Skocz do zawartości

Zdzich

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1601
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Ostatnia wygrana Zdzich w dniu 20 Październik 2018

Użytkownicy przyznają Zdzich punkty reputacji!

Reputacja

1609

O Zdzich

  • Tytuł
    All-Star
  • Urodziny 24.07.1991

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    łódzkie

NBA

  • Ulubiony zespół
    brak
  • Ulubiony gracz
    również brak

Ostatnie wizyty

15326 wyświetleń profilu
  1. Zdzich

    Siatkówka

    To tym bardziej źle świadczy o piłce nożnej i PZPN-ie, że przy mniejszym nakładzie można w siatkówce zbudować potęgę na lata, a przy większym w piłce to nie są w stanie zbudować choćby przyzwoitych podstaw.
  2. Zdzich

    Powrót Magic Basketball

    Za to w USA LeBron chciał zastrzec "Taco Tuesday" (zapewne dla nazwy podcastu) i Urząd Patentowy odrzucił wniosek z powodu popularności tego zwrotu
  3. Zdzich

    Futbol europejski

    O komentatorach pisząc to miałem na myśli np. Hajtę czy Wichniarka, którzy rozgrzeszają go za wszystko. A czy ja mówiłem, że Zieliński to bagno? Do rotacji dla wicemistrza Włoch jak znalazł. A zaporowa kwota odstępnego to żadna nowość w piłce. Każdy klub dąży, by była jak najwyższa na wypadek jakby gracz odpalił.
  4. Zdzich

    Futbol europejski

    Przecież to co piszesz to odróżnia mistrza od leszcza. Mistrz pokazuje te cechy w najważniejszych momentach, a leszcz właśnie na treningach. A właśnie trening to warunki cieplarniane, bo robi się to na luzie, miejsca i czasu jest o wiele więcej. A potem trenują na tych treningach wolno i statycznie, ale pokazują "wszystkie ważne umiejętności", a potem grają ze Słowenią, Macedonią czy Austrią i w środku pola nie są w stanie wymienić 3 podań, a rywale ich pod tym względem niszczą. W czasie treningu Zieliński może sobie ładować bramkę za bramką, dowolną nogą po dowolnym przyjęciu piłki, robić przerzuty, grać w małej grze i tak dalej... może wyglądać nawet lepiej od Messiego i Ronaldo czy Lewego. Weryfikacją jest mecz. A jego występy w kadrze pokazują, że Mączyński dał więcej tej drużynie niż Zieliński. Także Jodłowiec. I zanim ktoś napisze, że napisałem, że są lepsi - nie są. Ale w ekipie Nawałki ich obecność spowodowała, że ekipa awansowała do ćwierćfinału Euro (mieli w tym duży wkład), a Zieliński był w "11" rozczarowań MŚ, a w obecnych elimkach jest fatalny. Więc niech Zieliński będzie sobie na treningach jaki jest, ale kariera to mu już odjechała na pewno. Ma 25 lat, a jest zmiennikiem czy zawodnikiem rotacji w Napoli, a De Bruyne jest na samym topie. I nie istotne jest czy to kwestia przeszacowania talentu czy braku głowy, bo ważny jest efekt. A ten jest taki, że w kadrze jest jednym z najgorszych, a w klubie kopie sobie ze SPAL, bo na mecze z mocnymi rywalami często siedzi na ławce (a to już kolejny trener tak go traktuje) i wchodzi z ławki. A jego statystyki są po prostu słabe, biorąc pod uwagę jego "kreatywność" i technikę. Ba, statystyki goli czy asyst to ma niewiele lepsze niż ten przecinak Krychowiak. Oczywiście, że zaraz znowu ktoś powie, że on tymi swoimi podaniami na początku otwiera całe akcje, ale to już wygląda na chwytanie brzytwy. Niby jest kreatywny, ale liczby go nie bronią zupełnie. A to wręcz niemożliwe. 193 mecze w Serie A, a bramek 20, asysty 19. Za to w LM 19 meczów i 2 bramki, 0 asyst... O ile liczba bramek to nawet nie jest problem, tak na gościa, który w lidze włoskiej obskoczył wszystkie pozycje w pomocy to jest to słaby wynik, zważywszy na hype i wiarę w niego... liczba asyst w ofensywnie grającej ekipie jest słaba. Oczywiście, że niektórzy z graczy Napoli, którzy grają podobne minuty mają podobne statsy. Ale to u nas robi się z niego niesamowitego pomocnika, a się okazuje, że gość w #2 ekipie włoskiej jest rotacyjnym graczem. A ta liga poza Juventusem regularnie odbija się od Europy. Podsumowując - Zielińskiego nie broni ani eye test, nie bronią go liczby (i w kadrze i w klubie!), nie broni go pozycja w klubie. Bronią go jakieś komentarze "fachowców i komentatorów", którzy piszą w necie czy mówią w TV, że w jakieś akcji ładnie raz podał, innym razem nikt mu nie wychodził na pozycje, a on raz na jakiś czas minie rywala... I ile on ma lat? 19 czy 20 i wchodzi do kadry? Nie. Gość ma 25 lat, w kadrze gra od 6 lat i rozegrał w niej prawie 50 meczów, a on dalej jest fatalny (pozdro Kucharczyk!). No i słyszymy, że na treningach to on jest drugim De Bruyne... Serio? Faceta, który w jednym sezonie (będąc zdrowym) potrafił wykręcić więcej asyst niż Zieliński przez całą karierę? To porównanie jest bardziej absurdalne niż wszystko inne, co zostało w jego temacie powiedziane. Niech on najpierw udowodni, że jest lepszy od choćby Fabiana Ruiza czy Jose Callejona, bo póki co w hierarchii jest za nimi w tej ekipie. Nie jest w stanie udowodnić, że jest bardziej wartościowym graczem niż kilku przeciętnych w skali międzynarodowej piłkarzy jak choćby wyżej wymienieni.
  5. Zdzich

    Futbol europejski

    Dla mnie to idealnie o Zielińskim wypowiada się Stanowski. Ogólnie też Paczul i Kowal również słusznie zauważają. Po pierwsze, że w kadrze jest traktowany od 5 lat jak opóźniony w rozwoju i nie można czegokolwiek wymagać, bo się jeszcze załamie czy obrazi, a trzeba na niego chuchać. Chuchać to można na Glika czy Krychowiaka, którzy też mieli czy mają słabsze momenty w klubach i w kadrze, ale niejednokrotnie pokazywali, że są w stanie dać coś tej kadrze. Zieliński nie. I zanim ktoś wyciągnie pojedynczy mecz czy zagranie, to niech porówna to do Błaszczykowskiego, Piszczka, Lewego, bramkarzy, Glika i Krychowiaka. Oni mają dziesiątki kozackich meczów i jakąś część bezbarwną. Zieliński odwrotnie. Po drugie to Paczul słusznie ujął - może ten Zieliński to wcale nie taki talent jak się wszystkim wydaje? Gdyby był takim talentem to poszedłby gdzieś dalej i wyżej, a tak to ma 25 lat i w najważniejszych meczach bardzo często zaczyna na ławce. I to nie w klubie ze ścisłego topu, ale w Napoli. Ja bym spróbował posadzić go na ławce w kadrze, ale tam jest Brzęczek, który nie zrobiłby tego choćby się paliło i waliło. Może wizja utraty pozycji w kadrze wpłynęłaby pozytywnie. Bo bardziej negatywnie się nie da. No i zastanawia mnie to mówienie, że w kadrze nie gra na swojej pozycji. Czy argument o tym, że kolejny trener nie może znaleźć dla niego pozycji, to nie działa paradoksalnie na jego wielką niekorzyść? Okazuje się, że w erze gdzie wymienność pozycji, wielozadaniowość i umiejętność do adaptacji są kluczowe grając w pomocy, to my mamy gościa, który gdzie nie zagra, to gra piach. To nie tak, że na swojej "nienaturalnej" pozycji zagra gorzej. On wszędzie gra słabo. A dla odmiany w Napoli grywał na każdej pozycji w pomocy i wszędzie wypadał poprawnie. Oczywiście, że padnie zaraz zdanie, że w Napoli jest otoczony lepszymi graczami niż w kadrze. Ale jedna sprawa - to się akurat nigdy nie zmieni. Nigdy w kadrze nie będzie miał takiego zestawu pomocników u boku. Mamy inną charakterystykę, także inną jakość. Skoro do tej pory nie udało mu się wkomponować, bo jest tutaj kompletnie nieplastyczny, to może czas go odpalić, bo to co jest argumentem jego obrońców, to nigdy nie ulegnie zmianie?
  6. Zdzich

    Denver Nuggets 2019/2020

    Sami nałożyli na siebie presję poniekąd i to dając już teraz Murrayowi maxa.
  7. I właśnie przez takie myślenie to wygląda jak wygląda. Mogą odstawić największą chałę, a gawiedź ma się cieszyć, że w ogóle ma możliwość oglądania. Są ludzie, którzy sami z siebie dbają o rozwój, ale na ogół to trzeba tego od nich wymagać, bo tylko wtedy starają się poprawić jakość. Dlatego na lepszą jakość oferty Canal+ dobrze zrobiłaby konkurencja, bo oni od lat stoją w miejscu.
  8. Zdzich

    Denver Nuggets 2019/2020

    Facet przegina nieco z krytyką Jokicia i Murray, ale ja mam podobne wątpliwości. Ekipa postawiła się na miejscu, że ich wynik w ciągu kilku najbliższych lat zależy od wagi Jokicia, rozwoju Murray (który wg mnie jest już blisko swojego sufitu) i zdrowia i talentu MPJ jeśli chcą zrobić krok naprzód. Biorąc pod uwagę, że często się zdarza, że takie rozwojowe drużyny często po dobrym sezonie oczekuje się od nich kroku naprzód, a on wcale nie musi nastąpić. Dodając do tego bardziej wyrównaną konferencję to nie zdziwi mnie zarówno #1 seed jak i #6-7 i wylot w I rundzie. Nie dziwi mnie, że ktoś bardziej krytyczny wobec Denver wyciąga te wątpliwości i na ich podstawie wyraża swoje zdanie. Facet założył, że wiele z tego co się oczekuje po Nuggets nie nastąpi w tym sezonie i to może spowodować klapę. Lekko przesadzone opinia, ale obronił ją nieźle w artykule.
  9. Zdzich

    Kolarstwo

    Naukowego to bym musiał poszukać. Mogę wytłumaczyć jak to wygląda mniej więcej. Kolarstwo to jeden z najbardziej obciążających organizm sportów. A trzeba jasno powiedzieć, że kolarz na wysokie obroty wchodzi w listopadzie. Wysokie, czyli takie, gdzie trenuje w miarę regularnie, chociaż do szczytowej formy to jeszcze daleko. Potem koło marca-kwietnia następuje pierwszy szczyt formy i w zależności od tego jakim jesteś kolarzem to zależy jak mocny ma to być szczyt. Jeżeli celujesz w Primaverę lub w klasyki brukowe to już pod koniec stycznia, na początku lutego podkręcasz wysiłek, a w okolicach marca to ścigasz się na poważnie w T-A, P-N i potem masz jeszcze możliwe kilka startów w klasykach i Flandria. A w międzyczasie dzień po wymęczającym klasyku dajesz sobie trochę luzu, ale już kolejnego dnia robisz na rowerze 5-6 godzin na wietrze, deszczu i po bruku. Albo jak na Ardeny się szykujesz to ciśniesz po pagórkach i zasuwasz też godzinami. Już wtedy organizm jest dosyć zmęczony. Dodajmy do tego, że w tym momencie jeszcze często spada waga i poziom tkanki tłuszczowej do wręcz niebezpiecznej - 4-5%. Łatwo wtedy o odwodnienie, przeciążenie organizmu czy złapanie jakieś choroby, choćby głupiego przeziębienia. A wtedy nie ma, że choroba - jeśli kolarz jest w stanie wstać z łóżka i jeździć na rowerze to kolarz sam nie zrezygnuje ze startów. Czasem będzie brał antybiotyk i jeździł, czasem rezygnują z tego. Bo może zwykłemu człowiekowi antybiotyk nie robi takiej różnicy, ale w przypadku sportowca to często osłabia jeszcze bardziej. Więc też ostrożnie się do tego podchodzi. Potem przychodzą GT, gdzie często kolarze, którzy tam rywalizują to już zbudowali coś w rodzaju mini szczytu na Niceę czy T-A albo Katalonię w marcu, bo punkty, bo sponsorzy, bo ambicje. Potem odpuścili starty i powrócili do ostrych treningów. A jeszcze około miesiąc przed GT dochodzi zgrupowanie wysokogórskie. I jak jeździł po pagórkach, płaskim czy po prostszych górach po 5-6 godzin dziennie, tak teraz śpią na wysokości, harują na Wyspach Kanaryjskich czy w innych miejscach, gdzie też jest bardzo ciepło. Wtedy budowanie formy na takich wysokościach jest jeszcze bardziej efektywne. Ale takie zmiany wysokości nie pozostają bez wpływu na organizm. W zasadzie w okolicach po TdF to nie ma kolarza, który nie byłby zmęczony. Ba, często dosyć zmęczeni zaczynają sezon. Na drugą część sezonu to nie tyle buduje się formę, co daje się organizmowi odpoczywać i zachować jak najwięcej sił. Oczywiście wiadomo jak to robią - jeżdżąc na rowerze tysiące kilometrów. Do tego dochodzą upadki, które powodują nieraz poważniejsze kontuzje, a nawet jeśli nie, to mikrourazy i boleści towarzyszą im nieraz przy treningach. I w przypadku takiego katorżniczego treningu dochodzi już pod sam koniec sezonu także aspekt psychologiczny. Jakby to ująć - psychika idzie za przygotowaniem. Czyli jak już na zmęczeniu, kolarz czuje się coraz mocniejszy, cyferki na treningach i wyniki na wyścigach to potwierdzają, to potrafią jeszcze dokręcić śrubę i budować coś ekstra. Ale w przypadku Kwiatkowskiego doszło pewnie do kompletnej utraty przyjemności z roweru. TdF wyszedł mu bardzo marnie. Im dalej, tym gorzej. Więc najważniejszy po Tourze był odpoczynek. Głównie dla psychiki. Głowa miała odpocząć, ciało oczywiście też. Ale pewnie po tygodniu czy dwóch musiał znowu wsiąść na rower na poważnie, bo dłuższa przerwa to w trakcie sezonu nie wchodzi w grę, nawet jeśli liczysz na odzyskanie świeżości. I tutaj wszystko zależy od poziomu zmęczenia. Jeżeli nie jest bardzo wysoki ten poziom to ten tydzień, czy półtora może zdziałać cuda, ale jeśli okaże się niewystarczające to wsiadasz na rower i liczysz, że puści. Ale pewnie na treningach robił swoje i wiedział, że weryfikacja nastąpi na wyścigach. W Niemczech mogło być słabo, bo stawiam, że szykując się na MŚ dokręcił na treningach, by być mocnym we wrześniu. Teraz pojechał do Kanady i okazało się, że Kwiatek nie ma w ogóle świeżości, a co gorsza to ten problem nie wynika z powodu treningów, a po prostu dalej ze zmęczenia. Dlatego zakończenie sezonu to najlepsze wyjście. Nie wiem jak to jest do końca z zawodowcami, ale widzę po sobie, że jak w jakiś dzień nie zrobię jakiegoś wysiłku to mnie nosi. Jestem lekko obolały po siłowni czy koszu, ale dzień później znowu to. Albo rower. I tak dzień w dzień, bo organizm sam się dopomina wysiłku. Mimo jakichś tam bólów. Dlatego często dla kolarza kontuzja w trakcie sezonu jest zbawieniem. Bo jak Kwiatkowski czy Majka po GT dostają polecenie odpoczywać, to pewnie 2 dni wytrzymuje, 3 dnia go nosi, a czwartego wsiada na rower albo coś robi. Bo tak działa organizm. Sami kolarze o tym mówią. Kontuzja często niejako zmusza Cię do pełnego odcięcia się, a dodatkowo brak możliwości trenowania i ścigania buduje głód. A Kwiatkowski jeździł 3 lata bardzo dużo, wszystko na poważnie, często rywalizował o wygrane swoje albo zasuwał na kolegów. I to rzadko kiedy kolarzowi udaje się zakończyć sezon na początku października, odpuścić na kilka tygodni i zacząć trenować w ogóle bez zmęczenia. Często to zmęczenie się kumuluje i co jakiś czas widzimy po nawet najlepszych kolarzach, że ma gorszy sezon. Albo że na wyścigu docelowym dalej są w gronie faworytów czy nawet wygrywają, ale już mniej przekonująco i z większymi problemami. Kolarstwo jest pod tym względem nieubłagane i brutalne - ten sport polega na bólu. Na przeciwstawieniu się mu i zamienienie go na swój atut. I do tego potrzeba cholernie mocnej głowy. Ale nawet najlepsi czasem mają dość. Czasem nie da się oszukiwać organizmu dalej. Wtedy organizm się buntuje i to nierzadko całkowicie. Kwiatkowski miał już podobnie w 2016 roku. Potem miał 2 lata bardzo mocne i z wynikami, ten rok był niezły, ale szło coraz ciężej i gorzej. W końcu na TdF coś pękło. Poziom zmęczenie fizycznego i psychicznego stał się tak wielki, że nie dało rady już kręcić nogami tak jakby chciał. I tutaj może kolarz być przygotowanym, ale zmęczenia nie oszuka. I często się słyszy, że kolarz jest gotowy, nastawiony nawet psychicznie na walkę, ale nogi powiedziały dosyć i on nie wie, co się stało. Bo de facto nie wie. Nie mógł wiedzieć. Oczywiście - są badania krwi, które mogą wskazywać i można monitorować poziom zmęczenia i regeneracji. Ale w przypadku takiego sportu jak kolarstwo to tutaj interpretacja może być przeróżna. Może ktoś być niesamowicie zmęczonym w trakcie GT i wydaje się, że po ostatnich etapach jest pierwszy do odstrzału, ale następuje skok adrenaliny albo po prostu tak kręci, że albo strzeli albo zmęczenie puści. I tutaj zapewne umieściłbym Pogacara z tegorocznej Vuelty, który na 18.etapie wyglądał bardzo ciężko. Wydawało się, że nogi mu już w sobotę odmówią posłuszeństwa. A ten młodziak poleciał właśnie na młodzieńczej fantazji, ruszył do przodu, wykorzystał oglądanie się liderów i jak poczuł, że ma szanse na podium to nogi same go poniosły. Stawiam, że jakby dzień później puszczony kolarzy na tej samej trasie, to znowu byłby pewnie pierwszym do odpadnięcia z grona faworytów. Na pewno można znaleźć w internecie artykuły (chociaż głównie w języku angielskim), ale są one bardzo często pisane nieprzystępnym językiem, czyli stricte medycznym, nawet te napisane w języku polskim. Kiedyś przeglądałem kilka, można z nich sporo wyciągnąć, ale im bardziej człowiek się interesuje tematem, tym bardziej go te artykuły męczą ze względu na sposób napisania i często obszerność. Ale tak z innej strony to któryś z lekarzy (chyba) kolarstwa (nie wiem czy nie był to niesławny Vayer) stwierdził coś, że pełna regeneracja po GT to często trwa nawet dwukrotnie dłużej niż trwał sam wyścig - czyli może być to nawet 6 tygodni. Odpowiednio podany doping przed wyścigiem i w jego trakcie jest w stanie skrócić ten czas w znaczny sposób. Jakoś to tłumaczono nawet, że podawanie dopingu jest w tym wypadku nawet korzystne, bo wtedy organizm w o wiele krótszym czasie wraca do normy ;) Tym bardziej, że takie 3 tygodnie ścigania nawet dla rutyniarzy GT-owych to niesamowity wysiłek i już po około połowie GT już odliczają dni do końca. Niezależnie czy jedzie o swój wynik w GT czy tylko pomaga kolegom. Przejechanie jakieś etapówki tygodniowej to może być jeszcze w ramach dopuszczalnego wysiłku, gdzie z dnia na dzień można jechać. Ale są kolarze, którzy 15 dni jadą bardzo dobrze, a potem nagle dnia 16. nie mogą już na takim poziomie z rywalami walczyć. Dlatego to, że Majka w III tygodniu podkręcił jakość jazdy to zajebiście optymistyczny prognostyk. Pokazuje, że im bardziej ekstremalny wyścig w końcowej fazie, tym lepiej dla niego. Dlatego liczę też, że w przyszłym roku będzie GT, którego pierwszy tydzień będzie prosty, w drugim pojawią się pierwsze poważniejsze trudności, a dopiero pod koniec wyścigu będzie to co najtrudniejsze. W tym kiedyś dominowało Giro i taka ułożenie trasy jak w 2012 roku bardzo by go premiowało. To da odpowiedź, czy da radę walczyć o podium jeszcze kiedyś.
  10. Za cały turniej to Fournier > Ntilikina i to zdecydowanie. I to twierdzenie, że Ntilikina wyrzucił USA, a nie Fournier to już jakiś ponury żart. Jedno wejście pod kosz i jeden fartowny rzut nie znaczą więcej niż 30 minut rzucania trójek, wejść pod kosz, bycia liderem i budowania przewagi przez Fourniera. To już prędzej De Colo, który dużo dostawał się na linię i pewnie egzekwował FT. Ale na pewno nie wyrzucił Amerykanów Ntilikina. Miał duży udział, ważny był w tym zespole, ale nie był decydujący.
  11. Zdzich

    Marcin Gortat - życie i twórczość

    Jak już włączyłem od drugiej minuty to mi się jeszcze coś w przeglądarce przycięło i musiałem posłuchać więcej. Bardziej mnie rozwalił odpowiedzią na pytanie "Czy masz hejterów": "Bardzo wielu". Nie Marcinku. W mediach jesteś przedstawiany jako zbawca koszykówki. Jak kiedyś Beenkakker dla piłki - przyjechał światowy człowiek i pokazuje małym Polaczkom, czym jest ten sport od podstaw. Tylko w przypadku Leo to było bardziej budujące poszczególnych zawodników, a nie skupianie się na swojej osobie. Ale do rzeczy - Gortat nie ma hejterów w sumie. Ma ludzi, którzy są wobec niego krytycznie nastawieni z powodu jego nieprawdziwych tez odnośnie swojego znaczenia w koszykówce i ci ludzie go po prostu nie lubią, bo jest bucem. Ale żeby hejtować? Hejtują to Lewandowskiego, że Piątek go może zastąpić, a on sam nic nie znaczy. Gortata to ogólnie media i opinia publiczna lubią do przesady. Jest tylko garstka pasjonatów, którzy wiedzą, że TOP5 centrów to on nigdy nie był i mówią o tym wprost. Czy to "hejting"? Tylko wg niego tak.
  12. Fournier przez 3 kwarty masakrował Amerykanów na wszelkie możliwe sposoby i zbudował im przewagę. Jak nagle zszedł i przestał trafiać to USA odrobili 10 punktów, a dopiero potem się otrząsnęli De Colo z Gobertem. Ntilikina to trafił takie fartowne rzuty, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego rzut w ogóle, że nie ma co go chwalić. W tym meczu mu wyszło, turniej na plus, ale kto go widział, by stepback-3 (prawie bo nastąpił na linię) rzucał przez ręce i trafiał? Fart i tyle.
  13. Może dlatego, że to sport drużynowy, który od 50 lat przynosi najwięcej sukcesów i wyników Polsce? I to nie tylko w wydaniu męskim, ale i damskim?
  14. Zdzich

    Kolarstwo

    Nie. To raczej okazja podczepienia się pod dość mocnego kolarza. Ale jeżeli zastanawia kogoś czemu po skoku Majki nikt nie chciał mu dawać zmian - właśnie przez jego styl. On zawsze się ogląda na innych. Dlatego też on na rywali liczyć nie może. Mimo że są wyżej w KG.
  15. Szans wielkich nie mamy. Ale z drugiej strony to kiedy jak nie teraz? Hiszpanie już nie są AŻ TAKĄ potegą, a Polacy grają bardzo dobrze. A potrafiliśmy już w przeszłości z nimi walczyć na równi. Więc jak kiedyś miał być ten jeden mecz na kilkanaście rozegranych, w którym możemy wygrać to jest to jutro. Nie mówię, że to nastąpi, ale szanse są. Po meczach z Chińczykami i Rosjanami to Hiszpania to zdecydowanie wyższa półka, ale tamci też byli w teorii faworytami, a daliśmy radę. Nie ma co popadać w hurraoptymizm czy zakłamywać rzeczywistość - Hiszpania jest od nas mocniejsza. Ale to nie oznacza, że nie można ich ograć.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...