** pada. Ja to pierdolę, dziś nigdzie nie wychodzę...! No może oprócz stawienia się na komisję wojskową!?... - Zdziwił się Tygrysek otwierając

poranną pocztę. Wśród sterty dwóch listów znajdowało się wezwanie na komisję wojskową.

- To jakiś przekręt... W tej bajce nie ma wojska! Był Wojski ale to nie to... A zresztą cholera ich tam wie... Dziś za godzinę... Dobra coś się wymyśli... - Rzekł

smętnie Tygrysek włączając telewizor. ,Właśnie "leciał" serial "Wujek dobra rada" ze S. Mikulskim w roli głównej.

- ..."Wujek dobra rada" ...co...? Znajdź jakąś radę dla mnie wuju... - wycedził przez zęby Tygrysek.

- To proste. Zrób sobie krzywdę, złam nogę lub coś innego. Nie będziesz mógł brykać przez pewien czas ale armia uzna cię za nieprzydatnego do służby - odezwał

się z ekranu "Wujek dobra rada".

- Jasne!!! Połamię sobie ręce i nogi... Nie będę mógł co prawda brykać przez pewien czas ale... Co tam... ważne, że mnie armia nie wcieli... - to mówiąc Tygrysek

rozpędził się i przypierdolił w pobliskie drzewo. Pogotowie stwierdziło liczne złamania oraz potłuczenia, wstrząs mózgu, ginekomastię, chorobę wrzodową

odbytnicy, stulejkę, raka macicy, wrzody żołądka, arytmię serca, chorobę wieńcową, kiłę, rzeżączkę, syfa i wilka. Pacjent został zapakowany na wózek i

odwieziony na komisję wojskową. Tam czekali już Puchatek, Prosiaczek, Kłapołuchy, Krzyś i zapakowany w kaftan bezpieczeństwa, przeżywający jeszcze resztki

złego trip'a Królik. Pierwszy wezwany został Krzyś. Po chwili jednak wyszedł z hukiem zamykając za sobą drzwi.

- Motyla noga! A tak chciałem być żołnierzem! - rzekł zawiedziony Krzyś.

- Ooo k****, jakie on ma fajne przekleństwa... - jęknął głucho Kłapołuchy.

- Co, nie wzięli? - zapytał z niedowierzaniem Prosiaczek.

- Niee tam... Najpierw zaglądali mi do dupy, potem coś mówili o jakiś częściach rowerowych...

- O pedałach? - zapytał Puchatek.

- Tak, tak! I za raz mnie wykopali bo podobno takich jak ja to nie biorą! Niech to kurzy dziób! - dodał zawiedziony Krzyś.

- Powiedz tak jeszcze raz a jak ci przypierdolę... - wycedził przez zęby Prosiaczek.

- Och... Jak ty mówisz... Nie wolno tak brzydko mówić... Powiem maaamieee... łeeeeee! - i Krzyś z płaczem pobiegł do domu.

- Taaa. Przyprowadź ją tutaj. Nakręcimy pornola ze świniami i twoją starą! - krzyknął Tygrysek.

- Smarkam na ciebie synu szklarza! Twoja matka była chomikiem a ojciec śmierdział skisłymi jagodami! - dodał Prosiaczek.

- Jak coś takiego jeszcze chodzi po ziemi... Ciekawe dlaczego te łowiące pipy go jeszcze nie dopadły... Jak bym był nieco młodszy to dopiero bym mu dał motylą

nogę... - stęknął głucho Kłapołuchy. W tym właśnie momencie wkroczyli do sali Łowcy Pip.

- Oddział stać! - wrzasnął piąty z nich.

- A wam co? Macie mózgi w kolorze kamuflażu? - Tygrysek patrzył na łowców jak na bandę idiotów.

- Rekrutancie Tygrysku! Służba ojczyźnie to nasz wspólny zbiorowy obowiązek! - rzekł trzeci z nich.

- Frajerscy Łowcy! Służba ojczyźnie w czerwonych beretach jest niczym innym jak całowanie lwa w dupę. Przyjemność żadna a niebezpieczeństwo utraty życia

ogromne! - dodał Kłapołuchy.

- Mylicie się rekrutancie Kłapołuchy! Jesteśmy dumni, że możemy bronić ojczyzny od wszelkich wrogów i pip. - przerwał mu ósmy z nich.

- Zetną wam włosy... Hehe! - uśmiechnął się Puchatek.

- Łowcy! Spierdalamy! - wrzasnął trzeci z nich po czym obydwaj w pośpiechu wybiegli z sali.

- Do dupy z nimi robota. - stwierdził Prosiaczek. Po paru godzinach nasi bohaterowie byli w domach i żaden z nich nie został zaakceptowany przez komisję

wojskową. Najbardziej zły z nich był Tygrysek, który musiał spędzić na wózku następne dwa miesiące, a do wojska go nie wzięli ze względu na płaskostopie.

KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ

 

:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja wrzucam bajkę o czerwonym kapturku w wersji dla skejtów :D

Czerwony kapturek w wersji dla Skate'a

Zapina ziomala Kaptur przez osiedle na miejscówkę do starszej Jareckiej. Pokitrane ma po kieszeniach trochę bakania i jakiś szamunek. Wyczaił ją wilk wypas i ściemę jej z klatki odstawia: Elo sztuka. Gdzie się idziesz ustawić? Wybiłam się z chawiry i hetam się z tym towarem do starej ojca. Wilk skumał akcję w moment i między blokami skrót na miejscówkę do starej Jareckiej wylukał, a po drodze zdażył jeszcze bucha ściągnąć z writerami. Wpier***ił Jarecką, kabonę jej z szuflad powyjmował, co by na zioło starczyło. Jebnął się na wyro i sciemę odstawia. Moment i laska w czerwonej bluzie też ustawia się na miejscówce. Patrzy na babkę i nie czai wszystkiego: Babka, melanż jakiś był, że uszy i oczy trochę przyduże masz, czy to może ja za dużo smażyłam? A wilk zajawkę już taką złapał, że wpier***ił w moment Kaptura i fazę na wyrze dalej odstawia. Nagle psy wbiły się do chawiry Babki i w moment skatowały wilka za odstawianie nielegalu. Klimę z podwórka zdażył jeszcze pozdrowić, "HWDP" krzyknął i zszedł ze świata z rozpier***ym bębnem. Psy Kaptura i Babkę wywlekły z bebechów i razem, z wilka towaru po kresce ściągneli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jeszcze jedna historia w wersji dla skejtów :)

 

Tracham sobie dzis bryką jak wporzo umcyk, z ziomalem

pingpongiem. Nagle lookam, a tu śmiga dojara, szmaty ma cool, aż widać jej majtki z uzdą,na gałach matriksy, normalnie zajebaszczo. Koleś szybko zlepil balwana i pyta - sciemniamy? Nie chciałem, bo z niego przygas i zawsze trzodę robi. No i widać że to blachara, a moja bryka to trabant po tuningu. Mi to tito, ziomal, mówię, palimy trampki, jutro tejknę od zgreda fure i pościemniamy, zresztą dziś nie mam genów nawet na ciurlanie dropsa. Poza tym jutro pogrzeb a ja czeski jestem i nie chcę rano schizować.Ziomal walnął karpia i looka na mnie jakbym miał errora ale gada MTV brachu -sobie możesz nawet bić Niemca po kasku jak lubisz.Uderzyliśmy jeszcze do Maca i wrzuciliśmy po wieśmaku a potem na chawire.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość loqsh1

Pewien alkoholik z powodów ciągłego opieprzania go przez żonę na temat nadużywania alkoholu postanowił przerzucić się na inne środki odużające.

Zakupił sobie 3 blanty i celem spożycia ich w ukryciu przed żoną, poszedł do kibla.

Zapalił pierwszego... czeka, czeka i nic..

zapalił więc drugiego... no i znów to samo, po trzecim sytuacja się także nie zmieniła.

Nagle słyszy walenie do drzwi od kibla i głoś żony

- Co ty tam robisz?!

- Jak to co? robię kupę...

- Od trzech dni?!?

(sorka, za brzydkie wyrazy)

Siedzi sobie dziewczyna na lawce w parku i przeklina

- O ku*wa jego mac

Idzie chlopak i to slyszy i mowi do niej:

- Sluchaj, panna jestes i nie pasuje zebys przeklinala jak szewc. A ona

- Siadaj kolo mnie to Ci powiem dlaczego

Chlopak siadl i dziewczyna powiedziala mu do ucha. Chlopak zaczal przeklinac:

- Do ch*ja wafla! Niech to kutas pogryzie!

Uslyszala to przechodzaca obok babcia i mowi do chlopaka zeby nie przeklinal, bo to nieladnie i niekulturalnie on na to:

- Niech babcia usiadzie przy mnie to powiem babci.

Babcia usiadla i chlopak powiedzial jej do ucha i babcia zaczela przeklinac:

- O w piz*e! Spie*dolona dola

Uslyszal to dziadek, ktory przechodzil obok i mowi do babci :

- Wstydzila by sie babcia taki przyklad mlodym dawac.

A ona na to, aby dziadek usiadl obok niej to mu powie dlaczego. Dziadek usiadl a babcia mowi: "Ta lawka jest swiezo

malowana" a dziadek na to:

-Kuuuu***waaaa... Ja pie*dole

 

Do firmy przyszedł hydraulik naprawić WC. Wszedł do kancelarii i pyta sekretarkę:-No to gdzie jest ten sracz?

Sekretarka nieśmiało odpowiada:

- Pan dyrektor jest właśnie na obiedzie.

- Ale pani mnie źle zrozumiała - mam na myśli te, no dwa zera.

- Zastępcy dyrektora maja naradę.

- Ale pani złota, ja się pytam, gdzie tu się gówno robi?

- Aha,...rachunkowość jest o piętro niżej.....

 

Blondynka kupiła sobie sportowy wózek - porshe. Już na pierwszej przejażdżce zajechała drogę wielkiej ciężarówie. Pisk opon... dym spod kół, wziuuu... trzask, prask i naczepa w rowie... Porszak zdążył szczęśliwie wyhamować, za kółkiem siedzi zblazowana blondi typu "no co, przecież nic się nie stało". Z kabinki scanii wygramolił się mocno zdenerwowany szofer, wyciągnął z kieszeni kawałek kredy i narysował kółko na asfalcie. Następnie wyciągnął blondynkę, postawił w tym kółku i krzyczy: - Stój tu pokrako i nie ruszaj się stąd!

Blondi stanęła posłusznie, a facet zabrał się za demolkę w porszaku. Wyrwał drzwi, przednie fotele wyciepał do rowu, ogląda się za siebie... blondi nic - stoi i się uśmiecha...

- Czekaj no... - pomyślał facet wyciągając majcher.

Spruł dokładnie tapicerkę, podziurawił opony, ogląda się za siebie, blondynka chichoce...

 

Je babka z dziadkiem obiad i w pewnej chwili dziadek ryp babkę w łeb. Babka na to:

- Stary za co?!

- A bo jak se przypomnę, żeś ty cnoty nie miała!

 

Blondynka kupiła sobie sportowy wózek - porshe. Już na pierwszej przejażdżce zajechała drogę wielkiej ciężarówie. Pisk opon... dym spod kół, wziuuu... trzask, prask i naczepa w rowie... Porszak zdążył szczęśliwie wyhamować, za kółkiem siedzi zblazowana blondi typu "no co, przecież nic się nie stało". Z kabinki scanii wygramolił się mocno zdenerwowany szofer, wyciągnął z kieszeni kawałek kredy i narysował kółko na asfalcie. Następnie wyciągnął blondynkę, postawił w tym kółku i krzyczy: - Stój tu pokrako i nie ruszaj się stąd!

Blondi stanęła posłusznie, a facet zabrał się za demolkę w porszaku. Wyrwał drzwi, przednie fotele wyciepał do rowu, ogląda się za siebie... blondi nic - stoi i się uśmiecha...

- Czekaj no... - pomyślał facet wyciągając majcher.

Spruł dokładnie tapicerkę, podziurawił opony, ogląda się za siebie, blondynka chichoce...

- Zaraz cię jeszcze bardziej rozbawię... - facet poleciał po kanistrer, oblał porszaka i podpalił grata. Wraca do blondynki, a ta wciąż stoi, tylko buźka jej śmieje:

- Hihi... haha... hihiii...

- No i co w tym takiego śmiesznego? - pyta facet.

- Hihi... a bo jak pan nie patrzył, to ja wyskakiwałam z tego kółka...

 

(wszystkie ukradzione z innego forum :) (nie probasket :) ))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość loqsh1

Dołączona grafika (na czasie :) )

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mały słowniczek :D

 

Bankier - Ktoś, kto pożyczy ci swój parasol podczas pięknej - pogody - natomiast kiedy zaczyna padać, natychmiast go - odbierze.

Harcerz - Dziecko ubrane jak kretyn pod przywództwem kretyna - ubranego - jak dziecko.

Konsultant - Ktoś, kto weźmie zegarek od twojej żony, powie ci - która -godzina, po czym każe zapłacić za informacje.

Dyplomata - Ktoś, kto potrafi powiedzieć "spierdalaj" w taki -sposób, że -poczujesz podniecenie w związku ze zbliżającą się -wyprawą.

Ekonomista - Ekspert, który potrafi dzisiaj dokładnie wyjaśnić, - czemu - jego wczorajsza prognoza na dziś się nie sprawdziła.

Koleżanka - Osoba przeciwnej płci, która ma "to cos" co -powoduje, ze -absolutnie nie masz ochoty się z nią przespać.

Pesymista - Optymista z bagażem doświadczeń.

Informatyk - Ktoś kto naprawi problem o którym nie wiedziałeś w - sposób -którego nie rozumiesz.

Psycholog - Ktoś, kto gapi się jedynie na innych ludzi kiedy - atrakcyjna - kobieta wchodzi do pokoju.

Statystyk - Ktoś, kto jest niezły z liczbami, ale brakuje mu - charakteru - aby zostać inżynierem.

Ksiądz - Osoba, do której wszyscy ludzie zwracają się "ojcze" -oprócz - jego własnych dzieci, które używają zwrotu "wujku".

Taniec - Wertykalna frustracja horyzontalnego pożądania.

Ból głowy - Szeroko stosowana przez kobiety metoda - antykoncepcji.

Intelektualista - Ktoś, kto jest zdolny przez ponad 2 godziny myśleć o - czymś - innym niż seks.

Język - Organ seksualny, przez niektórych zdegradowany -jedynie do - funkcji mowy.

Monogamia -Represjonowana poligamia.

Nanosekunda - Odcinek czasu jaki upływa pomiędzy zapaleniem się - zielonego -światła a facetem za tobą zaczynającym trąbić -klaksonem.

Nimfoman - Termin używany w stosunku do każdej osoby która - chciałaby - mieć więcej seksu niż ma obecnie.

Praca grupowa - Możliwość zwalenia winy na inne osoby.

Wieczność - Czas jaki upływa od momentu kiedy skończyłeś, do - momentu - kiedy możesz wyjść od niej z mieszkania.

Łatwa - Termin używany w stosunku do każdej kobiety która - traktuje sprawy seksu jak mężczyzna.

Piłka nożna -To, za co wychodzą za mąż kobiety, zupełnie -nieświadomie.

Hardware - Ta cześć komputera, która można kopnąć kiedy -software - przestanie funkcjonować.

Inflacja - Powód, dla którego musisz przeżyć ten rok za - pieniądze - jakie zarabiałeś w zeszłym.

Fizyka Kwantowa - Murzyn w ciemnym pokoju szukający czarnego kota, - którego - tam nie ma.

Niemowa - osoba o wzmożonej werbalizacji ruchowej

Głuchy - zorientowany wizualnie, czytający z ruchu warg

Ślepy - zorientowany słuchowo, osoba o orientacji kontaktowej, widzący inaczej Kurdupel - osoba o obniżonym środku ciężkości, osoba z krótszym czasem wędrówki impulsów nerwowych, wertykalnie zdegradowany

Grubas - osoba obdarzona alternatywną budową ciała, osoba nielimitowana wagowo

Staruszek - długo żyjący, osoba geriatrycznie zaawansowana, rozszerzony w czwartym wymiarze

Świrus, wariat - precepcyjnie odmienny

Mańkut - optycznie odwrotny

Narkoman - chemicznie zdegradowany

Łysy - aerodynamicznie wydajniejszy

Pijany - przestrzennie zagubiony

Szczerbaty - osoba o zwiększonej wydajności oddechowej

Zezowaty - podwójnie perceptywny

Biedak - ekonomicznie nieprzystosowany

Kloszard - bezdomna osoba, przemieszczający się przyszły właściciel posesji, osoba niemeldowana

Więzień - społecznie izolowany

Żebrak - bezrobotny w praktyce

Samobójstwo - autoeutanazja, egoistyczne ukierunkowane spowodowanie bezterminowej dysfunkcji

Gang - grupa młodzieżowa

Śmieciarz - terenowy przedstawiciel przemysłu utylizacji zużytych dóbr materialnych

Śmieci - zużyte dobra materialne, dobra w recyclingu

Nudziarz - interesujący inaczej

Leniwy - motywacyjnie zubożony

Głupi - inteligentny inaczej

Bałagan - alternatywna aranżacja przestrzeni

Bałaganiarz - organizacyjnie niesprawny

Ofiara wypadku drogowego - osoba poszkodowana komunikacyjnie, osoba czasowo dysfunkcyjna

Trup, zwłoki - osoba bezterminowo dysfunkcyjna

Złodziej - wtórny dystrybutor Produktu Krajowego Brutto

Kanalarz - górnik rud płynnych

Grabarz - dostawca ostatniej posługi

Krowia farma - bydlęcy obóz koncentracyjny

Myśliwy - morderca zwierząt, mięsny najemnik

Sklep mięsny - cmentarz zwierzaków

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic zabawnego, ale ... chciałbym mieć taką piłkę. laduje się na słońcu, a po jego zachodzie świeci. Ile to razy szło się już do domu, bo nie widziało się piłki ...

Dołączona grafika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Teraz coś dla naszych pań :D:D

 

Dołączona grafika

 

eheh odrazu zaznaczam ze to nie moje zdjęcie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jest to moze smieszne, ale nie ma odpowiedniego tematu to daje tutaj.

 

http://scores.nba.com/skillschallenge/s ... lenge.html

 

Mozecie tu sobie pograc w jedna z konkurencji podczas All-Star Weekend: 989 Sports Skills Challenge. Fajowe.

no rzeczywiście zaje*****, NBA 2004 się chowa :P a tak na poważnie to kto wto grał, to podajcie swoje rekordy. Mój to 19.47 s. 8)

Hehe dopiero etraz zauważyłem tą grę... Jest genialna!! Mój najlepszy czas to 18.52 s. Ej Master ale wcale nie rzucałem odrazu w pierwszej "konkurencji"... Nigdy nie mogłem trafić... :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak wam sie podoba Tony Parker w starciu z Shaqiem? :lol:

 

Dołączona grafika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znalazlem fajny wierszyk o sexlokomotywie:

 

Sexlokomotywa to bajka nie lada, lecz lokomotywą to lekka przesada...

 

Słuchaj dzieweczko! - ona nie słucha.

Przesunął więc ręką od piersi do brzucha.

Buch - jak gorąco!

Uff - jak gorąco!

Tyżeś to w nocy? To ty Jasieńku?

Jam ci najdroższa! Więc wchodź pomaleńku!

I wszedł w nią powoli jak żółw ociężale.

Ruszył - dwa razy - wolniutko ospale.

Szarpnęła się trochę. Przyciągnął z mozołem.

Nogami się zaparł o krzesło za stołem...

i teraz przyśpieszył i pchnął nieco prędzej

i dudni i stuka, łomoce i pędzi.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!

(Klęczała wygięta w pozycji "na most").

A On ją w tę szparę, w ten tunel, w ten las

I śpieszy się śpieszy by zdążyć na czas.

Aż łóżko turkoce i krzesło też puka.

A Jasiu ją stuka i stuka i stuka.

Tak gładko, tak lekko, tak calem za cal

wyjmował i wkładał ten narząd jak stal.

A Ona spocona, zziajana, zdyszana

Legła na plecach, uniosła kolana

zdziwiona tym wszystkim co się z nią dzieje

pyta się Jaśka, pyta i śmieje:

A skądże to, jakże to, czemu tak gnasz!?

A co to to, co to to, co ty mi pchasz!?

Że wali, że pędzi, że bucha, buch buch!?

Ach jakże, ach jakże, ja lubię ten ruch!

I gna ją i pcha ją i akcję swą toczy

i tłoczy ją Jasiu uroczy, tłoczy

Nagle... świst

Nagle... gwizd

Buchnęło - buch!

i stanął już ruch.

Oj gdzie mi zniknąłeś! Chcę jeszcze Jasieńku!

Próbuję go znaleźć ręką po ciemku.

A on już bez ducha, mały skulony,

Śpi nieboraczek choć akt nie skończony.

Więc strzela biedna wokoło oczyma.

Dziwi się temu co w ręce trzyma,

i płacze, narzeka na los swój niewieści,

i w końcu się sama ze sobą pieści.

A Jasiu? Znał prawdy nieznane dla ludu.

Przeczytał Wisłocką. Chciał teraz cudu.

Sądził, że starczy ta szybkość, ten ruch,

technika, pozycja i owo "buch buch",

by żonę rozpalć do ognia białości.

A ona pragnęła też innej miłości.

Miłości zawartej w spojrzenia iskierce,

Więc Jasiu prócz c***a - miej także i serce!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehe przeczytałem całą i zajebista... :D

To prawdziwe?? Bo nie wydaje mi się, żeby takie młoty zdawały na studia... :? :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...