Skocz do zawartości
Dnc

Warhammer - "Zaginiona karczmarzówna"

Rekomendowane odpowiedzi

Noc z 17 na 18 Czasu Zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda
Nieznane miejsce.

 

 

Sceneria: Nieznane miejsce, bez okien, o ścianach z obrobionego kamienia. 

Osoby: Leonora Jaeger, dwie nieokreślone postaci, dziwne dźwięki gdzieś w pobliżu.

 

 

Leonora Jaeger ocknęła się. 
Gdzie jestem? - zapytała cienkim głosem - co się dzieje?
Wokół było ciemno, a ona miała związane ręce i nogi. Pamiętała ucieczkę przez zielonoskórymi, zimną jamę w ziemi i potem nic. Do teraz.

Obudziłaś się, dobrze - powiedział nieznany jej głos. Chłodny i bezosobowy. Ręka zerwała jej opaskę z oczu i jasne światło niemal natychmiast ją oślepiło - Rób co każę, a przeżyjesz.
Pa...Papa dowie się gdzie mie za... zabraliście. - dziewczynka powiedziała cicho i dziecięcą pewnością że rodzice zawsze ją ochronią - On każdego umie wytropić. I zastrzeli....
Chlaśnięcie w twarz powaliło ją na ziemię. Ktoś wcisnął jej coś gorzkiego do ust i trzymał tak długo, aż była zmuszona to połknąć.

Z początku nie czuła nic, potem zaczęła się czuć słaba i jakby pijana. Rozcięto jej więzy. Chciała się szarpnąć, uciec, ale jej ruchy były spowolnione i niemrawe.
Przygotuj ją - rzekł trzeci głos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 Czasu zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda, ranek.
Holthusen nad rzeką Schnilder

fR24L1a.jpg

 

Gdzieś w oddali zapiał kur, i miasteczko Holthusen powoli budziło się z nocnego uśpienia. Deszcz przestał padać, siąpiło ledwie mżawką, zaś większe strumienie skapywały jeno z gontów, którymi w większości kryte były miejskie dachy.
Czmychali do swych melin włamywacze, strażnicy schodzili z nocnego obchodu, a kramiarze i rzemieślnicy powoli i na wpół śpiąco otwierali swoje interesy. Rzecz jasna nie dotyczyło to piekarni, które rano miały już gotowy urobek i kosze ze świeżym pieczywem zaczęły swoją wędrówkę na plecach piekarczyków do klientów.
Jeden z nich, młody uczeń piekarskiego fachu o niemiłosiernie ubłoconych nogawkach załomotał i do gospód przy południowej bramie, przynosząc jeszcze ciepłe chleby, bułki i rogale. Nie miało to jednak specjalnego znaczenia dla naszych bohaterów, którzy cenili sobie możliwość spania w łóżku i korzystali z niej tak długo, dopóki oberżysta siłą ich z owych łóżek nie wykował.

 

 

 

 

Kilka godzin później, wciąż przed południem.
Gospoda "Das Stadttor", sala jadalna.

 

.

 

 

Sceneria: Wnętrze oberży. Stoły na sześcioro ucztujących każdy, zydle z krótkimi oparciami, wszystko widać że regularnie sprzątane. Schody prowadzą na galeryjkę na półpiętrze, gdzie znajdują się drzwi do pokoi gościnnych i dobry widok na jadalnię na dole. 

 

Osoby: Bohaterowie, Karczmarz Jontek Svenson, najwyraźniej gości dziś nie ma, a kucharz i kelnerka są niewidoczni.

 

 

 

 

Śniadanie, które było wliczone w cenę pokojów składało się z chleba, sera, owsianki i kubka mleka lub piwa. Towarzysze szybko uporali się z owym "problemem" i zasiedli, by omówić dalsze poczynania. Bohaterowie podzielił się ponownie wiadomością, że w mieście rezyduje nijaki Leonardo di Morti, który moży być owym "Dimortijem", którego Hugon słyszał z głębi jamy. Nieznajomy jest ponoć rzeźbiarzem, który pochodzi z dalekiej Tilei, o wielkim talencie. Wedle tego co usłyszeli, jego pracownię można znaleźć na Schmidtstrasse, gdzie rezydują miejscy kowale. 

Ponadto wczoraj od pijaczka kompania dowiadywała się paru plotek. Mianowicie Burmistrz miasta jest podejrzany o konszachty z diabłem i czarną magią i teraz czekał w areszcie domowym na inkwizytora. 

Ponoć dodatkwowo pojawiły się nowe dziewczyny w burdelu, nie wiadomo skąd ale mówiło się o tym w każdej knajpie. Oprócz tego na Ziegelsteinstraße widziano duchy....

Trzeba było podjąć decyzję, co dalej.

 

 

 

Mg42XFa.jpg?1

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

geralt_of_rivia_by_maeveschild-d7a7rks.j

 

Garald wyspał się, rzadko zdarzało mu się spać w łóżku, także o poranku czuł się nadspodziewanie dobrze.

Pijąc resztki mleka które dostał do śniadania, słuchał opowieści kompanów i zastanawiał się co powinni teraz zrobić.

 

- Burmistrz powinien sporo wiedzieć, zna wszystkie ważne osoby w mieście, zapewne zna owego Leonarda... Burmistrza nie wpierdala się za kraty za byle gówno, musiał podpaść komuś wpływowemu, że wsadzili go za jakieś zabobony. Z drugiej strony, nowe dziwki w mieście to też dobry trop, mogli porwać naszą dziewkę właśnie w tym celu - powiedział ni to do siebie, ni do towarzyszy, zastanawiając się głośno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexnader obudził się wypoczęty. Niestety za dużo nie udało się dowiedzieć a każda kolejna odpowiedz zamiast dać odpowiedz mnożyła tylko kolejne pytania.

 

-Masz racje Garalt. Coś tu śmierdzi i nie mam na myśli gaci Hugona. Inkwizytor, czary i oskarżenie burmistrza.  To nie zdarza się często.

 

na początek może wypuścimy gołębia i zobaczymy dokąd poleci. Pasowało by rozstawić się po mieście aby nie stracić go z oczu. Trop z dziwkami też wypadało by sprawdzić. Co myślisz Rolo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rolo z wielkim trudem wstał z łoża, było ono tak wygodne że z wielkim smutkiem je opuszczał. W momencie wyjścia z domu jego planem było życie na poziomie jeszcze wyższym niż dziś ale karczma w której obecnie zatrzymali się bohaterowie była świetną zapowiedzią jego wymarzonego życia. Gdy zobaczył twarze swoich towarzyszy przypomniał sobie iż niestety nie jest obecnie na wakacjach.

 

~ Wczorajszy dzień był bardzo intensywny, mamy sporo nowych wiadomości. Teraz trzeba je ułożyć w sensowną całość. Wiele wzajemnych informacji albo się wyklucza albo jest całkowicie oderwanych od siebie. Trzeba wybrać które mają rację bytu ~ pomyślał Rolo zanim podszedł do kompanów.

 

- Witajcie w tym nowym dniu. Nie wiem jak wam ale mi odpoczynek dobrze zrobił - uśmiechnął się w stronę towarzyszy i kontynuował dalej.

 

- Musimy jakoś poukładać nasze informacje. Jak dla mnie sporo z nich to może być barwna opowieść dodana do faktów przez osoby, które nam je powiedziały. Żeby nie krążyć po mieście jak krowa po polu proponuje postanowić, którą wersję przyjmujemy za najbardziej logiczną i pasującą do tego co do tej pory ustaliliśmy i jej się trzymać i badać dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piękny poranek, mimo, że po deszczowa chlapa. Ludzie wstają z łóżek, zaczynają zajmować się swoimi sprawami. Nawet towarzysze Hugona już się przebudzili.

 

Nagle słychać jakieś hałasy z dołu i bełkot. Co chwile urywa się jakieś imię, a między nimi jakieś k**** i c***e. Hugon wrócił i to nie do końca wiadomo skąd. Przepychał się z właścicielem przybytku w którym nocowali bohaterowie.

- Geeeeeeeeeeeeeerald! Haaluuuu! *beeeek*! Zostaw mnie k****, dajcie mnie tu białowłosego! Geraaaaaald k****aaaa! Jesttugeeral *hic* ddddddd? Gerald! 

- No k****, pszestan mnie szaprać ludziu, bo Cię pozwę o ras ra ra k**** obrzę mojej rasy! *wykrzyczał totalnie narąbany* 

- GERALD RATUNKU!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Garald usłyszał znajomy głos będąc w połowie kończenia piwa.

~ Oho! wszędzie poznam ten głos, znalazła się nasza zguba... hałasuje jak zwykle ~ pomyślał Garald, sam nie wiedział czemu, ale od razu się rozpromienił słysząc awanturującego się niziołka. 

 

Garald zszedł spokojnie na dół, uśmiechając się od ucha do ucha, na dole zastał właściciela oberży, który trzymał jedną ręką kompletnie narąbanego Hugona, krzywił się przy tym okropnie i drugą rękę próbował rozmasować o swoje grube udo. 

 

- Ugryzł mnie sk****syn! Agresywny jakiś! Słyszałem o tym na straganie, jakaś choroba, niziołki się wściekłe po niej robią! - Oberżysta wykrzyczał widząc schodzącego na dół Garalda. 

 

Słysząc Karczmarza, Garald uśmiechnął się jeszcze szerzej i spojrzał na Hugona pytająco.

 

Ten wyszczerzył się do Garalda szeroko, eksponując swoje nie do końca zadbane zęby i teatralnie wręcz spróbował ugryźć trzymającego go karczmarza w drugą, jeszcze nienaruszoną rękę, wydając przy tym donośne *KLAP* zębami.

 

- Widzisz to k****?! - wrzasnął oberżysta

 

Garald zaśmiał się na głos
- Zostaw go, to nie choroba wściekłych niziołków, to alkoholizm! Haha! - podszedł odrywając oberżystę od Hugona, lub Hugona od oberżysty, bo nie wiedzieć czemu, ten znów postawił sobie za cel ugryzienia go mocno w drugą rękę co chwile klapiąc zębami.

 

- Karczmarzu, podaj proszę jeszcze jeden zestaw śniadaniowy, bo te małe bydle zeżre nas tu żywcem - powiedział żartobliwie.

 

- Hugon, gdzieś ty był! Dobrze, że się znalazłeś! Chodź na górę, wszyscy na Ciebie czekamy.

 

W drodze na górę, Garald opowiedział Hugonowi o ostatnich zdarzeniach. Następnie wszyscy siedli przy stole i rozmawiali o tym, co należy teraz począć.

 

- No panowie! Myślę, że powinniśmy puścić gołębia i pójść śladem tego srającego-latającego-szczura, jeśli nigdzie nas to nie zaprowadzi, idźmy odwiedzić burmistrza, albo skierujmy się do burdelu,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 Czasu zbiorów, dziesiąty rok panowania cesarza Luitpolda, południe.

Holthusen nad rzeką Schnilder, Schmidtstrasse, w północnej części miasta

 

Sceneria: Brukowana ulica z niskimi zabudowaniami po obu stronach. Głownie czerwona cegła i ceramiczny gont, niewiele widać drewnianych szop czy budynków. Wszędzie wiszą szyldy od których ulica wzięła nazwę. Na czele ulicy są kowale - zarówno wyspecjalizowani tacy jak wykuwacze kling czy grotnicy, jak i ogólni, a im głębiej zaś, tym budynki stają się bardziej zaniedbane, szyldy skromniejsze a rzemieślnicy coraz niższego lotu - gwoździarze, druciarze, konwisarze i plumbariusze.

 

Osoby: Bohaterowie, przechodnie, niezbyt czyści uczniowie i czeladnicy spieszący się w różnych sprawach, szczekające psy, trzech pachołków miejskich w pałki i halabardy zbrojnych.

 

Po wyjściu z karczmy zgodnie z ustaleniami wypuścili gołębia. Biegnąc za nim i wypatrujac udali się prosto spod "Fatzkenweine" w kierunku kupieckiej części miasta, mineli bazar i na Schmidtstrasse, czyli Kowalskiej stracili z oczu ptaka. Musiał gdzieś wylądować...

 

 

[http://i.imgur.com/SlBlqcg.jpg?2]

 

Zgodnie ze wskazówkami zdobytymi pracownia mistrza Leonardo Di Mortiego mieściła się na końcu ulicy. Początkowo dziwili się że wybrał sobie właśnie tę okolicę na pracownię, ale im głębiej wchodzili w głąb ulicy Kowalskiej, tym dziwili się mniej. Hałas, stukanie i inne odgłosy dochodzące z okolicznych pracowni metalurgicznych i kowalskich sprawiały że z pewnością nikt nie skarżył się na walenie dłutem rzeźbiarskim w kamień.

Na końcu ulicy stanęli przed wysokim płotem z drewnianych desek obitych metalem, bez dziur i sęków pozwalających zajrzeć do środka. Nad furtą zaś wisiał szyld:

 

<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>

Mistrz

Leonardo di Morti

z Luccini w Tilei

Rzeźbiarz ekstraordynaryjny

Piękne posągi dla wyższych sfer

<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>

 

Obok furty był zaś sznurek zakończony metalową obręczą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- Gdzie ten jebany gołąb wylądował ? Ale jeśli dobrze zrozumieliśmy tego pracownika to tu jest nasz cel. k**** rzeźbiarz? Po co mu było dziewka, pod przykrywką warsztatu prowadzi burdel ? Bez sensu - zastanawiał się na głos Rolo

 

~ Co by tu dalej robić, wejść? Ale po co ? Cofać się znów i krążyć po mieście bez celu też bez sensu... wszystko bez sensu.

 

- Panowie. Wchodzimy? Tylko, że z pieniędzmi u nas krucho. Oczywiście nic nie zamawiamy ale w trakcie rozmowy wypadało by chociaż udawać, że się ma pieniądze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander słuchając Rollo zaczał weszyć nosem. Nawet chwila kiedy przystanęli powodował że jego nos draznił zapach Hugona.

 

-Panowie jak wejdziemy razem z Huogonem to za smród od razu naz wyrzucą. Może Hugon pojzie przodem bez nas udając żebraka. Może go poratują strawą jakaś. Przy okazji rozejrzałby się ile w środku sług itd. Jak wróci i opowie nam co widział to wejdziemy bez niego do srodka. Ja mam parę złotych koron wiec może na początek będę udawał że chce kupić rzeźbę dla mojego Pana. A Ty Garalt jesteś moją ochroną. Co Wy panowie na to?

Edytowane przez Gregorius

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- Dobry pomysł - powiedział Garald.

 

- No Hugon! Wytężysz ten swój język, sprzedasz im jakąś bajeczkę, to nawet jakąś strawę dostaniesz! - powiedział Garald poklepująć Hugona po ramieniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hugon niewiele myśląc pociągnął i po niedlugim czasie okienko w furcie uchyliło się ukazując twarz młodego człowieka. Otaksował was od góry do dołu, przynajmniej na tyle na ile pozwalała mu ograniczona widoczność przez judasza.
W jakiej sprawie? - zapytał neutralnie i spokojnie czekał na odpowiedź

Po chwili widząc, że Hugon zaczyna się jąkać a do tego śmierdzi wódą krzyknął:

- Idź stąd przybłędo! Bo zaraz straż wezwę! - i zatrasznął drzwiczki judasza z całej siły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander widząc jak Hugon został odprawiony zmartwił się dalej nie wiedząc czego można się spodziewać. Za chwilę roześmiał się jednak mówiąc :

 

-nie dziwota że go wyrzucili. Smrody długo by się nie pozbyli. Teraz kolej na nas. Tylko trzeba wzbudzić zaufanie. Garalt zanim pójdziemy musimy przynajmniej się umyć żeby nie śmierdzieć na wejściu. Poszukajmy jakiejś łaźni.

 

Po wykapaniu się w łaźni Alexander kupił dla siebie świeża koszulę i się przebrał. Dzięki temu wyglądał schludniej. Wracając do Di Morti kupił za groszę od kawałków drobne kawałki metalu które wypełniły mu sakiewkę. Dzięki temu ta wyglądała na ciężką. Na wierch sakiewki dorzucił wszystkie złote korony które posiadał. Zbliżając się z powrotem do rzemieślnika powiedział.

 

-Garald weż ode mnie Garłacz na przechowanie. Hugon, Rolo wejdziemy z Garaldem sami. Obserwujcie proszę co się będzie działo. W razie kłopotów liczymy na was.

 

Następnie razem z gladiatorem zbliżyli się do furty i Wolf pociągnął za sznurek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 W okienku furty znów pojawił się ten sam młody czlowiek. Otaksował was od góry do dołu, przynajmniej na tyle na ile pozwalała mu ograniczona widoczność przez judasza.
- WItam. Pan w jakiej sprawie? - zapytał bardziej przyjaźnie niż parę chwil wczesniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander uśmiechnął  się do młodego człowieka i rzekł. 

 

-Witaj młody człowieku,

 

sława twojego mistrza dotarła do mojego Pana. Wysłał mnie abym na własne oczy zobaczył dzieła sztuki Twojego nieocenionego Mistrza i zamówił u niego wiekopomne dzieło. Oczywiście za szczodrą zapłatę - mówiąc to Wolf poklepał się po grubej sakiewce wypełnionej metalem i po wierzchu złotymi koronami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tego samego dnia, chwilę później
Schmidtstrasse, podwórze pracowni rzeźbiarskiej

 

 

Sceneria: Podwórze niewysokiego domu, krytego ceramiczną dachówką. Prawa połowa podwórza jest zadbana, są tam klomby kwiatów, trawa, ławeczka i sadzawka. Lewa strona zaś wysypana jest ziemią i żwirem, gdzieniegdzie pokryta starym brukiem. Dużo tu odłamków kamienia, walających się narzędzi i innych rupieci. Drewniana klapa (zapewne prowadząca do piwnic) i prosty dźwig przy jednej ze ścian domostwa. Stoją tu także trzy wykończone rzeźby, najwyraźniej gotowe do odbioru. Pierwsza, popiersie z mosiężną tabliczką "Płacząca elfka", druga to figura siedzącej kobiety, opisana jako "Odpoczynek po kąpieli", ostatni zaś - "Wybraniec Myrmidii", mężczyzna w siedzącej pozie. Głosy ulicy kowalskiej są tu wytłumione i nie przeszkadzają.

 

Osoby: Alexander i Garald, Mildo, uczeń mistrza Di Mortiego, Hessa, kobieta w średnim wieku zamiata podwórze wzbudzając chmury pyłu. Milczący mężczyzna w oknie na piętrze. Później - mistrz Leonardo do Morti we własnej osobie, odziany w skórzany fartuch na dobrej jakości odzieży.
 

 

 

CavendishMH.jpg

 

Chłopak skinął głową przed judasza i wpuścił do środka Alexandra i Garalda. Jak się okazało wpuścił ich na podwórze. 
Nazywam się Mildo, terminuję u pana di Mortiego. Mistrz jest w pracowni, na dole - powiedział, wskazując drewnianą klapę. Przeszli przez podwórze, oglądając gotowe do odebrania prace Leonarda di Mortiego i niezależnie od podejrzeń, które żywili - musieli przyznać, że rzeźbiarz miał talent. Tileańscy mistrzowie rzeźbiarscy nie od dziś w końcu słynęli ze swego kunsztu.
Im bliżej byli drewnianej klapy, zamykającej dostęp do pracowni mieszczącej się najwyraźniej w starej piwnicy na wina, tym wyraźniej słyszeli kucie w kamieniu.
Terminator kucnął, załomotał w klapę i krzyknął:

Mistrzu! Klienci!
To otwórz klapę! - usłyszał przytłumione polecenie, po którym podniósł lewe skrzydło i ukazał wnętrze pracowni.

Mistrz Leonardo najwyraźniej właśnie kończył ustawianie nowego dzieła na postumencie i odezwał się - uprzejmie, ale z nutą arogancji właściwą jedynie szlachcie i wybitnym artystom.
Słucham panowie! Jeżeli po odbiór, papiery muszę obaczyć. A jeżeli po zamówienie, to musimy to omówić.

Edytowane przez Dnc
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W momencie gdy Gerald razem z Alexandrem weszli do środka spróbować zyskać trochę informacji Rolo poczuł się samotny. Mimo iż nie znał długo swoich towarzyszy oraz były między nimi sprzeczki na pewno nawiązała się między nimi specyficzna relacja. Może to było zaufanie ? A może tylko potrzeba wzajemnej pomocy tak aby otrzymać nagrodę. Nie wiedział tego dokładnie, wiedział jednak że stojąc i czekając na kompanów nic mu nie pomoże, zaczął więc rozmyślać.

 

~ Dobra, oni poszli do środka, będą próbowali się czegoś dowiedzieć. Stojąc tu jak widły w gnoju nie pomogę im w niczym i nie zbliżymy się do nagrody za dziewkę. Hmn... ~

 

Rolo rozglądnął się w okół siebie ale wszędzie widział tylko witryny zakładów i sklepów co akurat nie było niczym dziwnym w końcu znajdowali się w dzielnicy rzemieślniczej.

 

~ Dobra, idę. Podejdę do któregoś z tych warsztatów i spróbuję nawiązać rozmowę o Di Mortim. Jako chłop powinienem udawać... chłopa ? ~ Rolo zaśmiał się pod nosem ~ No tak, wejdę tam i spróbuje udawać, że szukam pracy i miałem pracować u rzeźbiarza nazwiskiem Di Morti ale nikt mi nie otworzył i spytam czy dobrze trafiłem, potem rozmowa powinna jakoś pójść...

 

Rolo, lekko poprawił ubranie i ruszył rozglądać się za jakimiś pracownikami, którzy będą wyglądali na takich, którzy wejdą z nim w rozmowę.

 

[ Rolo szuka jakiś ludzi wyglądających na takich co lubią dużo mówić, gdy tak owych znajdzie wprowadza swój plan w życie ]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alexander w swoim życiu nie widział wielu dzieł sztuki jednak te rzeźby które zauważył odbierały dech w piersiach.

 

-Mistrzu Twoja sława nie jest w żadnym stopniu przesadzono. Baa Twoje dzieła sztuki wyprzedzają epoko i jestem szczęśliwy mogąc oglądnąć tak kunsztowne rzeźby. Mój Pan będzie równie zadowolony ,a jak dobijemy targu myślę że i Ty mistrzu będziesz usatysfakcjonowany. Zostałem wysłany aby zamówić kolejne wiekopomne dzieło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na terenie warsztatu Di Mortiego

 

- Mój kunszt nie ma sobie równych jak Tilea długa i szeroka - odpadł z dołu rzeźbiarz z charakterystycznym akcentem, acz poprawnie - a moje rzeźby kosztują, bo gdy zaczynam pracować nie jem, nie piję i nie śpię dopóki nie skończę.

Leonardo di Morti odłożył dłuto i rękawicę, przy okazji rzuciliście oko na ukryte w cieniu nowe dzieło mistrza - stojącą tyłem do was nagą kobietę.

- No więc słucham co to za dzieło miało by być?



Na Schimdstrasse

Rolo przechadzajac się po Schmidtstrasse szukał odpowiednich ludzi by zacząć rozmowę.
Nie trwało to długo gdy zobaczył że przed sąsiadującym warsztatem kowala stoi dwóch parobkow.
Gdy zobaczyli jak podchodzi zamilkli.
Jeden z nich młody rudy chłopak grzecznie odpowiedział:
- Dobrze trafiłeś, to tamte brama - wskazał po czym szybko dodał:
- ale nie wiem czy ten mistrzuniu Cię zatrudni. Wybredny jest... -konczac zawiesił głos jakby chciał coś więcej się dowiedzieć

Edytowane przez Dnc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

~ No to stoimy jak ten c***? - Pomyślał Hugon, po czym zaczął drapać się po tyłku.

 

~ Królu złoty jak mi łeb pęka.

 

Hugon rozejrzał się dookoła i dostrzegł Rolo i wiadro z wodą. Obmył twarz w wiadrze, zrzygał się do niego, otarł usta i obrócił się do towarzysza.

 

- Rolo, stoimy jak te c***e. Co robimy? No i najważniejsze, gdzie ja byłem co robiłem?

Edytowane przez kucio
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...