Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 28.01.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. 9 polubień
    To może ja napiszę laurkę dla Kobego. Uprzedzam, będzie długo Nie będę oryginalny piszący, że to dzięki niemu zacząłem się interesować koszykówką, ale od początku. 20 lat temu kosz nic dla mnie nie znaczył, nie potrafiłem w niego grać ani rzucać piłką, mimo, że byłem wysoki na swój wiek. Grałem w siatkówkę. W 2000 byłem z tatą na wycieczce w Warszawie i poszliśmy na stadion X lecia gdzie kupił mi m.in. Nba live 2000 na PC z okładką po rusku i tak sobie zacząłem grać. "Nawet w sumie fajna ta koszykówka i ten koleś z zespołu z afro w fajnych kolorach ma śmieszne imię i robi wsady" Z czasem zacząłem wychodzić na "boisko" pod blokiem gdzie były dwa kosze z drewniana tablica na wysokości 275 na szutrze i próbowałem grać piłka do siatki i do nogi. W tamtych czasach na takich podwórkach dzieciaki jeszcze grały w sporty więc zawsze ktoś tak był i było z kim grać, mimo, że śmiali się że.mnie że jestem wysoki i gram jak ciota. Oprócz NBA live zacząłem też oglądać mecze na TVN oraz NBA action w sobotę na dsf, miałem już ulubionego gracza więc czekałem na top10 akcji tygodnia bo na pewno będzie gdzieś tam Kobe. Oprocz wsadów podobało mi się jak rzucał i pierwsze czego się nauczyłem w koszu to rzut z wyskoku z nadgarstka. Nie potrafiłem kozłować ale rzucać umiałem, z czasem grałem coraz lepiej, oczywiście dalej trenując siatkówkę co na pewno tez pomogło w koordynacji. Później zaczął się etap Kobe. Nr 8 na plecach, na treningi w koszulkach koszykarskich, w jego butach, z czasem kosz stał się dla mnie sportem nr 1 ale nie było w okolicy żadnego klubu, tylko gra na podwórku na sksach itp. Mimo, że odnosiłem jakieś tam sukcesy w siatkę to nie kochałem tego sportu tak jak kosza. Z czasem przestałem grać ale miało na to wpływ wiele czynników ale gdyby nie Kobe i kosz to gdybym miał taki sam zapał do siatki to myślę, że mógłbym daleko zajść ( leworęczny rozgrywający) znajomi z boisk i drużyny grają w kadrze Polski (no Kurek, Wojtaszek) Od początku fascynacji koszem liczyli się tylko Kobe i Lakers. W dobie internetu oglądałem praktycznie każdy mecz, rano przed szkołą nastawiałem torrenta i czekałem na mecz, co pokaże Kobe i tak trwało to wiele wiele lat. Byłem z drużyną i Kobe na dobre i złe. Oczywiście nie byłem ślepym fanboyem, z czasem widziałem też jego wady na boisku, głupie zagrania, często również głupio przegrane przez niego mecze ale akceptowałem to bo wiedziałem, że gdyby nie on to czasami nie byłoby szans na zwycięstwo itp. Nigdy gwiazda na skalę kraju w kosza nie byłem ale w lokalnym mieście, na turniejach, w ligach amatorskich dawałem radę i nie będę oryginalny jeśli powiem, że cała nauka gry w kosza, zachowania sposób gry, rzuty przez ręce nauczyłem się od niego, starałem się grać tak jak on. Do tej pory na każdej gierce źle się czuje jak nie odjebie jakiegoś fadewaya przez ręce w stylu Kobe. Oczywiście nie muszę mówić w jakich koszulkach i w jakich butach zawsze grałem. Pamiętam po zerwanym achillesie jakby zapał do oglądania meczów trochę zmalał. Kobe często nie grał, Lakers ssali, pod koniec bylo mi bardzo przykro jak nie w niektórych meczach nie potrafił się odnaleźć, ceglił rzuty na siłę i wiekszosc wylewała na niego wiadro pomyj, że jest rakiem itp. Kiedy wiedziałem, że to jego ostatni sezon to delektowałem się każdym udanym zagraniem, mimo, że większośćj jego męczy mogła być c***owa. Po zakończeniu kariery śledziłem co tam porabia, jak mu idzie, oglądałem każdy wywiad,.każdy news nawet jak się pojawił raz na jakiś czas na meczu to było mi przyjemnie. Mimo, że jestem dalej fanem Lakers od 20 lat to ostatnie sezony już mnie tak nie pociągały, fakt, że grali trochę piach i miałem nadzieje na lepsze jutro ale bez Kobego na boisku to już z wypiekami nie oglądałem meczy. Może to że "Starości" nie wiem. Nawet teraz kiedy Lakers znowu są na szczycie to nie czekam z utęsknieniem i nie odpalam od razu rano meczu tak jak wcześniej czy to przed zajęciami czy od razu w pracy na dzień dobry. ( Nocek nie zarywalem, zawsze oglądałem mecz z odtworzenia bez spoilerów) Mocno mnie zabolała ta śmierć, patrząc na te wszystkie tribute od zawodników, świata sportu i reszty ludzi. Tak jakby zginął dobry przyjaciel, chociaż nie płakałem, może dlatego, że kiedy parę lat temu umarł mój ojciec to za wszelką cenę starałem się nie płakać więc może głupio byłoby mi przed nim pokazać że płacze za kimś innym. Mocno zabolała mnie też śmierć Gigi bo widziałem ostatnio na fejsie czy ig jak poświęcał się dla niej, dla klubu mamba academy, dzięki niej znowu mógł rywalizować poniekąd ucząc ją kosza. Zabolało mnie też dlatego, że sam mam małą córkę i oglądając ich filmiki mówiłem sobie ze jak dorośnie to też będę z nią pykał w kosza tak jak Kobe z Gigi. Dzięki jeśli doczytales mój wpis do końca, życie musi toczyć się dalej i tak samo dalej na gierkach z kolegami i amatorskich ligach dalej będę śmigał w butach Kobego i oddawał czasem głupie rzuty w jego stylu bo zawsze mi to sprawiało radość kiedy wpadały. Dzięki Kobe za to, kim byłeś i poniekąd za to, że pokochałem koszykówkę i NBA
  2. 6 polubień
    Sierpień 1998 Normalne wakacje i czekanie na rok szkolny, szykowanie wyposażenia. Dostałem od rodziców dzienniczek z koszykarzem na okładce, to co lubiłem najbardziej. Żółta koszulka Lakers, którą znałem dzięki babce od historii, która była fanką Magica, jakiś młody gość z krótkim afro składa się do wsadu... Mój szał na punkcie kosza ograniczał się wtedy do naszej ligi, ale ten bodziec sprawił, że zacząłem szukać informacji na tyle, ile mogłem, o tym właśnie gościu w żółtej koszulce z 8. Kobe Bryant. Poszukiwania pochłonęły mnie na całego, czerpałem z każdego możliwego źródła informacje całym sobą. Pierwsze mecze i byłem oczarowany... wsiąkłem. Tak już zostałem z Kobe i Lakers na zawsze. Dziś już wiem, że na dłużej, niż KB. Dzięki Kobe namówiłem ojca na pierwszą antenę, żeby oglądać mecze. Three-peat Nie czekałem długo na pierwsze sukcesy. Jeden, drugi, trzeci puchar. Bardzo chciałem, żeby miał chociaż jedno MVP Finałów. Kosił je Shaq, ale do niego nie czułem jakiejś wielkiej sympatii. Marzyłem, żeby Kobe był niepodważalnym liderem. Później pierwszy kryzys i zbudowanie składu z Karlem i Paytonem, ależ się wtedy jarałem. Chciałem kolejnych mistrzostw, chciałem też pierścienia dla Malone'a. Nie wyszło. Colorado Pierwszy stres, jaki odczułem w związku z karierą gracza. Bałem się, że to koniec, że zamkną Bryanta i więcej nie zobaczę go w lidze. Trochę już rozumiałem, byłem przekonany, że laska chce po prostu kasy. Na szczęście rozeszło się po kościach, ale zostawiło ślad na zespole. Pluton Nastały biedniejsze lata, ale wiernie trwałem przy Kobe i Lakers. Lubiłem T-maca czy KG, ale to nie było to samo, po prostu, nigdy. Kolejny stresik pojawił się przy okazji słynnej wypowiedzi o Plutonie. Obawiałem się, że to koniec historii Kobe&Lakers, odejście było blisko. Udało się im wyjść na prostą. B2B Powrócił na szczyt, nie kryłem radości. Wspaniały moment. Dodawanie kolejnych klocków, w tym Artesta, którego też lubiłem. Chyba mój najlepszy czas w oglądaniu Lakers, najwięcej pamiętam właśnie z tego okresu i najchętniej do niego wracam. W międzyczasie wyczekiwane MVP RS, to było coś. W końcu też wygrał Finals MVP, miał wszystko. Achilles Stres związany z jego karierą po raz kolejny, ale już ostatni. Znałem historię powrotów graczy po tej kontuzji, nie obiecywałem sobie zbyt wiele. Chciałem, żeby po prostu wrócił. To, że tyle jeszcze pograł i na dobrym poziomie, to moim zdaniem ogromne osiągnięcie. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że sukcesy się już prawdopodobnie skończyły. Pod koniec jego kariery nie interesowały mnie już nawet wyniki Lakers. Wiedziałem, że nie mają składu na walkę o pierścienie, cieszyłem się każdym kolejnym meczem i lałem na śmiechy z jego pożegnalnego sezonu. Starałem się nacieszyć jego obecnością na boisku. Wspaniały koniec, odszedł po swojemu. Wiele wspomnień, ale spodziewałem się, że jeszcze odegra ważną rolę w Lakers lub nawet w lidze, jak nacieszy się domem. Nie zdążył... Dwa zastrzeżone numery. Mistrzostwa ligi, oplimpiskie i świata. MVP RS, Finałów i ASG. Król strzelców. Wygrane konkursy. Rekordy strzeleckie, wspaniały mecz z Raptors. Świetne ciuchy. Historia. Wszystko widziałem. Po odejściu z ligi nie było widać ani trochę, że żałuje, że chciałby pokazać "mógłbym wejść na boisko i skopać wam dupy", nie próbował patrzeć z góry na graczy, nie krytykował. Odciął się na całej tej presji. Cieszył się kolejnym rozdziałem, wiecznie uśmiechnięty, czerpiący szczęście z przebywania z rodziną, które moim zdaniem udzielało się ludziom wokół. Ta rodzinna część rozczulała mnie najbardziej od lat, jestem wrażliwy na te sprawy, i chyba to najbardziej boli w całej sytuacji. Widać było wsparcie, radość i szczęście. Nie pasował do otoczenia, to było piękne. Zawsze mi się to u niego podobało, podobnie jak u Beckhama, mojego jedynego naprawdę ulubionego piłkarza, którego uwielbiałem w podobnym stopniu i w podobnym czasie zaczęła się moja przygoda z jednym i drugim (i zaskakujące, że obaj zerwali tego samego achillesa). Beckham po karierze, poza biznesami też stawiał szczęście rodzinne na pierwszym miejscu, nie ukrywał tej miłości. Kobe tak samo. Sam mam dwie małe córki. Mocno siedzi we mnie to, co spotkało Giannę, ale też jakim ciosem to będzie dla pozostałych dziewczyn. Dramat. Gianna. Dziecko, które wydaje mi się, że znam od urodzenia. Zawsze na rękach Kobe była właśnie ona. Wydawało się, że była to ogromna więź. Do końca razem. Za każdym razem, gdy pojawiał się po zakończeniu kariery na meczu Lakers, zawsze sprawiało mi to radość. Luz, uśmiech, reakcje ludzi i graczy - zawsze robiło się przyjemniej. 26 stycznia 2020 Rano oglądałem z żoną powtórkę meczu Lakers, LeBron prześcignął Bryanta i sporo o nim przy tej okazji pogadaliśmy, sama pamięta mistrzostwa 2009-10... wieczorem bombardowanie informacjami, liczyłem że to będzie ktoś inny, czekałem na jakiś twitt Kobe, jakieś info w mediach, że jest ok. Niestety. Jakieś dziwne uczucie towarzyszy mi już kolejny dzień. W niedzielę nie mogłem zasnąć do 2 z grubymi minutami, wstałem o 6. W poniedziałek c+ pokazało minidokument z jego ścieżką, niby tylko dziesięć minut, ale na koniec pękłem, nie dałem rady. Ponad 2/3 życia poświęcone na śledzenie wyjątkowego gościa zostawia ślad, to siedzi w człowieku. Niektórzy nie rozumieją, inni doskonale wiedzą, jakie to uczucie. Od niedzieli przeczytałem masę wpisów, oglądałem zdjęcia całymi wieczorami, nie wierzę. Coś się skończyło. Za szybko. Boli. I loved His game...
  3. 5 polubień
    Jak Young byl 'w gazie' to w czym byl Gordon? No nie pojmuje po co wchodzic do tematu druzyny, ktora ostatnio gra swietnie i po jednej porazce 'z dupy' na komentarz ich fana, ktory napisal ze zagrali slabo odpisac pouczajaco, ze nieprawda bo zagrali bardzo slabo
  4. 3 polubienia
  5. 3 polubienia
    No jeszcze tego brakowało żeby z forum dyskusyjnego zrobić stricte pochwalne. Niech każdy ma prawo się wypowiedzieć jak chce, a nie nakazywać czy zakazywać. Jest jak najbardziej za tym, by dyskutować o reakcjach mediów, o tym czy jest to największa tragedia w świecie sportu, czy o tym co powiedział Gortat. Niekoniecznie nawet sam mam ochotę brać udział w takich dyskusjach, ale jeżeli ktoś chce to czemu mu odbierać to prawo? Tym bardziej, że chyba nikt na tym forum nie napisał czegokolwiek, by umniejszyć powadze i szacunkowi oddanemu Bryantowi. I cześć osób odczuwa tragedię mocno, inni o wiele lżej i piszą o tym szczerze, ale też z ich słów płynie masa szacunku, refleksji, także wspomnień. Forum służy do wymiany poglądów i każdy może się wypowiadać. I ten, który czuję wielki smutek, ale też ten, którego to mocno nie dotknęło, a tylko wywołało refleksje i reminescencje. I w tym wszystkim nawet dyskusja o tym, czy media to hieny, dyskusja o tym, czy była gwałtowniejsza śmierć czy wydarzenie w świecie sportu czy szeroko rozumianej kultury to tylko pokazuje jak wiele Bryant znaczył. Po prostu jestem za tym, by nie robić szopki w stylu, że w obliczu takiej tragedii będziemy (niczym mainstreamowe media) przerzucać się, tym kto bardziej, a kto mniej cierpi po Kobasie, albo dla kogo więcej znaczył. Tym bardziej, że jak chcemy uczcić pamięć kogoś takiego jak Bryant to nie zmieniajmy się w osobę od której Kobe uciekał i nie chciał nią być - bądźmy sobą, miejmy swoje zdanie, nie zachowujmy się jak chcą wszyscy, a róbmy to co chcemy my. Przy tym bądźmy po prostu pełni szacunku do innych. Bo niektórzy (wręcz najwięksi fani Bryanta) piszą o Kobasie i jego mentalności, ale często zachowują się w sprzeczności do jego filozofii. Do mnie "Mamba Mentality" nigdy nie trafiało, ale szanowałem, bo był to zestaw zachowań, które w odpowiednich okolicznościach mogą przynieść sukces. I w przypadku Kobasa tak właśnie było. Był wręcz patologicznie przeżarty chęcią wygrywania. I mówiąc dobitnie - miał całkowicie w dupie, że ktokolwiek mógł mieć z tym problem. Był gotów na wojnę z rywalem, trenerem czy nawet z własnymi kolegami, byle tylko dopiąć swego. Był bezkompromisowy i nigdy nie bał się mówić tego co chciał. I świat mógłby to odebrać najgorzej jak się tylko da, a on i tak zdania, by nie zmienił. Ale trzeba mu przyznać, że choć w tym wszystkim wzorował się na Jordanie, tak poza parkietem wyglądał na faceta, który ma ludzkie oblicze. W przeciwieństwie do MJ nie miał tego pierwiastka, by rywalizować ze wszystkimi we wszystkim. On chciał tylko wygrywać w koszykówkę i był w tym jeszcze bardziej dobitny niż ktokolwiek inny. Prowadziło to do sporów, kwasów, kłótni, ale był gotów ponieść taką cenę za wygrywanie po swojemu. Za to poza parkietem sprawiał wrażenie stonowanego i troskliwego człowieka. Chociaż mimo wszystko bardziej mam przed oczami jego wizerunek bezwzględnego koszykarza. I może największą stratą dla koszykówki jest po prostu to, że mieliśmy tak mało możliwości poznać go nie jako tego gracza ze swoją mentalością, ale też analityka, może GM-a kiedyś, może komentatora czy coacha... Gdzie moglibyśmy zobaczyć jak transformuje jego wizja koszykówki z punktu widzenia gracza w stronę kogoś kto jest po drugiej stronie i musi dostosować się do innego świata. Musiałby zmienić mentalność, musiałby zaakceptować zmianę w postrzeganiu koszykówki i kierunków w które ewoluuje, jak się zmieniają też ludzie i ich mentalność... To jest szkoda, bo powiem szczerze - zawsze byłem w opozycji do jego hero iso ball i fadeaway przez 3 ręce z 6 metrów... Tak samo niektórzy gracze, którzy dostawali okazję trenować z nim, mieli w sobie duży pierwiastek tego typu gry... Tak sądzę, że Kobe to nie byłby jednym ze starych pierdzieli, którzy mówili "kiedyś to było...", a bardziej przypominał mi KAJ-a, który też ma w sobie podobny sposób wypowiadania się o koszykówce - merytoryczny, nietuzinkowy, spokojny, z szacunkiem, ale też ze zrozumieniem upływu czasu i po prostu akceptacją zmian. I po prostu ciekawi mnie czy Kobe albo Tim Duncan w wieku 50, 60 lat będą w stanie nauczyć się koszykówki na nowo, ale zupełnie od innej strony. Bo na przykład KG jest idealnym kandydatem na "kiedyś to było". W Duncanie i Bryancie widzę potencjał na to, że można by ich pokochać, szanować czy lubić po raz kolejny, ale za zupełnie coś innego niż w ich młodszych latach. Szkoda, że Bryantowi nie będzie to dane. I biorąc pod uwagę jaką naturę miał Kobe-koszykarz to jakby jemu się zdarzyło coś takiego, że jego idol by stracił życie, to za nic by nie chciał odwoływać żadnego meczu. Chciałby wyjść na parkiet jako najgorszy i zimny sukinsyn, który wygra ten mecz, zrobi to w spektakularny sposób, a po wszystkim powiedziałby z nieukrywanym smutkiem, że w ten sposób oddał mu hołd najlepiej jak potrafił. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem. Każdy może ocenić po swojemu. Ale tak - to był styl Kobasa. I zdecydowanie jestem za tym, by nie przerywać nigdy dyskusji o supportach, o 6-24, o 5 pierścieniach i o jego miejscu all-time. Jego kariera była poświęcona sukcesom i rywalizacji. On chciał by o nim dyskutowano, by porównywano, bo w ten sposób doceniało się klasę. I dla kogoś może być TOP10, dla innych TOP20, ale nie chodzi o to, by po jego śmierci zaprzestać takim dyskusjom. I nie chodzi też, by w związku z tragiczną śmiercią dostał w jakimkolwiek rankingu jakiś bonus. Kobe i bonus? Za samą myśl o tym, by nas wyśmiał z tą jego aroganckim, bezczelnym usmieszkiem, który mógł niektórych irytować, ale wiedziałeś, że może i wkurwiający, ale klasy mu nie odbierzesz. I gościa możesz ocenić choćby na #20 miejscu, ale z drugiej strony to on miałby to i tak w dupie, bo mimo że "przegrałby" niektóre porównania, tak i tak należy do grona wybranych, którym takie porównania przysługują i nawet jeśli w nich przegrywa z kimkolwiek to nieznacznie. A to już jest zajebisty osiągnięcie i z tego Kobas był dumny - że może stanąć obok najlepszych i powiedzieć "Ruszcie dupy i zróbcie mi miejsce, bo ja też tu należę!" I nie napiszę mu posta pochwalnego jak go uwielbiałem. Nie! Nie znosiłem gnojka za to, że grał antykoszykówkę, byle tylko wygrać po swojemu. Za to, że potrafił pokłócić się z każdym i do każdego mieć pretensje. Za to, że jego ego po prostu odpychała przez długi czas od tego, by mu kibicować. A mimo wszystko jak kończył karierę to było mi smutno, że może już stary i słaby, ale będzie mi brakować tego egoisty, zarozumialca i psychopaty na parkiecie. I tak samo czuję teraz, dobę po jego śmierci. Sam fakt, że póki średnio interesowałem NBA to go lubiłem, potem zacząłem bardziej się zagłębiać i przestałem go darzyć sympatią, aż do... No właśnie... Czego? Jako koszykarza nie miałem go za Boga, nie stawialem go na szczycie szczytów i wolałem innych graczy, tak doszedłem do miejsca gdzie go niezmiernie szanowałem i doceniałem. Sam fakt, że mimo tych wszystkich wad, które mnie w nim raziły jako koszykarza to zżyłem się jakoś z tym gościem. Nie był inspiracją dla mnie, nie był nawet osobą, której podejście, by mi się podobało, ale on był w tym tak autentyczny i tak tym pochłonięty, że szanowałeś to. Mogłeś wyśmiewać, wyciągać przestrzelone game winnery albo mecze, w których ceglił, ale i tak wiedziałeś, że facet jest w panteonie zajebistosci koszykarskiej. Że mogli być gracze w danym meczu, serii PO, czy nawet sezonie lepsi czy porównywalni z nim, tak po nim było widać, że gość idzie o wiele wyżej niż ktoś inny i może z problemami i turbulencjami, ale zmierza do celu. Dlatego KOBE - za 6-24 (które dało Ci pierścień co bolało, że nie Celtom, ale dało też argument, by Cię deprecjonować), za zawalenie sprawy z Pistons, za skoszenie Bibby'ego i przepchnięcie LAL do finałów, za pojedynki z Iversonem i Millerem, za masę przeceglonych meczów (gdzie cieszyłem się, że przegrałeś Lakersom mecz), za objazdowe pożegnanie (które chwilami przybrało komiczny obraz), za 81 punktów, za serie z Dallas i Spurs, za przegranie z Dirkiem, za przegranie z BIG 3 z Bostonu, za jaja, gdy Cię Barnes chciał przestraszyć, za opieprzanie Howarda i wyzywanie go, za to, że nigdy nie będziesz MJ-em, za to, że mimo przez długi czas życzyłem Ci koszykarsko jak najgorzej, za to, że potrafiłeś wkurzyć jak mało który sportowiec, za to po prostu jaki byłeś - dzięki! Moze i chaotycznie, może i kogoś to oburzy, ale tak właśnie to zostawię. Nie piszę, by kogoś wkurzyć ani by się komuś przypodobać. Po prostu to garść przemyśleń. Moje życie się nie zmieniło i nie zmieni, jak pisałem. Śmierć Kobasa też nie powoduje we mnie żałoby. Po prostu jest mi smutno i wiem, ze za chwilę przestanę to odczuwać. Wrócą codzienne sprawy, problemy, ale i radości. Jednak wiem, że moje spojrzenie na koszykówkę, jak i każdego z Was... Ten gość miał na nas wpływ. Polaryzował do ekstremum. Można lubić, można nienawidzić, można być neutralnym w opinii o nim, ale nie mów, że nie miał na Ciebie wpływu. Miał i to jeden z większych. Nawet jak byłeś po środku. I możemy mówić, że ktoś wpłynął na rozwój i ewolucję koszykówki mniej lub bardziej, ale Kobe samej gry może za bardzo nie zmienił. Nie w techniczny sposób. Za to poruszył wszystkich. Po prostu bez wyjątku. I to jak widzisz kosza zawdzięczasz też Bryantowi. I to bardziej niż może Ci się wydawać.
  6. 2 polubienia
    Ja wiem że istnieje, wiem że koszykówka ewoluuje i takie tam Ale nie będę czuł się winny że mi się teraz nie podoba rzucanie trójek 6 na 10 posiadan, akcje po 10 sek i tym podobne Rozumiem zmiany, akceptuje je bo nie mam wyboru, ale mi się zwyczajnie dzisiejsza koszykówka nie podoba i z żalem przyznaję że coraz mniej mam ochotę ja oglądać Nie chodzi o szybkość akcji ale o ten sam powtarzający się do usrania schemat przebiegnie rzuć za trzy albo podaj i on rzuci za trzy Fajnie że teraz każdy razi rzutem ale przez to w mojej subiektywnej ocenie piękno gry na tym traci, mam do tego prawo Nic na to nie poradzę że wolę książki zamiast ebooków, samochody bez umiejętności parkowania za kierowcę, sporldnke normalnej długości bez wystających skarpetek, i tym podobne stare rzeczy Lubię też swoje vhsy i kasety varius manx przewijane na ołówku Oczywiście że w transporcie lepszy ebook, sam mam kondla na wyjazdy służbowe i tym podobne ale jednak kiedy siadam w domu w warunkach komfortowych, zawsze sięgnę prędzej po cegłę o zapachu drukarni niż deseczkę o zapachu wyzysku w magazynie Amazona
  7. 2 polubienia
    Hola hola. Pistons nie zgadzali się na żadnego multiwaya i nie mają zamiaru brać udziału w złodziejskiej wymianie
  8. 2 polubienia
    Pewnie tez 100% gum do żucia. Kto wie czy dziś 100% nakrętek w europie nie jest chińskiej produkcji, ale co z tego? Liczy sie sumaryczna produkcja. Dzęki temu ze ruskie dostawały ciezarówki, mogły postawic dwie wiecej fabryki czołgów zamiast dwóch wiecej fabryk ciezarówek. Nie byłoby ciezarówek ruskie musiałby je robic sami ale mieliby mniej czołgów - tak to działa. Wiec lepiej liczyć PKB, zamiast wypominać dziś niemocm ze 100% mioteł i 90% szufelek dostaja z Polski i to dowodzi ze bez Polski by padli
  9. 2 polubienia
    Nie wiem, czy mówienie że dzisiaj już lekko opadły emocje jest na miejscu, nie wiem też czy kiedykolwiek jest dobry moment na poruszenie sportowego tematu w kontekście śmierci KB, ale spróbujmy... Na pewno widzieliście wpis LBJ. Jest on dokładnie taki, jakiego chyba wszyscy się spodziewaliśmy; wzruszający, przejmujący, pełen emocji i deklaracji. Bez dwóch zdań nie tylko obecny i kolejne sezony w NBA będą inne niż do tej pory, ale też wyjątkowego znaczenia nabiera tegoroczna kampania Lakers. Czy nie macie odczucia, że z punktu widzenia kibica KB, jak by ten sezon dla Lakers się nie skończył, będzie to dla jego legacy pozytywne (cholernie głupio brzmi to w kontekście czegoś tak strasznego jak ta tragedia, ale dajcie skończyć...) Jeśli Lakers wygrają michę, rozkochani w symbolice i statementach Amerykanie podniosą ten tytuł do rangi najważniejszego w historii. Wejdziemy zapewne w retorykę, która rozpocznie się od haseł "Kobe to dla Ciebie", przez "Kobe dał im siłę i motywację", a skończy zapewne na "Kobe ich do tego poprowadził" (wiem, że to frazesowe hasła, ale chyba jesteście sobie w stanie wyobrazić jak w tych okolicznościach, w kraju takim jak USA, taka dyskusja się rozwija?). Mimo że będzie to mistrzostwo LBJ + AD, z punktu widzenia historycznego zapamiętamy to jako wielkie odrodzenie wielkiej organizacji po 10 latach bycia pośmiewiskiem, w tym samym roku gdy w tragicznych okolicznościach ginie jej legenda. Hollywood jak się patrzy. A jeśli nie wygrają? Legacy ze sportowego pktu widzenia pozostanie "bezpieczne". Ludzie lubią nostalgię, więc zacznie się gadanie typu "nikt nigdy nie powtórzy już wyczynów Kobego", "nawet LBJ + AD nie dali rady" itd itp. Sam KB wzleci w historycznych TOPkach kilka pozycji do góry, a zdobyte przez niego tytuły będą traktowane przez inny pryzmat niż do tej pory. Oczywiście w obu przypadkach takie gadanie będzie mocno przejaskrawione i przesadzone, ale wiadomo że o zmarłych mówi się wybitnie, albo wcale, więc tak czy siak w legacy Kobego dopiszemy ostatni - i na pewno pozytywny - rozdział. Zgodzilibyście się z tym?
  10. 2 polubienia
    Wydawało mi się, że znam siebie samego na tyle, że mając prawie cztery dychy na karku śmierć kogoś kto nie był członkiem mojej rodziny, kogo nawet w życiu nie spotkałem, nie rozmawiałem, po prostu nie znałem nie jest czymś co może mnie jakoś specjalnie uderzyć poza zwykłym w takiej sytuacji stwierdzeniem, że szkoda człowieka, chwilą zadumy nad ulotnością życia itd, ale jednak okazało się, że człowiek może nauczyć się czegoś nowego nawet o sobie samym w każdym wieku... Kobe nie był ani powodem dla, którego zainteresowałem się basketem, nie był nawet głównym graczem, który sprawił, że zostałem kibicem Lakers chociaż nastąpiło to za sprawą przyjścia do LA Shaqa w tym samym czasie. Dlatego dla mnie numerem 1 był wtedy zdecydowanie Shaq, potem Eddie Jones, Van Exel, a Kobe był dla mnie po prostu jakimś arogantem, który lubi się popisywać i kopiuje Jordana. Wiadomo, że dostęp do bieżących informacji nt NBA wtedy był dość ograniczony, ale moja percepcja na jego temat jak tak staram sobie to teraz w głowie odtworzyć była mniej więcej taka. Nawet jego rzuty przeciwko Jazz wtedy nie odbierałem jako czegoś co było oznaką jego silnej psychiki, tego, że jako młody łebek nie bał się brać na siebie odpowiedzialności, ale bardziej zarzucałem mu, że się wyrywał przed szereg i zawalił sprawę. Tak naprawdę jak sobie teraz myślę to szacunek i docenianie go pojawiło się u mnie w drugim sezonie za sprawą tego jak grał przeciwko Jordanowi najpierw w Chicago, a później w ASG, nie byłem nigdy fanem Jordana idąc trochę pod prąd w tamtych czasach i zaimponowało mi to, że ten gość się go wcale nie boi, nie zamierza bić mu pokłonów, a wręcz przeciwnie chce mu skopać tyłek. Kolejny mecz jaki utkwił mi w pamięci to następny sezon i wyjazd do Orlando, po tym meczu nie miałem już wątpliwości, to nie będzie jeden z wielu niewyróżniających się niczym specjalnym zawodników. Sezon 1999/2000 - to dla mnie Kobe jako idealny sidekick, gwiazda będąca idealnym uzupełnieniem dla supergwiazdy, ale sidekick, który w końcówkach zaczynał już przejmować mecze, czasy oglądania meczów na DSF. Kolejne lata to następne dwa mistrzostwa, kapitalne PO 2001, rywalizacje z Sacramento i San Antonio, Kobe wskakujący na półkę z tym już ścisłym topem ligi, budowanie historii clutch playera i gościa, którego byle urazy nie zatrzymają co tym bardziej zacząłem doceniać po latach jak przyszły czasy load management... Pamiętam do dzisiaj jak już dostępu w naszej TV do meczów nie miałem jak w środku zimy na balkonie o 5 nad ranem odgarniałem śnieg z anteny żeby obejrzeć mecz Lakers chyba na jakiejś czeskiej stacji Po porażce w 2003 Lakers wiadomo jaką ekipę zmontowali, przystępowali do sezonu w roli wielkich faworytów, ale to również niestety był sezon po jego akcji w Colorado, przepełniony kontuzjami, rosnące napięcie między nim i Shaqiem, ale jak grali wszyscy to naprawdę przyjemnie się tą drużynę oglądało, pamiętam, że miałem wtedy w kompie jakiś dekoder tv zamontowany i tak oglądałem mecze, ale ni cholery nie pamiętam jak to funkcjonowało. Później z z Lakers odszedł Shaq, Kobe został ja już byłem wtedy na etapie, że bardziej do gracza przywiązałem się do drużyny, no i nie wchodząc w szczegóły podejście do kwestii koszykarskich KB bardziej mi już odpowiadało niż to Shaqa. Jak nie było jak oglądać meczów to potrafiłem wstawać na mecz słuchać go w radiu, śledząc jednocześnie box score, tak byłem wtedy wkręcony. Pamiętam, że chłonąłem wszystko co się dało o Lakers, codziennie na zajęciach rano raporty z obozów treningowych, wywiady, w trakcie sezonu wiadomo kiedy był coraz lepszy dostęp do meczów, w zasadzie można było oglądać wszystko tak właśnie robiłem, nie miało znaczenia czy Lakers grali o 4.30 u siebie czy gdzieś na wschodzie o 1 czy 2, a ja miałem rano zajęcia, kolokwia czy inne pierdoły wtedy oglądaniu Lakers i Kobe podporządkowywałem wszystko inne. W pierwszych latach jak zacząłem pracować też specjalnie to się nie zmieniło, może tylko mniej na żywo oglądałem meczów na wschodnim wybrzeżu. Nie wspominając już o tych wszystkich dyskusjach, kłótniach na forum o to czy lepszy ten czy tamten Najlepsze, że na mój poziom zaangażowania w śledzenie tego wszystkiego jak tak sobie myślę teraz nie miało specjalnego wpływu to czy Lakers walczyli o PO z Lamarem, Smushem i Kwame, byli contenderem z Gasolem czy później tankowali i ogrywali młodzież, zawsze wstawałem i oglądałem Lakers bo obawiałem się, że jak nie wstanę może ominąć mnie jakiś kolejny niesamowity wyczyn KB i nie chciałem tego później żałować, tak jak prawie odpuściłem 14 lat temu styczniowy mecz z Raptors, ale w ostatniej chwili postanowiłem jednak obejrzeć... W ostatnich paru latach wiadomo, że ten zapał nie był już taki sam, nie wiem na ile na to miało wpływ to jak wyglądały ostatnie lata gry KB czy już jego zakończenie kariery, ciągle kibicowałem Lakers i oglądałem jak najwięcej, ale to już nie był ten fanatyzm jak wcześniej, nie wiem czy to był brak KB, na ile wpływ miał mój wiek, rodzina, ale za każdym razem jak wspominam nawet teraz te czasy cieszy mi się gębą. Nie spodziewałem się szczerze mówiąc, że Kobe tak odnajdzie się w życiu po NBA, nie tylko biznesowo ciągle prosperował, ale wydawał się autentycznie nie pogodzony, ale wręcz szczęśliwy i zadowolony z obecnego życia i spędzania czasu z rodziną. Napisalem na początku, że to był ktoś kogo nie znałem, ale z drugiej strony przez połowę swojego życia i to tą kojarzącą mi się jednocześnie z beztroską i możliwością robienia tego na co miałem ochotę byłem mega zaangażowany w to co się działo w jego życiu, przeżywałem i złościłem sie jak przegrywał, cieszyłem jak wygrywał dlatego tak trudno mi się z tym wszystkim pogodzić i przejść do porządku dziennego bo odszedł ktoś kto dostarczał mi przez tą połowę życia niesamowitych przeżyć i emocji i tego mu nigdy nie zapomnę.
  11. 2 polubienia
    Knicks nawet nie weszli do tego wyścigu. Stawiamy na Masona Plumlee.
  12. 2 polubienia
  13. 2 polubienia
  14. 2 polubienia
    a ja lubię pisać głupie rzeczy.
  15. 2 polubienia
    wczorajszy i dzisiejszy dzień zapamiętam do końca życia.. jak ja kochałem go nienawidzić.. najsilniejszy charakter i ego, w jakiś sposób przyciągające i tworzące z niego supehero, chociaż nigdy nie był moim ulubionym koszykarzem, byłem po drugiej stronie nie wierze... Rest in Peace Kobe
  16. 2 polubienia
    Dajcie spokój, a co niby Gortat takiego powiedział? Kontekst jego pierwszej wypowiedzi jest oczywisty - jest zaskoczony, podobnie zresztą jak wszyscy, bo Kobe nie był ćpunem zabijaką, tylko raczej juz wyszalanym, statecznym i dojrzałym gościem. Przytoczył jakąś tam historię o pożegnaniu z Kobe, a co miał nie przytaczać skoro to był prawdopodobnie ostatni moment kiedy gadali. Dostał buty z podpisem co było miłym gestem KB, a sam Gortat na tyle dobrze żyje, że sprzedawać pamiętek jeszcze długo nie będzie musiał... Stwierdził fakt, że Kobe był TAKĄ ikoną, że jego fatałaszki z autografami, szczególnie w obliczu przedwczesnej śmierci będą podwójnie cenne. Jeżeli ktoś ma problem ze zrozumieniem kontekstu tych wypowiedzi to zwyczajnie ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem / empatią / ogólnie komunikacyjne. I to nie jest problem Gortata. Bardzo fajny tekst Harasimowicza. https://newonce.sport/2020/01/jedyna-prawdziwa-gwiazda-los-angeles/
  17. 1 polubienie
    Czuję, że jestem 'niechciany, nielubiany' jak to Molesta nawijała, ale może też bym wpadł. Tzn, nie wiem czy akurat trafię z wolnym (#Drummond), ale to nie takie głupie. Tylko ja nie mogę dużo wódki pić, bo mi odpierdala niekiedy. Edit - kobieta mi mówi NIE, zerwać? Edit2 - nie jestem pantoflem, co za babsko, hehehe. Dobrze, że nie ma tu konta.
  18. 1 polubienie
    Czyny, nie słowa. Wielki Spencer. Sources donosza o zdziwieniu GM-a Suns, ze nie zostal nawet poinformowany o spółdzielczym dealu.
  19. 1 polubienie
    LeBron-Kobe to w sumie śmieszne porównanie, gdzie jeden jest lepszy od drugiego z grubsza we wszystkim, a i tak jest pewnie sporo ludzi, którzy mają tutaj wątpliwości.
  20. 1 polubienie
  21. 1 polubienie
    Najważniejsze pytanie przed nami. Co na to liga i sędziowie?
  22. 1 polubienie
    Bardziej chcieli niż umieli. Tyle w temacie. Mimo wszystko szacunek za próbę zrobienia czegoś fajnego.
  23. 1 polubienie
    to jest klasyczny Fournier z taką różnicą, że dobrą formę miał jeszcze w grudniu, a nie tak jak zwykle tylko w listopadzie
  24. 1 polubienie
    Imo to teraz Bulls trochę doskoczą do reszty stawki pościgowej o 8 miejsce. Może nawet na jedno, dwa zwycięstwa.
  25. 1 polubienie
    Ja na 99% będę. Nocleg sam sobie ogarniam.
  26. 1 polubienie
    nie lepiej zakończyć karierę od razu? przecież twoja definicja trap game z pierwszego zdania idealnie pasuje do sytuacji gdy przyjeżdża jakieś g-league rockets i przegrywasz. Toż to samo.
  27. 1 polubienie
    typowe trap game to jest gdy przyjeżdza jakiś Waszyngton czy Suns a ty ich lekceważysz bo czujesz się tak mocny ale nie jak wpadają Houston w b2b bez 3 najlepszych graczy i dajecie sobie rzucić 125 oka gdzie ich najwyższy gracz w s5 ma 6'5, Gobert powinien się honorowo z asg wypisać
  28. 1 polubienie
    Ludzie to przeżywają bo Kobe coś dla nich znaczył. Dla niektórych to był pierwszy ulubiony koszykarz dla innych wilki rywal ukochanego zespoły. Przecież jak wam ktoś bliski zginie w wypadku to reszcie rodziny powiecie, że ginie między tyle a tyle osób na drodze i to nic wielkiego, nie rozumiem o co wielkie halo bo w Indonezji to była powódź i... To kwestia szacunku. Uszanujcie ból całej masy ludzi, po stracie kogoś kto ich inspirował , wywoływał emocje przez lata. Sobie załóżcie temat "wyjebane na śmierć kobasa xd" i tam pokazujcie jakimi twardzielami jestescie.
  29. 1 polubienie
  30. 1 polubienie
    Eric freakin Gordon robi Wam Hardena w b2b? wstydu nie macie
  31. 1 polubienie
    Nie był lepszy, ale jakkolwiek to nie zabrzmi był " bliższy"- oglądałem go od samego początku praktycznie, cała ta narracja z " osiemnastoletnim Lakersem" kupiła mnie wtedy i to od niego i od tamtego składu Lakers zaczęła się pasja do gry, która trwa do dzisiaj, a dzięki koszykóweczce trochę fajnych chwil się przeżyło i fajnych ludzi się poznało jednak, więc jakiś wpływ na moje życie w sposób długofalowy wywarł, a tego nie można porównać do " ofiar powodzi z Indonezji".. ogólnie mam wrażenie, że wszelkie próby racjonalizacji w podobnych przypadkach trochę mijają się z celem i sensu w takich działaniach nie widzę zbytnio, bo o ile jak najbardziejrozumiem Twój punkt widzenia, to moje odczucie jakby odszedł kumpel/kolega jest ponad poziomem racjonalnym i żadne " rozsądne" argumenty tego nie zmienią Odnośnie drugiej części- wiadomo, tak trzeba i tu też tak przecież będzie i to znacznie szybciej niż w przypadku kogoś naprawdę bliskiego..
  32. 1 polubienie
    kup sobie tv lampowy 18 cali gdzieś a ja Ci odtwarzacz Otake dorzucę za free
  33. 1 polubienie
    Poprawione, przy następnej aktualizacji wrzucę, dzięki. Team GP Total FPPG ( +/- ) ( FPPG DNIA ) evitacre 455 21569,5 47,41 ( -1,60 ) ( 43,69 ) Tizz 445 19621,5 44,09 ( 0,36 ) ( 44,98 ) blaugrana 364 15945 43,80 ( -0,68 ) ( 41,90 ) antek 460 19408,5 42,19 ( 0,46 ) ( 43,58 ) tryczekszukarek 464 19387,5 41,78 ( 0,54 ) ( 43,45 ) matek 474 19643,5 41,44 ( -0,14 ) ( 41,05 ) cvbe 456 18790 41,21 ( 0,36 ) ( 42,15 ) mac 481 19690 40,94 ( 0,11 ) ( 41,23 ) RonnieArtestics 458 18550 40,50 ( -0,60 ) ( 38,78 ) Tecu 446 17867,5 40,06 ( 0,41 ) ( 41,27 ) Bago 434 16779 38,66 ( -0,21 ) ( 38,00 ) obi 462 17585,5 38,06 ( -5,00 ) ( 24,73 ) Vic 447 16721,5 37,41 ( 1,46 ) ( 41,44 ) Sylvinho. 263 9556,5 36,34 ( 3,36 ) ( 44,75 ) Tocheck 413 14727 35,66 ( 1,46 ) ( 39,49 ) Alonzo 443 15747 35,55 ( 1,35 ) ( 39,06 ) Piotreksuper 477 16703 35,02 ( 1,35 ) ( 38,29 ) marzec 474 16524,5 34,86 ( -0,67 ) ( 33,02 ) t_omko 467 15579,5 33,36 ( -1,96 ) ( 27,83 ) buła 411 12909,5 31,41 ( -0,91 ) ( 29,18 ) FBX#3 (ID# 106227)
  34. 1 polubienie
    Dobra Pany, w sumie nie będę się jakoś specjalnie rozpisywał, bo sprawa była poruszana już dość dawno temu i kto miał się na przyjazd zdecydować ten już to zrobił, ewentualnie ktoś może się jeszcze zdecydować na szybki spontan, czasu zostało w sumie niemało, bo ponad 10 dni. Jak ktoś jeszcze nie był i ma obawy czy nie będzie to dla niego zbyt uciążliwe + nie chce narażać się na stołeczne ceny przypominam - do dyspozycji są bardzo atrakcyjne apartamenty w cenie jakieś 70-80 złotych za noc (w jednym takowym mogą mieszkać 3 osoby) lokal na spotkanie też znajdziemy przystępny cenowo, nikt z nas raczej nie ma oczekiwań aby balować na Nowym Świecie. zlot zaczyna się w piątek 7 lutego i potrwa do soboty (opcjonalnie dla chętnych), można przyjechać wcześniej, na pewno ktoś już będzie dostępny, do apartamentów jest naprawdę blisko i nawet uberkiem wyjdą jakieś gorsze na przejazd z Centralnego aby dać sobie i Wam szansę na jak najwyższą frekwencję mobilizuje osoby, które bawiły się z nami rok temu @Borys @Tecu @kondzio @julekstep @polskignom @elwariato @karl @BiałaCzekolada @Sylvinho. @Qcin_69 @MarcusCamby @Eld @ignazz dodatkowo przypominam się moim drogim kapiszonom @kucio @Przemek_Orliński @tegotamtego @RappaR @Qooniu @josephnba @Szulim @january @Elwood @Lucas @mac @człowiek...morza @kolek23 @polishllama69 kolejność przypadkowa, żeby nie było ;] pewnie o kimś zapomniałem, to będę sukcesywnie dodawał, jeśli nie widzicie tutaj ksywki, która była rok temu to po prostu już wiem, że niestety nie da rady ta osoba przybyć zapraszam wszystkich jeszcze raz gorąco !! LBS
  35. 1 polubienie
    Przecież to portale żerujące na klikach i wyświetleniach. Czego się spodziewałeś?
  36. 1 polubienie
    Wczorajsza informacja o śmierci Bryanta nie poruszyła mnie specjalnie. Nie był moim idolem, nie identyfikowałem się z nim, co więcej irytowało mnie wartościowania czyjejś śmierci poprzez liczbę zdobytych punktów, tytułów, czy zarobionych dolarów. Jednak, kiedy zobaczyłem to zdjęcie, to, jako ojciec, byłem pewien, że wiem, co Kobe czuł, kiedy je zrobiono. Odniosłem wrażenie, że znam go osobiście.
  37. 1 polubienie
    Gortat się tutaj źle wysłowił. Chodziło mu o to, że Kobe prowadził spokojnie życie a nie w stylu powiedzmy Tomasz Golloba i przez to jego śmierć jest bardziej przypadkowa, niespodziewana i szokująca. Ten cytat z innego wywiadu chyba lepiej oddaje co miał na myśli: Przecież Kobe to nie był facet, który żyje na krawędzi. Nie bawił się w jakieś wyścigi samochodowe, nie skakał na bungee albo ze spadochronem, nie biegał z bronią po lesie. Chciał sobie spokojnie spędzać czas z żoną i cieszyć się dorastaniem córek. To najbardziej chwyta za serce.
  38. 1 polubienie
    Wielka tragedia, ale gdyby dotyczyło to kogoś mniej znanego to nikt by nie zwrócił na to uwagi. Było coś o ASG. Amerykanie zapominają o masakrach w szkołach a wypadkiem jakiegoś kolesia mają się przejmować? W Polsce po Smoleńsku rozgrywki zawieszono na krótko a nie ma co porównywać znaczenia obu katastrof. Żal kolesia, ale niespecjalnie mnie to obeszło bo wpływu na moje życie na e ma to żadnego
  39. 1 polubienie
    Świetnie zrobione.
  40. 1 polubienie
    zobaczcie ten mecz to zaangażowanie w obronie było większe niż w dzisiejszych normalnych meczach
  41. 1 polubienie
    Bravo Kamil bravo Dawid super Zakopane rządzi.
  42. 0 polubień
    Ta spółdzielnia z Qcinem jako prezesem to tzw syndrom sztokholmski, sources said.
  43. 0 polubień
    Ja tam dzięki ostatnim 2y wiem gdzie kogo i co szybko czytać poza oglądaniem jak chodzi o BKN (a kilka spotkań wpadło:) ), akurat nie wiem o jaki artykuł chodzi, niemniej nie podawaj statów on/off z całego sezonu+ nabijał mu je Dinwiddie, z którym masę czasu grał, w 2T inaczej to zupełnie wygląda. W skrócie w Nets ku*wują na 3 graczy przede wszystkim- najbardziej na Prince'a bo jest przeokropną łajzą w D, a jak skończył trafiać trójki na rewelacyjnym poziomie (33% w 2T, on musi grać na około 50% za 3 chyba by nie być cancerem) jest fatalny. Na Carisa, że wszystkich oszukał, a jest okropny i na Irvinga ofk (DLO WOULD NEVER!!!) Może wejdą, ale nie "lekko", tam jest dalej ciasno bardzo i 3T będzie ciekawy, zwłaszcza że Sylvinho gra o uniknięcie hardcapu na poziomie +-124mln$ w przyszłym sezonie, więc motywację do dalszych działań na rynku transferowym to na pewno ma...
  44. 0 polubień
    Capela opuscil trochę meczy w tym trymestrze, Harden już dwa opuscił a wcześniej spuścił z tonu. a paul George nie wraca. Atlante dopadł pech z kontuzjami. Z czym do ludzi Alonzo, Pacers wchodzą do PO lekko w tym roku.
  45. 0 polubień
    Conley po powrocie, w żaden sposób nie uzasadnia miejsca w rotacji przed Mudiayem. Sam gra źle, a inni z nim na parkiecie wyglądają gorzej. Oddać go, wymienić, zrobić cokolwiek, bo już miał wystarczająco dużo czasu, żeby pokazać że jest w stanie coś wnieść do drużyny.
  46. 0 polubień
    Info otrzymane dzisiaj na maila Szkoda, ale przynajmniej wygląda na to, że się starali, próbując. Miałem nosa, że zamówiłem prenumeratę tylko na 6 miesięcy, jestem tylko 1 numer w plecy ... Szanowni Państwo Zarząd Magic Basketball Sp. z o.o. zawiadamia, że z upływem pierwszego (niepełnego) roku istnienia Spółki dokonał oceny jej wyników także z punktu widzenia możliwości kontynuowania działalności biznesowej. Ocena ta jest negatywna. Jak się okazuje zainteresowanie naszym czasopismem, a tym samym dyscypliną jest niewystarczające na pokrycie kosztów wpływami ze sprzedaży i reklam. Ostatnie miesiące poświeciliśmy na poszukiwanie sponsora czy inwestora, którego wsparcie pomogłoby rozwinąć magazyn, zwiększyć dystrybucję a co za tym idzie spłacić zobowiązania spółki. Nie mamy jeszcze wszystkich odpowiedzi, ale – co do zasady – starania te nie przyniosły efektu. Jesteśmy zmuszeni zakończyć działalność. Zdajemy sobie sprawę, że wielu z Państwa nie otrzyma zaprenumerowanych numerów naszego czasopisma. Nie jesteśmy też w stanie zwrócić Państwu wniesionych opłat. Nie mamy żadnego usprawiedliwienia poza tym jedynie, że polska koszykówka i związany z nią rynek okazały się znacznie mniej zasobne i aktywne niż się spodziewaliśmy. Nie zmieniły tego także sukcesy na ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata. Niezależnie od dalszych losów Spółki postaramy się choć w drobnej części wynagrodzić Państwu poniesione straty. Nie wiemy jeszcze jak to zrobimy, ale nie pozostawimy tej sprawy samej sobie. Proszę nam wierzyć, że powstała sytuacja jest dla nas tak samo bardzo przykra. Szczerze przepraszamy. Dziękujemy za zainteresowanie naszym czasopismem i za podtrzymywanie w nas wiary w sensowność tego co robiliśmy. Ze sportowym pozdrowieniem Zarząd
  47. 0 polubień
    Pierwszy z brzegu niech bedzie mecz z Cavs
  48. -1 polubień
    Lewandowski jest aktualnie liderem strzelców Ligi Mistrzów oraz Bundesligi. W dodatku w całym roku kalendarzowym jest najskuteczniejszym piłkarzem z graczy ze wszystkich topowych lig. Strzelił więcej niż Mesii, C. Ronaldo, Mbappe. To jest całkiem inna skala osiągnięć niż mistrzostwo świata w dyscyplinie, w której tylko w 4 krajach jest więcej niż 10 drużyn. I to tylko dlatego, że w większości Ci sami ludzie w nich jeżdżą. Taki Zmarzlik oprócz ligi polskiej jeździ w duńskiej i szwedzkiej. Ogólnie widziałem gdzieś komentarz, że w powiecie grójeckim jest więcej piłkarzy niż żużlowców na całym świecie. Co innego wejść na szczyt dyscypliny, którą uprawiają miliony, a co innego takiej którą uprawia z tysiąc ludzi. Ogólnie nie miałbym z tym wyborem problemu, gdyby Robert był po prostu jednym z wielu czołowych piłkarzy, który się niczym specjalnym nie wyróżnił. Jednak w tym sezonie się wyróżnił mocno strzelając bramkę za bramką. Podsumowując powinniśmy patrzyć na popularność dyscypliny, bo im bardziej popularna tym trudniej coś osiągnąć i przywoływani tu Phelps i Armstrong to też całkiem inna skala niż Zmarzlik, bo jednak pływanie, a zwłaszcza kolarstwo są popularne na świecie, a i nawet rekreacyjnie sporo ludzi pływa i jeździ na rowerze. Jednak jak ktoś zdobywa tytuł mistrza świata nawet w niszowej dyscyplinie, to spokojnie może wygrać z zawodnikiami z tych topowych jeśli tamci niczym szczegółnym się nie wyróznili, ale powtarzam Lewy w tym roku wyróżnił się mocno, będac najskuteczniejszym piłkarzem. I w sumie nie ma czegoś takiego jak nagroda dla najlepszego (co w sumie jest niemierzalne), zawsze jest dla najpopularniejszego. Dlatego Zmarzlik wygrał, bo żużel popularny u nas, a żuzlowcy dla mas to "gladiatorzy mierzący się ze śmiercią", a piłkarze to "przepłacone gwiazdeczki, którym się biegać nie chce".
  49. -1 polubień
    Informacja odnośnie przyszłości Magic Basketball
  50. -2 polubień
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.