Finały to rzeczywiście lekki zawód, ale ogólnie mi się właśnie te playoffy bardzo podobały, pierwszy raz od kilku lat śledziłem z większym zainteresowaniem.
Przede wszystkim dało się odczuć prawdziwą zmianę warty, w zeszłych latach grali wszyscy, a na końcu zazwyczaj wygrywał Lebron albo Steph, jeśli ich drużyny były zdrowe. W tym roku dało się wreszcie odczuć świeżą krew - Wilki, Thunder, Pacers. Poza tym parę świetnych historii - Knicks gryzący parkiet dopóki się nie połamali do reszty, Dallas z runem którego się nikt raczej nie spodziewał, z nawiązaniami do 2011, szkoda, że bez happy endu, Celtics, fakt, z autostradą do finału, ale fajnie też, że po tylu latach batalii w końcu zdobyli tytuł, należało się, szczególnie Horfordowi.