Skocz do zawartości

Hoolifan

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    857
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Ostatnia wygrana Hoolifan w dniu 4 Lipca 2018

Użytkownicy przyznają Hoolifan punkty reputacji!

Reputacja

791

O Hoolifan

  • Tytuł
    Starter
  • Urodziny 19.10.1995

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Warszawa

NBA

  • Ulubiony zespół
    Lakers

Ostatnie wizyty

5708 wyświetleń profilu
  1. Szanuję to, co osiągnęli Nuggets, ale chyba warto w tym miejscu przypomnieć, że w każdym z ostatnich trzech meczów, Denver było na deskach i dostawało drugie życie w dużej mierze przez nieudolność sztabu trenerskiego Clippers oraz głupotę samych zawodników, którzy nie potrafili utrzymać wypracowanej przez siebie przewagi. Wiem, że Lakers też nie są w tym elemencie święci, ale jednak nie chce mi się wierzyć, że są oni w stanie zrobić coś równie głupiego co ich koledzy zza miedzy. Nie chcę dyskredytować Nuggets, ale oni po prostu nie wyglądają mi na drużynę, która w serii do 4 zwycięstw jest w stanie Lakersom zagrozić. Jeśli tak się stanie, to oczywiście uderzę się w pierś i przyznam, że źle ich oceniłem, ale jako sympatyk Lakers nie wyobrażam sobie, że zespół któremu kibicuję miał nie skorzystać z tego, że właśnie poległ ich główny rywal w walce o mistrzowski pierścień (a tak przynajmniej typowałem).
  2. Rozum podpowiada 4:1 dla Lakers bo zespół z Kalifornii ma w tej serii praktycznie wszystkie argumenty po swojej stronie. Pierwszą piątkę można zestawić zarówno z nominalnym centrem jak i z Morrisem, który do smallballu nadaje się idealnie i daje jakość po obu stronach parkietu. Wydaje się, że Vogel zacząć powinien jednak z McGee/Howardem, bo tak jak pisali tu już niektórzy - Denver ma ogromne problemy z bronieniem picków, a męczenie w ten sposób Jokica i nabijanie łatwych punktów, powinno być w ofensywie priorytetem Jeziorowców. W zasadzie jedyna rzecz, która niepokoi mnie jako sympatyka LAL przed nadchodzącą serią, to słaba forma KCP i Greena, czyli gości, którzy prawdopodobnie będą odpowiedzialni za krycie będącego w gazie Murraya. Niby w obu tegorocznych seriach Vogel pokazał, że ma sposób na wyłączanie z gry liderów przeciwnej drużyny, ale Nuggets nie są w ataku aż tak przewidywalni i łącząc skille Jokica z ruchem rolsów bez piłki, potrafią znaleźć okazję do łatwych punktów albo chociaż złamania dobrze ustawionej obrony. Nie chce mi się wierzyć w to, że Denver znowu będzie w stanie wywinąć podobny numer jak w półfinałach konferencji, ale po takiej serii głupio byłoby ich na wstępie skreślać. Tak czy siak LeBron na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie otworzyła mu się może nie autostrada, ale o wiele mniej wyboista droga do mistrzostwa niż można było zakładać jeszcze kilka tygodni temu, więc na pewno będzie cisnął, żeby ten kolejny pierścień na rękę założyć. Lepszej okazji na tryumf w barwach Lakers już chyba nie będzie, więc swojego typu z pierwszego zdania nie zmieniam, choć 4:2 to równie prawdopodobne rozstrzygnięcie. Wszystko inne (w obie strony) będzie dla mnie zaskoczeniem i utwierdzi mnie w przekonaniu, że typowanie w NBA lepiej zostawić innym
  3. Jasne, ale można mieć też w pamięci zeszłoroczne Game 7 z Portland i tegoroczne Game 7 z Jazz. Oba te spotkania łączy fatalna skuteczność z gry (2x37%) i brak pomysłu na sforsowanie defensywy przeciwnika. Sercem jestem dzisiaj za Denver, ale poza przewagą psychologiczną wynikającą z wygrania ostatnich 2 meczów i posiadania zespołowego doświadczenia w takich konfrontacjach jak dzisiejsza, ciężko znaleźć argumenty przemawiające za Bryłkami, mając w głowie jakim potencjałem dysponują Clippers i jak dobrym closerem jest Kawhi. Tak czy siak - go Nuggets
  4. Hoolifan

    (2 runda Wschód) Raptors Celtics

    Może dlatego, że prowadzili w tej serii 2:0 i po głupim błędzie w ostatniej akcji przegrali mecz, który tę serię mógł praktycznie zamknąć. Po blowoucie w Game 5 dzisiaj mogli dobić przeciwnika, ale znowu coś poszło nie po ich myśli i zaraz może się okazać, że odpadną mając ogromną szansę na wejście do finału NBA po wielu latach przerwy. Ciężko tego nie nazwać frajerstwem, szczególnie jak spojrzymy na to jakim potencjałem dysponuje Boston. Nie ma co umniejszać Toronto, ale jednak w tych okolicznościach Celtowie będą mogli mieć pretensje tylko do siebie.
  5. Dołączam się do tych pochwał, bo m.in. za sprawą Bama, Heat wygrali deskę z najlepiej zbierającym zespołem sezonu zasadniczego (Miami było 17). Ogólnie jak na różnicę potencjałów obu ekip, to seria rozegrana została przez Heat niemal perfekcyjnie, bo impact Giannisa został ograniczony do absolutnego minimum, co pozwoliło Żarom narzucić własny styl gry i wygrać tę serię pomysłem, determinacją i zaangażowaniem. W tym miejscu uznanie należy się coachowi Spo, który taktycznie rozpracował przeciwnika bardzo dobrze i zbudował drużynę, która już teraz osiągnęła wynik ponad stan i ma realne szanse na awans do finałów NBA. Na drugim biegunie jest Budenholzer, który w tej serii się za bardzo nie popisał, szczególnie w trzecim spotkaniu, które tak naprawdę przesądziło o odpadnięciu Bucks, a meczu tego Kozły nie miały prawa przegrać. Wpaść w slump rzutowy to jedno, ale pozwolić przy okazji rywalom na zdobycie 40 punktów, to rzecz dyskwalifikująca dla trenera, który ma prowadzić zespół do wygrania mistrzostwa w tak wyrównanej lidze. Chyba ciężko już mówić o przypadku, w sytuacji, w której zespoły Budenholzera rozgrywają świetne sezony zasadnicze, a w Playoffs biją głową w mur i notują wyniki znacznie poniżej oczekiwań. Podsumowując serię - oglądało się to całkiem przyjemnie i życzyłbym sobie, żeby każda seria dostarczała tyle emocji co rywalizacja Heat vs Bucks. Jak widać nawet przy 5 meczach da się zrobić fajne widowisko.
  6. Kiedy LeBron przychodził do Lakers, to właśnie takich występów jak dzisiaj, nie mogłem się z jego strony doczekać. Kapitalny był dzisiaj James i to po obu stronach parkietu, bo najpierw praktycznie w pojedynkę trzymał zespół w grze dominując w ataku, a potem tymi czapami skutecznie zniechęcił Rockets do wjazdów w pomalowane. Damn, gość ma prawie 36 lat, a biega do kontr i skacze do bloków z pomocy jakby to był jego pierwszy sezon w lidze i chciałby się w ten sposób wszystkim pokazać. Tak jak zdarza się LeBronowi przejść czasem obok meczu (jak chociażby z Blazers w Game 2), tak nie można mu odmówić, że kiedy zespół potrzebuje go najbardziej, to gość stawia się na parkiecie i udowadnia, że to nadal jest jego liga. Ogromny szacunek do jego koszykarskiego skilla Drugi mecz z rzędu trzeba też pochwalić duet Rondo&Kuzma, który daje porządne wsparcie z ławki, co przy 3 trafionych rzutach KCP i Greena jest szczególnie przydatne i pozwala jakoś utrzymać się w meczu albo nawet troszkę Rakietom odskoczyć. Słabiej dzisiaj Morris, ale rzut nie zawsze może siedzieć jak ostatnio, a swoje do gry i tak wnosi, więc naprawdę fajnie, że udało się nim uzupełnić skład, bo w takiej serii jak ta z Houston, niezbyt zwrotni McGee z Howardem nie mają racji bytu i dobrze, że Vogel nie próbował tego standardowego ustawienia ciągnąć. Spiąć się teraz na Game 4 i w elimination game Rockets będą mieli ciężko
  7. Mnie kompletnie zniszczył widok zawiązującego spodenki Westbrooka gdy Rockets w pierwszej połowie gonili z -21 i już doskoczyli na 11 punktów po okresie naprawdę fajnej i szybkiej gry. Po prostu nie mogłem uwierzyć w to, że D'Antoni tak spektakularnie rozbił lineup, który świetnie sobie radził, szczególnie, że zaraz z tego 40:51 zaraz znowu poszedł run i znowu zrobiło się -20. W sumie to współczuję D'Antoniemu, bo ciężko jest zbenchować takiego gościa jak Westbrook, ale dzisiaj swoimi decyzjami w zasadzie przegrał Rakietom mecz i jeśli nie postawi na swoim, to niewykluczone, że przez Russella Houston będą w tej serii grali o jednego mniej zarówno w ataku jak i obronie. Gdyby on jeszcze potrafił się wyłączyć z gry i ograniczyć do walki na tablicach, wjazdów pod kosz w transition i rozprowadzania piłki to byłoby okej, ale to forsowanie rzutów (airball koszący siatkę w 2 kwarcie cudowny) i wdawanie się w dryblingi przy dobrze ustawionej obronie to jawny sabotaż i działanie na szkodę zespołu.
  8. Nie dałem rady obejrzeć na żywo drugiej połowy, a nie ukrywam, że kładąc się spać po 2 kwartach coś tak czułem, że idzie podejrzanie za łatwo. Straszne jest to Houston jeśli chodzi o utrzymywanie przeciwko nim wyniku, bo jak rzut zaczyna im siedzieć, to przy 2/3 głupich błędach w ataku można zejść z bezpiecznej przewagi na dystans dwóch akcji i robi się nieprzyjemnie. Całe szczęście, że D'Antoni zabijał flow Rockets grając duże minuty Westbrookiem i mam nadzieję, że będzie robił to dalej, bo choć zaangażowania odmówić Russellowi nie można (szczególnie w walce o zbiórki), to te cegły i bezsensowne straty ich po prostu dzisiaj zabiły. Jeśli chodzi o Lakers, to dzisiaj wyszli na mecz z zupełnie innym nastawieniem niż w Game 1 i widać było, że są gotowi na twardą walkę. Propsy dla Davisa, bo po pierwszym spotkaniu latały po sieci grafiki pokazujące jak to się wystraszył Tuckera, a dzisiaj atakował go dużo odważniej i zaczął wykorzystywać swój skillset dokładnie tak, jak powinien to robić przy takiej przewadze warunków fizycznych. Świetne wejście Morrisa w pierwszej połowie, kapitalny Rondo (dziwnie się to pisze), efektywnie grający Kuzma i w najważniejszych momentach meczu w końcu widoczny LeBron, który poza stratami zagrał dzisiaj dokładnie to, czego zespół od lidera potrzebował. Tak jak wspomniałem na początku, z Rockets to w sumie nigdy nie wiadomo, bo to ich miotanie trójek to taka broń obosieczna, która z jednej strony pozwala im gonić wynik jak dzisiaj, a z drugiej może powodować przestoje i wytracanie przewagi jak z OKC. Wygląda na to, że adjustments Vogela zdały egzamin, choć boję się, że po jednym dobrym meczu, staniemy się teraz zakładnikami Rondo i jego dość chimerycznej natury. Tak czy siak jeśli Lakers utrzymają intensywność w obronie, a taki Danny Green przypomni sobie ile zarabia i jak wyglądał rok temu, to jest jeszcze szansa, że będzie to wyglądało lepiej niż dzisiaj.
  9. Szkoda tej kontuzji Giannisa, bo akurat dzisiaj wjechał w ten mecz na pełnej i widać było, że jest bardziej agresywny i zdeterminowany niż ostatnio. Szacunek dla niego za podejście do elimiation game, ale jeszcze więcej respektu trzeba oddać kolegom, którzy pokazali charakter po tym urazie Greka. Middleton elegancko wszedł w buty lidera i ten rzut sprzed nosa Crowdera na 116:112 chyba najlepiej podsumował jego dzisiejszy występ. W Miami fajnie pokazał się Bam, który rozgrywa naprawdę dobrą serię i dzisiaj otarł się o triple double, do którego brakło mu ledwie dwóch asyst. Z ciekawostek - pomimo braku Giannisa, Bucks pierwszy raz w tej serii wygrali deskę, choć wcześniej byli na niej dość boleśnie wyjaśniani. Naprawdę nie rozumiem jak to się dzieje, że Milwaukee robią w tej serii lepsze wyniki bez Antka, ale próbka jest coraz większa, a tendencja się utrzymuje. Tak czy siak mam nadzieję, że Grek wróci na Game 5 i wyjdzie z podobnym nastawieniem co dzisiaj, bo może coś się tu jeszcze da powalczyć. Serii to Jimmy ze Spoelstrą nie wypuszczą, ale fajnie byłoby mieć tu jeszcze jakieś emocje.
  10. Hoolifan

    (2 runda Wschód) Raptors Celtics

    W życiu bym się nie spodziewał, że to akurat Smart wyciągnie wynik serią trójek, ale jak widać cuda się zdarzają : Dość frajerska przegrana Raptors, ale niestety dla nich, brak lidera wychodzi już na etapie drugiej rundy, kiedy to nie ma kto pociągnąć ich w ataku i dołożyć od siebie tych 30 oczek. Siakam ma swoje ograniczenia, Lowry wrócił do ceglenia z czasów wspólnej gry z DeRozanem i ten wyrównany skład z mocną ławką kolejny raz uderza w sufit, który ciężko im będzie przebić. U Celtów piłka też musi starczyć dla kilku obwodowych, ale w razie czego mają gości do gry 1vs1 (Tatum, Walker), którzy robią różnicę i potrafią się odpalić w pojedynczym spotkaniu. Nie ma co grzebać Raptors żywcem, bo dzisiaj było naprawdę blisko, a z 0:2 da się wyjść, ale prędzej uwierzę chyba w to, że Boston domknie tę serię sweepem niż w to, że Toronto da radę to teraz wyciągnąć. Stevens to na tyle łebski gość, że wypracowaną przewagę powinien spokojnie utrzymać, a miejsca na adjustments ma jeszcze sporo, choć Nurse też ma prawo liczyć na to, że nie zawsze zespół będzie tak pudłował zza łuku jak dzisiaj. Przynajmniej raz na serię ten Van Fleet musi mieć swój moment chwały, a póki co cegli przeokrutnie.
  11. Oglądając ten mecz miałem wrażenie, że Bucks kompletnie nie byli przygotowani na starcie z tak dobrze zorganizowanym zespołem jak Heat i nie bardzo wiedzieli jak sforsować ich defensywę, w czym przodował grający kiepskie spotkanie Giannis. Widać, że Spoelstra ma pomysł na zatrzymanie Greka i zminimalizowanie jego impactu w ofensywie, co w następnych meczach musi zaprocentować, bo Middleton jest zawodnikiem dość chimerycznym, a i Lopez potrafi przejść obok meczu lub solidnie przyceglić zza łuku. Generalnie jeśli Giannis nie wejdzie w buty lidera, to nie bardzo wiem w jaki sposób Bucks mieliby znaleźć odpowiedź na poukładaną koszykówkę prezentowaną przez Miami i narzucić im swój styl gry. Nie ma co ich skreślać, ale jeśli przejdą dalej, to raczej po dość wyczerpującej serii.
  12. Hoolifan

    [1st Round] Denver vs Jazz

    Jeżeli Utah przegra Game7, to fani Jazz będą pluli sobie w brodę wspominając te kilkanaście punktów przewagi z Game5, bo tam należało zamknąć serię i odesłać Nuggets do domu. Jeszcze kilka dni temu byłem przekonany, że tu już wszystko jest rozstrzygnięte i po tej minimalnej porażce w meczu na odkupienie win, Denver siądą psychicznie nie będąc w stanie zmotywować się na piąte starcie. Dziwnie się ta seria układa, ale ogląda się to dość przyjemnie - szczególnie indywidualne popisy Murraya i Mitchella, którzy skradli show i grają na kosmicznym poziomie. Po game 3 rzuciłem drobne na zwycięstwo Utah w serii łącząc to z innymi zdarzeniami i... chyba nawet nie żal mi będzie tej ewentualnej przegranej, bo Denver ma szanse napisać kapitalną historię w tym ostatnim meczu.
  13. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem tego co się wczoraj zadziało, ale mam wrażenie, że jest to jeden z najbardziej absurdalnych protestów jakie widziałem. Nie wiem w co ten bojkot miał być wymierzony, ale nie jest tajemnicą, że najbardziej godzi to w interes ligi, która tym zawodnikom już od dłuższego czasu idzie w sprawach światopoglądowych na rękę. Wielki napis na środku parkietu, podkreślanie jak ważna jest równość, zmienione naprędce koszulki - nie wiem czy jest w światowym sporcie ktoś, kto bardziej dobitnie okazał wsparcie ludziom, którzy falą protestów poczuli się osobiście dotknięci i pragnęli być ich częścią. Pomijam przy tym wszystkie działania, w które NBA angażowała się już wcześniej, bo to widać praktycznie na każdym kroku. Odnoszę wrażenie, że świat stanął w tej kwestii na głowie i jeżeli NBA natychmiast nie zareaguje stanowczo na te bojkoty, to w zasadzie sama wykopie sobie grób. Finansowanie rozgrywek, w których zawodnicy w dowolnym momencie są w stanie szantażować władze ligi i rozbijać telewizjom plan transmisji, to prosta droga do tego, żeby w następnych latach pieniędzy było w tym sporcie po prostu mniej. Idiotyczny jest ten bojkot, a gra toczy się o naprawdę wielką stawkę, na której tracą w zasadzie wszyscy. Smutne jest to, że NBA dała sobie tak wejść na głowę i nikt nie ma jaj by powiedzieć "DOŚĆ", i sprowadzić tych zawodników na ziemię. Nawet nie łudzę się, że wszyscy z nich są świadomi długofalowych konsekwencji ewentualnego zakończenia rozgrywek przed czasem i jestem przekonany, że zreflektują się dopiero wtedy, kiedy kasa na koncie przestanie im się zgadzać. Bez sensu, ale przynajmniej się człowiek wyśpi.
  14. Hoolifan

    [1st round] Lakers vs Trail Blazers

    Zaskakująco dużą różnicę robi ten 1 seed na Zachodzie, bo jednak droga przez Blazers, a potem Rockets/Thunder, to jednak spacerek w porównaniu z wpadnięciem na nieprzewidywalnych Mavericks, a następnie rozpędzonych Jazz ze świetnie dysponowanym Mitchellem. Jeśli finał zachodu miałby ułożyć się zgodnie z przewidywaniami, to Lakers powinni przystąpić do niego zdecydowanie świeżsi niż Clippers. Sama seria z Portland dość nudna, bo poza Game 1, które było jakąś aberracją jeśli chodzi o ofensywę Lakers, reszta idzie zgodnie z planem, a defensywa wyłączyła praktycznie wszystkie atuty przeciwnika. Mam nadzieję, że LeBron zepnie się na następny mecz i zakończą to w 5 spotkaniach, bo najzwyczajniej w świecie szkoda byłoby sobie niepotrzebnie utrudniać życie.
  15. Hoolifan

    Polityka w Polsce i na świecie

    Po necie lata też druga wersja
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.