Skocz do zawartości
Tasma

Golden State Warriors 2018/19

Rekomendowane odpowiedzi


Bycie kibicem Warriors na tym forum to ciężki kawałek chleba. Nikt Cie nie lubi a jechanie po GSW jak po burej suce jest w dobry tonie ;). Dlatego też zrobiłem sobie mały urlop od pisania na forum. Pora wrócić i założyć temat o mistrzach zanim ten o Lakers dobije do 100 stron.

 

Zacznijmy od sytuacji kadrowej. Przed 1 lipca na liście płac na nowy sezon byli:

Stephen Curry - $37,457,154

Klay Thompson - $18,988,725

Draymond Green - $17,469,565

Andre Iguodala - $16,000,000

Shaun Livingston - $8,307,692

DeMarcus Cousins - $5,337,000

Jacob Evans - $1,646,400

Quinn Cook - $1,544,951

Damian Jones - $1,544,951

Jordan Bell - $1,378,242

Jason Thompson - $893,333

Razem daje to to do zapłaty $105,321 

Wtedy wiadomo było że KD podpisze kolejny 1+1. Że Dawid West i Zaza prawdopodobnie pójdą na emeryturę, a klub nie będzie zainteresowany Nickiem Youngiem. Zagadką pozostawało pytanie co z grającym świetne finały Javale, Looneyem, komu LME i kto jeszcze skusi się na minimum dla weterana.

 

1 lipca pojawiła się informacja, że McGee podpisał z Lakers za minimum. Pierwsza myśl, to że przyjdzie Howard. Mówiąc delikatnie nie byłem zwolennikiem tego pomysłu. Dwa dni później wybucha bomba. Boogie za MLE. Ten kontrakt a w szczególności jego wysokość zostały przedyskutowane w wielu miejscach, nie wyłączając tego forum. Zaorali ligę na ten rok. Jeśli Boogie wróci w 50% do sprawności przed kontuzją, a reszta składu będzie zdrowa śmierdzi na kilometr 16-0 w PO. No właśnie jeśli wróci...

 

Z punku widzenia Cousinsa ta decyzja wydaje się bardzo dobra. Idzie do organizacji, gdzie nie będą na niego naciskac na szybki powrót bo bez niego jakoś do PO dociągną. Gdzie dane mu będzie granie o najwyższe cele. A za rok podpisze gdzieś za lepsze kasę. Do tego Pelicans dość mocno go wkurzyli. Najpierw nie dając maksa, a później podpisując Randle. Demarcus wpadł w furię, wykonał telefon, a dalszą część znamy...

Z punktu widzenia Warriors te decyzja podobna do tej jaką mieli dwa lata temu z KD. Zadzwonił facet z top 10 ligi (ponoć to sam DMC zadzwonił do Draymonda, bez udziału swojego agenta, a we wszystko dość mocno wmieszany był też Matt Barnes) i zapytał czy mogę zagrać u Was za MLE. Myers miał powiedzieć "nie" bo MLE trzymam na Nicka Younga albo innego ogórka? Przecież nie płacą mu za to żeby rywalizacja w lidze była wyrównana, tylko żeby w Chase Center, na otwarciu w październiku 2019, mogli rozdawać kolejne pierścionki.

 

Poza DMC za minimum podpisał też Kevon Looney i dzisiaj Jerebko. McCaw dostał qulifing offer za 1,74 mln. Czyli za troszkę ponad 140 baniek udało się stworzyć takiego oto potwora:

 

PG Curry/Livingston/Cook

SG Thompson/McCaw/Evans

SF KD/Igoudala/Jerebko

PF Green/Looney/Bell

C  DMC/Jones

 

Za rok kończy się kontrakt Klaya i DMC. KD też na pewno wyoptuje. Za mało się znam na zasadach salary cap, żeby liczyć co komu można zaproponować, pozostawie tę kwestie mądrzejszym od siebie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak założyć że będą kolejne niewytłumaczalne dla wielu paycuty, jakieś 1+1 itp. itd.

 

Wróćmy na chwilę do decyzji Kevina Duranta sprzed dwóch lat. Mamy faceta, który jest top 3 zawodnikiem ligi, który ma dość Westbrooka i przegrywania oraz o czym wielu zapomina ma zainwestowane kupę kasy Silicon Valley. Usiadł sobie Kevin ze swoim wspólnikiem Richem Kleimanem i zdecydowali że przenoszą się do północnej Kalifornii. Maksa nie dadzą, ale po treningu można doglądać biznesu (z OKC trochę ciężko) poza tym partnerzy biznesowi siedzą w pierwszych rzędach albo lożach na Twoich meczach oklaskując Cię. Żyć nie umierać. 

Nie dokopałem się do oficjalnej wartości majątku KD, ale nieoficjalne mówi się że przekroczył próg "bilionaire", czyli po naszemu miliard. Durant Company jest właścicielem funduszu inwestycyjnego inwestującego w startupy, Skydio(coś z autonomicznymi dronami),ThirtyFiveMedia (branża filmowa) i kilkudziesięciu innych firm. I on miałby za marne 10 milionów za sezon więcej iść na zesłanie do kogoś kto da mu maksa zostawiając biznes? Niedoczekanie.

Dlaczego o tym wspominam? Bo bycie Wojownikiem daje wartości dodane. Nie liczy się tylko to ile masz w kontrakcie z klubu, ale ile dodatkowych korzyści daje Ci granie i mieszkanie tutaj. Bo oni kiedy spotykają się w szatni nie rozmawiają o tym jakie zielsko wczoraj palili tylko gdzie zainwestowali pieniądze albo jak stoją akcje ich spółki. Właśnie dlatego Klay rozważa podpisanie extension 92/4 zamiast 139/4 które dostałby na rynku.

Czy da sie coś z tym zrobić? Chyba nie. Trudno zabronić Cousinsowi grania za 5,3 mln za sezon. Jak inaczej zablokować pewne rzeczy? Nie mam pomysłu. Były w historii zespoły dobre, bardzo dobre i wybitne, ale po raz pierwszy może być nam dane nam zobaczyć starting five składające się z pięciu allstarów z poprzedniego sezonu. To się nie mieści w głowie i tak, mi też się to nie podoba. 

 

Po poprzednim mistrzostwie Lacob w wywiadzie powiedział coś takiego: poziom sportowy to jedno, ale my organizacyjnie jesteśmy o dwie długości przed innymi zespołami do tegu jesteśmy tu gdzie jesteśmy.

Dlatego też boje się, że w przyszłym roku znajdzie się inny Boogie chcący grać za frytki. A parafrazując wypowiedź jednego z naszych byłych prezydentów nie o take NBA walczyłem.

 

3 2 1 start


 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do Klaya, to raczej są plotki, że nie podpisze extension tylko zaczeka na max za rok (oczywiście NIKT poza Klayem i jego agentem może nie wie tego na pewno).

Mnie też interesują te problemy w szatni o których mówił West. Fajnie, że nic na zewnątrz nie wyszło, ale nadal ciekawe na ile to będzie długoterminowo poważne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tylko dodam na poczatku, ze Durant, ten od dogladania czujnym okiem wlasciciela swoich hi-tech startupow, to ten sam gosc co nie potrafil przelogowac konta na twiterze, lizac wlasne jajka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na ten moment nawet chyba nie bardzo jest o czym dyskutować w tym temacie. Dwa lata temu przeżywaliśmy ich ławkę, której w następnym roku jeszcze wzmocnili, po to, aby w tym roku jeszcze więcej do niej dołożyć. Zamieniają Westa, Zazę, Younga na DMC, Jerbeko i pewnie Jamala...

 

Mają jeszcze chyba jeden spot wolny więc nie oni będą robili wyścigi po FA, tylko FA poszukujący pierścienia będą robić wyścigi do nich...

 

Na ten moment, 3-peat jak nic. Oczywiście musi być zdrowie. O wpasowanie DMC się nie martwię. Raz, że on zagra od stycznia, dwa - gdzie indziej miał by zrzucić z siebie łatkę trudnego jak nie w GSW? Jak się okaże że nawet Kerr nie dadzą sobie z nim rady, to koleś będzie skończony w tej lidze pod względem budowania teamu na nim. Kolejny przypadek, że głowa załatwiła talent.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dlaczego o tym wspominam? Bo bycie Wojownikiem daje wartości dodane. Nie liczy się tylko to ile masz w kontrakcie z klubu, ale ile dodatkowych korzyści daje Ci granie i mieszkanie tutaj. Bo oni kiedy spotykają się w szatni nie rozmawiają o tym jakie zielsko wczoraj palili tylko gdzie zainwestowali pieniądze albo jak stoją akcje ich spółki.

 

Myślę, że sprawa jest nieco szersza:

 

Kalifornia to po prostu bardzo dobre miejsce do życia jeśli ma się hajs, Bay Area chyba nawet lepsze niż LA, jeśli ktoś nie ma mega zajawki na Hollywood life. Jak jest mocny team, który jest zainteresowany podpisaniem konkretnego gracza, to po prostu ciężko konkurować.

 

Spójrzmy na Lakers - kiedyś Shaq mówi "chcę grać w Lakers XD". X lat później potencjalny GOAT mówi "mogę sobie wybrać dowolny klub w lidze, idę do Lakers XD", w międzyczasie chętnie przychodzi jeszcze być możę GOAT-coach, a także Payton, Malone, Dwight (wówczas topowy grajek), Nash, jacyś pomniejsi ring-chaserzy, c*** wie kto. Teraz Warriors zajęli to miejsce, w dodatku w porównaniu do Lakers, gdzie długo potencjalnym czynnikiem odstraszajacym mógł być Kobe, który gra swoją grę i ma wyjebane, gracze Warriors słyną z oddawania kawałka tortu i dbają o healthy environment. Trzeba tu szczególnie zaplusować Curry'emu, bo mając pierścionek i będąc b2b MVP po 73W sezonie zgodził się na przyjście Duranta, a przykładowy Kyrie nie chciał przyjścia LeBrona w 2014, bo bardziej pociągała go opcja bycia the man w Ohio i robienia 26-56 co sezon.

 

Także ja myślę, że ten klub będzie co roku uprawiał kontraktową gimnastykę i mógł przebierać we wzmocnieniach ławki i nie ma innego wyjścia niż czekać aż ta grupa wymrze jako ligowa czołówka - realistycznie patrząc, potrwa to jeszcze minimum 5 sezonów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że sprawa jest nieco szersza:

 

Kalifornia to po prostu bardzo dobre miejsce do życia jeśli ma się hajs, Bay Area chyba nawet lepsze niż LA, jeśli ktoś nie ma mega zajawki na Hollywood life. Jak jest mocny team, który jest zainteresowany podpisaniem konkretnego gracza, to po prostu ciężko konkurować.

 

Spójrzmy na Lakers - kiedyś Shaq mówi "chcę grać w Lakers XD". X lat później potencjalny GOAT mówi "mogę sobie wybrać dowolny klub w lidze, idę do Lakers XD", w międzyczasie chętnie przychodzi jeszcze być możę GOAT-coach, a także Payton, Malone, Dwight (wówczas topowy grajek), Nash, jacyś pomniejsi ring-chaserzy, c*** wie kto. Teraz Warriors zajęli to miejsce, w dodatku w porównaniu do Lakers, gdzie długo potencjalnym czynnikiem odstraszajacym mógł być Kobe, który gra swoją grę i ma wyjebane, gracze Warriors słyną z oddawania kawałka tortu i dbają o healthy environment. Trzeba tu szczególnie zaplusować Curry'emu, bo mając pierścionek i będąc b2b MVP po 73W sezonie zgodził się na przyjście Duranta, a przykładowy Kyrie nie chciał przyjścia LeBrona w 2014, bo bardziej pociągała go opcja bycia the man w Ohio i robienia 26-56 co sezon.

 

Także ja myślę, że ten klub będzie co roku uprawiał kontraktową gimnastykę i mógł przebierać we wzmocnieniach ławki i nie ma innego wyjścia niż czekać aż ta grupa wymrze jako ligowa czołówka - realistycznie patrząc, potrwa to jeszcze minimum 5 sezonów.

czytajac sobie to porownanie curry/irving, ouch, bolesne ale prawdziwe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

GSW są poza zasięgiem. Jak nikt się nie połamie (czego im nie życzę) to 4 pierścień stanie się faktem. Cousins pewnie na spokojnie się wykuruje i wróci w styczniu/ lutym by się zgrać z ekipą. Później PO i rzeźnia. Fajnie być fanem GSW, co tu dużo mówić hehe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Także ja myślę, że ten klub będzie co roku uprawiał kontraktową gimnastykę i mógł przebierać we wzmocnieniach ławki i nie ma innego wyjścia niż czekać aż ta grupa wymrze jako ligowa czołówka - realistycznie patrząc, potrwa to jeszcze minimum 5 sezonów.

Oj nie wiem, różnie to może być, wiadomo, że na ten sezon, jeśli wypalą i chemia oraz motywacja będzie, to będą wyglądać mocarnie.

Ale już w przyszłym roku Cousinsa nie będzie, Klay może być nasycony pierścionkami i pójść gdzieś indziej za maxa, którego w GSW raczej nie dostanie. Klay jest niesamowicie ważnym elementem tej układanki. Poza tym w zeszłym sezonie odezwała się nieszczęsna kostka Currego. Odpukać, ale kij wie jak to będzie. 

Za dwa lata, Draymond, z jego charakterem, żadnych paycutów brał nie będzie, a już w poprzednim jego free agency romansował z hometown Pistons.

 

Core Curry-Durant (bo zakładam, że KD zostanie w Cali na dłużej) gwarantuje contending na lata, ale zdaje mi się, że za rok będzie można powiedzieć, że Warriors spili śmietankę i teraz będzie już tylko trudniej i trzeba będzie podejmować trudne i niewygodne decyzje, co być może zakończy ich ciemiężącą ligę dominację. ; p

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj nie wiem, różnie to może być, wiadomo, że na ten sezon, jeśli wypalą i chemia oraz motywacja będzie, to będą wyglądać mocarnie.

Ale już w przyszłym roku Cousinsa nie będzie, Klay może być nasycony pierścionkami i pójść gdzieś indziej za maxa, którego w GSW raczej nie dostanie. Klay jest niesamowicie ważnym elementem tej układanki. Poza tym w zeszłym sezonie odezwała się nieszczęsna kostka Currego. Odpukać, ale kij wie jak to będzie. 

Za dwa lata, Draymond, z jego charakterem, żadnych paycutów brał nie będzie, a już w poprzednim jego free agency romansował z hometown Pistons.

 

Core Curry-Durant (bo zakładam, że KD zostanie w Cali na dłużej) gwarantuje contending na lata, ale zdaje mi się, że za rok będzie można powiedzieć, że Warriors spili śmietankę i teraz będzie już tylko trudniej i trzeba będzie podejmować trudne i niewygodne decyzje, co być może zakończy ich ciemiężącą ligę dominację. ; p

Draymond wszędzie gada, że woli grać za mniej a być tu gdzie jest i z tymi ludźmi, ale ludzie z forum e-nba i tak wiedzą lepiej. 

A Klay jest elementem układanki, świetnym elementem ale bez gwarancji tego, że gdzieś tam będzie wymiatał jako pierwsza opcja. Ja bym nawet powiedział, że patrząc na jego grę to w takim przypadku mogłoby mu być bardzo ciężko. Oczywiście max nie oznacza od razu bycia pierwszą opcją, w końcu są drużyny które dają maxa Otto Porterom tego świata. Uważam też, że Klay jest najłatwiejszym do zastąpienia elementem układanki jaką mamy w Golden State. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Draymond wszędzie gada, że woli grać za mniej a być tu gdzie jest i z tymi ludźmi, ale ludzie z forum e-nba i tak wiedzą lepiej. 

Nie "ludzie", tylko ja tak napisałem, nikt inny tego nie pisał, po prostu widziałem reporty, że będzie się domagał maxa i i też na każdym kroku podkreśla, że dba o swoje finanse, jest również gościem o dosyć dużym ego, stąd moja dedukcja. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jak był bym takim Klayem to już bym sobie odpuścił w przyszłym roku GSW. Już teraz ma 3 pierścionki, a nie sprawia wrażenia kogoś, kto chce ścigać się za kolejnymi kosztem grubych dolarów. Plota, że chce zrezygnować z 60M USD jest trochę niesamowita. Ja bym się nawet nie zastanawiał i mając misia, a nawet trzy ( z dużą dozą prawdopodobieństwa 4 ) brał bym maxa i przytulił te 60 baniek więcej.

 

Kupił bym sobie wyspę. Na Oceani. Wprowadził lokalne prawo delegalizujące wszystko, co związane z Lakersami, weganami, wegetarianami, gejami i jeszcze parę rzeczy bym sobie wymyślił, aby żyć tak jak lubię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W temacie o lidze letniej @allen napisał taką rzecz...
 

Wiecie co jest najlepsze teraz w NBA, że idzie zmiana pokoleniowa.
Taka sama jak była po Jordanie jak wchodził Kobe i LeBron z Wadami i Nashami.
Chłopaki juz pokonczyli kariery lub końca wiec do 2020 bedzie po ich graniu a młodzi atakują z buta.
Idzie nowe w NBA na kolejne 10 lat, Embidy, Simmonsy, Mitchele, Tatumy, Ingramy itd.
Dlatego nikt nie da dobrych pickow za Paula Georga i Leonarda.
Jaram się tą zmiana. Bedzie moc.
Ciekawe tylko kto przejmie pałeczke samca alpha po Lebronie.


Pozwolę sobie to rozwinąć... Zmiana pokoleniowa nie dot. wyłącznie aspektu sportowego, lecz również biznesowego. Kiedyś wyjątkami byli zawodnicy pokroju Dave'a Binga, Vinnie Johnsona, czy Ulyssesa “Junior” Bridgemana. Potem pojawili się Magic, MJ, David Robinson i Shaq. Następnie LBJ, Kobe, Chris Webber, Jamal Mashburn i Steve Nash. Ci gracze przetarli szlaki i pokazali, że nie trzeba przewalić całej kasy i stoczyć się na dno, tylko już podczas gry w lidze budować podwaliny biznesu, który w przyszłości przyniesie wielokrotność tego, co zarobili rzucając piłką do kosza.

 

GS jest chyba pierwszą organizacją w lidze, która oparła wokół tego całą filozofię funkcjonowania. Wynika to z faktu, że właściciele klubu wywodzą się z Silicone Valley i mają olbrzymie doświadczenie w rozwijaniu start-upów technologicznych. Zawodnicy którzy przychodzą do Warriors są zatem osobami, które oprócz tego że chcą wygrywać - chcą również robić biznes.

 

Najlepszym przykładem jest Iguodala - polecam obejrzeć / przeczytać kilka wywiadów z nim. Bardzo ciekawy człowiek...

 

 

Oczywiście większość graczy to stereotypowe pustaki, dla których hajs z kontraktów skończy się maksymalnie w kilka lat po zakończeniu kariery. Niemniej jednak liczba bardziej rozwiniętych pod względem biznesowym graczy rośnie. 

 

Dlatego graczom pokroju Draymonda czy Klaya może bardziej opłacać się zrezygnować z kilkunastu - kilkudziesięciu mln $ z kontraktu na rzecz możliwości zarobienia bez porównania większych pieniędzy w najlepszym środowisku biznesowym w lidze. To jest też powód, dla którego LBJ porzucił Sieradz Ameryki na rzecz Warszawy lub Krakowa Ameryki. Możliwości rozwoju biznesu w LA są bez porównania większe. Ktoś powie - no tak, ale co z jego legacy? co z walką o tytuł GOAT? A co jeśli dla LBJ bycie GOAT NBA ma mniejszą wartość niż TOP50 Forbesa? Albo TOP10?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam zgola inna opinie do GSW, bo:

 

 

I uwazam, ze ludzka sportowa ambicja moze wygrac z technodolarami, o czym pisalem w temacie obok: http://www.e-nba.pl/topic/6041-02072018-dzie%C5%84-w-kt%C3%B3rym-nba-odrodzi%C5%82a-sie-na-nowo/ 

 

Tak btw, to takie pol zartem pol serio porownanie doliny krzemowej zoabczylem na fb, jak juz jestesmy przy tym temacie:

Things that happen in Silicon Valley and also the Soviet Union:
- waiting years to receive a car you ordered, to find that it's of poor workmanship and quality
- promises of colonizing the solar system while you toil in drudgery day in, day out- living five adults to a two room apartment
- being told you are constructing utopia while the system crumbles around you
- 'totally not illegal taxi' taxis by private citizens moonlighting to make ends meet
- everything slaved to the needs of the military-industrial complex
- mandatory workplace political education
- productivity largely falsified to satisfy appearance of sponsoring elites
- deviation from mainstream narrative carries heavy social and political consequences
- networked computers exist but they're really bad
- Henry Kissinger visits sometimes for some reason
- elite power struggles result in massive collateral damage, sometimes purges
- failures are bizarrely upheld as triumphs
- otherwise extremely intelligent people just turning the crank because it's the only way to get ahead
- the plight of the working class is discussed mainly by people who do no work
- the United States as a whole is depicted as evil by default
- the currency most people are talking about is fake and worthless
- the economy is centrally planned, using opaque algorithms not fully understood by their users

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

San Francisco to najlepsze poza San Diego miejsce w USA.

 

Niesamowity klimat miasta.

Piękne i w odróżnieniu od Ła bardzo europejskie.

 

Klimat dzięki chłodnym wiatrom od zatoki sprawia ze nie jest tam tak sucho i gorąco bo często wieje tam jak w Trojmiescie.

 

Dodatkowo zaraz piękna nowa hala na nabrzeżu gdzie dopiero drużyna wraca do Miasta.

 

Tam wszystko się zbiegło idealnie.

 

Doskonale uczelnie gdzie po prostu stare uczelnie wschodu zazdrośnie odmawiają uznania jak kiedyś Thomas w asg Jordanowi.

 

Jak dla mnie No brainer.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

GSW mają szansę na zdobycie wiecej niż 6 pierścieni MJa, więc dlaczego mieliby się rozpadać? Jak ktoś napisał wyżej, każdy z nich to milioner z masą inwestycji i kilka milionów w kontrakcie nie powinno im robić różnicy a zapisanie się w kartach NBA jako najlepsza drużyna wszechczasów to szansa jeden na milion. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzisz Ignazz, a myślałem, że tylko ja jestem jakiś popieprzony, że nie dostaje orgazmu na samo brzmienie słów LA czy Holywood.

Gdybym musiał się przenieść do USA to tylko do Bay Area.

Porównując do LA rzeczywiście jest bardziej europejsko, ale to imo za sprawą innych mniejszości. W LA drugim najczęściej spotykanym językiem jest hiszpański, w SFO chyba rosyjski, jest też sporo Greków i Chińczyków. W Bay Area nie ma też typowych slumsów (a przynajmniej ciężko je wypatrzyć jak się nie wie gdzie szukać). W LA wystarczy odjechać kilometr od alei gwiazd żeby wjechać do dzielnicy kartonowych domków 3x3 m, w której w południe lepiej nie wysiadać z samochodu.

W Bay Area nie ma gwiazd i biegających za nimi paparazzi. Ludzie mają bardziej wywalone na ubiór, zachowanie itp. Idąc na Warriors nie musisz mieć butów czy torebki za 5K USD, Z drugiej strony musi Cie być na nie stać bo bilety na PO potrafią kosztować równowartość małego samochodu. Choć tutaj ciężko porównywać do LA i Staples bo nikt już nie pamięta ile tam kosztują bilety na playoffy..

Klimat w SFO jest chłodniejszy (w końcu 1000km na północ od LA), a ten wiatr potrafi mocno zawiać, szczególnie od strony oceanu. Nie zmienia to jednak faktu, że lato jest przyjemne bez 40 stopniowych upałów, ale też przez kilka miesięcy można się kąpać w oceanie nie obawiając odmrożeń jak nad Bałtykiem. Zima z kolei przebiega w temperaturach plusowych, ale bardziej kilka niż kilkanaście. 

Masz ochotę odetchnąć od miasta to wsiadasz w auto i w godzinę jesteś w Yosemite albo Sequoia National Park (w LA albo ocean albo pustynia).

Gdybym miał wymieniać wady San Francisco to są nimi korki. Golden Gate, Bay Bridge i inne mosty przez zatokę potrafią być zakorkowane nawet o północy. Do tego ciągłe zagrożenie trzęsieniem ziemi (wiadomo że kiedyś przyjdzie i rozwali pół miasta). I na koniec ceny. Porównywalny hotel za noc w SFO kosztuje 5 razy więcej niż na przykład w Vegas, nieruchomości podobnie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko te wady o których piszesz o SF w Ła tez występują.

 

Mnie ŁA bardzo rozczarowało a korki są jeszcze większe.

 

Wole stać na moście w SF Z widokiem niż w betonowej rynnie jak w scenach z China Town Polańskiego.

 

Dodatkowo parki w mieście i wzgórze Twin perks robi wrażenie podczas gdy sławetny napis można tylko z dołu ;).

 

Szkoda ze sf spłonęło w wielkim pożarze ale to i tak piękne miasto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Kupił bym sobie wyspę. Na Oceani. Wprowadził lokalne prawo delegalizujące wszystko, co związane z Lakersami, weganami, wegetarianami, gejami i jeszcze parę rzeczy bym sobie wymyślił, aby żyć tak jak lubię.

I przypłynął by lotniskowiec a Ty zostałbyś zdemokratyzowany

Edytowane przez darkonza

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...