RappaR Opublikowano 9 Lipca Udostępnij Opublikowano 9 Lipca 29 minut temu, agresywnychomik napisał(a): Są dużo ładniejsze/fajniejsze/równie stare/starsze miasta/miejsca w Hiszpanii od Madrytu daj znać jak odwiedzisz, ocena będzie coś jak Paryż podczas olimpiady vs Paryż normalnie Byłem w Paryżu z ex normalnie w grudniu i było też przepięknie Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ely3 Opublikowano 9 Lipca Udostępnij Opublikowano 9 Lipca 3 godziny temu, RappaR napisał(a): Madryt zdecydowanie najładniejsze miasto w Hiszpanii A co widziałeś w Hiszpanii ? Bo dla mnie to nie jest nawet TOP5. Sevilla, Salamanca czy Toledo sa ładniejsze choć chyba żadnego z nich bym nie odwiedzał w lipcu Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
marceli73 Opublikowano 9 Lipca Udostępnij Opublikowano 9 Lipca (edytowane) 4 godziny temu, RappaR napisał(a): Madryt zdecydowanie najładniejsze miasto w Hiszpanii To chyba w Madrycie tylko byłeś :). Ale na pewno największe i jest co tam robić. Ale jeśli chodzi o lato to lepsza Barcelona zdecydowanie. Jest morze, sa zabytki, jest zabawa. Jeśli chodzi ogólnie o klimatyczność to polecam Sewillę. Jak ktoś lubi arabskie zabytki to Grenada i Codroba. Generalnie Andaluzja jest świetna le raczej nie na lato. W lecie to północne wybrzeże, góry Pireneje z Dolina Ordessy lub "Picos de Europa" z miejscowościami Potes Pontes. Na północy w Galicji Santiago de Compostela trzeba koniecznie odwiedzić. W lato na pewno do Kastilli bym sie nei wybierał chociaż zabytki tam wspaniałe: Segowia, Leon, Toledo, Madrid. Edytowane 9 Lipca przez marceli73 Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ignazz Opublikowano 9 Lipca Autor Udostępnij Opublikowano 9 Lipca Mnie Madryt rozczarował mimo że kulinarnie jest tam wiele topowych knajp. Z drugiej strony rotacja sprawia że wszystko krąży i wiedza robi się po 3-5 letnim cyklu czasem całkowicie nieprzydatna. Towarzysko na pewno Madryt się broni a pałac królewski i zestaw muzealny zacny. Mimo wszystko przypomina mi to trochę Warszawę taka trochę centralnie położona obok „niczego” na płaskiej równinie. Jeżeli to wypad samolotem i wjazd na 2-3 dni w knajpy to oczywiście spełni swoje zadanie. A że są inne miejsca bardziej kompaktowe bardziej historyczne i mające po sąsiedzku fajne atrakcje extra w tym góry lub morze lub oba łącznie. korporacji zapewne najwięcej ale czy atrakcji lub niezwykłego klimatu? jednak te pozostałości kultury arabskiej w dobrym tego słowa znaczeniu kusza bardziej Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
memento1984 Opublikowano 9 Lipca Udostępnij Opublikowano 9 Lipca 2 godziny temu, ignazz napisał(a): Madryt się broni a pałac królewski i zestaw muzealny zacny. Mimo wszystko przypomina mi to trochę Warszawę taka trochę centralnie położona obok „niczego” na płaskiej równinie. Toczka w toczke! Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ely3 Opublikowano 9 Lipca Udostępnij Opublikowano 9 Lipca 2 godziny temu, ignazz napisał(a): Mimo wszystko przypomina mi to trochę Warszawę taka trochę centralnie położona obok „niczego” na płaskiej równinie. Zaczynam mieć wątpliwości czy Ty na pewno tam byłeś? Madryt leży na płaskiej równinie? Od kiedy? Okolice faliste. Dużo wzmeiseiń. Samo miasto leży dosć wysoko . I nie wiem co rozumiesz jako niczego i co rozumiesz jako obok ale samo Toledo jest 50 km od Madrytu a Segovia jakieś 60 od granic Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ignazz Opublikowano 9 Lipca Autor Udostępnij Opublikowano 9 Lipca To może inaczej. Jeżeli zwiedzasz południe Hiszpanii jako punkt startu to przebijanie się do Madrytu samochodem z mojej perspektywy choć potrzebne bo chciałem Madryt zwiedzić przypomniało mi dojazd dosyć nudny i czasochłonny. I w tym kontekście „poświęcając” alternatywy ostatecznie mnie sam Madryt rozczarował. Ale mam świadomość że lecąc samolotem tylko tam miałbym możliwe że inne odczucia. W Madrycie byłem tylko dwa razy ale uwierz mi że byłem Toledo mnie zachwyciło. Ale tu przyznam że jadąc z Toledo do Madrytu nie zatrybilem ze aż tak blisko jest. Droga mi się dłużyła. I możliwe że przez to pojawiło się pierwsze porównanie z Warszawą. Przez system gęstniejącego nudnego dojazdu. Ale sam środek tzn miasto rozczarowało mnie także. Prado zaskoczyło in plus ale na centrum miasta jakoś inaczej się nastawiłem. Dużo lepsze wrażenie robi Lizbona. Bez porównania moim zdaniem. ( Ale tu już za bardzo odchodzimy od porównania samej Hiszpanii ). Jako fan kolarstwa na pewno masz inną wrażliwość wzniesień których ja przez nudny dojazd autostradowy ( samochód lub autokar) nie zanotowałem. 34 minuty temu, ely3 napisał(a): ale samo Toledo jest 50 km od Madrytu a Segovia jakieś 60 od granic Jechałem trasą teraz sprawdziłem 93 km. Ale to nadal nie tłumaczy mojego odczucia jakby wokół Madrytu w promieniu 100km nic nie było. I wiem że mogę urazić miłośników Mazowsza ale bardzo podobne uczucie. Zanim wyjeżdżając z Warszawy trafisz na coś ciekawego mijają wieki chyba że ktoś jest fanem zalewu Zegrzyńskiego lub Kampinosu Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
agresywnychomik Opublikowano 9 Lipca Udostępnij Opublikowano 9 Lipca 51 minut temu, ignazz napisał(a): To może inaczej. Jeżeli zwiedzasz południe Hiszpanii jako punkt startu to przebijanie się do Madrytu samochodem z mojej perspektywy choć potrzebne bo chciałem Madryt zwiedzić przypomniało mi dojazd dosyć nudny i czasochłonny. I w tym kontekście „poświęcając” alternatywy ostatecznie mnie sam Madryt rozczarował. Ale mam świadomość że lecąc samolotem tylko tam miałbym możliwe że inne odczucia. W Madrycie byłem tylko dwa razy ale uwierz mi że byłem Toledo mnie zachwyciło. Ale tu przyznam że jadąc z Toledo do Madrytu nie zatrybilem ze aż tak blisko jest. Droga mi się dłużyła. I możliwe że przez to pojawiło się pierwsze porównanie z Warszawą. Przez system gęstniejącego nudnego dojazdu. Ale sam środek tzn miasto rozczarowało mnie także. Prado zaskoczyło in plus ale na centrum miasta jakoś inaczej się nastawiłem. Dużo lepsze wrażenie robi Lizbona. Bez porównania moim zdaniem. ( Ale tu już za bardzo odchodzimy od porównania samej Hiszpanii ). Jako fan kolarstwa na pewno masz inną wrażliwość wzniesień których ja przez nudny dojazd autostradowy ( samochód lub autokar) nie zanotowałem. Jechałem trasą teraz sprawdziłem 93 km. Ale to nadal nie tłumaczy mojego odczucia jakby wokół Madrytu w promieniu 100km nic nie było. I wiem że mogę urazić miłośników Mazowsza ale bardzo podobne uczucie. Zanim wyjeżdżając z Warszawy trafisz na coś ciekawego mijają wieki chyba że ktoś jest fanem zalewu Zegrzyńskiego lub Kampinosu Ja miałem podobne odczucie, pustynia. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
rw30 Opublikowano 13 Lipca Udostępnij Opublikowano 13 Lipca (edytowane) W dniu 9.07.2026 o 14:52, RappaR napisał(a): Madryt zdecydowanie najładniejsze miasto w Hiszpanii daj znać czy podtrzymujesz tę ocenę jak już odwiedzisz Sevillę & Valencię. I Grenadę Edytowane 13 Lipca przez rw30 Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
marceli73 Opublikowano 16 Lipca Udostępnij Opublikowano 16 Lipca (edytowane) W dniu 13.07.2026 o 23:54, rw30 napisał(a): daj znać czy podtrzymujesz tę ocenę jak już odwiedzisz Sevillę & Valencię. I Grenadę Mnie najbardziej urzekła Sewilla. Valencja tez bardzo ładna ale zwiedzałem ja bardzo pobieżnie bo wybrałem się tam na mecze reprezentacji Polski siatkówki które grali z Hiszpanami w lidze światowej. Jeden w Walencji a drugi w Castello de la Plana. Nigdy nie zapomnę mojej rozmowy z kumplami z Instytutu przed meczem gdy to omawialiśmy jak ulubionym sportem w Polsce jest siatkówka i jaka fajna mamy reprezentację. Oni mi na to że ich reprezentacja siatkówki to trzecia liga światowa. Po czym pojechałem na mecze a nasi wdupili dwa razy. Już na samej rozgrzewce straciłem wiarę jak widziałem Stelmacha na podaniu gdy kilka razy dostał piłka w twarz przy wystawianiu. Pełna koncentracja :). Po powrocie ostro mnie pytali ile Hiszpania przegrała bo nawet nie znali wyniku :). Ale wstyd mi siatkarze zrobili. Od tamtej pory nigdy nikomu nie mowie ze to nasz sport narodowy. Edytowane 16 Lipca przez marceli73 Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
RappaR Opublikowano 16 Lipca Udostępnij Opublikowano 16 Lipca 5 godzin temu, marceli73 napisał(a): Mnie najbardziej urzekła Sewilla. Valencja tez bardzo ładna ale zwiedzałem ja bardzo pobieżnie bo wybrałem się tam na mecze reprezentacji Polski siatkówki które grali z Hiszpanami w lidze światowej. Jeden w Walencji a drugi w Castello de la Plana. Nigdy nie zapomnę mojej rozmowy z kumplami z Instytutu przed meczem gdy to omawialiśmy jak ulubionym sportem w Polsce jest siatkówka i jaka fajna mamy reprezentację. Oni mi na to że ich reprezentacja siatkówki to trzecia liga światowa. Po czym pojechałem na mecze a nasi wdupili dwa razy. Już na samej rozgrzewce straciłem wiarę jak widziałem Stelmacha na podaniu gdy kilka razy dostał piłka w twarz przy wystawianiu. Pełna koncentracja :). Po powrocie ostro mnie pytali ile Hiszpania przegrała bo nawet nie znali wyniku :). Ale wstyd mi siatkarze zrobili. Od tamtej pory nigdy nikomu nie mowie ze to nasz sport narodowy. Przy czym nominalnie popularność obu sportów w obu krajach taka sama Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
rw30 Opublikowano 17 Lipca Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 18 godzin temu, RappaR napisał(a): Przy czym nominalnie popularność obu sportów w obu krajach taka sama Co? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. fluber Opublikowano wczoraj o 09:44 Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Udostępnij Opublikowano wczoraj o 09:44 Korzystając z tajfunu, który psuje mi ostatnim dzień pobytu w Chinach, postanowiłem pokusić się o krótkie podsumowanie mojego wyjazdu do pracy tu (choć turystycznie udało się baaaardzo dużo zobaczyć) - być może komuś się przyda, bo Chiny to coraz popularniejsze opcja wyjazdowa i zdecydowanie warto. Ponadto chcąc nie chcąc moja opowieść będzie zdominowana przez porównywanie do Japonii, gdzie przepracowałem dwa miesiące w ciągu ostatniego roku. Opowieść zacznę od kwestii związanych z pracą, przyjechałem na miesiąc na Tsinghua University, drugą najlepsza uczelnie świata i, nie ukrywam, spodziewałem się podobnego zapierdolu co w Japonii, którego... nie doświadczyłem. Naukowcy tu pracują 5-6 godzin dziennie max i mają mnóstwo swobody. Niestety przez mój pobyt w Japonii nie dostałem dostępu do labów i potem niestety trafiło się kilka przygód i których nie mogę przez klauzule poufności opowiadać, niemniej Chiny naukowo rozjebują nas tak, że trudno to nawet opisać. Na uczelni, na której pracowałem, mój odpowiednik (to samo stanowisko, doświadczenie i rola w projekcie) zarabia 350 tysięcy złotych netto rocznie pensji zasadniczej. Ludzie, którzy odpadają z uczelni, idą do najlepszych firm do przemysłu. Świeżo zatrudniony doktor dostaje 250 koła gołej pensji rocznie i... 1,5 miliona złotych na badania do wydania wedle uznania. Po 6-8 latach 20 procent najsłabszych doktorów wylatuje. W porównaniu do Polski pensje są kilka razy wyzsze, a pamiętajmy, że place w Chinach ogólnie są znacznie niższe niż w Polsce. Na słabszych uczelniach zarabia się pewnie mniej, ale i tak kasa szokuje. W naukę pakowany jest chory hajs, ale efekty widać na każdym kroku. Chiny technologicznie odjeżdżają chyba wszystkim. 90 procent aut na ulicach (w dużych miastach) to max 5-letnie chińskie elektryki. W ai inwestują grube siano, pełno jest tu bardzo zaawansowanych rozwiązań. Po tym co zobaczyłem, jakie jest parcie na naukę, ile Chińczycy pracują itd, stawiam że za mojego życia Chiny znacząco wyprzedza USA. Tutaj klasa średnia faktycznie istnieje, ludzie chcą do niej trafić, rodzice cisną dzieci okrutnie i marzą, żeby zostali naukowcami, w muzeum narodowym stoją dziesiątki figur woskowych chińskich bohaterów - bohaterów rewolucji oraz ... Najlepszych naukowców. Jakbym nie zobaczył to bym nie uwierzył. Funkcjonowanie tutaj dla Europejczyka jest jednak utrudnione. Brak chińskiego numeru i konta w banku bardzo utrudnia życie. Karta kredytowa może zostać w domu, tu jej nie użyjecie, bo nie ma gdzie. Wszystko opiera się o alipay oraz wechat i dowód osobisty (a w naszym przypadku paszport). Paszport to był mój bilet absolutnie wszędzie, a za pomocą alipay zamawiałem wszystko jak leci. Czy jest drogo? Ogólnie to jest w c*** tanio z drobnymi wyjątkami. Hotele są tanie, taksówki bardzo tanie, żarcie absurdalnie tanie. Byłem w stanie w Zhangjiajie (chińskie Zakopane) ogarnąć pokój w hotelu o powierzchni 80 metrów kwadratowych z tarasem 30 metrów z widokiem na góry za 300 ziko za noc w szczycie sezonu. Z zakazanego miasta do hotelu w Pekinie (6km, 20 minut) za taxi zapłaciłem 8,50. O jedzeniu nawet nie wspominam, za 12 złotych z dowozem do hotelu pierwszego dnia, jadłem przez cały dzień, bo nie spodziewałem się, że zamówiłem coś tak wielkiego w tej cenie. Drogie są bilety na szybkie pociągi (jr pass jak w Japonii nie istnieje) i nabiał (mleko, jogurty, sery znacznie droższe niż w Polsce). Jak już przy porównaniach do Japonii jestem, to Chińczycy nienawidzą Japończyków i absolutnie w niczym poza wyglądem nie są do nich podobni. Japończycy są podobni do Niemców. Chińczycy są podobni do Polaków. Zresztą miejscami Chiny wyglądają mentalnie jak Polska z lat 90-tych. Ich postęp jest astronomiczny i starsze pokolenie mentalnie jest właśnie w Polsce z początku przemian. Komunizm? Komunizm to jest w unii europejskiej a nie tu. Jasne, jest pełno kamer, policji i kontroli bezpieczeństwa, ale poza tym to tu jest kapitalizm centralnie sterowany a nie żaden komunizm a już tym bardziej socjalizm. Opowiadając kolegom naukowcom z Chin i zasiłkach i innych unijnych wymysłach patrzyli na mnie jakbym był niedorozwinięty, pytając wprost po c*** to sobie robimy. Jak już przy ue jesteśmy, to prąd tutaj jest prawie, że darmowy, ale Chińczycy strasznie mocno inwestują w odnawialne źródła energii i w wielu miejscach widziałem więcej prozielonych kampanii niż w naszym kraju. Ogólnie systemowo jestem zachwycony, zapewne wrócę tu niejeden raz, w gdybym był młodszy to bym pewnie aplikował tu do pracy. Teraz trochę o części podróżniczej, na którą miałem sporo czasu. Udało się poza bardzo dokładnym zwiedzeniem Pekinu dotrzeć do wspomnianego wcześniej Zhangjiajie, Xi An, Tianjin oraz Szanghaju. Zacznę od rozczarowań - terakotowa armia to totalne gówno, chore tłumy (w hali w momencie gdy tam byłem naliczyłem ponad 70 zorganizowanych wycieczek), totalnie poza miastem, posklejane figurki z resztek które znaleźli, na żywo wygląda okropnie, odpusccie jak będziecie w Chinach. Letni pałac cesarski - jak wyżej, chore tłumy, architektonicznie to samo co wszędzie, są znacznie piękniejsze parki w Pekinie, szkoda czasu. Tianjin - włoska dzielnica to koszmar, te europejskie ulice też (jak ktoś ma gust to serce krwawi), jedynie oko po zmroku warte odwiedzin, ale to trochę mało żeby jechać specjalnie. Jeżeli chodzi o kategorię do zaliczenia: Zakazane Miasto plus Plac Niebiańskiego Spokoju - ma swój klimat, z przewodnikiem na pewno ciekawe (odpowiadając na jedno z pytań Włochów, przewodnik niemal krzyczał - "nie zadawaj tu takich pytań!!!") Muzeum Narodowe - ja lubię takie miejsca, ale nie widziałem innych obcokrajowców przez cały dzień. Tu uwaga - większość najpopularniejszych muzeów w Chinach jest darmowa, czyli dla niechinczykow absolutnie niedostępna. Trip lub gyg to jedyne opcje żeby opłacić usługę zamówienia darmowego biletu. Wielki Mur - Mutianyu, absolutnie nie Badaling. Wcześnie rano. Taksówka. Z wykupem kolejki w jedną stronę (na górę) Zoo w Pekinie - jeżeli chcecie zobaczyć Pandy a nie macie w planach Chengdu to zdecydowanie z rana polecam. Temple of Heaven - raczej ze względu na ładny park wokół - nie rozumiem fenomenu tego miejsca. Teraz kategoria zdecydowanie warto: Wieża telewizyjna w Pekinie - piękny widok na całe miasto, jest w nim coś naprawdę majestatycznego (uwaga, nie wolno wnosić wody) Muzeum wojskowości - ukryta perełka nie jest w topie miejsc do odwiedzenia a znakomicie się tam bawiłem. Dla fanów czołgów i broni punkt obowiązkowy Beihai Park - kolejna ukryta perełka, piękne jezioro, fantastyczny widok na białą wieże na wzniesieniu plus jedna z trzech w Chinach ściana 9 smoków. Park olimpijski - polecam szczególnie wieczorem, wieża olimpijska aktualnie jest niestety zamknięta, ale ptasie gniazdo robi wrażenie, park wokół jeziora przepiękny, no i klimat nagrywanych piosenek, tańców, tego się nie da opisać, to trzeba po prostu zobaczyć. Honorable mention - Bund w Szanghaju absolutny top- polecam wykupić rejs po zachodzie słońca - widok na wieżowce niezapomniany, ale latem duchota jest tu nie do zniesienia, nie polecam wieży widokowej, widok raczej średni, ogrody i miasto wodne też przeciętne. No i moje TOP 3 3. Muzeum nauki i technologii - top 5 najczęściej odwiedzanych muzeów na świecie - to co zobaczyłem na ekspozycji o robotach... Nie będę spoilerowal, ale wow. Całe muzeum wybitne (co ciekawe, Chińczycy nie uznają humanistyki za naukę, więc znajdziecie tam tylko wystawy związane z inżynieria, naukami ścisłymi i przyrodniczymi) 2. Zhangjiajie National Park - w necie spotkałem się z określeniami, że to tourist trap i absolutnie się nie zgadzam. Jest ryzyko, że traficie na mgłę i nic nie zobaczycie, ale jeżeli są widoki to wow. Heaven's gate jest przecudowne. Żałuję, że miałem tylko dwa dni, ale bailong, góra hallelujah, sky bridge i heaven's gate zaliczone (tylko dzięki wycieczce zorganizowanej, samodzielnie w dwa dni nie do zrobienia) 1. Simatai Great Wall plus Gubeiku Water Town - nie wiem czy to miejsce jest w top 50 miejsc do odwiedzenia w Chinach, ale siedząc na wielkim murze, przy zachodzącym słońcu (jedyny fragment który można zwiedzać w nocye) czułem absolutną magię (bardzo droga wyprawa więc bardzo mało ludzi). I podnóża muru leży fantastycznie zbudowane miasto wodne (uwaga, sztuczne, ale robi olbrzymie wrażenie). Tę wyprawę będę z pewnością wspominał do końca życia. Aha, no i na piwku w Pekinie z @człowiek...morza też było całkiem spoko;) liczę, że też opowie o swojej wycieczce do Chin i jego perspektywie. Podsumowując, bardzo polecam Chiny jako cel wyjazdu. Jest tu mnóstwo rzeczy, którymi można się zachwycić, zdziwić i w których można się po prostu zakochać. Ja z pewnością wrócę tu jeszcze wiele razy. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
dannygd Opublikowano 21 godzin temu Udostępnij Opublikowano 21 godzin temu 3 godziny temu, fluber napisał(a): mój odpowiednik (to samo stanowisko, doświadczenie i rola w projekcie) zarabia 350 tysięcy złotych netto rocznie pensji zasadniczej. Ludzie, którzy odpadają z uczelni, idą do najlepszych firm do przemysłu. Świeżo zatrudniony doktor dostaje 250 koła gołej pensji rocznie i... 1,5 miliona złotych na badania do wydania wedle uznania Z ciekawości pokazywał Ci umowy? Bo to co piszesz o pensjach, to raczej wiedziałeś wcześniej. Jak ściągają kogoś z know-how albo doświadczonych projektantów/technologów, to jest w ogóle kosmos. Mój znajomy - w Polsce był wykładowcą na uczelni, biotechnologiem, miał swoje know how opatentowane i 2 spinoffy ale brakowało mu środków na komercializację, dom pod Warszawą w kredycie, 2 auta w leasingu, 2 kawalerki po babciach wynajmowane, myślę tak z 400-500 tys rocznie wyciągał, dzieciaki w prywatnej szkole międzynarodowej, żona w branży beauty - niby nie jest źle, ale cytuję "ciągle ledwo łączył koniec z końcem". Któregoś dnia dostał propozycje i... skorzystał, gdzie najbardziej na komercjalizacji mu zależało, bo już ze 2 patenty poszły w pizdu jak polska uczelnia go "wsparła w komercjalizacji". Mówił - w US nie mam gwarancji, muszę o wszystko zawalczyć, a tu już był zmęczony ciągłym gonieniem i jak pojechał podobnie jak Ty na m-c czy 2, to stwierdził - a czemu nie? Ofertę dostał na takim poziomie: Zalety: 1. Luksusowy dom z basenem w atrakcyjnej willowej dzielnicy i obsługą. 2. ok. 500K$ rocznie podstawy (ale pewnie większe kwoty też chodzą) + premie, ale oczekiwali chyba prowadzenia wykładów na uczelni. 3. Udziały w spółce przy wdrożeniu technologii, on ma opcje zależne od efektów ale nie mają problemu, żeby ktoś miał nawet 49%. 4. Zapewnienie 100% środków na realizacje B+R + Wdrożenie. 5. Samochód prywatny + służbowy z kierowcą (jako fan motoryzacji zapamiętałem BYD Seal + Sealion, ale gdyby chciał Mercedesa czy BMW też by dostał) 6. Full opieka zdrowotna VIP + ochrona (niestety nie jeśli chcesz...). 7. Najlepsze szkoły dla dzieci (do wyboru m.in. Dulwich, Concordia, ISB, Wellington - tak ze 2-3 półki wyżej niż w Wawie miały) + gwarancja studiów płatnych międzynarodowych (nawet MIT, Stanford, Oxford wchodzą w rachubę, tylko nie mogą mieć wyników gorszych niz... itp.). Dzieci jak dorosną nie są związane z Chinami, mogą niby zamieszkać gdzie chcą. 8. Propozycje dla małżonki, ale nie pamiętam co jej proponowali. Wady: 1. Związany jesteś z państwem i służbami od startu. Opiekują się Tobą, ale jak masz słabsza psychę albo bardzo cenisz "wolność", to z czasem niektórym to siada na głowie. Ja pamiętam jak miałem "ochronę" WSI w projekcie jednym, to dopiero pod koniec projektu jako tako się oswoiłem z tym i stwierdziłem, że chyba nie chcę więcej... 2. Full kontrola Twoich finansów - nie kupisz sobie domu w Toscanii bo tak chcesz... zapytaj, poproś, może wyrażą zgodę, a może kupią z Tobą na spółkę ;D 3. Rygorystyczne podejście do nadzoru - na początku mówił, że b.trudno jest załapać co wolno powiedzieć a co... nie. Ktoś powie, że miał całkiem spoko w Polsce, ale jego najbardziej bolał taki brak poczucia sprawczości, a w końcu robił wszystko, żeby ulepszyć ludziom życie Poszedłbyś @fluber na takie coś? Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
fluber Opublikowano 21 godzin temu Udostępnij Opublikowano 21 godzin temu @dannygd umowy rzecz jasna nie pokazywał, ale nie wiem czemu miałby kłamać (choć o dodatkach nie chciał za bardzo gadać). W necie jakieś kwoty latają, ale usłyszeć to od bezpośredniego zatrudnionego to inna kwestia. Nie poszedłbym na to niezależnie od kasy, ale nie ze względów systemowych czy światopoglądowych (tu mam totalny luz) tylko patriotycznych. Polska to moje miejsce na ziemi. Wyjazdy są spoko, ale nie na stałe. Chyba nie mam aż tak dużych potrzeb jak Twój kolega. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
memento1984 Opublikowano 14 godzin temu Udostępnij Opublikowano 14 godzin temu 6 godzin temu, dannygd napisał(a): Z ciekawości pokazywał Ci umowy? Bo to co piszesz o pensjach, to raczej wiedziałeś wcześniej. Jak ściągają kogoś z know-how albo doświadczonych projektantów/technologów, to jest w ogóle kosmos. Mój znajomy - w Polsce był wykładowcą na uczelni, biotechnologiem, miał swoje know how opatentowane i 2 spinoffy ale brakowało mu środków na komercializację, dom pod Warszawą w kredycie, 2 auta w leasingu, 2 kawalerki po babciach wynajmowane, myślę tak z 400-500 tys rocznie wyciągał, dzieciaki w prywatnej szkole międzynarodowej, żona w branży beauty - niby nie jest źle, ale cytuję "ciągle ledwo łączył koniec z końcem". Któregoś dnia dostał propozycje i... skorzystał, gdzie najbardziej na komercjalizacji mu zależało, bo już ze 2 patenty poszły w pizdu jak polska uczelnia go "wsparła w komercjalizacji". Mówił - w US nie mam gwarancji, muszę o wszystko zawalczyć, a tu już był zmęczony ciągłym gonieniem i jak pojechał podobnie jak Ty na m-c czy 2, to stwierdził - a czemu nie? Ofertę dostał na takim poziomie: Zalety: 1. Luksusowy dom z basenem w atrakcyjnej willowej dzielnicy i obsługą. 2. ok. 500K$ rocznie podstawy (ale pewnie większe kwoty też chodzą) + premie, ale oczekiwali chyba prowadzenia wykładów na uczelni. 3. Udziały w spółce przy wdrożeniu technologii, on ma opcje zależne od efektów ale nie mają problemu, żeby ktoś miał nawet 49%. 4. Zapewnienie 100% środków na realizacje B+R + Wdrożenie. 5. Samochód prywatny + służbowy z kierowcą (jako fan motoryzacji zapamiętałem BYD Seal + Sealion, ale gdyby chciał Mercedesa czy BMW też by dostał) 6. Full opieka zdrowotna VIP + ochrona (niestety nie jeśli chcesz...). 7. Najlepsze szkoły dla dzieci (do wyboru m.in. Dulwich, Concordia, ISB, Wellington - tak ze 2-3 półki wyżej niż w Wawie miały) + gwarancja studiów płatnych międzynarodowych (nawet MIT, Stanford, Oxford wchodzą w rachubę, tylko nie mogą mieć wyników gorszych niz... itp.). Dzieci jak dorosną nie są związane z Chinami, mogą niby zamieszkać gdzie chcą. 8. Propozycje dla małżonki, ale nie pamiętam co jej proponowali. Wady: 1. Związany jesteś z państwem i służbami od startu. Opiekują się Tobą, ale jak masz słabsza psychę albo bardzo cenisz "wolność", to z czasem niektórym to siada na głowie. Ja pamiętam jak miałem "ochronę" WSI w projekcie jednym, to dopiero pod koniec projektu jako tako się oswoiłem z tym i stwierdziłem, że chyba nie chcę więcej... 2. Full kontrola Twoich finansów - nie kupisz sobie domu w Toscanii bo tak chcesz... zapytaj, poproś, może wyrażą zgodę, a może kupią z Tobą na spółkę ;D 3. Rygorystyczne podejście do nadzoru - na początku mówił, że b.trudno jest załapać co wolno powiedzieć a co... nie. Ktoś powie, że miał całkiem spoko w Polsce, ale jego najbardziej bolał taki brak poczucia sprawczości, a w końcu robił wszystko, żeby ulepszyć ludziom życie Poszedłbyś @fluber na takie coś? ja widzialem na wlasne oczy jak oni wylapywali takich wlasnych naukowcow na kosmiczne zarobki. szli totalnie na mase byleby mial slad w CV ze pracowal w US, czasem opowiadali jak pudrowali swoje CV. na moje, maaasa przecietniakow ktorzy nie wyrozniali sie absolutnie niczym poza tym ze sie zaczepili gdzies na uczelni/osrodku. PI's podobnie, goscie ktorzy mieli noz na gardle, slabe badania i brak srodkow za moment. nie wiem czy przypomne sobie jakiegos "wybitnego" (pozdro Stano) ale kierunki/uni gdzie ladowali to nie mialem pojecia ze wogole istnialy. wiekszosc to uwazalo ze maja 0 (zero) zaufania dla partii (tfu) komunistycznej i w zyciu by nie zdecydowali sie na powrot. Japonia = Niemcy Chiny = Polska w punkt! Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
dannygd Opublikowano 12 godzin temu Udostępnij Opublikowano 12 godzin temu 8 godzin temu, fluber napisał(a): umowy rzecz jasna nie pokazywał, ale nie wiem czemu miałby kłamać (choć o dodatkach nie chciał za bardzo gadać). W necie jakieś kwoty latają, ale usłyszeć to od bezpośredniego zatrudnionego to inna kwestia. Nie miałem tego na mysli, bardziej mi właśnie chodziło, czy widziałeś jakim "kosztem" te fajne warunki są obwarowane u lokalersów, bo zapisy dla zewnętrznych to widziałem. Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
fluber Opublikowano 12 godzin temu Udostępnij Opublikowano 12 godzin temu 4 minuty temu, dannygd napisał(a): Nie miałem tego na mysli, bardziej mi właśnie chodziło, czy widziałeś jakim "kosztem" te fajne warunki są obwarowane u lokalersów, bo zapisy dla zewnętrznych to widziałem. Oj nie, nawet o tym nie pomyślałem żeby zapytać Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się