Skocz do zawartości
BMF

LeBron vs Jordan - tak na poważnie

Ignorując pierścienie i zespołowe osiągnięcia, lepszy był  

125 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Ignorując pierścienie i zespołowe osiągnięcia, lepszy był



Rekomendowane odpowiedzi

17 minut temu, BMF napisał:

 

jak zawsze piekna i pouczajaca opowiesc ,   wogole sie nie odniosles do tego co pisalem  , moze skupmy sie na tej konkretnej serii , jaki ten support lebrona by nie byl  to FAKTEM jest ze w pierwszych 5 meczach w polowie 4q lebron  byl blisko remisu , i mial wygrane na wyciagniecie reki , dlaczego nie zamykal spotkan ? dlaczego sie nie pojawil w najwazniejszym g6 mimo ze support dojechal?

 

 

Edytowane przez mistrzBeatka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Chytruz napisał:

Taaaaaaaa. 

Jak masz na to jakies dowody, to przedstaw, bo na razie to tylko kolejna desperacka proba z nadzieja, ze cokolwiek sie przyklei.

jaka desperacka?, jestem w jakimś zagrożeniu czy cuś? Rzuciłem tezą bez dowodu właśnie  i BARDZO OTWARCIE TO PRZYZNAŁEM dlatego aby jakaś dobra postronna dusza sprawdziła jeżeli ma takie narzędzia jak to jest. mój eye test może być mylny z prostego względu że łączy mnie się ogólnie z obozem Jordana stąd lepszym rozwiązaniem jest ktoś neutralny.

prawda jest natomiast że sporo ogladanych spotkań LBJ jednak dogrywał rzucając sporo nieistotnych punktów gdzie zaskoczony byłem że ryzykuje kontuzją częściej niż powinien. 

oczywistym jest że nie lubiąc Jordana gdyby MJ miał tego więcej bym tego raczej nie przeoczył

może po prostu ma podobnie? nie umiem tego na razie zweryfikować

nie uważam, że w jakiś desperacki sposób trzeba Jordana bronić przy jego 6:0. To raczej LBJ jako pretendent musi coś udowodnić. Zawsze tak było.

a jest mimo wszystko wmieszany w te przegrane finały gdzie trzeba już to tłumaczyć supportem, cięższymi czasami, innymi przepisami, liczbą drużyn, ułożeniem planet w jednej linii czy trenerami. trochę dużo tego

edit: zapomniałem o klimatyzacji.

z resztą trzeba też ustalić co rozumiemy pod ogólnym the GOAT?

czy to kto jest lepszy koszykarsko 1:1? czy 5:5? czy ma lepsze wyniki ogólnie? czy w Finałach bo tytuły? % zwycięstw czy statystyki indywidualne? czy średnie czy suma? czy jak kto pokierował karierą? jak wykorzystał okienko? ile miał prime? czy wszystko do kupy? czy coś ważniejsze a coś mniej? przecież my nawet tej metodologii nie mamy uzgodnionej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich. Nie jest moim zamiarem nikogo urazić, ale tak śledzę forum od jakiegoś czasu, ale musiałem się aż zarejestrować, bo śmiać mi się chce z niektórych rzeczy.

19 godzin temu, BullsFaN napisał:

Czy ja pisałem o absolutnym faworycie to raz? A dwa, czy ty porównujesz Lebrona z Giannisem?

To nie można mieć własnego zdania tak? OK, zamknijcie temat, Lebron  buk

Możesz mieć własne zdanie panie fanatyk (ponownie, nie chcę cię urazić, ale twoje zacietrzewienie jest aż nadto widoczne). Kolega Ci nie odmawia tego prawa, dziwi się jedynie, że ktoś traktuje kogoś z takim podejściem poważnie. Po raz kolejny masz problem ze zrozumieniem teksu pisanego, a uparcie się czepiasz innych o czytanie ze zrozumieniem. I fajnie, że ironicznie chcesz, przypisać "LeBronowcom" chęć zamknięcia tematu (choć z tego co widzę nikt zamykać tematu nie chce - przeciwnie, chcą dalej rozmawiać), podczas gdy ty sam w swojej głowie zamknąłeś temat dawno temu i ci wyszło, że MJ to "buk". Naprawdę pięknie. Po raz kolejny w tym temacie zaprezentowałeś swoje "mocne" strony. Ktoś pisał, że MJ-owcy robią dobrą robotę LBJ-owi i w twoim przypadku, twierdzenie jest prawdą.

47 minut temu, mistrzBeatka napisał:

 

a wiec delonte wszedl w buty lebrona , nice , dzieki za info , w tym samym czasie lebron w 4q  zdobyl przez 11 minut 1 punkt z osobistego (magic wtedy akurat zrobili najwieksza przewage - przypadek?)

dopiero w ostatniej minucie gdy gra byla dawno rozstrzygnieta  przy 103-87 dla magic james dodal 4 punkty ,  bez tych smieciowych punktow wogole skonczylby jak dziad  - 21 punktow na ts  mocno ponizej 50%

Gra była rozstrzygnięta sporo wcześniej. I ciekawe, że punkty w końcówce są "śmieciowe", ale punkty zdobyte odrobinę wcześniej przy rozstrzygniętym meczu "śmieciowe" by nie były.

Ale mniejsza. Bardziej mi chodzi o to, że porównujesz nieporównywalne (zresztą cała ta dyskusja trochę taka jest). Bo ciężko porównać Jordana grającego swoje w mocnej, ułożonej drużynie i LeBrona ciągnącego swój zespół za uszy (tak, te close games, o których pisałeś były dzięki niemu, nie dlatego, że koledzy byli tak mocni). Także jeśli pytasz dlaczego LeBron nie stawił się na najważniejszy mecz sezonu (choć jego cyferki były słabe jak na niego - jak na ligę były całkiem dobre, więc "nie stawił się" jest naciąganym stwierdzeniem, ale niech będzie), to odpowiem. Być może dlatego, dlaczego Butler nie stawił się na najważniejszy mecz sezonu (i pisałem o tym wyżej). Czyli dlatego, że co innego ciągnąć przyczepkę ze szrotem - humorystyczne stwierdzenie, i wtedy może w końcu braknąć paliwa, a co innego być jednostką napędową w ferrari.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, mistrzBeatka napisał:

wogole sie nie odniosles do tego co pisalem

Support Cavaliers nie zagrał bardzo dobrze: 65 PTS na 52TS% w ataku, a w obronie Howard robił co chciał z frontcourtem Cavs. W całej serii support Cavs miał ... 63ppg na 52TS% w ataku i ... Howard robił co chciał z frontcourtem Cavs.

Więc Twoje ,,LeBron nie stawił się na G6, a support Cavs zagrał bardzo dobrze'' to tak naprawdę ,,Support Cavs zagrał to co całą serię, a LeBron pierwszy raz był przeciętny pod względem scoringu, więc po 3 kwarcie Magic mieli +17''. I tak - jak LeBron zrobiłby znowu ~40-10-10, to byłoby znowu close game, jak dochodzimy do ,,dlaczego LeBron nie zagrał znowu epica?", to potwierdzasz moją diagnozę, że jest oceniany wg standardów jakich nie spełniał nikt.

A nie odpisałem szerzej, bo Ty teraz mi odpiszesz, że to nieprawda, bo coś tam, a ja - poza wyrażeniem swojej opinii - nie mam ochoty szerzej dyskutować o jednej z 50-kilku serii LeBrona w karierze (i to ogólnie mimo wszystko bardzo dobrej), tylko dlatego, że Jordan grał 35-20 lat temu, a LeBron 10 lat temu-teraz, więc jest przesadnie krytykowany za rzeczy za jakie nikt inny nie jest. I to nie uwaga do Ciebie, pisz co tam uważasz za słuszne - spytałeś mnie, odpowiedziałem, i znowu to zrobiłem, ale nie jest moim obowiązkiem odnoszenie się do każdej Twojej tezy.

,,GOAT powinien zrobić więcej'' nawet Jordanowi zostawia z grubsza dwa sezony, to tak nie działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, BMF napisał:

 

Miałem pisać do @Gregorius w odniesieniu do wyników młodego Jordana z Bulls, ale argument ad ,,GOAT powinien zrobić więcej'' to jest powtarzanie narracji ESPNów, że jeden zawodnik może wygrywać bez względu na wszystko i każde okoliczności. 

Gwoli wyjaśnienia o ile faktycznie zastanawia mnie faktyczna siła w tamtych czasach przeciwnych zespołów oraz jak naprawdę silne było wsparcie Jordana w latach 88-90 w porównaniu do pozostałych zespołów z tamtego okresu to ..zdanie o GOAT dotyczyło bardziej LBJ i tego że meczy mnie że co chwila od niego się tego wymaga jednocześnie nie przykładając tych samych kryteriów do Jordana. 

Edit:

Dodatkowo zastanowiły mnie np. taki zespół jak Houston. Dwa wybory w drafcie Samson i Olajuwon i zespół od jednego z najgorszych w NBA w sezonie  w sezonie 82-83 melduje się w finale w sezonie 85-86 pokonując po drodze LAL .  Dlatego o ile na pewno Jordan sam nie był w stanie wygrać (nikt nie jest) to w porównaniu do LBJ osiągnął moim zdaniem w pierwszych sezonach mniej i mniej podniósł poziom Chicago niz LBJ Cleveland. 

 

Edytowane przez Gregorius

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, mistrzBeatka napisał:

jak zawsze piekna i pouczajaca opowiesc ,   wogole sie nie odniosles do tego co pisalem  , moze skupmy sie na tej konkretnej serii , jaki ten support lebrona by nie byl  to FAKTEM jest ze w pierwszych 5 meczach w polowie 4q lebron  byl blisko remisu , i mial wygrane na wyciagniecie reki , dlaczego nie zamykal spotkan ? dlaczego sie nie pojawil w najwazniejszym g6 mimo ze support dojechal?

 

 

Może dlatego ze miał 25lat, w tym wieku Jordan tez nie dominował ligi, nie rzucal buzzer beaterow w PO i nie zdobywal mistrzostw. 

 

Jesli seria vs Orlando 2009 ma być największą drzazgą lebrona, to Jordan ma kilka podobnych przecież. 

 

Nie chce się mieszać za bardzo w dyskusje o GOAT ale serio, coś źle kombinujecie jak wytykacie lebronowi tą serię zamiast finalow 2011.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, RonnieArtestics napisał:

Może dlatego ze miał 25lat, w tym wieku Jordan tez nie dominował ligi, nie rzucal buzzer beaterow w PO i nie zdobywal mistrzostw. 

 

Jesli seria vs Orlando 2009 ma być największą drzazgą lebrona, to Jordan ma kilka podobnych przecież. 

 

Nie chce się mieszać za bardzo w dyskusje o GOAT ale serio, coś źle kombinujecie jak wytykacie lebronowi tą serię zamiast finalow 2011.

na bazie tego co napisałeś  ja mam inne pytanie . Czy może mi ktoś racjonalnie wytłumaczyć dlaczego wiele osób uważa za rok 2011 za dyskwalifikujący lub rok za który należy coś odjąć czy odkupić pozostałymi sezonami. Przecież nawet ten rok słaby jak na LBJ powinien mieć wartość dodania w przekroju ocen całych karier. W przypadku innego zawodnika rozumiem ze ten rok byłby ważny gdyby nie miał odpowiednio dużo sezonów na wysokim poziomie. Oceniając kariery zawodników liczy się sumaryczny wpływ z wszystkich sezonów. Oczywiście rozumiem że mogą być tez kryteria jak prime ale tutaj też jeden sezon nie będzie brany pod uwagę. Dla mnie porównując dwóch zawodników z których obaj maja takie sukcesy w 8 sezonach ale zawodnik B ma jeszcze sezon taki jak w 2011 miał LBJ to wydaje mi się racjonale za przyjęcie ze B jest lepszym zawodnikiem. 

Edit : Ronnie pytanie jest do wszystkich szczególnie tych uważających inaczej niż ja. To nie atak na Ciebie :) 

Edytowane przez Gregorius

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Gregorius nie wiem czemu, nikogo nie dyskwalifikuje, napisałem tylko ze jak już coś wytykać lebronowi to na pewno nie  vs orlando 2009, bo Jordan w podobnym wieku/w podobnym experience nawet do ECF się nie załapał, wiec raczej mega kiepski przytyk to jest. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

LeBron zaczął wygrywać jak zawodnicy dominujący w 00 byli już past prime , ba nawet wieczny looser Dirk zdążył przed zimowym snem wyrwać misia . Shaq, Kobe , KG , Duncan , Nash , Iverson , Pierce już odkładali łyżkę jak LeBron przeniósł się na Florydę . . .Dojechanie w prime Barkleya , Drexlera , Ewinga , Millera jest na plus MJeja. 

Edytowane przez Koelner

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dojechanie w prime Curry ego, Hardena, KD, Westbrooka, Butlera, Jokicia też IMHO na plus, ale już u tego z inicjałami innymi niż MJ... Dobijającej piłeczkę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, Koelner napisał:

LeBron zaczął wygrywać jak zawodnicy dominujący w 00 byli już past prime , ba nawet wieczny looser Dirk zdążył przed zimowym snem wyrwać misia . Shaq, Kobe , KG , Duncan , Nash , Iverson , Pierce już odkładali łyżkę jak LeBron przeniósł się na Florydę . . .Dojechanie w prime Barkleya , Drexlera , Ewinga , Millera jest na plus MJeja. 

Jordan zaczął wygrywać jak zawodnicy dominujący w 80's byli już past prime.

1 minutę temu, KeepItDirty napisał:

Dojechanie w prime Curry ego, Hardena, KD, Westbrooka, Butlera, Jokicia też IMHO na plus, ale już u tego z inicjałami innymi niż MJ... Dobijającej piłeczkę. 

Koelner myśli że Barkley i Malone to wyższa półka niż Durant i Curry. Imho to na tyle zabawne że nawet nie ma sensu przekonywać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A tak na poważnie siedzac na kiblu naszła mnie mysl. Fani MJ coraz starsi. W końcu umrą. Zostaną Ci, którzy znają LBJ. Tak jak MJ wymazał pamięć o Russellu czy Wilcie, tak za lat pare to LBJ wymaże z pamięci obraz Jordana. Simple as hell

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, KeepItDirty napisał:

A tak na poważnie siedzac na kiblu naszła mnie mysl. Fani MJ coraz starsi. W końcu umrą. Zostaną Ci, którzy znają LBJ. Tak jak MJ wymazał pamięć o Russellu czy Wilcie, tak za lat pare to LBJ wymaże z pamięci obraz Jordana. Simple as hell

tak - było tu już poruszane parę razy

zresztą sam MJ to mówi ;) (on jest 100x bardziej racjonalny niż jego fani)

i żałosne krzyki LeBronka o rispekt (to jest słabe w opór -> wypowiadania się w temacie 'GOAT' powinien się uczyć od Dżordana) nie mają tu znaczeniu - ot wymiana pokoleniowa osób tworzących narrację w mainstreamowych mediach :)

Edytowane przez julekstep

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, julekstep napisał:

Jordan zaczął wygrywać jak zawodnicy dominujący w 80's byli już past prime.

Tak

 

1 minutę temu, julekstep napisał:

Koelner myśli że Barkley i Malone to wyższa półka niż Durant i Curry. 

Tak , dopisz Drexlera. 

4 minuty temu, KeepItDirty napisał:

Dojechanie w prime Curry ego, Hardena, KD, Westbrooka, Butlera, Jokicia też IMHO na plus, ale już u tego z inicjałami innymi niż MJ... Dobijającej piłeczkę. 

Dokładnie , tylko ówczesne OKC to takie Orlando 96’, niby w prime ale jeszcze na początku drogi .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, Koelner napisał:

Tak , dopisz Drexlera. 

wiem wiem

i Detlefa Schrempfa i Byrona Russella!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, julekstep napisał:

wiem wiem

i Detlefa Schrempfa i Byrona Russella!

przede wszystkim Johna Starksa , wstydź się .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, Koelner napisał:

przede wszystkim Johna Starksa , wstydź się .

proste, ta bestia to jakby LeBronka przykryła to by z 10tki nie wyszedł!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, julekstep napisał:

proste, ta bestia to jakby LeBronka przykryła to by z 10tki nie wyszedł!

masz prawo tak sądzić 

Edytowane przez Koelner

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fun fact o Barkleyu: jako lider tylko raz przeszedł drugą rundę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, Gregorius napisał:

. Czy może mi ktoś racjonalnie wytłumaczyć dlaczego wiele osób uważa za rok 2011 za dyskwalifikujący lub rok za który należy coś odjąć czy odkupić pozostałymi sezonami.

Na realGM jak co 3-4 lata na subforum ''Player Comparison'' jest głosowanie w projekcie top100 graczy alltime: nie chcę, żeby wyszło, że polecam te dyskusje dlatego, że minimalnie wygrał tem LeBron, ale jednak mimo wszystko polecam, bo jest tam wiele niesamowitych merytorycznie wpisów, np. o Kareemie czy Russellu, ze strony najlepszych userów tamtego forum, w skali internetu to jest unikat. O ile forum realGM to jest spore bagno, tak tamten dział to jest prawdziwa perełka, występuje tam kilkunastu loraków czy Chytruzów. Jak kogoś interesują takie tematy, to będzie obiektywnie zachwycony.

Tamte dyskusje pozwoliły mi mocno poukładać w głowie tę kwestię finałów '11. Z grubsza są dwa podejścia, które rezonują na całe podejście do ewaluacji graczy:

1) Podejście ''uśredniające''

2) Podejście ''addytywne''

(ja to tak nazwałem)

Podejście ''uśredniające''

LeBron zagrał kiepskie finały i gra kosztowała jego drużynę tytuł, przez co średnia występów z jego kariery właściwie do jej końca będzie niższa niż u Jordana, u którego skala wpadek i porażek była - obiektywnie - dużo mniejsza. Z perspektywy kibiców Jordana (zwolenników Jordana) jest to z grubsza spójne z ogólnym oglądem porównania Jordan v. LeBron, gdzie 'longevity' u LeBrona jest kontrowane ,,wyższą'' wartością prime u Jordana. ,,Jordan wprawdzie grał krócej, ale dlatego, że więcej wygrał, więc znudziło mu się wygrywanie'' - nawet w tym temacie pojawiają się takie wpisy, które (w wulgarnej formie) odzwierciedlają ten sposób myślenia. Idąc tym tropem - LeBron popsuł sobie legacy, bo jego średnia 'impaktu' z kariery jest przez te finały mniejsza i będzie prawdopodobnie mniejsza czegokolwiek by nie zrobił.

Podejście ''addytywne''

Kariera w NBA (czy generalnie w sporcie, ba, prawie wszystko w życiu) to nie jest 'średnia', a 'suma' - jak ktoś gra dwa sezony na poziomie top10 ligi i jeden sezon na poziomie top30 ligi, to jego kariera ma większą wartość od gracza, który rozegrał dwa sezony na poziomie top10. LeBron zagrał kiepskie finały, ale w meczach na Wschodzie był najlepszym graczem w playoffach (i pod względem impaktu był prawdopodobnie MVP regulara: najlepszy SRS, statsy i bodaj RAPM po regularze) - więc gdyby robić ranking najlepszych zawodników sezonu 2010/11, przed LeBrona (z powodu finałów) wstawić można byłoby Dirka, Wade'a, może Duranta i Dwighta - ale w dalszym ciągu pod względem 'impaktu' - LeBron miał impakt superstara. Czyli - LeBron popsuł sobie legacy w tym sensie, że zamiast sezonu na poziomie prime LeBrona, dołożył sezon na poziomie prime Malone'a (w uproszczeniu) - ale sam sezon na poziomie prime Malone'a czy Davida Robinsona ma bardzo dużą wartość. I oczywiście należy go krytykować za słabe finały, ale nie powinno to kwestinować (mimo wszystko) dużej wartości tamtego sezonu.

Moim zdaniem: to pierwsze podejście jest nielogiczne - jeżeli sezon na poziomie ~Karla Malone'a ma 'ujemną' wartość dla oceny jakiegokolwiek gracza, to z grubsza stwierdzamy, że: 1) LeBron byłby lepszy nie grając w tamtym sezonie; 2) Heat byliby lepsi gdyby odpadli w ECF z Bulls bez LeBrona (Wade w tamtej serii notował 19ppg na 50 TS%); 3) owner Heat byłby szczęśliwszy zarabiając mniej pieniędzy bez obecności w finałach; 4) kariera Karla Malone'a byłaby lepsza, gdyby się nie odbyła; i tak dalej.

Odpowiedzią jest: taaaak, w odniesieniu do 'normalnych' graczy to byłaby prawda, ale mówimy o dwóch najlepszych graczach ostatnich 40 lat, więc nie możemy przyjmować miary przeciętnego Karla Malone'a-chokera w playoffach, a miarę Michaela ,,6-0'' Jordana. Repliką jest stwierdzenie, że tamten sezon to jakoś 12-13. najlepszy sezon LeBrona w NBA, gdy Jordan miał jedenaście pełnych sezonów w NBA. I tak dalej.

Czyli - dyskusja o finałach 2011 to tak naprawdę dyskusja o podejściu do koszykówki i sportu, przez co (gdy ktoś wychodzi z odmiennych założeń, ekhm, metodologicznych) z grubsza wiadomo, że nie jest możliwe przekonanie drugiej osoby. I to oczywiście nie dotyczy jedynie LeBrona, ale też Curry'ego z finałów 2016 czy Kareema za serię naprzeciw Nate'a Thurmonda z '73 czy Dirka '07. I też Giannisa, bo jego dwa ostatnie sezony wciąż mają ogromną wartość, a ludzie chyba o tym zapominają w tym momencie.

Czekałem trochę na okazję, by móc to napisać - i w tym momencie daję sobie na ten temat bana, bo poświęciłem stanowczo zbyt dużo nań czasu. Dziękuję (mimo wszystko) wszystkim za dyskusję, mam nadzieję, że ktoś z niej coś wyciągnął.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.